ozdoba

Kieś (Wenden) 1578

ozdoba

Szukaj:

Zapisz się na bezpłatny newsletter:

"...Pod Wenden (Kies) dotarły trzy pułki moskiewskie: wielki, przedni i strażniczy, pod ogólną komendą Iwana Juriewicza Golicyna, szacowane na ok. 18 tysięcy ludzi i kilkadziesiąt dział. 15 października główne siły Golicyna obiegły miasto, a jednocześnie Tatarzy moskiewscy rozpoczęli działania dywersyjne docierając na przedpola Rygi. Hetman polny litewski Krzysztof Radziwiłł bawił wówczas w Ostrogu na Wołyniu, gdzie brał niedawno ślub z Katarzyną Ostrogską. W takiej sytuacji hetman wielki Mikołaj Radziwiłł „Rudy" powierzył organizację odsieczy dla miasta Andrzejowi Sapiesze, zimującemu ze swą chorągwią pod Rygą.

Kiesi broniło ledwie 200 żołnierzy Suchodolskiego wspartych przez mieszkańców, toteż każdy dzień zwłoki mógł spowodować jej upadek. Na szczęście wodzowie moskiewscy nie pokusili się o natychmiastowy szturm lecz rozpoczęli prace inżynieryjne przystępując do regularnego oblężenia. Sapieha posłał natychmiast do miasta trzech szpiegów z obietnicą rychłej pomocy, po czym dokonał błyskawicznej koncentracji królewskich sił polowych stacjonujących nad Dźwiną. Zebrał ok. 2000 ludzi, tj. chorągwie jazdy Macieja Dębińskiego, Lenarta Kietlicza, Wacława Żaby, Dymitra Rahozy, Hawryły, Zbyszewskiego i własną. Kilka rot szlachty inflanckiej pod kierunkiem Jana Bihryga, Mikołaja Korffa i Wilhelma Platera oraz 400 „pieszych strzelców witebskich". Ponadto doliczono się 18 lekkich działek polowych..."


Fragment książki: Dariusz Kupisz "Połock 1579" s. 79

"...W sumie przeszło 3 tys. żołnierzy i 18 lekkich działek polowych. Były to siły zbyt szczupłe, by atakować pięciokrotnie liczniejszego nieprzyjaciela. Dlatego też Sapieha nawiązał kontakt z pułkownikiem szwedzkim Jerzym Boye (3500 żołnierzy), który zgodził się na współdziałanie przeciw armii moskiewskiej. Wysłał też litewski dowódca gońców do Kiesi, którzy przedostawszy się do Suchodolskiego zawiadomili go o zbliżającej się odsieczy. Wojska polsko-litewskie od południa i szwedzkie od północy posuwały się drogą Treiden-Wolmar w odległości 5-15 km na zachód od Gawii i dlatego nie zostały początkowo rozpoznane przez podjazdy tatarskie operujące na wschód od rzeki. Dzięki udanej synchronizacji działań spotkanie Sapiehy z Boye nastąpiło przypuszczalnie pod zamkiem Roop, po czym połączone siły (6500 ludzi) ruszyły na wschód drogą prowadzącą z Lemsal do Kiesi. Po całonocnym marszu w strugach zimnego i ulewnego deszczu dotarły one rankiem 21 października nad Gawię, tocząc już walki z podjazdami moskiewskimi. Golicyn, początkowo zaskoczony pojawieniem się tak znacznych sił przeciwnika w rejonie Kiesi, teraz postanowił bronić przeprawy przez rzekę. Wysłał nad Gawię około tysiąca jazdy, która zasypała Polaków i Szwedów strzałami z łuków. Wobec znacznych strat w koniach Sapieha rozkazał ustawić cztery działka nad brzegiem, których ogień odrzucił jeźdźców moskiewskich z doliny rzecznej. Ostrzał umożliwił przeprawę wpław chorągwiom polskim i litewskim, przy czym każdy z jeźdźców wziął z tyłu na konia piechura. Przeciwnik usiłował zepchnąć ich z powrotem do wody, ale ogień z polskich działek zniweczył wszelkie próby kontrataków. W tej sytuacji wojsko moskiewskie ustąpiło z doliny rzecznej, a Golicyn postanowił przyjąć bitwę na wzniesieniu rozciągającym się wzdłuż drogi do Kiesi, a od północy ograniczonym lasem. W szańcach i w obozie pod obleganym zamkiem pozostawił 4-5 tys. piechoty, a jazdę (około 13 tys. koni) rozstawił przed lasem, przy czym Tatarzy stanowili prawe, a dworianie lewe skrzydło ugrupowania. Dwukrotnie słabsze wojsko polsko-litewsko-szwedzkie zmuszone było atakować pod górę, co osłabiało impet uderzenia zwłaszcza chorągwi husarskich..."


Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom III. Lata 1576–1599" s. 141

Spotkanie wojsk polskich i szwedzkich nastąpiło 20 października w połowie drogi między Wolmarem a Kiesią. Dzień był bardzo brzydki, padał zimny deszcz. Mimo to ruszono natychmiast na pomoc oblężonej załodze. Po całonocnym marszu, w trakcie którego dochodziło do starć z podjazdami moskiewskimi, połączone wojska stanęły nad Gawią rankiem 21 października. Miasto otoczone wysokimi szańcami oblężniczymi znajdowało się na lewym brzegu rzeki.

Gdy dowódcy moskiewscy dostrzegli nadciągające oddziały pchnęli nad rzekę około tysiąca jazdy, by broniła przeprawy. Jeźdźcy moskiewscy natychmiast zasypali Polaków i Szwedów strzałami z łuków.

„Bacząc wojewodzie [Sapieha — D. K.], że konie psuje Moskwa, kazał cztery działka zasadzić, z których zrazu Moskwę odstrzelał. Zatem się ludzie polscy wpław przeprawili, wziąwszy każdy zasię na koń knechta". Kiedy pierwsze chorągwie wychodziły na brzeg jazda moskiewska chciała zepchnąć je z powrotem do wody, ale sprawny ogień artylerii polskiej powstrzymał jej zapał do szarży.

Ostatecznie dowódcy moskiewscy ustąpili z pól nad rzeką. Ufając w swą przewagę liczebną nie zamierzali się uchylać od bitwy. Postanowili pozostawić część swych sił w szańcach i w obozie pod obleganą Kiesią, a resztę rozstawili na wzniesieniu, przez co szczupłe wojska polsko-szwedzkie musiały atakować pod górę..."


Fragment książki: Dariusz Kupisz "Połock 1579" s. 80-81

bitwa pod Kiesią

"...Około godziny 16 jazda polsko-litewska zaatakowała moskiewską na prawym, a szwedzka tatarską na lewym skrzydle. Karakolujące kornety rajtarskie ześrodkowując ogień z pistoletów w wybranych punktach, z łatwością łamały i kawałkowały linie tatarskie, niszcząc je potem po kolei w walce wręcz rapierami. W rezultacie Tatarzy w służbie carskiej nie wytrzymali uderzenia i pierzchli z pola walki do rozciągających się za nimi lasów. Jednocześnie husaria przełamała szyk jazdy moskiewskiej, która poczęła się cofać wprost na własny obóz. W ślad za nią między namioty i wozy wpadli Polacy i Szwedzi, którzy sądzili, że bitwa jest już rozstrzygnięta. W czasie walk o obóz doszło do przypadkowego podpalenia prochów i piechota moskiewska nie miała czym strzelać ze swych rusznic. Licząc na zamieszanie związane z przejmowaniem zdobyczy obozowej, oddziały nieprzyjacielskie zaczęły się skupiać i pojawiać przed lasem. Sapieha nakazał więc formowanie szyku bojowego, ale Golicyn zrezygnował z kontynuowania bitwy i wycofał swą jazdę na tereny zalesione rozciągające się na północ od strumienia wpadającego do Gawi. W pościg za przeciwnikiem ruszyła część sił polsko-litewskich. W szańcach usypanych na dnie wąwozu w pobliżu zamku nadal jednak znajdowało się 4 tys. piechurów moskiewskich, gotowych bronić się do upadłego. Gdy wieczorem do stanowisk nieprzyjacielskich zbliżyła się piechota polska i szwedzka, uderzył na nią 1200-osobowy oddział uzbrojony jedynie w szable i berdysze. Doszło do zaciętej walki wręcz, która trwała jeszcze dwie godziny po zapadnięciu zmroku. Dopiero wówczas zdziesiątkowani piechurzy moskiewscy zostali z powrotem wyparci do okopów. Próba przebicia się nie powiodła, wobec czego otoczeni i osamotnieni po spędzeniu własnej jazdy strzelcy skapitulowali następnego dnia w godzinach rannych i to mimo strachu przed spodziewanym gniewem carskim. Pozostali tylko artylerzyści, którzy - według rosyjskich źródeł - w obliczu klęski wybierali śmierć samobójczą niż niewolę. Wojsko moskiewskie straciło 6 tys. żołnierzy, cały tabor i artylerię złożoną z 23 dział i moździerzy. Iwan Golicyn zdołał uciec, ale do niewoli dostali się m.in. dowódca pułku strażniczego kniaź Piotr Iwanowicz Tatiew, kniaziowie Piotr Iwanowicz Chworostynin i Michał Fiodorowicz Gwozdiew oraz diak Andrzej Kołbukow. Polegli kniaziowie Wasyl Andrejewicz Sickow i Michał Wasylewicz Tiufiakin Oboleński. Nie są znane straty wojsk polskich i szwedzkich, ani losy pozostałych 41 dział moskiewskich. Wyższość taktyczna jazdy polsko-litewskiej i sprawne dowodzenie zadecydowały o kolejnym sukcesie w polu strony królewskiej. U nieprzyjaciela uwidoczniły się braki jednolitego dowodzenia, rozpoznania i współdziałania poszczególnych rodzajów wojska. Strzelcy moskiewscy okazali się bezbronni po spędzeniu przez przeciwnika jazdy..."


Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom III. Lata 1576–1599" s. 141-142

Bitwa pod Kiesią

"...Nazajutrz rano otoczeni piechurzy moskiewscy uznali swą sytuację za beznadziejną i mimo strachu przed gniewem cara zdecydowali się na kapitulację. Jedynie artylerzyści „razem z nadzieją ocalenia armat stracili też i ochotę do życia i powrozy owe wiszące (...) u końców armat, okręciwszy około szyi, sami sobie poodbierali życie".

Pogrom jazdy i kapitulacja piechoty pod Kiesią były znacznym ciosem dla moskiewskich sił zbrojnych. W ręce zwycięzców dostały się 23 działa i moździerze, między którymi za najokazalsze uznano „Wilka", dwie „Dziewki" i „śmiję". Iwan Golicyn zdołał uciec, ale do niewoli dostali się m.in. kniaź Piotr Iwanowicz Tatiew (dowódca pułku strażniczego), kniaź Piotr Iwanowicz Chworostynin, kniaź Michał Fiodorowicz Gwozdiew i diak Andrzej Koł-bukow. Wśród wielu poległych znaleźli się kniaziowie Wasyl Andrejewicz Sickow i Michał Wasylewicz Tiufiakin Oboleński..."


Fragment książki: Dariusz Kupisz "Połock 1579" s. 82-83

Nasz serwis, podobnie jak inne warownie w sieci, używa ciasteczek w celach statystycznych oraz aby serwować Ci reklamy (Google AdSense) dopasowane do Twoich zainteresowań. Dzięki temu możemy dbać o renowację naszych treści. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.