ozdoba

Zawołocze 1580

ozdoba

Szukaj:

Zapisz się na bezpłatny newsletter:

"...Jednocześnie pod Zawołocze wyprawił się 2 października Zamoyski z 10-tysięcznym wojskiem i 2-ma działami burzącymi. Zamek ten leżał na wyspie jeziora Podsosz, przy czym ściany zamkowe dochodziły do samej wody. Aby je podpalić należało zbudować pod ogniem nieprzyjacielskim most, co groziło dużymi stratami. Rosjanie spalili leżące w pobliżu miasto, a wezwania kanclerza do poddania się odrzucili (5.X). W deszczu i przy przejmującym zimnie żołnierze polscy poczęli sypać szańce, pleść kosze pod działa i budować most..."


Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom III. Lata 1576–1599" s. 184

"...4 października nad jeziorem stanął pułk straży przedniej Łukasza Działyńskiego, zabezpieczając trakty wiodące z Pskowa i Newla. Chorągwie jazdy ustawione na pierwszym odcinku miały ostrzegać przed ewentualną odsieczą moskiewską, patrolujące drugi, nie dopuścić do zamku żołnierzy moskiewskich z opanowanego niedawno Newla. Następnego dnia pod Zawłóczę dotarły siły główne dowodzone przez Zamoyskiego. Kanclerz objechał jezioro, po czym zdecydował się rozlokować działa i piechotę naprzeciw południowej ściany zamku, gdzie wznosiły się trzy baszty, a cieśnina oddzielająca wyspę od lądu była najwęższa i wynosiła jakieś 300 łokci (ok. 180 m). Przez trzy następne dni kopano tu szańce, pleciono kosze wiklinowe dla osłony dział, a przede wszystkim budowano u brzegu jeziora most, po którym miała ruszyć do szturmu piechota polska i węgierska. Z początkiem oblężenia rozpoczęły się październikowe słoty i przymrozki, dokuczające wojsku już do końca kampanii.

9 października na szańce wciągnięto osiem dział burzących i rozpoczęto ostrzał wałów oraz trzech wież. Zamoyski liczył, że kule obtrącą suchą glinę, a pociski zapalające wbiją się w drewniane bale i wywołają pożar. Obrońcy znali już jednak tajną broń Batorego i wojewoda Zuburow polecił zwęzić ścianę zamkową do jednego rzędu bali. W wyniku tego nowatorskiego pomysłu, polskie kule przebijały drewno i gasły w ziemi wypełniającej izbice.

Oblężenie Zawołocza

Jedyna nadzieja na zdobycie zamku spoczęła teraz na moście budowanym przez Mikołaja Uhrowieckiego. 10 października pływająca konstrukcja, składająca się ze spiętych tratw, była gotowa i zaczęto ją ustawiać w poprzek cieśniny oddzielającej zamek od stanowisk piechoty. Gdy okazało się, że most jest za krótki, zaczęto go ściągać w stronę brzegu, by dołączyć kolejne tratwy. Niestety nagle zerwały się liny i wiatr odepchnął konstrukcję na środek jeziora. Z zamku wypadło natychmiast kilkudziesięciu obrońców i wsiadłszy na czółna, ruszyło w kierunku dryfującego mostu, na którym pozostało jedynie trzech hajduków. Sytuacja stawała się coraz bardziej dramatyczna. Piechota wyszła na brzeg, strzelając do łodzi moskiewskich, a jeźdźcy wskoczyli na konie i jęli objeżdżać jezioro, by pochwycić tratwę na drugim brzegu. Nie próżnowali też hajducy pozostali na moście. Nie zważając na świszczące kule, chwycili żerdzie i odpychali zmierzające w ich kierunku czółna. W międzyczasie tratwy zbliżyły się już do przeciwległego brzegu, gdzie niektórzy jeźdźcy wjechali końmi w wodę. Łodzie moskiewskie musiały odpłynąć do zaniku, żegnane gęstym ogniem dział i muszkietów.

Most uratowano i można było dobudować go do odpowiedniej długości. Jednak pierwsza próba skierowania przeprawy w stronę zaniku, pociągnęła za sobą niemal 80 ofiar po polskiej stronie. Wiele osób zginęło lub zostało rannych podczas ustawiania mostu, ale padło też kilkunastu z ciekawskich, którzy tłumnie wylegli na brzeg, nie zważając na gęsty ostrzał z zamku podczas zmagań o most.

Chcąc uniknąć niepotrzebnych strat, Zamoyski kazał przywiązać do boków mostu worki napełnione kocami oraz różnymi łachmanami. Takie same worki mieli zabrać piechurzy, by po dotarciu pod zamek, zatknąć je na zaostrzone pale. W ten sposób, chronieni przed ogniem muszkietowym mogliby podsunąć się pod ścianę zanikową i zapalić ją. Oczywiście worki nie dawały osłony przed kulami armatnimi, ale te nie mogły szkodzić ludziom znajdującym się kilka metrów od wałów. Do realizacji tego pomysłu przystąpiono już następnego dnia. Jako pierwsi ruszyli po moście Węgrzy i mimo ostrzału dotarli pod wały. Nie umocnili się jednak należycie i postępując wbrew zaleceniom Zamoyskiego, przystąpili od razu do podpalania umocnień. Wtedy z bramy zamkowej i bocznych furt wypadło kilkudziesięciu żołnierzy moskiewskich z olbrzymimi berdyszami. Węgrzy rzucili się do ucieczki, powracając na pływający most. Za nimi wpadli nań nacierający i przeciążona konstrukcja rozpadła się momentalnie na kilka części. Zginęło niemal 200 Węgrów oraz 30 Moskali.

Mimo to kontynuowano oblężenie, wysłano podjazdy dla ściągnięcia czółen z dalszej okolicy, a obok naprawianego ciągle mostu zaczęto budować drugi, tak aby Polacy i Węgrzy poszli do szturmu oddzielnie. 23 października przerażona załoga ujrzała, jak w stronę zamku suną dwa mosty, a na brzegu jeziora pojawiają się coraz to liczniejsze łodzie. Rozpoczęła się gwałtowna, obustronna kanonada, przy której w namiotach kanclerza Zamoyskiego odprawiono uroczyste nabożeństwo. „Skoro po nabożeństwie wyszedł przed namiot pan hetman [Zamoyski] i regestr wziąwszy tych, co się pisali do szturmu, każdego z osobna wołał imieniem jego własnem, i na stronę osobno kazał im odstępować. Potem czynił do nich rzecz, dziękując im, że się do tego chętnie podali, dla poczciwej sławy żywota nie żałując położyć (...) obiecując im od króla JMści wielką nagrodę. Potem dał im za starszego pana Mikołaja Uhrowieckiego i onego słuchać kazał, a potem wszystkim z wielkim płaczem błogosławieństwo dawał"

Uderzono w bębny, wojsko rozeszło się na pozycje, ochotnicy stanęli u wejścia na mosty, gdzie po chwili pojawił się Zamoyski. Już miano rozpocząć szturm, gdy nagle działa zamkowe zamilkły i żołnierze moskiewscy zaczęli dopraszać się rokowań. Kanclerz posłał na wyspę trzech rotmistrzów i wkrótce do obozu przysłano sześciu przedstawicieli załogi. W wyniku kapitulacji cała twierdza wraz z armatami, żywnością oraz bronią przechodziła na własność króla, żołnierze moskiewscy wraz z rodzinami mogli zaś odejść swobodnie do Moskwy..."


Fragment książki: Dariusz Kupisz "Psków 1581-1582" s. 49-53

Nasz serwis, podobnie jak inne warownie w sieci, używa ciasteczek w celach statystycznych oraz aby serwować Ci reklamy (Google AdSense) dopasowane do Twoich zainteresowań. Dzięki temu możemy dbać o renowację naszych treści. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.