"...W lipcu 1551 r. Polacy poparli pretendenta do tronu mołdawskiego Iwonię, usiłującego obalić protureckiego Stefana VI Raresza. Jednocześnie Ferdynand Habsburg skorzystał z zaangażowania Turcji w wojnie z Persją i wysłał do Siedmiogrodu 6 tys. wojska pod dowództwem margrabiego Jana Castaldo. Izabela Jagiellonka zrzekła się wszelkich praw do Węgier i opuściła z synem Siedmiogród, wyjeżdżając do Polski. Postępowanie Zygmunta Augusta wobec Zapolyi i Iwonii wrogo zostało odczytane przez sułtana Solimana, który postanowił ukarać króla polskiego wyprawą krymską na ziemie litewskie. Celem ataku tatarskiego miał być Bracław, którego zdobycie likwidowało bazę wyjściową polsko-litewskich wypadów na wybrzeża Morza Czarnego, a z drugiej strony otwierało możliwości swobodnego przenikania czambułów na polskie Podole. Wykonania tego zadania chan krymski Dewlet Girej podjął się osobiście, koncentrując znaczne, zapewne kilkunastotysięczne siły wsparte przez janczarów i artylerię turecką oraz posiłki mołdawskie.
W końcu sierpnia 1551 r. Tatarzy przeszli Boh i szybkim marszem szlakiem kuczmańskim wtargnęli na litewskie Podole. Chan zatrzymał się na postój 20 km na południe od Bracławia przypuszczalnie w Tulczynie. Dnia 2 września o godz. 16 czambuły niespodziewanie pojawiły się pod miastem szeroko rozciągniętym na wzgórzach po prawej stronie Bohu, a obwarowanym jedynie wałem i rowem. Pod nieobecność starosty Bohusza Koreckiego mieszczanie nie wystawili stróży polnej i porozchodzili się do prac polowych. Bez większego wysiłku wdarli się więc Tatarzy do Bracławia i tylko nielicznym jego mieszkańcom udało się schronić do zamku położonego na skalistym wzgórzu nad Bohem.
W zamku bracławskim znalazło się 50 ziemian, mieszczan i najemników pod dowództwem namiestnika starościńskiego Słupicy oraz wiele kobiet i dzieci. Obrońcy rozporządzali 4 działami, 30 hakownicami i beczką prochu. Dewlet Girej część swych sił przeprawił na drugą stronę Bohu i szczelnie otoczył zamek, odcinając oblężonym dostęp do wody. W obrębie podniszczonych murów brak było bowiem ujęcia wodnego. Z czterech stron chan kazał wybudować szańce, na których rozstawił 15 dział. Rozpoczął się silny ostrzał, przy czym najdotkliwszy dla obrońców był ogień z dużych dział ustawionych na dalszym szańcu usypanym na prawym brzegu rzeki. Przypuszczalnie jednak tureccy artylerzyści mieli trudności w prowadzeniu celnego ognia, a litewskie hakownice okazały się niezwykle skuteczne do rażenia z bliskiej odległości atakującego przeciwnika, stłoczonego w ciasnym terenie ograniczonym Bohem i Wołczokiem. Mimo użycia artylerii, szturmów janczarów, do których zmuszano również Tatarów przy pomocy pałek, obrona zamku trwała trzy dni i dopiero brak wody zmusił oblężonych do kapitulacji. Najeźdźcy zabrali z zamku wszystką broń i zgromadzoną tam ludność z namiestnikiem Słupicą na czele. Wyłowili także ludność ukrywającą się w okolicznych lasach, tak że wielkość jasyru sięgała 4 tys. ludzi. Miasto i zamek następnie spalili i spokojnie ze zdobyczą powrócili na Krym.
Uderza brak reakcji ze strony najbliżej rozłożonej chorągwi Pretwicza. Zapewne zaważyło tu słabe rozpoznanie polskie, szybkość marszu Tatarów i przypuszczalnie związanie starosty barskiego przeważającymi liczebnie oddziałami tatarskimi. W rejestrze odszkodowań za straty w zaciągu z 1550 r., ale obejmującym zapewne okres do jesieni 1551 r., chorągiew Pretwicza legitymuje się bowiem 31 końmi straconymi pod Barem. Również chorągwie hetmana Sieniawskiego, Hieronima Lanckorońskiego i Jana Ciepłowskiego straciły w sumie co najmniej 11 koni pod Międzybożem..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 95-96