"...Sokół, leżący ok. 30 km na północ od Połocka, posiadał znaczne walory obronne. Od południa osłaniała go Dryssa, a od północy i zachodu wpadająca do niej pod zamkiem Niszczą. Niezbyt szeroki dostęp do umocnień od strony wschodniej zabezpieczono fosą. Drewniano-ziemne umocnienia o konstrukcji izbicowej wzniesiono z bali jodłowych nadając im kształt zamkniętej podkowy. Wzmacniało je aż 10 baszt. Przez jedenastą, wychodzącą na północ, prowadziła główna brama. By dostać się do niej, należało iść stosunkowo wąskim przejściem między wałem a rzeką Niszczą.
Stacjonujące tu siły Szeina i Szeremietiewa poniosły pewne straty w walkach podjazdowych staczanych w sierpniu z oddziałami Krzysztofa Radziwiłła. Poza tym, na wieść o nadciąganiu korpusu Mieleckiego, zdradzili Kozacy dońscy, którzy opuścili zamek bez zezwolenia i ruszyli do swych siedzib3. Należy jednak przyjąć, że w Sokole nadal znajdowało się ok. 5 tysięcy żołnierzy, bowiem do wojsk posłanych tu przez cara z Pskowa trzeba dodać załogę zamku i wspomniany oddział strzelców Bułgaka..."
Fragment książki: Dariusz Kupisz "Połock 1579" s. 159
"...Dopiero gdy wszystkie oddziały Mieleckiego znalazły się za rzeką, Szein i Szeremietiew wyprowadzili znaczną część swych wojsk pod mury zamku. Nie ruszyli jednak do przodu pozostając cały czas pod osłoną własnej artylerii. Zadała ona oblegającym znaczne straty, zarówno oddziałom jazdy, które starały się odciągnąć żołnierzy moskiewskich od zamku, jak i piechocie, która przystąpiła do prac oblężniczych. Koniec końców wojewodowie carscy wprowadzili swe wojska z powrotem za wały Sokoła, odkładając ewentualną bitwę na następny dzień.
Polskie dowództwo zamierzało prowadzić oblężenie z jedynego możliwego kierunku, tj. od wschodu. Jeszcze 10 września rozpoczęto kopanie szańców pod wałami twierdzy. Piechota polska posuwała się w ich kierunku wzdłuż biegu Niszczy, a niemiecka wzdłuż Dryssy. Wkrótce zdołano wciągnąć na nie działa i artylerzyści dowodzeni przez Marcina Dobrosławskiego rozpoczęli pojedynek ogniowy z armatami moskiewskimi..."
Fragment książki: Dariusz Kupisz "Połock 1579" s. 160-161
"...Nad ranem 11 września od kul ognistych zapaliły się trzy baszty zamkowe. W dwóch płomienie szybko ugaszono, ale z trzeciej ogień przeniósł się na parkan i zabudowania, wzniecając tam pożar. Mielecki dał natychmiast sygnał do szturmu. Niemcy pierwsi dotarli do umocnień twierdzy. Rosjanie nie mogąc ugasić ognia usiłowali wydostać się na zewnątrz, prze-bijając się do bram. Część jazdy moskiewskiej z Fiodorem Szeremetiewem na czele usiłowała wymknąć się główną bramą na północ w kierunku Pskowa. Tamtejszego traktu strzegła jazda Zbaraskiego, której udało się zablokować i oskrzydlić bezładny tłum uciekinierów. W rezultacie tylko nielicznym z nich udało się przedrzeć do okolicznych lasów. Większość z Szeremetiewem dostała się do niewoli..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom III. Lata 1576–1599" s. 162
"...Nie miał takiego szczęścia oddział Szeina, który rzucił się do ucieczki na wschód. Tu nad Dryssą zagrodziła mu drogę piechota niemiecka. Doszło do rzezi, bowiem Niemcy mszcząc się za swych pobratymców, torturowanych w Połocku, nie dawali pardonu. Przerażeni żołnierze moskiewscy zaczęli uciekać z powrotem w stronę zamku, a ci co w nim jeszcze pozostawali błagali o darowanie życia, gotowi w zamian poddać się. Kiedy jednak piechurzy niemieccy wpadli do zamku „siedząc na karkach" uciekających i zaczęli zabijać wszystkich bez wyjątku, obrońcy w porywie rozpaczy spuścili kratę wiszącą w górze bramy. W ten sposób część żołnierzy królewskich znalazło się w pułapce i mimo zaciętej walki zostało wyciętych w pień. Dopiero po jakimś czasie reszta piechoty pod wodzą Krzysztofa Rozrażewskiego zdołała wyłamać bramę i wdarła się na dziedziniec zamku pełen polskich, niemieckich i moskiewskich trupów. Rozpoczął się ostatni etap rzezi. Wielu obrońców walczyło zaciekle do końca, inni rzucali się w ogień lub próbowali uciec przez boczne furty, wszędzie czekali jednak żołnierze królewscy..."
Fragment książki: Dariusz Kupisz "Połock 1579" s. 161-162
"...W ścisku bitewnym jazda moskiewska nie była w stanie przebić się w ciasnym terenie przez zwarty gąszcz grotów pik. Kłuto i rąbano przeciwnika halabardami, zwalano z koni hakami i dobijano wielkimi mieczami. Knechci niemieccy, mszcząc się za okrucieństwa moskiewskie nad Niemcami w Połocku, zabijali każdego napotkanego przeciwnika, nie trudząc się braniem do niewoli. W trakcie rzezi Szein zginął, a przerażeni żołnierze moskiewscy zaczęli uciekać z powrotem w stronę bramy. Gdy ścigający ich Niemcy wtargnęli za nimi do wieży bramnej, obrońcy nie widząc możliwości ucieczki opuścili kratę wiszącą w górze bramy, a odciętych w ten sposób w sieni przejazdowej 50 piechurów niemieckich wybili. Pułkownik Rozrażewski z pozostałymi zaciężnymi niemieckimi i polskimi wyłamali wówczas kratę od zewnątrz i dokonali w zamku okrutnej rzezi..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom III. Lata 1576–1599" s. 162-163
"...Bilans walki był przerażający. Nawet jeśli przesadne relacje źródłowe mówiące o 4 tysiącach poległych poddanych carskich (w tym czterech wojewodach) i 500 królewskich (głównie Niemcach) zmniejszymy o połowę, to i tak były one niezwykle wysokie jak na owe czasy. Zdołało uciec najwyżej 200 żołnierzy moskiewskich, reszta załogi dostała się do niewoli. Tym razem, wbrew dotychczasowej praktyce, nikogo nie wypuszczono. Mielecki przywiódł jeńców pod Połock, gdzie prezentował ich całemu wojsku, a następnie co znaczniejszych przekazał królowi i zaprzyjaźnionym magnatom. Piechocie polskiej i niemieckiej przypadły bogate łupy zdobyte w zamku, co zrekompensowało żołnierzom w pewien sposób zawód, jakiego doznali pod Połockiem.
Niestety w ferworze walki nie miał kto gasić pożaru zamku, który spłonął doszczętnie. Odniesiono więc zwycięstwo taktyczne, ale Sokół nie mógł chwilowo pełnić funkcji strażnika traktu pskowskiego..."
Fragment książki: Dariusz Kupisz "Połock 1579" s. 161-162