ozdoba

Chocim 1572

ozdoba

Szukaj:

Zapisz się na bezpłatny newsletter:

"...W nocy z 12 na 13 kwietnia cofający się pod ogniem nieprzyjacielskim Polacy, nie zsiadając z koni ani nie śpiąc, przybyli w pobliże Chocimia. Na Dniestrze była przeprawa obsadzona przez Turków, Mieleckiemu udało się ich jednak spędzić ogniem z 12 dział. Pod Chocimiem dotychczasowa dyscyplina marszu rozluźniła się jednak - Polacy poczuli się bezpieczni. Wtedy nastąpiło nowe silne uderzenie tureckie. W zaskoczeniu i zamieszaniu, które nastąpiło w obozie polskim, jedynie chorągiew Temruka stawiła opór i tak długo odpierała ataki nieprzyjaciela, aż Mikołaj Sieniawski nie uszykował pozostałych chorągwi ustawiając przed nimi działa i piechotę. Jazda rozstawiona została „starym urządzeniem polskim": w hufie czelnym chorągwie Jordana, Macieja Kozielskiego i część Jana Koźmińskiego, w hufcach posiłkowych na prawym skrzydle Wolskiego, Mieleckiego, Michała Jazłowieckiego, na lewym Herburta i Lanckorońskiego, a w hufie walnym pozostałe chorągwie w liczbie 880 koni. Doszło wówczas do spięcia między Mieleckim, a byłym hospodarem wtrącającym się do dowodzenia wojskiem. Wojewoda upomniał Bogdana „aby się nie mieszał do sprawy, lecz poprzestając na tem, co inni dla niego czynią, siedział w obozie, kędy mu bezpieczniej".

Bitwa pod Chocimiem

Gdy Turcy uderzyli na rotę pieszą Jana Ciemierzyńskiego, Sieniawski polecił nacierać Herburtowi i Temrukowi, lecz - jak pisał Stanisław Sarnicki - ci „kozaczy rotmistrze... wymawiali się z tego, że mając oszczepiki nie będą mogli wytrzymać Turkom z długimi kopiami, bo levis armaturae, gdy poczynają bitwę, nie mają się wdawać in statoriam pugnam, jeno mają poniekąd z boku nosa nieprzyjacielowi [przejść], ugadzając w róg albo gdzie widzą [że nieprzyjaciel wygląda] słabiej, albo też objazd uczyniwszy z boku uderzyć. Wszakże i oni nieźle się podawali, że z boków obiecali zmacać nieprzyjaciela (...)". Uderzyła więc chorągiew husarska Jordana, a Herburt z Rożenem przeprowadzili manewr oskrzydlający i zaatakowali nieprzyjaciela z boku. Ten począł się cofać do pobliskiego lasu. Część żołnierzy - zwłaszcza poczty czterech braci Jordanów - nie bacząc na porzuconą przez uciekających Turków broń, turbany i kosztowne przedmioty, rozpierzchła się w pościgu za nimi między drzewami, zbytnio oddalając się od obozu. „W wojsku bowiem polskim - komentował Łasicki - taki jest zapał podczas boju, że nie umieją ustąpić z pola, jeno zwyciężywszy, albo zwyciężeni. Niepilnując się szyku aż nim dojdą do celu, w powrocie gotowi są już puścić wodze swej chciwości)..)". Przeciwnik - widząc rozluźnienie w szykach polskich - wprowadził wówczas do walki nowych 600 koni jazdy, która uderzyła na Herburta. Na pomoc Herburtowi ruszyły chorągwie: hetmańska pod dowództwem Stanisława Radeckiego i Rożena, a następnie Jordana i Lanckorońskiego. Wprawdzie atak turecki został zatrzymany, ale w starciu na lewym skrzydle z dwukrotnie liczniejszym przeciwnikiem zginęło 14 Polaków, a wielu było rannych. Sam rotmistrz Herburt, straciwszy czterech pocztowych, wmieszł się w szeregi mołdawskie i dotarł nawet do nieprzyjacielskiego obozu. Turcy po ubiorze kozackim wzięli go za Mołdawianina, a on wykorzystując odpowiedni moment żołnierza tureckiego „ciąwszy szkaradnie ruszył prędko na koniu, przez jeden rów szeroki i głęboki skoczył. Krzyknie on Turczyn na swe, ali się dwa Turcy zaraz puszczą za nim, z których jeden dopadłszy go ugodził mu kopią w siodło, a drugiemu koń raz skaził; także przedsię ze wszystkiego skoku bieżał łoi swym, broń po sobie dzierżąc (...)".

Bitwa pod Chocimiem 1572

Pod osłoną broniącej się jazdy Mielecki, ostrzeliwany przez cały czas przez Turków, formował z wozów tabor. Zdejmowano łańcuchy z kół wozów, zaprzęgano konie, przystosowując w ten sposób warowny obóz do szyku marszowego. Miał on kształt prostokąta, z dwoma gotowymi do otwarcia bramami - przednią i tylną. Gdy Polacy pod osłoną taboru ruszyli pod zamek chocimski, Kozielski za zgodą Mieleckiego zrobił wypad na obóz nieprzyjacielski zdobywając kilka armat i chorągiew. Turecka jazda natarła wówczas swą masą zarówno na wycofującą się polską chorągiew, jak i na tylną bramę taboru. Była wśród atakujących słynna formacja deli, o czym świadczy opis walki Młodeckiego, towarzysza Kozielskiego, autorstwa Łasickiego: „Turka zabił z ręcznej strzelby (...) a do upadającego zawołał: „Tak więc leżeć musisz, mięsopustna maszkaro", bowiem był ów Turek strojny w pióra strusie i skórę lamparcią, nakształt zapustnych maszkar (...)". Po salwach zamykającej tylną bramę piechoty i dział Jakuba Jordana, jazda nieprzyjacielska odskoczyła do tyłu, dzięki czemu tabor mógł kontynuować swój marsz łoi Dniestrowi.

sformowano tabor

Pod zamkiem chocimskim zatoczono znów warowny obóz, a Bogdan, porozumiawszy się z Mieleckim, wysłał posła do Iwonii Radeckiego. Ten przekazał jednak posła w ręce Turków, a ci sprzedali go na galery. Polacy znaleźli się w ciężkim położeniu. Z Chocimia było tylko jedno przejście na stronę polską - przez Dniestr. Na rzece nie było jednak mostu, a przeprawa promem na oczach przeważającego i gotowego do walki przeciwnika groziła nieuchronną katastrofą. O dłuższym pobycie w zamku nie mogło być mowy z powodu braku żywności. Mieleckiego z opresji uratował wówczas hetman Jerzy Jazłowiecki, który w 800 koni i 5 małymi działkami przybył nad Dniestr naprzeciwko Chocimia. Zorientowawszy się w sytuacji powstrzymał się od przeprawy i wysłał do dowodzącego Turkami sandżakbeja białogrodzkiego „swojego domownika" z żądaniem, by zezwolono na powrót Mieleckiemu. Tłumaczył, że Polacy będący u Mieleckiego wyprawili się bez wiedzy jego i króla, że nie wiedzieli o poparciu Iwonii przez sułtana, groził wezwaniem większych sił dla ratowania swych przyjaciół. Sandżakbej rozkazał wówczas Turkom i Mołdawianom odstąpić od brzegów Dniestru. Przez 5 dni Polacy przeprawiali się przez wezbraną rzekę tracąc przy tym wiele koni. Pod koniec Mołdawianie próbowali zaatakować resztki wycofującego się wojska, ale zostali odpędzeni ogniem piechoty i dział z zamku chocimskiego, gdzie zamknął się Dobrosołowski..."

Jazłowiecki ratuje sytuację

Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 284-288

Nasz serwis, podobnie jak inne warownie w sieci, używa ciasteczek w celach statystycznych oraz aby serwować Ci reklamy (Google AdSense) dopasowane do Twoich zainteresowań. Dzięki temu możemy dbać o renowację naszych treści. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.