"...Żelazna dyscyplina panująca w szeregach kawalerów rodyjskich sprawiała, że byli oni groźnym przeciwnikiem. Obronę miasta podzielono na siedem bastionów, za każdy odpowiadał jeden „naród”. Po północnej stronie walczyli rycerze niemieccy, owerniaccy, francuscy i hiszpańscy. Naprzeciwko sektora francuskiego i niemieckiego stanęli tureccy żołnierze pod wodzą bejlerbeja Rumelii, Ayasa Paszy; walką w sektorze Owernii i Hiszpanii dowodził trzeci wezyr Hain Ahmed Pasza. Najsroższy atak będzie przeprowadzony przez wezyra i seraskiera Çobana Mustafę Paszę na wschodzie, przeciwko bastionowi angielskiemu. Tutaj właśnie stanął namiot sułtana, na wzgórzu San Stefano, dominującym nad morzem. Przed bastionem Prowansji, na południu, znalazł się bejlerbej Anatolii, Kasım Pasza, a obok niego, przed bastionem włoskim, wielki wezyr Piri Pasza. Wielki mistrz Villiers de l’Isle Adam usytuował swój sztab koło kościoła Świętej Marii Zwycięstwa, nieopodal portu. Dysponował siedmioma tysiącami ludzi, w tym sześciuset pięćdziesięcioma rycerzami i trzystoma marynarzami z Genui i Wenecji. Reszta jego oddziałów stanowiła niejednolitą mieszaninę: byli tam też mieszkańcy wyspy, wyposażeni w broń i pełni dobrej woli, ale bez doświadczenia bojowego. Wielki mistrz miał u swego boku Gabriela Tadiniego da Martinengo, utalentowanego lombardzkiego inżyniera i artylerzystę. Jednak zapasy prochu i amunicji nie starczyłyby na długie oblężenie.
Pierwszego sierpnia walkę rozpoczął bejlerbej Rumelii. Dwadzieścia jeden dział jednocześnie zaatakowało bastion niemiecki broniony przez rycerza Christopha Waldnera von Freundsteina, a dwadzieścia dwa inne – wieżę świętego Mikołaja. Czterdzieści dwie armaty wzięły na cel bastion angielski i hiszpański, a pięćdziesiąt – bastion włoski. Wszystkie te działa zagrzmiały jednocześnie, wydając z siebie iście piekielny huk. Czwartego września mina zrobiła szeroki wyłom w bastionie angielskim. Napastnicy natychmiast się tam rzucili, rozgorzała straszliwa bitwa. Jacques de Bourbon zapewnia, że zginęły w niej dwa tysiące Turków. Sześć dni później przypuszczono następny szturm, też bez powodzenia, niemniej obrońcy stracili generała artylerii Guyota de Marsalhaca. Szturmy następowały po szturmach, nie załamując jednak obrony kawalerów rodyjskich, którzy za każdym razem odpierali Turków atakujących przez coraz to nowe wyłomy w murach. Sulejman chciał sprawę szybko zakończyć. Natomiast wielki mistrz usiłował zyskać na czasie. Wciąż żywił nadzieję, że w końcu chrześcijańskie narody przybędą z pomocą…
Dwudziestego trzeciego września Sulejman zarządził wielki atak. Heroldzi krzyczeli: „Jutro szturm, kamienie i ziemia należą do padyszacha, krew i dobra znajdą się w rękach zwycięzcy”. O świcie miny zrobiły nowe wyrwy w murach fortecy, potem janczarzy zaatakowali wszystkie bastiony jednocześnie. Lecz wszystkie ataki zostały odparte. Był to najstraszliwszy dzień oblężenia. Tego dnia, odnotował Jacques de Bourbon, całe miasto, duchowni i świeccy, walczyli z nadzwyczajnym bohaterstwem. Kobiety, nie zważając na niebezpieczeństwo, przynosiły walczącym chleb i wino albo ciężkie kamienie do zrzucania z murów na szturmujących. Jedna z nich, Greczynka – donosi Jacobus Fontanus – która straciła kochanka na bastionie angielskim, wycałowała dwójkę swoich dzieci, po czym zasztyletowała je i rzuciła w ogień, mówiąc: „Aby Turek nie mógł was znieważyć ani za życia, ani w śmierci!”. Po czym otulona w zakrwawiony płaszcz mężczyzny, którego kochała, z mieczem w dłoni rzuciła się w wir bitwy i wnet zginęła.
Walki trwały cały dzień, a jedynym ich efektem była rosnąca liczba zabitych po obu stronach. Podobno Turcy stracili wówczas czterdzieści pięć tysięcy ludzi. Sulejman był rozwścieczony tą porażką. Obwinił o nią Ayasa Paszę, który natychmiast został aresztowany i złożony z urzędu. Następnego dnia sułtan uspokoił się, uwolnił Ayasa i przywrócił mu jego funkcję. Główną ofiarą klęski był seraskier Çoban Mustafa Pasza, mąż siostry Sulejmana, mianowany gubernatorem Egiptu i natychmiast zastąpiony Ahmedem Paszą, trzecim wezyrem.
Dwunastego października Osmanowie podejmują nową próbę, skupiając się tym razem na bastionie angielskim. Jednak aga janczarów zostaje ranny i Sulejman zarządza zaprzestanie walk. Mijają dwa miesiące, a dzień w dzień toczą się krwawe starcia. Trzydziestego listopada szturm na bastion Hiszpanii i Włoch kosztuje Turków trzy tysiące zabitych...
Fragment książki: Andre Clot "Sulejman Wspaniały" ROZDZIAŁ I
"...Najbardziej krwawe natarcie, to niedawne, z 30 listopada, było możliwe dzięki wyrwom w miejskich murach spowodowanym właśnie podziemnymi wybuchami. Było to już trzecie, w taki sam sposób przeprowadzone, bezpośrednie szturmowanie miasta i twierdzy. Cóż z tego, że wszystkie trzy zostały ostatecznie odparte, ale za jaką cenę? Czy nadwątlone mury miasta i zamku wytrzymają długo jeszcze ostrzał nowoczesnych burzących dział sułtana? Jakie są gwarancje, że nie runą już po pierwszej salwie?..."
Fragment książki: Andrzej Zieliński "Malta 1565" s. 19-20
"...Ahmed Pasza postanawia, że od tej chwili będzie używał tylko machin wojennych i artylerii. Dziesięć dni później Sulejman proponuje wielkiemu mistrzowi negocjacje. Jeśli miasto podda się w przeciągu trzech dni, garnizon będzie mógł wycofać się, wolny; w razie odmowy nikt nie zostanie oszczędzony, „nawet koty”. Kapituła zakonu, która była zdecydowana poddać się, bo zapasy prochu i amunicji były na wyczerpaniu, odpowiedziała, że trzy dni to za mało, by skonsultować się z ludnością. Sulejman nakazał ponowne wszczęcie bombardowań i rozmieszczanie nowych min. L’Isle Adam – którego Osmanowie nazywali Mighali Masturi – spróbował zachwiać determinacją sułtana w inny sposób: wysłał do tureckiego obozu dwóch rycerzy z listem napisanym do wielkiego mistrza przez dziadka Sulejmana, Bajazyta II, zapewniającego, że joannici zachowają Rodos. W ramach odpowiedzi seraskier Ahmed Pasza podarł list na kawałki i kazał je dostarczyć nadawcy dwóm pojmanym chrześcijanom, którym obcięto nos i uszy.
L’Isle Adam w końcu postanowił skapitulować, „wyzbyty nadziei i pomocy, o którą tyle razy prosiliśmy”. Jeden rycerz i dwaj mieszkańcy wyspy udali się do Sulejmana, który zgodził się na ich warunki: zakon opuści miasto w przeciągu dwunastu dni, zostawiając pięćdziesięciu zakładników, z czego połowę mieli stanowić rycerze, połowę – mieszkańcy; armia turecka wycofa się na odległość mili od miasta. Chrześcijanie, którzy pozostaną na wyspie, będą przez pięć lat zwolnieni z płacenia podatków, podobnie jak z branki, devşirme. Niewątpliwie Sulejman szczerze obiecywał, że wyspa zostanie oszczędzona, lecz janczarzy zdołali przedostać się bez broni do miasta i tam dopuścili się wszelakich gwałtów. „Poszli do wielkiego kościoła pod wezwaniem świętego Jana, gdzie podrapali freski, roztrzaskali groby wielkich mistrzów, rozrzucili prochy zmarłych, ciągali krucyfiks po ziemi, poprzewracali ołtarze. Wszystkie te bezbożności zostały popełnione rankiem w dzień Bożego Narodzenia”. Autorzy tych czynów byli w większości pochodzenia chrześcijańskiego.
Fragment książki: Andre Clot "Sulejman Wspaniały" ROZDZIAŁ I