"...Zamek Wieliż „leżał na pochyłości lewego brzegu Dźwiny. Obwód jego miał kształt czworoboku, opasanego horodniami, zbudowanymi we trzy ściany i nafasowanymi ziemią i kamieniami. Ściany były wymazane gliną, a u dołu obrzucone ziemią, pokrytą darnią; po rogach i w środku ścian znajdowały się wieże, a w każdej z nich, jak po obu stronach w ścianach, po jednej strzelnicy armatniej. Strona północno-wschodnia przylegała do Dźwiny; ściana północno- zachodnia miała przed sobą głęboki parów, w którym płynęła wpadająca do Dźwiny rzeczułka, a na niej urządzona była śluza do podnoszenia poziomu wody. Takiż parów, głęboki i urwisty znajdował się przed ścianą południowozachodnią" 3. Resztę zabezpieczał głęboki rów osłonięty zaostrzonymi palami wbitymi w skarpę od strony zamku. Załoga wyposażona w 14 dział liczyła wprawdzie tylko 600 żołnierzy, ale mogła korzystać z pomocy niemal 1000 mieszkańców zdolnych do noszenia broni.
Zaskoczenie załogi Wieliża nie powiodło się. Ledwie piechurzy ukazali się na skraju lasu otaczającego twierdzę, huknął ostrzegawczy strzał armatni i wszyscy schronili się do zamku, podpalając niewielkie miasteczko leżące za wałami. Wprawdzie rajtaria Jerzego Farensbacha rzuciła się natychmiast między płonące chaty i dopadła do bramy z opuszczonym mostem zwodzonym, ale przywitał ją tak gęsty ogień, że nie było mowy o ataku.
Zamoyski musiał rozpocząć regularne oblężenie. 4 sierpnia 1580 r. założono obóz, zaczęto sypać szańce i pleść kosze dla osłony dział. Te ostatnie przypłynęły następnego dnia i piechota zdjęła je ze szkut, ciągnąc na przygotowane już pozycje. 6 sierpnia osiem dział stało już na stanowiskach. Ledwie rozpoczęto kanonadę, gdy w bramie zamkowej pojawili się parlamentanusze „prosząc, aby im do dwu godzin pan hetman dał wolnego czasu, żeby nie kazał strzelać, a oni rozmówiwszy się ze sobą znać dadzą, jeśli się chcą poddać albo nie, czego im pan hetman dopuścił i zegarek im przez Slachtę, Kozaka posłał. Owe dwie godziny nie przyniosły rozstrzygnięcia i dopiero po kolejnej kanonadzie artyleryjskiej załoga moskiewska opuściła miasto, pozostawiając w nim broń, amunicję i ogromne zapasy żywności.
Fragment książki: Dariusz Kupisz "Psków 1581-1582" s. 38-39
Dnia 6 sierpnia rozpoczęto bombardowanie. Około 3-ej po południu Węgrzy kulami zapalającymi wzniecili pożar, ale załoga go ugasiła. Po całodziennej kanonadzie udało się wieczorem puszkarzom z szańców południowo-zachodnich podpalić most na fosie. W tym momencie 50 drabów z materiałami zapalającymi rzuciło się pod drewniane ściany umocnień. Byli to żołnierze z „czarnej" piechoty kanclerskiej, którą to barwę przyjęło prywatne wojsko Zamoyskiego na znak żałoby po śmierci jego żony i córki. Ogień i dym z płonącej przeprawy odwrócił uwagę obrońców i zasłonił atakujących, którzy sforsowali fosę i przemknęli przez strefę rażenia broni palnej. Dopadłszy ścian palisady podłożyli ogień pod wkopane w ziemię pale. Obrońcom nie udało się ugasić ognia i w nocy z 6 na 7 sierpnia wojewodowie moskiewscy skapitulowali. Załogę puszczono wolno pod warunkiem pozostawienia broni, sprzętu wojennego i wszelkich zapasów.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom III. Lata 1576–1599" s. 171