"...Zanim jednak doszło do zbrojnej konfrontacji Mehmed zgodnie z osmańskimi zwyczajami, zaproponował kawalerom z Rodos, by złożyli mu hołd lenny. Propozycja ta została przez zakon stanowczo, choć w dyplomatycznej formie odrzucona. Następnym ruchem sułtana mogła być tylko inwazja na wyspę.
Dlatego w maju 1480 roku ponad 70-tysięczna armia osmańska wylądowała pod dowództwem Mezik Paszy na Rodos. Obok doborowych oddziałów wojsk lądowych, Mezik Pasza mial ze sobą największe wtedy na świecie działa do burzenia murów. Armia ta miała za zadanie nie tylko zdobyć i zniszczyć joannicką twierdzę, ale także definitywnie rozprawić się z kawalerami z Rodos.
Ufny w siłę swojego oręża, osmański dowódca oblężenie rozpoczął od gwałtów i okrucieństw wobec ludności wyspy. Kto nie zdążył schronić się za murami Rodos, nie miał żadnych szans na przeżycie. Z dymem poszły liczne wioski i miasta. Rozgrabiono cały dobytek mieszkańców, a tych spośród nich, którzy ocaleli, zawleczono na targi niewolników.
Zamiast wzbudzić w ten sposób grozę i przerażenie, a tym samym osłabić ducha walki, wzmogło to jedynie konsolidację i determinację obrońców, którymi dowodził wielki mistrz zakonu Pierre d'Aubusson. W walkach na murach Rodos został on wprawdzie kilkakrotnie ranny, w tym ciężko podczas ostatniego szturmu i długo potem leczył się w najlepszych europejskich hospicjach zakonu, ale swoim męstwem i zaangażowaniem dawał przykład jak należy bronić Krzyża. Pierre d'Aubusson ogłoszony został później największym rycerzem chrześcijaństwa w XV wieku.
Mury i umocnienia Rodos bardzo długo wytrzymywały artyleryjski ostrzał największych dział, w końcu jednak zaczęły się kruszyć. Stanowiło to dla najeźdźców sygnał do kolejnych szturmów, coraz trudniej odpieranych przez obrońców. Największy z nich, o najbardziej dramatycznym przebiegu, a zarazem decydujący o losach całego oblężenia, miał miejsce 27 lipca i omal nie zakończył się sukcesem muzułmanów, którzy przez wyłomy w murach wtargnęli do wewnątrz miasta i twierdzy. Przekonani o pewnym zwycięstwie, zaczęli już grabić domy i zabijać ludność cywilną. Tymczasem udany kontratak kawalerów zakonnych potrafił jednak opanować tę beznadziejną już zdawałoby się sytuację i zamienić ją w klęskę napastników. Był to zarazem ostatni już w tym oblężeniu szturm wojsk osmańskich. Po 89 dniach ostrzału i szturmów Mezik Pasza zarządził odwrót z wyspy.
Zwycięski miecz Mehmeda złamał się na murach zakonnej twierdzy Rodos. Gdyby nie bohaterska postawa joannitów, to po zdobyciu Rodos nic już nie powstrzymałoby zapewne Mehmeda II przed szybką inwazją na Półwysep Apeniński..."
Fragment książki: Jerzy S. Łątka "Sulejman II Wspaniały" s. 65-67