"...Rzeka Toropa łączyła jeziora Sielskoje i Zalikowje, a jedyne przejście na wschód wiodło przez groblę, położoną przy młynie wzniesionym na carskim trakcie oraz przez bród, znajdujący się opodal owej grobli. Było to idealne miejsce dla zatrzymania korpusu pościgowego, toteż Czeremisów i Naszczokin rozlokowali swą jazdę na wschodnim brzegu rzeki, na wprost grobli i brodu, wysuwając do przodu oddział strzelców..."
Fragment książki: Dariusz Kupisz "Psków 1581-1582" s. 47
"...Przed wieczorem 20 września podjazd Kiraly'ego (170 koni) ścierając się wśród bagien i lasów z moskiewskimi podjazdami dotarł na równinę w pobliże Toropca. W okolicy wsi Olchowka natrafił na 1000 jazdy nieprzyjacielskiej uszykowanej do bitwy - na prawym skrzydle stał oddział tatarski, na lewym rosyjski. Reszta wojska moskiewskiego wycofała się za rzekę Toropę i tam gotowała się do walki. Czeremisinow i Naszczokin słusznie przewidywali, że natarcie polskie nastąpi wzdłuż „traktu carskiego" przez groblę na rzece pod młynem Rieczan i dalej na północ ku Toropcowi. Kiraly (do którego dołączyła szpica jazdy węgierskiej Jerzego Zybryka - 200 koni) nie chciał narażać się na boczne uderzenie, wstrzymał się z atakiem i wysunął do przodu tylko harcowników. Chodziło mu przede wszystkim o zdobycie „języka" dla wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. Jeniec mógł bowiem dostarczyć informacji, czy przeciwnik nie przygotował zasadzki lub też, czy nie prowadzi walki opóźniającej w celu zyskania na czasie i dania możności swobodnego wycofania się swym siłom głównym. Jednak harcownicy moskiewscy „jęli jakoby ustępować w zad", chcąc wciągnąć polskich jeźdźców pod uderzenie własnego szyku. Wówczas to husarz z chorągwi Mikołaja Jazłowieckiego Karwat Głuch postanowił porwać jeńca z szeregów nieprzyjacielskich. Według Ł. Działyńskiego „skoczył z kopią (...), lecz twardousty koń jego, uniósł go pośród Moskwy. On obaczywszy, że już próżno, skoczył i skruszył o jednego kopię. Potem do szable przyszedł i zabił ich kilku, lecz potem, Moskwa onego pojmawszy w drobne sztuki rozsiekała". Śmierć dzielnego husarza nie sprowokowała jednak Kiraly'ego do szarży, dlatego też jazda moskiewska i tatarska zaczęła się wycofywać przez błotnisty las na wschód od Olchowki ku rzece Toropie w kierunku swych sił głównych. Szpica Kiraly'ego i Zybryka ruszyła za nią, nie chcąc tracić styczności z nieprzyjacielem. Dowódcy moskiewscy rozstawili swe wojsko w dwóch rzutach. Pierwszy stanowili strzelcy rozwinięci w długą linię od młyna Rieczan i na lewym brzegu Toropy aż po zabudowania wioski Łosoczi. W drugim rzucie na prawym skrzydle stanęła jazda moskiewska Czeremisinowa, a na lewym tatarska Naszczokina. Wycofujący się dotąd moskiewsko-tatarski oddział straży tylnej przystąpił teraz do przeprawy przez rzekę za młynem, w czym usiłowało mu bezskutecznie przeszkadzać 30 harcowników polskich.
Tymczasem nadeszła straż przednia Barbeliego (600 koni) i natychmiast rozwijając się z marszu na prawo od Kiraly'ego, zaatakowała moskiewską straż tylną, spychając ją do rzeki. W tym rozstrzygającym momencie bitwy siły zaangażowane po stronie moskiewskiej przy grobli i młynie były nieco większe (1000 jazdy, ok. 200 strzelców), ale słabiej uzbrojeni pomiestnicy i Tatarzy zostali zaskoczeni salwą z 200 strzelb i 400 pistoletów arkebuzerów Stanisława Sobockiego i Jerzego Farensbacha oraz szarżą husarską chorągwi Andrzeja Zborowskiego, Aleksandra Koniecpolskiego i Stanisława Żółkiewskiego. Również i strzelcy we młynie po oddaniu najwyżej jednego strzału ze swych piszczeli ulegli panice i rzucili się w stronę rzeki pod naporem husarii węgierskiej Kiraly'ego, prywatnej Samuela Zborowskiego i nadwornej Hieronima Filipowskiego. Atak się więc powiódł, mimo strat poniesionych od broni palnej. Wyprzedziwszy swe siły główne, na pole bitwy przybył osobiście Zbaraski. Skierował on na lewe skrzydło chorągwie husarskie, do których dołączył Kiraly. Ukazały się one od strony pagórka na skraju lewego skrzydła polskiego, a więc po sforsowaniu grobli mogły odciąć przeciwnikowi drogę odwrotu na Toropiec. Dlatego też Zbaraski wsparł natarcie na lewym skrzydle nową masą husarii z własnych sił głównych, które właśnie w tym momencie przybyły na pole bitwy. Jak pisał B.Paprocki husarze „przebieżawszy onę rzekę, a prawie jako ptacy w nie uderzyli, żadnej szkody nie popadłszy, tylko Jazłowieckiego Mikołaja i to nieszkodliwie postrzelono, Porudeńskiemu konia ranili, Podlodowskiego także trochę obrazili, Sobieskiego Marka strzałą do siodła przybili, wszakoż ciała nie mszyli, pod Bełżeckim fanem konia ranili, pod Samuelem Zborowskim też konia raniono". Straty były więc niewielkie i pochodziły głównie od strzał z łuków moskiewskich i tatarskich. Wprawdzie rozstrzygnięcie nastąpiło na lewym skrzydle polskim, to na prawym strzelcy rozstawieni za Toropą mieli również ograniczone możliwości ostrzału z broni palnej ze względu na własną jazdę kłębiącą się w rzece pod naporem chorągwi Barbeliego. Nieprzyjaciel nie mogąc powstrzymać obu już skrzydeł polskich forsujących Toropę, rzucił się do ucieczki. Brakło żołnierzom moskiewskim odporności psychicznej i szybko ulegli panice. Również ich dowódcy dysponujący jeszcze 2-3 tysiącami nierozbitego wojska, nie próbowali kontrataku obchodząc przeciwnika przez Toropę od południa, lecz zdecydowali się na jak najszybszy odwrót do Toropca. W rezultacie jak pisał Ł. Działyński „lecz niż się nasi przeprawili, oni byli we ćwierci mili, bo się drogą [tzn. traktem carskim - M.P] udali uciekając, a Tatarowie w inszą stronę na błota (...)". Chorągwie królewskie, które przeprawiły się przez rzekę, ścigały rozproszone grupy jazdy moskiewskiej po błotnistym i bagiennym terenie na odległość kilkunastu kilometrów, aż do zapadnięcia zupełnych ciemności nocnych. Straty moskiewskie wynosiły 300-500 zabitych i 200 wziętych do niewoli (w tym obaj wodzowie moskiewscy: Czeremisinow i Naszczokin|. Znaczenie bitwy nad Toropą polegało przede wszystkim na rozproszeniu znacznej części sił moskiewskich (4 tys. żołnierzy), co miało głęboki wydźwięk psychologiczny. Uprzednie wycofanie się 6-tysięcznych sił głównych Chiłkowa oraz ich niezdolność do kontynuowania działań, świadczyły o załamaniu się ducha bojowego po stronie moskiewskiej. Zwycięstwo Zbaraskiego zapewniło nie tylko bezpieczeństwo od strony Toropca, ale umożliwiło również Batoremu prowadzenie dalszych działań zaczepnych przeciw innym zamkom moskiewskim. Wojewoda bracławski uznał tym samym swe zadanie za wykonane i nie próbując oblegać Toropca powrócił do obozu królewskiego..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom III. Lata 1576–1599" s. 180-181