"...Odległość do pokonania nie była duża, tak że 27 września sto dwadzieścia tysięcy żołnierzy i dwadzieścia osiem tysięcy wielbłądów osmańskiej armii dotarło do bram miasta. W sercu Europy, przed murami, które miały zostać świadkami – taką żywił nadzieję – klęski „króla Hiszpanii”. [...]
Turcy rozbili obóz nieopodal wioski Semmering. Namiot sułtana otaczały na zewnątrz kolumny ze złoconymi kapitelami, w środku wyścielało złote sukno. Dokoła rozłożyło się dwanaście tysięcy janczarów; za nimi obozował bejlerbej Anatolii z oddziałami azjatyckimi. Dalej zaś wielki wezyr Ibrahim, gubernator Bośni, który dowodził przednią strażą, gubernator Serbii z ariergardą i oddziały Rumelii. Na artylerię składało się trzysta dział, śmigownic i lekkich armat. Najcięższe działa jeszcze nie dotarły z powodu niepogody, co będzie miało wpływ na bieg wydarzeń.
Oblężeni dysponowali dwudziestoma tysiącami ludzi i siedemdziesięcioma dwoma działami. Dowodził nimi palatyn Filip książę Pfalz-Neuburg, Niklas hrabia Salm i baron Wilhelm von Roggendorf. Były tam oddziały cesarskie, z Czech, Hiszpanii, Styrii, Dolnej Austrii, jak również wiedeńscy mieszczanie, „pałający chęcią zwarcia się z Turkami”. Sam Ferdynand wolał przebywać w Linzu, skąd mógłby w razie potrzeby zorganizować posiłki i pozostać w kontakcie z bratem Karolem V. Obaj spodziewali się najgorszego, to znaczy – gdyby Wiedeń padł – długiej kampanii tureckiej na ziemiach niemieckich.
Cały chrześcijański świat był świadom niebezpieczeństwa, które tym razem zagrażało już nie tylko dalekim Węgrom i krajom położonym w dolnym biegu Dunaju, lecz samemu sercu Europy. Niemieccy protestanci się zmobilizowali. Trzeba zaznaczyć, że Karol V zagroził im sankcjami, gdyby zostawili Ferdynanda samego w tak czarnej godzinie. Lecz sam Marcin Luter zgadzał się na udzielenie pomocy cesarzowi i jego bratu, i protestanci nie próbowali wykorzystać sytuacji, w jakiej znaleźli się Habsburgowie – a tego właśnie obawiał się Ferdynand.
Obrona miasta została świetnie zorganizowana. Miesiąc, który Sulejman stracił, użerając się z bezustannymi deszczami i powodziami, został wykorzystany przez Ferdynanda i mieszkańców miasta do podjęcia kroków, które wbrew oczekiwaniom samych oblężonych miały się okazać skuteczne. Naprawiono i wzmocniono miejskie mury, domy poza murami rozebrano, zgromadzono duże zapasy żywności i amunicji, zabezpieczono się na wypadek pożarów. Zamurowano wszystkie bramy miejskie, poza jedną.
Oblężenie było jak zwykle ciągiem bombardowań, wypadów, masakr, ścinania głów, czynów bohaterskich i zdrad. Siódmego października ośmiuset żołnierzy cesarskich zrobiło wypad, próbując zaatakować Turków przy bramie Karyntii. Operacja została źle poprowadzona i skończyła się katastrofą. Większość żołnierzy wzięła nogi za pas. Turcy ich ścigali i wieczorem mogli się poszczycić trofeum w postaci pięciuset chrześcijańskich głów. Osmanowie, którzy byli o włos od wkroczenia do miasta, bombardowali je przez trzy kolejne dni, a ich miny zrobiły szeroki wyłom w murach. Nie wiadomo, dlaczego się w niego nie rzucili.
Nadeszły jesienne słoty, zaczynało brakować żywności i amunicji, janczarzy szemrali. Sułtan zwołał wezyrów i dowódców armii na naradę wojenną i podjęto decyzję o wielkim szturmie, który miał być ostatni. „Rozpalono ponownie odwagę za pomocą złota i obietnic”. Obiecano tysiąc akcze każdemu janczarowi i trzydzieści tysięcy temu, który jako pierwszy wedrze się na mury. Czternastego października trzy kolumny rzuciły się z furią w wyłom obok bramy Karyntii. Nowy atak przypuszczono po południu. Na darmo. Wszystkie próby rozbijały się o niewzruszony opór oddziałów, którymi dowodził Niklas hrabia Salm. Nie dało się zdobyć Wiednia w pierwszym podejściu. Trzeba było zrezygnować. Sulejman wydał rozkaz odstąpienia od miasta..."
Fragment książki: Andre Clot "Sulejman Wspaniały" ROZDZIAŁ II
"...Lecz po 19 dniach oblężenia Sulejman rozkazał odwrót. Dlaczego zaniechał zdobywania Wiednia tak szybko? Nie mógł przypuszczać, że uda mu się zmusić do poddania obronę Wiednia po tygodniu oblężenia. Twierdza Belgrad poddała się Sulejmanowi dopiero po 34 dniach, zaś pod murami rodoskiej fortecy koczował pełne 144 dni.
Ów cień Boży, „zawsze zwycięzca", spadkobierca cesarzy bizantyjskich, potężny muzułmański władca panujący na obszarze większym od całej Europy odstępuje dobrowolnie od zdobywania głównego ośrodka kształtującego Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, uznaje wyższość głównego rywala do panowania nad terytorium południowo-wchodniej Europy. Wiedeń był bogatym miastem. Sulejman zrezygnował ze zdobycia iluś tam łupów, iluś tam pięknych europejskich dziewcząt, które zasilić mogłyby także i jego harem. Trudno uznać to za militarne zwycięstwo.
Historycy tureccy podkreślają, że powrót wojsk osmańskich do stolicy następował w atmosferze wielkiego zwycięstwa. Czy świadomość, że musiał (?) odstąpić od Wiednia nie zatruwała Sulejmanowi dobrego nastroju?
Lecz, czy odstąpienie od oblężenia Wiednia należy traktować jako klęskę? Z perspektywy blisko pół tysiąclecia jestem skłonny uznać, że ten odwrót był zwycięstwem Sulejmana. Nie popełnił on błędu, który 150 lat później dobił Imperium Osmańskie i kosztował życie paszy Kara Mustafy.
Sulejman był mądrym władcą i jednym z najbardziej praktycznych strategów. Zdaniem profesora Óztuny, Sulejman w ogóle nie zamierzał zdobywać Wiednia, gdyż ciężkie działa zdolne do burzenia murów pozostawił w Budzie. Zrozumiał, że oblężenie może potrwać wiele tygodni. Póki lato, pół biedy, po jesieni nastaje zima. Sam powrót zajął mu blisko trzy miesiące. Mimo że do generalnej bitwy z siłami Habsburgów nie doszło, wyprawa ta okupiona została 41 tysiącami zabitych i rannych.
Przekonany jestem, że Sulejman zdawał sobie sprawę, także z tego, iż zdobycie nawet najważniejszej twierdzy, nawet stolicy potężnego imperium nie oznacza zwycięstwa w wojnie. Zdał sobie sprawę, że nie byłby w stanie Wiednia utrzymać. Dlatego zaniechał.
Wyprawa osiągnęła w dużej części swój cel. Jan Zapolya odzyskał swój tron. Teraz do niego będzie należało utrzymanie się na nim. Ferdynand nie został pokonany i nie ustąpił z zachodniej części Węgier. Zachował także tytuł króla Węgier..."
Fragment książki: Jerzy S. Łątka "Sulejman II Wspaniały" s. 55-56