"...W połowie XVI w. bogaty i zasobny kraj inflancki, ale słaby militarnie i bez silnej władzy centralnej, stał się celem ekspansji zarówno Prus Książęcych, jak i sąsiednich potęg - państwa polsko-litewskiego oraz moskiewskiego. Z punktu widzenia Krakowa czy Wilna opanowanie Inflant przez Jagiellonów skutecznie mogło odciąć Moskwę od Zachodu, skąd szedł postęp techniczny i nowoczesne uzbrojenie.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 125
"...W 1556 r. doszło już do otwartej walki. W lutym komtur Fellina Wilhelm Fürstenberg, wróg króla polskiego i zwolennik porozumienia z Moskwą, został wybrany koadiutorem inflanckim, czyli zastępcą i następcą wielkiego mistrza. Własne siły zakonu były zbyt małe w porównaniu z możliwościami Zygmunta Augusta, toteż pierwszą czynnością Fürstenberga było wysłanie do Niemiec komtura dyneburskiego Gotharda Kettlera w celu werbowania wojsk zaciężnych, a zwłaszcza pieszych lancknechtów. [...]
Gothard Kettler nie miał żadnych trudności w przeprowadzeniu werbunków na terenie Rzeszy. W krótkim czasie zaciągnął (głównie w Saksonii) 9500 żołnierzy, w tym 5500 pieszych lancknechtów. U władz Lubeki wyprosił pozwolenie na obozowanie zwerbowanego wojska w posiadłościach tego miasta w Trauenmünde, na pograniczu Meklemburgii. W ten sposób groźbą ataku na majętności niemieckie, Inflantczycy próbowali powstrzymać księcia meklemburskiego Jana Albrechta od udzielenia pomocy swemu bratu, koadiutorowi ryskiemu Krzysztofowi. Koncentracja wojsk zakonnych pod Lubeką wywołała zaniepokojenie w Prusach Królewskich i Książęcych. Obawiano się, że lancknechci Kettlera pomaszerują przez Pomorze i uderzą na Gdańsk lub Królewiec. Oprócz niemieckich najemników dysponował książę pruski niewielkimi własnymi silami. Prosił więc Zygmunta Augusta o niewielki oddział lekkiej jazdy np. Tatarów, do którego „doda pewną ilość prostego żołnierza ze strzelbami, którzy napadami samymi wyrządzą wrogowi sporo szkody".
W maju 1556 r. pierwsze kompanie lancknechtów zostały przerzucone przez Kettlera drogą morską z Lubeki do Rewia. Plany Albrechta połączenia floty gdańskiej z pruską w celu paraliżowania tych transportów nie zostały zrealizowane. Czynił jednak książę pruski wysiłki na terenie Rzeszy, by uzyskać pomoc polityczną i wojskową władców niemieckich. Elektor brandenburski Joachim II przyrzekł mu posiłki wojskowe, a ks. Franciszek lüneburski organizował dla niego zaciągi saskie mające liczyć 4 tys. lancknechtów i 4 tys. jazdy. Okazały się one jednak spóźnione. Dnia 16 czerwca biskupstwa dorpackie i ozylijskie oraz miasto Ryga wypowiedziały wojnę arcybiskupowi ryskiemu Wilhelmowi. Zakon przerzucił do Kurlandii 2 tys. jazdy dla obrony swych granic. Pułk lancknechtów w służbie Gallena forsownym marszem przemierzał ziemię inflancką kierując się na południe. Wkrótce stanął nad Dźwiną i bez trudności zdobył Kremon i Ronnenburg (Rumbork, ob. Rauna)..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 126-128
"...Król Zygmunt August pozostawił wprawdzie Münstera własnemu losowi, ale już wcześniej na kwietniowym zjeździe z Albrechtem w Rudnikach przyrzekł zbrojnie stanąć w obronie swego kuzyna Wilhelma. Po wybuchu walk w Inflantach nie wykazał jednak zbytniej energii i nie podjął działań ofensywnych, mimo że zamordowano jego posła Kaspra Łąckiego. Również w jego otoczeniu panowała niechęć do wojny z zakonem. Powszechnie obawiano się ataku krzyżaków z Rzeszy. Musiał jednak król zareagować na zaistniałą sytuację i powołał pod broń szlachtę z kilku pogranicznych powiatów litewskich. Liczbę mającego się zebrać 7 lipca pospolitego ruszenia obliczano docelowo na ok. 8 tys. jazdy i 200 piechoty. Dowództwo nad tą armią miał objąć wojewoda trocki i hetman wielki litewski Mikołaj Radziwiłł Rudy, a do pomocy monarcha przydzielił mu kasztelana trockiego Hieronima Chodkiewicza i wojewodę połockiego Stanisława Dowojnę. Zamiarem Zygmunta Augusta było zabezpieczenie granic litewskich i przez koncentrację wojsk na wschodzie, a pruskich na zachodzie, wymuszenie na przeciwniku warunków pokojowych. Plany wojenne przedstawione w liście królewskim do Albrechta z 21 czerwca nie były jednak do końca dopracowane. Niewielka liczebność planowanych sił pospolitego ruszenia mających być użytymi do demonstracji zbrojnej świadczyła, że nie oparto się na rzetelnych danych wywiadu. W tydzień później (28.06.) książę pruski prosił króla o wskazówki jakimi siłami i na jakim kierunku ma uderzyć na Inflanty. Oczekiwał wsparcia ze strony Polski lub Prus Królewskich w postaci kilku tysięcy jazdy i piechoty pod dowództwem Bernarda Pretwicza oraz braci Pawła i Rafała Działyńskich. Proponował też użyć floty gdańskiej do przeprowadzania ataków na wybrzeża inflanckie. Wypady zaciężnych żołnierzy gdańskich spowodowałyby w tej sytuacji rozdzielenie sił przeciwnika. Przypomniał wreszcie Albrecht, że przyjście z odsieczą oblężonemu arcybiskupowi ryskiemu wymaga wyznaczenia miejsc przeprawy przez Dźwinę i zgromadzenia sprzętu do budowy mostów.
Dnia 25 czerwca Zygmunt August zawiadomił Wilhelma, że postanowił wysłać mu posiłki zbrojne. Było już jednak za późno. Poparty przez Rygę Fürstenberg otoczył ziemie arcybiskupstwa z trzech stron i dokonywał licznych spustoszeń. Jego siły szacować można na ok. 15 tys. żołnierzy, w tym połowę stanowili najemnicy niemieccy. Wilhelm miał kilkakrotnie słabsze szlacheckie wojsko, dlatego też postanowił nie toczyć bitwy w polu, lecz zamknąć się w warownym zamku Kokenhausen (Koknese) nad Dźwiną. Dnia 23 czerwca armia zakonna przystąpiła do oblężenia tej ważnej strategicznie twierdzy kontrolującej szlaki wodne i lądowe na Litwę. Ostrzał artyleryjski okazał się bezskuteczny i dopiero brak żywności zmusił arcybiskupa do kapitulacji w dniu 30 czerwca. On sam wraz z koadiutorem Krzysztofem meklemburskim został uwięziony, a jego ziemie przejął zakon..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 128-130
"...Wieść o poddaniu się Wilhelma przyspieszyła przygotowania wojenne w Prusach i na Litwie. Pospolitacy litewscy gromadzili się w Sałatach (ob. Saloćiai) nad rzeką Muszą, 6 km od granicy inflanckiej, miejscowości obronnej, ale niedostatecznie zaopatrzonej w paszę dla koni.
Hetman Mikołaj Radziwiłł Rudy wyruszył z Wilna 2 lipca i po 11 dniach dotarł do Sałat. W ślad za nim podążył na pogranicze Hieronim Chodkiewicz. Objąwszy dowództwo Radziwiłł przeniósł 16 lipca obóz na południe nad rzekę Piewasę (Piwasa, ob. Pyresa) pod wieś Girsûdai odległą o 5 km na płd. wschód od Pozwolą (ob. Pasvalys) i 33 km od granicy z Kurlandią. Wezwał jednocześnie Albrechta do jak najszybszego przybycia z wojskiem w rejon koncentracji na dzień 25 lipca. Książę pruski przystąpił już zapewne do częściowego powoływania pospolitego ruszenia i pospiesznie ściągał saskich najemników. Właśnie z Saksonii, Brandenburgii, Brunszwiku, Meklemburgii, Mùnsteru, Pomorza Zachodniego maszerowało drogą lądową nad Pregołę ok. 3 tys. lancknechtów i 2 tys. jazdy. Wzmocnił Albrecht załogi w pogranicznych zamkach, a do króla za pośrednictwem Radziwiłła słał wykaz starostw litewskich, przez które miał maszerować w drodze pod Pozwol. Oczekiwał bowiem, że Zygmunt August nakaże starostom zaopatrywać jego wojsko w żywność. W połowie lipca Prusacy byli więc już gotowi do wymarszu, a Litwini skoncentrowani w warownym obozie oczekiwali przybycia samego króla.
Tymczasem po drugiej stronie granicy nad Nisą, 14 km na południowy wschód od kurlandzkiego Bowska (ob. łotewska Bauska), Fürstenberg zgromadził tylko 4 tys. jazdy i 800 lancknechtów. Wojsko było rozłożone w bezładnych gromadach, a obóz nie był ufortyfikowany. Rozpoznawszy liczebność i pozycje odległego o 16 km przeciwnika, Rudy jeszcze 15 lipca z Sałat prosił Zygmunta Augusta, by mu pozwolił „upatrzywszy sposobny czas" uderzyć na Inflantczyków i - w co nie wątpił - na rozgromienie ich. Obaj jednak - Radziwiłł i Albrecht - zamiast stosownych rozkazów doczekali się wysłanników z Wilna, którzy przywieźli zakaz królewski wkraczania do Inflant. Swą decyzję monarcha uzasadniał niemożnością przeprowadzenia w tak krótkim czasie zaciągów w Polsce i wysłaniem najwartościowszej części wojska litewskiego pod Kijów w związku z najazdem kozacko-moskiewskim na Oczaków. Postanowił więc odroczyć wyprawę chcąc zgromadzić dostateczne fundusze na nowe werbunki i materiały wojenne..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 130-131
"...Mimo wstrzymania akcji zbrojnej Albrecht nie rozpuścił niemieckich najemników. Liczył się z możliwością wybuchu wojny z Inflantami w najbliższym czasie, ale przede wszystkim obawiał się najazdu wojsk krzyżackich gromadzonych koło Fuldy. Mógł on nastąpić morzem lub przez Śląsk i Pomorze Gdańskie na Prusy Książęce. Alarmował więc książę o wprowadzenie pogotowia wojennego we flocie gdańskiej i elbląskiej. Z biegiem czasu wzrastały jednak jego kłopoty finansowe. Koszt utrzymania lancknechtów i jazdy niemieckiej mógł pod koniec roku wzrosnąć do 200 tys. złotych. Tłumaczył więc Albrecht królowi, że dalej utrzymywać tego wojska nie jest w stanie i prosił o przejęcie najemników niemieckich przez skarb królewski. W odpowiedzi Zygmunt August zgodził się jedynie na przyspieszenie księciu wypłaty jego rocznej pensji. Mimo wyczerpywania się środków finansowych Albrecht czekał na rezultaty starań hetmana Jana Tarnowskiego, by podjąć działania wojenne zimą ze względu na zamarznięte błota, moczary i rzeki inflanckie. Do nie odwlekania wojny namawiali również króla Radziwiłł Rudy i Hieronim Chodkiewicz, stojący na czele wojsk litewskich na pograniczu. Zygmunt August pozostał jednak nieugięty i czekał lata następnego roku. Pospolitaków w końcu listopada rozpuszczono do domów, pozostawiając w obozie pozwolskim tylko 500 jazdy..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 131
"...Po przybyciu króla do Warszawy rozpoczęto w październiku 1556 r. przygotowania wojenne na szeroką skalę. Sejm w styczniu 1557 r. uchwalił pospolite ruszenie, które zezwolono dzielić, „gdzieby się nieprzyjaciel z różnych miejsc pokazał". Zygmunt August rozpoczął starania o zaciągnięcie pożyczki w Szwecji i Niemczech na opłacenie zaciężnych i zakup materiałów wojennych. Od 16 stycznia rozsyłał listy przypowiednie do rotmistrzów koronnych wyznaczając im półroczny żołd. Również kanclerz Wielkiego Księstwa Mikołaj Radziwiłł Czarny umawiał się na służbę z rotmistrzami litewskimi, których listę przesłał królowi. Na wodza wyprawy przewidywany był zapewne Jan Tarnowski, który termin popisu proponował wyznaczyć na dzień I.V. 1557 r., tak by zaciężni mogli ściągnąć na granicę inflancką na dzień 16 maja. Na miejsce popisu wyznaczono proponowany przez Czarnego Bielsk na Podlasiu. Według wstępnych szacunków król liczył na zebranie blisko 22 tys. żołnierzy, w tym 7700 z Korony (3 tys. zaciężnej piechoty, 2 tys. zaciężnej jazdy oraz 2 tys. wojska nadwornego) i 14 tys. z Litwy (2tys. zaciężnej jazdy oraz 12 tys. pospolitego ruszenia). Ponadto oczekiwał Zygmunt August wsparcia 4-5-tysięcznego korpusu posiłkowego księcia pruskiego (1 tys. jazdy i 4-5 tys. piechoty). Siły polsko-litewsko-pruskie byłyby więc dwukrotnie liczniejsze od inflanckich. [...]
Zaciągi oddziałów koronnych przeciągały się, tak że do ich koncentracji i popisów na Podlasiu (Bielsk) doszło zapewne dopiero w maju lub czerwcu 1557 r. Stąd wojsko polskie przez Grodno i Merecz ruszyło na Kowno. Dnia 30 czerwca król mianował dowódców armii. Naczelne dowództwo zatrzymał dla siebie, Mikołaj Czarny Radziwiłł został marszałkiem polnym, Mikołaj Rudy hetmanem wojsk litewskich, a marszałek wielki koronny i wojewoda podolski Jan Mielecki - wojsk polskich. Według rachunków wojskowych zaciężne wojsko polskie liczyło 6604 żołnierzy, w tym 3304 jazdy i 3300 piechoty. W kadrze rotmistrzowskiej znaleźli się tacy dowódcy jazdy potocznej jak wojewodzie Mikołaj Sieniawski, Stanisław Zamoyski, Stanisław Szafraniec, Jan Starzechowski, Stanisław Derśniak czy Stanisław Liskowski. Wojsko nadworne wraz z pocztami dworskimi składało się z 3930 żołnierzy, w tym 2300 jazdy i 1630 piechoty. Dowodził nim kasztelan oświęcimski, burgrabia krakowski i hetman nadworny Florian Zebrzydowski. Poczty prywatne z Korony liczyły 1200 jazdy i 300 piechoty, w sumie 1500 żołnierzy. Polska wystawiła ogółem 13.034 zbrojnych, a więc jej wysiłek mobilizacyjny był największy od czasów wyprawy chocimskiej 1538 r. W sumie armia koronna składała się z 7804 jazdy i 5230 piechoty. Zaciężni litewscy byli mniej liczni. Stanowili oni wyłącznie 1000-konny oddział jazdy. Znaczne były natomiast poczty prywatne z Litwy składające się z 5720 jazdy i 940 piechoty, razem 6660 żołnierzy. Na uwagę zasługuje tu oddział prywatny Mikołaja Czarnego Radziwiłła liczący 1340 zbrojnych, w tym 600 piechurów. Najliczniejsze było jednak litewskie pospolite ruszenie wynoszące ok. 20 tys. jazdy i piechoty, słabo jednak uzbrojone i wyszkolone. W sumie Litwa wystawiła 26.660 jazdy i piechoty. Korpus posiłkowy księcia pruskiego Albrechta składał się z 4 tys. jazdy i 1 tys. piechoty najemnej z Niemiec oraz 1 tys. żołnierzy z Prus Książęcych. W sumie kontyngent pruski można obliczać na 6 tys. zbrojnych. Ogółem Korona, Litwa i Prusy wystawiły 45.694 żołnierzy. Artyleria polska składała się z 50, a litewska z 48 dział. Do największych dział należały 2 śpiewaki ciągnięte przez 160 wołów i po 4 działa ogniste, feldszlangi i słowiki z siłą pociągową po 80-96 wołów. Na stanie wojska koronnego było 3 tys. wozów do dział i 200 wozów pod namioty. Zaplecze stanowiło 1500 ciurów obozowych. Jeszcze większe tabory były w armii litewskiej. W sumie siły zmobilizowane na wojnę z zakonem inflanckim można szacować na ok. 57 tys. ludzi. Doliczyć też można wojska prywatne i ochotnicze oraz służbę ziemską z innych ziem litewskich - jazdę książąt słuckich (1200 koni), starosty żmudzkiego (1200), wojewody witebskiego (6 tys.) i podolskiego (2 tys. koni), szlachtę podlaską, wołyńską, kijowską itd. Siły te dołączyły do armii królewskiej lub osłaniały ziemie litewskie na innych kierunkach operacyjnych przed ewentualnymi atakami sojuszników zakonu inflanckiego. Przypuszczalnie chorągwiami prywatnymi hetmana Jana Mieleckiego dowodził pod Pozwolem jego syn Mikołaj, a pod jego rozkazami uczestniczył w wyprawie młody wówczas poeta Jan Kochanowski jako (jak sam pisał) „przypasany do miecza rycerz".
W porównaniu ze stanem sprzed roku siły zakonne nieco zmalały. Wilhelm von Fürstenberg, który po śmierci Henryka von Gallena 30.V 1557 r. objął godność mistrza, dysponował 5200 końmi własnej jazdy, ok. 2000 piechoty oraz 3000 lancknechtów i 2000 jazdy przyprowadzonej wcześniej przez Kettlera z Niemiec. W sumie siły jego nie przekraczały 12 tys. żołnierzy, a więc były przeszło czterokrotnie słabsze od wojsk polsko-litewsko-pruskich. W każdej chwili mogły jednak przybyć do Inflant posiłki z Niemiec, Danii i Moskwy.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 131-134
"...Decyzję o rozpoczęciu działań wojennych podjął Zygmunt August w dniu 21 czerwca w Wilnie. Wówczas to rozkazał hetmanowi litewskiemu Mikołajowi Radziwiłłowi Rudemu ruszyć nad granicę lcurlandzką i przeprowadzić akcje zaczepne na terytorium inflanckim. Radziwiłł znalazłszy się na granicy z tysięcznym oddziałem jazdy zaciężnej, stanowiącym straż przednią armii litewskiej, począł dokonywać wypadów na ziemie zakonne, szerząc wszędzie panikę i rozpoznając siły przeciwnika. Wysłał też w kierunku Inflant przez Onikszty (ob. Anykśćiai) dwie chorągwie polskiej jazdy zaciężnej (300 koni) Jana i Rafała Działyńskich w celu zabezpieczenia granic pruskich i żmudzkich od strony Kurlandii. Obaj mieli następnie dołączyć do armii Albrechta, który już 21 czerwca otrzymał polecenie ruszenia pod Pozwol. Działyńscy mieli przejąć dowodzenie jazdą książęcą. Wybrzeża pruskiego miała bronić niewielka flota Albrechta. Król rozkazał gdańszczanom wystawić 12 okrętów wojennych, ale ci nie chcieli się na to zgodzić i udzielili tylko Zygmuntowi Augustowi pożyczki. Książę Jan Albrecht meklemburski rozmieścił w pobliżu Oliwy mały oddział w celu obserwacji ruchów nieprzyjacielskich. Starosta generalny Wielkopolski Janusz Kościelecki pilnował zachodnich granic Prus Królewskich.
Dnia 18 lipca król Zygmunt August wyruszył z wojskiem litewskim z Wilna kierując się na północ na Onikszty. Towarzyszył mu hetman Jan Mielecki, kierujący faktycznie wyprawą i któremu pod względem operacyjnym podlegała cała armia. Siły główne wyruszające spod stolicy liczyły 30 tys. żołnierzy (26 tys. Litwinów i 4 tys. wojska nadwornego Floriana Zebrzydowskiego). Posuwały się niewygodnym traktem na Wiłkomierz, lecz drogami prowadzącymi na północ działem między Świętą a Wilią. Maszerowano początkowo dość szybko - jak na olbrzymi tabor - docierając już 23 lipca do Bolinek (ob. Bolninkal, 24 km na południe od Onikszty), a więc pokonując średnio dziennie 13 km. Tu zatrzymano się na kilkudniowy odpoczynek. Dnia 1 sierpnia król zwołał radę wojenną. Nie znamy jej przebiegu, ani ustalonych wówczas planów działań wojennych. Brak jest też przekazów źródłowych co do rozmieszczenia wojsk zakonnych. Przypuszczalnie zgrupowane one były w Kurlandii broniąc linii Dźwiny, a zwłaszcza ważnego węzła komunikacyjnego - Rygi, choć wydzielone oddziały mogły być rozmieszczone na wprost obozu pozwolskiego w okolicy Bowska.
Przed ruszeniem w dalszy pochód Zygmunt August wydał 3 sierpnia w Bolinkach artykuły wojskowe zatytułowane „Porządek praw rycerskich wojennych" autorstwa, w głównym swym zrębie, Jana Tarnowskiego. Dotyczyły one m.in. szykowania obozu, rozkładania namiotów, ruszania po wytrąbieniu hasła i trąbienia na trwogę, porządku w marszu, zachowania się żołnierzy na straży, warcie i podsłuchu itp. Armia posuwała się teraz bocznymi drogami w górę rzeki Świętej i przez Pieniany (5.08) przybyła 6 sierpnia do Onikszty. Postój pod miastem i przeprawa przez Świętą zajęła Litwinom aż 10 dni. Dnia 16 sierpnia król dokonał tu przeglądu wojsk. Ku zdziwieniu posłów austriackich, przebywających wówczas w Oniksztach, „okazywanie" wykazało 30 tys. dobrze uzbrojonych żołnierzy. Ruszono dalej na północ i omijając od wschodu rozległe lasy nad Świętą dotarto po trzech dniach przez Wieśintos do Kupiszek (ob. Kupiśkis). Nad rzeką Lauenam (ob. Levuo) rozbito obóz, z którego król i hetman Mielecki wysłali 19 sierpnia wypowiedzenie wojny Fürstenbergowi. Następnego dnia armia litewska przeprawiła się przez Lauenam i pomaszerowała przez Antasavę i Vabalninkas do Girsudai. Drogę długości 42 km pokonała w tydzień, a więc posuwano się bardzo wolno (6 km dziennie) przez zabagniony teren, okrążając od północnego wschodu lasy rozciągające się nad środkową Piewasą. Dnia 26 sierpnia czołowe oddziały litewskie dotarły do dawnego obozu położonego na skraju lasu pod Girsudai nad Piewasą, ok. 5 km na południowy wschód od Pozwola".
Tymczasem blisko 9-tysięczna zaciężna armia polska (przypuszczalnie pod dowództwem zasłużonego rotmistrza z wojny pruskiej, wojewody płockiego Aleksandra Iłowskiego) przemierzała województwo trockie posuwając się prawą stroną Niemna na północ przez Merecz, Olitę, Punie do Kowna. Tu doszło do zatargu opisanego przez B. Paprockiego między żołnierzami polskimi a Niemcami z zaciągu Ernesta Weihera. Niejaki Wacław Jankowski poranił wówczas 40 knechtów, ale ze względu na swą biegłość w sztuce walki został później przez króla ułaskawiony. Z Kowna Polacy skierowali się na północ w górę rzeki Niewiaży (ob. Neveżis) przez Kiejdany, Ramygalę do Poniewieża (ob. Paneveżys). Maszerując zapewne dalej przez gęste lasy ciągnące się po prawej stronie rzeki Lauenamu dotarli około 1 września przez Pumpenai do Pozwola. Pokonali (w linii prostej od Bielska) 370 km w lipcowym skwarze i trudnych warunkach terenowych. Obóz rozbiło wojsko polskie przypuszczalnie pod Pozwolem pomiędzy rzekami Lauenamem a Piewasą. Obszar zajęty przez obozy - polski i litewski - ciągnął się na przestrzeni aż 13 km od Pozwolą. Zatoczono na nim co najmniej 6 tys. wozów, a ok. 50 tys. ludzi rozbiło tu swe namioty..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 134-136
"...Przypuszczalnie najpóźniej wyruszył z Królewca książę Albrecht z 6-tysięczną armią pruską. Posuwając się wolno na wschód przeprawił się przez Niemen pod Ragnetą i ruszył prawym jego brzegiem ku Żmudzi. Z pogranicznych Taurogów zamierzał zapewne maszerować na Szawle, a stąd dopiero na Pozwol. Pochód odbywał się zapewne w myśl wskazówek księcia zawartych w jego „Księgach o rycerskich rzeczach a sprawach"(1555) [...]
Od końca sierpnia Zygmunt August prowadził rokowania z Fürstenbergem za pośrednictwem habsburskich mediatorów. W obozie litewskim począł się szerzyć bezład i zanikała dyscyplina. Wojsko, zdemoralizowane długą bezczynnością, zaczęło robić samodzielne wypady, a nawet rabować okoliczne wsie i dwory. Aktualne stało się przestrzeganie artykułów z „Porządku praw rycerskich" (1557) dotyczące szynkowania, hałasowania i nocowania w karczmach po wytrąbieniu hasła w obozie, zakazu pobytu w wojsku kobiet z wyjątkiem żon, „zbytniego" pijaństwa, zabaw, „wielkich" gier, brania miodu itd. Król, aby nie dopuścić do dalszego rozkładu swej armii, był zdecydowany natychmiast rozpocząć działania wojenne. Dnia 9 września zaostrzył nawet stawiane Fürstenbergowi warunki żądając, by osobiście przybył do obozu i przeprosił go. Był to pretekst do zerwania prowadzonych układów.
Stało się jednak inaczej. Dn. 13 września mistrz zakonny przybył do Pozwola, a następnego dnia odbyły się publiczne przeprosiny króla i zaprzysiężenie warunków pokoju. Według układu pozwolskiego z 14. IX 1557 r. obie strony połączyły się przymierzem przeciwko Moskwie. Jeśli jedna ze stron zostałaby napadnięta lub wystąpiłaby przeciwko Iwanowi Groźnemu, druga zobowiązana była wypowiedzieć wojnę lub udzielić pomocy zbrojnej. Traktat zachowywał jednak nadal w mocy dotychczasowe rozejmy z Moskwą, mające trwać dla Litwy jeszcze 5, a dla Inflant 12 lat. Gdyby przed ich upływem doszło do wojny, to druga strona nie mogłaby pospieszyć z pomocą. Zobowiązano się też do nieprzepuszczania tranzytu moskiewskiego przez swoje terytoria, zwłaszcza takiego, który by wzmacniał potencjał militarny państwa moskiewskiego..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 136-138
"...Zygmunt August, zwany przez współczesnych „dojutrkiem", nie wykazał zbytniej energii i odwlekał rozpoczęcie akcji zaczepnych, co zaowocowało koniecznością asygnowania znacznych sum na wojska zaciężne i najemne oraz bezczynnością i demoralizacją zmobilizowanej szlachty litewskiej. Inflantczycy ubiegli ostatniego Jagiellona i księcia pruskiego w propagandzie wojennej i werbunkach na terenie Rzeszy. Źle funkcjonujący wywiad oraz spóźniona mobilizacja i koncentracja kosztowały obu władców utratę arcybiskupstwa ryskiego w czerwcu 1556 r. Jedyne i słuszne pomysły na blokadę morską Inflant oraz prowadzenie działań nękających lekką jazdą strzelczą i piechotą morską miał książę Albrecht. Tylko w nikłym zakresie próbował je realizować Mikołaj Rudy Radziwiłł w lipcu 1557 r., ale użył do terroryzowania ziem przeciwnika ciężej zbrojnej jazdy husarskiej nie mającej w tego typu akcjach doświadczenia z kresów południowo-wschodnich. Brakło planów operacyjnych, wyznaczenia kierunków uderzeń i miejsc przepraw przez Dźwinę. Rezygnacja z ataków na nieliczne siły zakonne w lipcu 1556 r. i styczniu 1557 r. kosztowała wymierne pieniądze, które musiano wypłacić najemnikom i zaciężnym za przedłużony okres służby. Do rozpoczęcia działań wojennych w 1556 r. werbunki były spóźnione, a do planowanej akcji w następnym roku zbyt wczesne.
Podkreślić jednak należy wysiłki Zygmunta Augusta przy gromadzeniu zasobów finansowych i staranne przygotowanie wyprawy pozwolskiej. Zmobilizowanie blisko 60-tysięcznej armii, w jednej piątej składającej się z wyszkolonego żołnierza zaciężnego i najemnego, było wyczynem organi-zacyjnym nie spotykanym od blisko 20 lat. W porównaniu z wcześniejszymi założeniami ze stycznia 1557 r. wysiłek zbrojny Korony uległ prawie podwojeniu. Rozbudowano wojsko nadworne o dodatkowe 2 tys. zbrojnych, zgromadzono o 1,5 tys. więcej pocztów prywatnych i zaciągnięto o 1 tys. liczniejszą jazdę zaciężną. Podwoił się też udział w wyprawie Wielkiego Księstwa przede wszystkim wskutek stawienia się dodatkowo 8 tys. pospolitaków. Dzięki tłumnemu zgłaszaniu się szlachty, pocztów dworskich i prywatnych postawiono pod broń dwu- i półkrotnie więcej ludzi niż planowano. Przy takiej strukturze wojska nie dziwi fakt, że wprawdzie mobilizacja przebiegała bez zakłóceń, to jednak koncentracja w rejonie wyjściowym pod Pozwolem znów się opóźniła. Plany przewidywały koncentryczne zejście trzech armii w jednym punkcie nadgranicznym, ale Prusacy wyruszyli zbyt późno. Najbliżej do Pozwolą mieli Litwini, ale ci posuwali się bardzo powoli. Odległość 160 km, którą hetman Mikołaj Radziwiłł Rudy pokonał w lipcu 1556 r. w 11 dni, armia litewska przemierzała aż w 40 dni. Najdalej (ok. 400 km) mieli do rejonu koncentracji Polacy, ale ich pochód nie odznaczył się niczym szczególnym. Dla jazdy potocznej był przeciętny zarówno pod względem szybkości, jak i zasięgu. Niewiele też do polskiej sztuki wojennej wniósł pozwolski obóz wojenny, odległy o 30 km od granicy i nigdy poważniej nie zagrożony przez przeciwnika. Potwierdził tylko starą maksymę, że znudzone bezczynnością wojsko szybko się demoralizuje..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 138-140