"...Droga z Jezierzyszcz do Newla (20 km), wiodąca przez podmokłe lasy, w odległości ok. 6 km przed zamkiem newelskim przechodziła w przewężenie terenowe, ograniczone z lewej strony najpierw bagnami, później jeziorem, z prawej zaś niewielką rzeczką płynącą w poprzek traktu i wpadającą następnie do Łowaci. Tu Leśniowolski zatrzymał się na noc „zastawiwszy się w błotnym, w ciasnym i z przyrodzenia obronnym miejscu i działa porządnie rozsadziwszy". Wraz ze sprawcą hufców, rotmistrzem Janem Zborowskim […] ustawił działa i rotę pieszą Wojciecha Wierzchlejskiego na przodzie ugrupowania bojowego - przypuszczalnie na prawym i lewym skrzydle w pozycjach ryglowych. Pośrodku w hufie przednim stanęła jazda polska i litewska, z tyłu zaś huf walny dowodzony przez Jakuba Secygniowskiego. Oskrzydlenie lub obejście szyku polskiego od tyłu było niemożliwe nawet dla lekkiej jazdy moskiewskiej ze względu na ciągnące się od wschodu i zachodu bagna przechodzące w jezioro. Atakować można było tylko od czoła wzdłuż wąskiej drogi pod ostrzałem polskich dział, hakownic i rusznic.
Rankiem 19 sierpnia 1562 r. armia moskiewska maszerująca traktem od Newla natknęła się na stanowiska polskie. Zorientowawszy się w szczupłości sił polskich, Kurbski postanowił nacierać, licząc na swą ogromną przewagę liczebną (1:10). Był pewny, że Polaków „nahajkami do Moskwy zapędzi". Leśniowolski zdawał sobie sprawę ze strat, które musiałby ponieść w wypadku odwrotu. Podjął więc ryzykowną decyzję stoczenia bitwy obronnej w oparciu o dogodną pozycję terenową. Początkowo wojsko moskiewskie swą masą poczęło spychać chorągwie polskie. Pod strzałami z tatarskich łuków padło wiele koni w jeździe koronnej i litewskiej. Doniesiono nawet Zebrzydowskiemu, że oddział Leśniowolskiego został rozbity. Hetman, wstrząśnięty tą wiadomością, posłał na pomoc pięć chorągwi jazdy (750 koni). Wkrótce też, mimo choroby, wyruszył sam z Jezierzyszcz z resztą wojska. Po otrzymaniu jednak następnej wiadomości o skutecznej polskiej obronie pod Newlem, zawrócił chorągwie z powrotem. Na pozycji newelskiej trwała tymczasem zacięta walka. Chorągwie polskie przeprowadzały udane kontrataki. Odskakując od nieprzyjaciela znajdowały oparcie w stojącym w tyle hufcu walnym Jakuba Secygniowskiego. Piechurzy Wojciecha Wierzchlejskiego i artyleria koronna nieustannie ostrzeliwały szyki moskiewskie. Wielogodzinna walka powodowała zmęczenie ludzi i koni. Złaknieni żołnierze pili wodę skażoną zwłokami poległych, co - jak w przypadku rotmistrza Jana Zborowskiego - przypłacili później ciężką chorobą. Kolejne natarcia oddziałów moskiewskich załamywały się pod ciosami polskich szabel, kopii i w ogniu broni palnej. Gdy od celnej kuli polskiego piechura padł jeden z wojewodów moskiewskich, ataki nieprzyjacielskie osłabły. Przed wieczorem, po bezskutecznej całodziennej walce, ranny Kurbski, poniósłszy znaczne straty, wstrzymał natarcie. Straty moskiewskie w zabitych sięgały 1500 ludzi. Większość zginęła od ognia broni palnej, wielu poległo w czasie odwrotu lub potopiło się w jeziorze. Po stronie polskiej zabitych zostało jakoby tylko dwóch towarzyszy i czternastu pocztowych.
Wieczorem Kurbski wycofał swe pułki o ok. 2 km, w stronę Newla. O tę samą odległość cofnął się również Leśniowolski. Tymczasem od strony Chołmu przez Wielkie Łuki nadeszła do Newla armia Serebriannego i Morozowa licząca według przesadzonych danych jakoby 40 tys. żołnierzy. W sumie więc dowództwo moskiewskie mogło dysponować pod Newlem siłami dochodzącymi do 40-60 tys. żołnierzy. Mimo tak druzgocącej przewagi liczebnej, nie odważono się jednak atakować wojska polskiego. Leśniowolski spokojnie wrócił do obozu Zebrzydowskiego pod Jezierzyszczami (2LVIII)..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 159-162