"...tuż przed inwazją turecką, 30 grudnia 1569 r. zmarł gubernator Cypru Laurence Bembo. Jego następca, Sebastiano Veniero, nigdy nie dotarł na wyspę. Dowodzący konwojem wiozącym 2 tysiące żołnierzy na pomoc Famaguście Jerome Martinengo zmarł nagle, przez co część konwoju zawróciła i do celu dotarło niewiele okrętów. Mające płynąć jego śladem jednostki Pallavicino Rangoniego dotarły tylko do Krety.
W momencie inwazji osmańskiej Cypr zamieszkiwało około 200 tysięcy ludzi, w tym 90 tysięcy Włochów i Francuzów. Resztę stanowili Grecy, Żydzi, Ormianie, Syryjczycy, Koptowie i „Indianie”, tj. imigranci z krajów Środkowego Wschodu, w tym zapewne i Hindusi. Cypr miał kilka dużych miast handlowych i portowych. Położona w głębi stolica – Nikozja – liczyła 18 tysięcy mieszkańców, portowa Famagusta – 8 tysięcy. Po wyładowaniu Turków znaczna część mieszkańców małych miejscowości zbiegła do obu tych twierdz, dlatego podczas oblężenia musiało w nich przebywać znacznie więcej ludzi.
Badacze różnie oceniają siły lądującej na Cyprze armii tureckiej. Według włoskiego kronikarza Contariniego składały się one z 6 tysięcy janczarów, 4 tysięcy spahów, 4 tysięcy jazdy i dużej liczby wojsk nieregularnych – w sumie 100 tysięcy żołnierzy, w tym 50 tysięcy piechoty. Artyleria liczyła 30 dział obleżniczych, w tym podobno były nawet stufuntowe, i 50 dział polowych⁹. Inne źródła oceniają siły Turków nawet na 200 tysięcy żołnierzy. Dane Contariniego dotyczące spahów, jazdy i janczarów wydają się być wiarygodne, a wojsk nieregularnych – znacznie przesadzone. [..]
Po wyokrętowaniu wojsk Turcy mieli przed sobą dwie ewentualności – atak na Famagustę lub na Nikozję. Lala Mustafa pasza zadecydował o uderzeniu na stolicę.
Nikozja nie była należycie przygotowana do obrony. Miała wprawdzie nowoczesne bastionowe fortyfikacje oraz zapasy amunicji i żywności na dwa lata, brakowało jednak ludzi i broni, zwłaszcza arkebuzów i szabel. Siły obrony składały się z 2 tysięcy zaciężnej piechoty włoskiej, słabo wyposażonej i wyszkolonej, tysiąca milicji miejskiej, 500 stradiotów rekrutującej się spośród Serbów, Greków i Albańczyków – uciekinierów z imperium osmańskiego. W toku walk obrońców wsparło tysiąc kilkuset żołnierzy przybyłych na wyspę z pomocą. Regularnym oddziałom pomagali też mieszczanie i chroniący się za murami stolicy okoliczni chłopi. Brakowało oficerów, duża część obrońców nie miała żadnego wyszkolenia wojskowego. W sumie Nikozji broniło ponad 10 tysięcy ludzi, z czego połowę stanowili żołnierze armii regularnej.
Komendant Nikozji pułkownik Eugene Sinclitico, książę Edessy, nie miał uzdolnień wojskowych, mógł jednak ko korzystać z rady doświadczonych żołnierzy. Należeli do nich: Cesar Piovence z Vincenzy, pułkownik Francesco Palazzo z Fany, artylerzysta Antonio Beretino, kapitan Andrea Cortese, dowódca saperów Giovanni Sozomeno oraz biskup Francesco Contarini, dający przykłady odwagi i poświęcenia (zginął potem śmiercią żołnierza).
Na Cyprze panowała silna wiara w potęgę floty chrześcijańskiej. Powszechnie sądzono, że nie dopuści ona do desantu, że Turcy nie będą nawet usiłowali na wyspie wyładować. Zaskoczenie było więc ogromne. Wybuchła panika, ludność masowo uchodziła do twierdz. Władze opanowały jednak sytuację, a dla poprawy nastrojów ogłosiły wolność wszystkim parici – niewolnikom i półniewolnikom zamieszkującym Cypr. Zapowiedziały też przyznanie nagród dla wyróżniających się żołnierzy.
Powszechnie spodziewano się ataku tureckiego najpierw na Famagustę, a później na Nikozję. Decyzja Lali Mustafy paszy zaskoczyła więc obrońców. Wkrótce po wyładowaniu wódz turecki wysłał do Nikozji pojmanego na Korfu Greka Nikodemosa z listem, stanowiącym faktycznie ultimatum. Żądał poddania miasta bez żadnych warunków, ukazywał beznadziejne położenie Cypru oddalonego od Wenecji, nie mogącego liczyć na pomoc jej słabej floty i armii, skazanego na własne niedostateczne siły. Groził – w razie oporu – całkowitym zniszczeniem Nikozji. Dał miastu dwa tygodnie do namysłu.
Po otrzymaniu odmownej odpowiedzi Lala Mustafa pasza przystąpił do oblężenia. Najpierw osaczył Nikozję jazdą, następnie – 30 lipca – podjął prace ziemne, budując przede wszystkim stanowiska dla ciężkiej artylerii. Niebawem na pobliskich wzgórzach wyrosły cztery forty ziemne obsadzone działami. Później Turcy zbudowali dwie linie okopów wokół miasta oraz zygzakowate rowy łączące, prowadzące do jego fortyfikacji. Główny wysiłek skierowali na starą część miasta i cztery bastiony: Podocataro..
Constanzo, Davila i Tripoli. Ogień dział stawał się coraz intensywniejszy. Przez cztery dni od świtu do zmierzchu, z czterogodzinną przerwą w południe, spadały na Nikozję pociski ciężkich dział, ale efekt bombardowania nie był zrazu imponujący. Skuteczniejsi okazali się arkebuzerzy, którzy z ukrycia dniem i nocą ostrzeliwali mury.
Długotrwałe oblężenie Nikozji polegało głównie na działaniach inżynieryjnych. Turcy budowali nowe transzeje, zbliżali się nimi do fossy i bastionów, nieustannie bombardowali fortyfikacje ogniem ciężkich dział, podkopywali się pod umocnienia, usiłując wysadzić je minami w powietrze, przeprowadzali ataki na zniszczone bądź bardziej uszkodzone obiekty obronne. Obrońcy byli mało aktywni. Dokonywali wprawdzie wypadów na stanowiska artylerii bądź okopy Turków, czynili to jednak małymi siłami. Kontrataki te nie przynosiły zamierzonych efektów, zużywały natomiast siły obrońców.
Po sześciu tygodniach oblężenia i nieustannego bombardowania fortyfikacje Nikozji były już mocno zniszczone. Lala Mustafa pasza rozkazał więc przystąpić do decydującego szturmu. W nocy z 8 na 9 września otworzyła ogień cała artyleria. Grad pocisków spadł głównie na bastiony. Rankiem rozpoczął się generalny szturm, piętnasty w ciągu 45 dni oblężenia. Wojska Karamanu i Grecji pod wodzą bejlerbeja Hasana paszy uderzyły na bastion Podocataro, oddziały z Szehrizuru pod bejlerbejem Muzafarem paszą – na Constanzo, żołnierze kapudana Muezzinzade Alego paszy – na Davila, naczelnego wodza wojsk lądowych Lali Mustafy paszy – na Tripoli. Turcy atakowali bastiony wielkimi siłami, główny atak kierując jednak na Podocataro, zamieniony ogniem dział w jedno rumowisko.
Obrońcy stawili napastnikom zażarty opór, toteż walka o bastiony trwała aż dwie godziny. Padło wielu dowódców weneckich, znakomitej szlachty i mieszczan, a wśród nich komendant Nikozji Eugene Sinclitico, jego krewny Tom maso Sinclitico – wicehrabia Nikozji, pułkownicy Palazzo i Artius Zappe. Ale straty Turków były jeszcze większe. Ogromna przewaga liczebna napastników sprawiła jednak, że obrona bastionów załamała się i wielka ciżba atakujących wdarła się na ulice miasta. Po rozbiciu Bramy Famagustoskiej wpadła do Nikozji jazda turecka. Niewielkie grupy żołnierzy i mieszczan stawiały jeszcze opór, ale stopniowo padały kolejne punkty obrony. Mnóstwo nieszczęsnych mieszkańców miasta schroniło się do katedry greckiej. Turcy wdarli się i tutaj, wybili mieszczan, księży i zakonników, w tym dwóch biskupów greckich. W całym mieście dokonali straszliwej rzezi. Ofiarą jej padło podobno 20 tysięcy osób: obrońców, mieszczan i okolicznej ludności.
Grabież miasta trwała osiem dni. Zdobyte kosztowności, broń i działa, a także tysiące młodych dziewcząt Turcy załadowali na trzy okręty mające popłynąć do Stambułu. Tuż przed rozwinięciem żagli jedna z nich dostała się po kryjomu do magazynu prochowego największego okrętu i podpaliła go. Potężny wybuch wstrząsnął powietrzem. Okręt wraz ze wszystkimi kosztownościami, uzbrojeniem i niewolnicami pogrążył się w falach. Pozostałe dwa czym prędzej opuściły port w Nikozji i popłynęły ze zdobyczą do stolicy. Ocaleli tylko Żydzi, Koptowie, Ormianie, Syryjczycy i „Indianie”, którzy nie brali udziału w obronie miasta.
15 września Lala Mustafa pasza triumfalnie wjechał do Nikozji. W katedrze łacińskiej podziękował Allahowi za zwycięstwo, wynagrodził zasłużonych w boju żołnierzy. Pozostawił w Nikozji silny garnizon złożony z janczarów, część zaś oddziałów wysłał na małe twierdze – Kerynię i Nudazzo. Obie poddały się bez walki.
Teraz główne siły tureckie pomaszerowały na Famagustę. Tu czekała je znacznie cięższa przeprawa. Famagusta miała mocne mury obronne, zbudowane w dużej części z wapienia, szczególnie rozbudowane od strony lądu, gdzie miały 20 stóp grubości, szerokie ławy działowe, wysokie na ponad 4 stopy przedpiersia. Liczne małe wieże obronne zostały przystosowane do prowadzenia ognia z lekkich dział. Największa wieża mieściła się między arsenałem (stanowiącym także warownię) a Bramą Lemesoską (prowadziła z niej droga do Lemesos). Silnym punktem obronnym była też cytadela, leżąca w pobliżu portu, w południowej części miasta. Fortyfikacje te uzupełniały bastiony. Dwa najsilniejsze znajdowały się na rogach umocnień od strony lądu. Przed fortyfikacjami przebiegała przeciwskarpa. W linie fortyfikacji wkomponowane zostały kawaliery, tj. trójkątne umocnienia wznoszone przed obwodem twierdzy, a także raweliny – dodatkowe szańce stawiane przed bramami czy innymi wejściami do twierdzy. Wejście do portu, w którym schroniło się kilka okrętów, zablokowano rzędem bali drewnianych wbitych w dno morskie. Garnizon twierdzy składał się z 3 do 4 tysięcy piechurów włoskich, 200 do 300 stradiotów, 4 tysięcy miejscowych Greków oraz 90 dział. Dowodził nim gubernator Antonio Bragadino i komendant wojskowy Baglione. W skład sztabu wchodzili ponadto biskup Ragazzoni, Girolamo oraz pułkownik Laurence Tiepolo.
Turcy przystąpili do prac oblężniczych 23 września. Najpierw przygotowali stanowiska dla artylerii naprzeciw wieży arsenału. 27 lub 28 września rozpoczęli bombardowanie z ciężkich dział pięćdziesięciopięciofuntowych. Następnej nocy zbudowali pozycje dla baterii ciężkich dział naprzeciw kościoła Santa Barbara, tuż przy źródle Św. Jerzego. Z tego miejsca rozpoczęli bombardowanie kawaliery broniącej dostępu do Bramy Lemesoskiej.
Wojska oblężnicze skupiły się w dwóch obozach położonych na wzgórzach otaczających miasto. Obóz większy leżał na południowy zachód od Famagusty, obóz mniejszy – na północny zachód. Artyleria rozstawiona została w wielu punktach. Okręty zakotwiczyły na południe od miasta, niedaleko stanowisk artylerii. Część z nich stale znajdowała się na morzu, blokując dostęp do portu w Famaguście. Ponieważ blokada rozpoczęła się dopiero 6 października, dzień wcześniej zdołała dotrzeć do miasta fregata z Krety z wieścią o rychłej pomocy. Odsiecz ta dotarła – jak wiemy – dopiero w końcu stycznia 1571 r.
Siły tureckie pod Famagustą były ogromne. Pod koniec oblężenia wzmocnione dodatkowymi posiłkami, liczyły podobno 200 do 250 tysięcy ludzi (w dużym stopniu z różnych służb pomocniczych). Artyleria obejmowała zrazu 74 działa. Ich ogień był niezwykle intensywny. W ciągu 75 dni Turcy wystrzelili podobno 150 tysięcy pocisków. Ogień baterii lądowych był często wspierany przez działa okrętowe.
Po nadejściu zimowych chłodów i deszczów flota turecka [...] odpłynęła do baz. Również armia lądowa została częściowo wycofana z Cypru. Turcy posiadali już całą wyspę z wyjątkiem uporczywie broniącej się Famagusty. Zimą poprzestali na ścisłej blokadzie twierdzy i nękającym bombardowaniu artyleryjskim, licząc na wyczerpanie zapasów żywności i amunicji oraz załamanie morale obrońców. Zapasy prowiantu i amunicji w Famaguście były jednak dostateczne, a zapał do walki ogromny, toteż blokada nie dała rezultatów.
Z nastaniem wiosny Turcy znowu przystąpili do oblężenia. 30 marca 1571 r. przybyło na Cypr 80 galer kapudana Muezzinzade Alego paszy z nowymi oddziałami wojska i zapasami amunicji. W maju eskadry Perte Mehmeda paszy i Uhudż Alego zaatakowały wybrzeża Krety, odwracając uwagę Wenecjan od Cypru. Na jego wodach przybrzeżnych pozostała eskadra Ahmeda beja, blokująca Famagustę od strony morza.
25 kwietnia Turcy rozpoczęli budowę rozległego systemu transzei, zatrudniając przy pracach tysiące Ormian. Głębokie rowy przecięły teren na przestrzeni 10 mil. Artyleria twierdzy dość skutecznie utrudniała prace ziemne, zadawała znaczne straty atakującym.
W czerwcu rozpoczął się drugi etap oblężenia – Turcy przeprowadzili dwa szturmy. Co prawda zostały one krwawo odparte, ale sytuacja w mieście stawała się coraz krytyczniejsza. Rezultatem nieustannych bombardowań artyleryjskich z lądu i morza były ogromne zniszczenia obiektów obronnych i zabudowań. Starano się je usuwać, wypełniając wyrwy w fortyfikacjach ziemią, faszyną, pakułami, bawełną, drewnem, workami wełny, piaskiem i innymi materiałami. Przy naprawach pracowali wszyscy: żołnierze, mieszczanie wraz z rodzinami, chłopi.
7 lipca Turcy wyładowali z okrętów dalsze 40 ciężkich dział pięćdziesięciofuntowych i większych. W następnych dniach bombardowało twierdzę po 145 armat różnych kalibrów.
9 lipca nastąpił trzeci wielki szturm. Zaatakowane zostały wszystkie wyłomy. Natarcia powtarzały się nieustannie przez siedem godzin. Obrońcy odpierali je z wielką determinacją, mimo to Turkom udało się zająć jeden z rawelinów. Wówczas Baglione na czele dużej grupy żołnierzy ruszył do kontrataku i po dwugodzinnej walce odzyskał utracony teren. Atakujący ponieśli ogromne straty.
Nie zrażeni niepowodzeniem Turcy 14 lipca rozpoczęli czwarty szturm. Głównym jego celem miało być wzięcie Bramy Lemesoskiej. W zaciętej walce zdołali już opanować część ruin bramy, kiedy Baglione znowu ruszył do kontrataku. W trakcie walki wybuchła w ruinach mina, grzebiąc pod gruzami wielu żołnierzy tureckich. Pozostali w popłochu wycofali się na pozycje wyjściowe. Tego dnia obrońcy zdobyli 30 chorągwi wroga, w tym jedną wenecką utraconą w Nikozji. [...]
15 lipca w kurtynie koło arsenału wybuchła mina turecka. Eksplozja jej miała być sygnałem do nowego szturmu. Skutki wybuchu były jednak niewielkie, dlatego dowództwo osmańskie odwołało rozkazy do natarcia.
Następny szturm nastąpił dopiero 29 lipca. Turcy zaatakowali wszystkie ważniejsze punkty obrony, od Bramy Lemesoskiej i pobliskiej kawaliery aż po arsenał. Po wielogodzinnej walce zostali odparci z wielkimi stratami. Ale i obrońcy mieli mnóstwo poległych i rannych.
Ponieważ sytuacja Famagusty była beznadziejna, a zapowiadana wielka odsiecz nie nadchodziła, Bragadino i Baglione zdecydowali się na podjęcie rozmów w sprawie kapitulacji. Zapasy żywności były wtedy już na wyczerpaniu, miejscowa produkcja amunicji załamała się z braku surowców, na jedno działo pozostało tylko po pięć jednostek prochu, na arkebuz – po dwie. Ponad połowa załogi poległa bądź została ciężko ranna, ogromne straty poniosła ludność cywilna. Większość fortyfikacji została zamieniona w ruiny. Kolejny szturm musiałby doprowadzić do upadku twierdzy i rzezi jej obrońców. Bragadino, dusza i mózg całej obrony, nie chciał dopuścić do takiej tragedii. Dlatego kazał 1 sierpnia wywiesić białe flagi i podjąć rokowania z Turkami. Do obozu wroga udali się hrabia Hercules Martinengo i Maciej Colti – mieszczanin z Famagusty.
Turcy zgodzili się na honorowe warunki kapitulacji. Wszyscy pozostali przy życiu obrońcy mieli prawo opuścić Cypr na specjalnie wynajętych do tego celu statkach tureckich. Do czasu zakończenia ewakuacji wojska tureckie pozostały z dala od miasta. Ale gdy 5 sierpnia Bragadino przybył wraz z dziesięcioma oficerami do kwatery Lali Mustafy paszy, by wręczyć mu klucze do Nikozji, serasker zażądał od Wenecjan pozostawienia zakładników jako rękojmi zwrotu statków. Bragadino odmówił, ponieważ żądanie to nie mieściło się w warunkach układu kapitulacyjnego. Wtedy Lala Mustafa pasza zarzucił mu złamanie umowy, po czym kazał wszystkich schwytać i ściąć, z wyjątkiem Bragadina, którego skazał na męczeńską śmierć. Najpierw obcięto mu uszy i nos, potem znęcano się nad nim, w końcu obdarto żywcem ze skóry. Tylko szeregowi żołnierze powrócili do Wenecji, dowódcy zaś zostali skazani na galery. Skórę Bragadina wyprawiono i wysłano jako trofeum Selimowi II. Po latach Wenecja wykupiła ją i umieściła w swoim panteonie – kościele Św. Jana i Pawła.
8 sierpnia Lala Mustafa pasza triumfalnie wjechał do zdobytego po przeszło 11 miesiącach oblężenia i blokady miasta. Wbrew obietnicom kazał pojmać do niewoli znaczną część mieszkańców, zezwolił na grabież, której ofiarą padły nie tylko domy mieszkalne, ale i świątynie, w tym katedra Św. Mikołaja. W przystępie nienawiści Turcy zniszczyli nawet grobowce dostojników cypryjskich, szlachty i mieszczan. Niespotykane okrucieństwo – nawet jak na szesnastowieczne metody prowadzenia wojny – było formą zemsty za straty poniesione podczas oblężenia.
Według Lali Mustafy paszy pod Famagustą miało zginąć aż 80 tysięcy Turków, według innych źródeł – 50 tysięcy. Lala Mustafa pasza przyznał, że od ognia artyleryjskiego i broni ręcznej obrońców ginęło dziennie po 500 jego żołnierzy, a 350 odnosiło rany. [...]
Okrucieństwa Turków zrobiły wielkie wrażenie na Europejczykach. Wywołały też odwrotne od zamierzonych skutki. Wzrost zapału do walki przeciw muzułmanom, państwa chrześcijańskie uruchomiły cały swój potencjał morski. Obrona Famagusty skupiła uwagę i zaangażowanie Turków, czym ułatwiła mobilizację floty chrześcijańskiej, stanowiła bowiem w pewnym stopniu osłonę dla jej koncentracji. Gdy 22 września zwycięski Lala Mustafa pasza ruszył z okrętami w stronę Stambułu, na przybrzeżnych wodach Grecji zaczęły dziać się decydujące o przebiegu wojny wydarzenia..."
Fragment książki: Leszek Podhorodecki "Lepanto 1571" s. 50