"...Po upływie terminu obowiązującego rozejmu Szwedzi planowali w styczniu 1562 r. uderzenie na Parnawę, ważny port przy ujściu rzeki Parnawy do Zatoki Ryskiej, a odległy o 115 km na południe od Rewla. Stacjonowała tam rota piesza Antoniego Mory (300 piechurów) oraz chorągwie jazdy Stanisława Kunickiego i Cieplickiego (400 koni). Król Zygmunt August o zamiarach szwedzkich dowiedział się z przejętego listu komendanta szwedzkiego w Rewlu do kantora parnawskiego. Obawiając się ataku z północy, polecił Mikołajowi Czarnemu przejęcie z rąk Kettlera zgodnie z aktem wileńskim Parnawy i innych zamków oraz zaopatrzenie ich załogami, bronią palną i żywnością. Cieplicki doniósł bowiem o niepewnej postawie Niemców parnawskich i tajnych układach komendanta Białego Kamienia Kaspra von Oldenbokuma ze Szwedami. W Białym Kamieniu doszło faktycznie do sporów i niesnasek między Polakami a knechtami. Oldenbokum z grupą swych niemieckich piechurów przybył tu po kapitulacji Rewla i objął dowództwo nad załogą złożoną m.in. z 300 drabów rotmistrza litewskiego Strawińskiego h. Sulima. Wykorzystując tę sytuację wódz szwedzki Klas Kristersson Horn chciał przeciągnąć niemieckiego dowódcę na swoją stronę. W wypadku działań pod Parnawą kilkusetosobowa załoga Białego Kamienia mogła bowiem dokonywać wypadów w dół rzeki Parnawy i przecinać linie komunikacyjne na zapleczu wojska szwedzkiego. Naciski Horna okazały się bezskuteczne. Oldenbokum dochował wierności królowi polskiemu.
Trwał jednocześnie spór z radą miejską Rygi, która uważała, że Litwa jest za słaba, by dać dostateczną obronę przed Moskwą i nie wpuściła nawet załogi litewskiej do swego zamku. Dnia 17 marca złożyła warunkową przysięgę wierności, która miała w pełni obowiązywać dopiero wówczas, gdy Ryga zostanie inkorporowana do Korony. Sukcesem Mikołaja Czarnego było uzyskanie od Kettlera za sumę 15 tys. talarów twierdzy Dynemundu, która dzięki swemu położeniu u ujścia Dźwiny pozwalała na blokadę Rygi, gdyby ta próbowała uznać nad sobą władzę innego monarchy.
Mimo planów zaślubin Jana, księcia finlandzkiego, brata króla szwedzkiego Eryka XIX z siostrą Zygmunta Augusta Katarzyną, Szwecja kontynuowała przygotowania do wielkiej ofensywy w Inflantach. Zaciągnięto m.in. 3 tys. najemników we Francji i przystąpiono do werbunków na terenie Pomorza. Eryk XIV zażądał od książąt pomorskich, by jego wysłannik Lazarus Moller mógł założyć obóz w Eldenie i werbować tam żołnierzy. Zwrócił się też do rad miejskich Szczecina, Stralsundu i Gryfii, aby kupcy tych miast zaopatrywali w prowiant i amunicję jego wojska w Inflantach. Z kolei król duński Fryderyk II domagał się od Stralsundu okrętów wraz z załogami oraz zakazu wstępu jednostkom szwedzkim do portów pomorskich. Wiosną 1562 r. nasilił się ruch na Bałtyku. Szwedzi przeprawiali do Rewla wojska i zwozili prowiant. Transportom morskim przeciwnika nie mogła się przeciwstawić pływająca już pod banderą króla polskiego flota kaperska, złożona tylko z 10 okrętów, a dowodzona przez gdańszczanina Mateusza Scharpinga. W 1561 r. kaprowie przechwycili tylko jeden okręt, a w 1562 r. trzy.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 218-220
"...Król Zygmunt August liczył na przedłużenie rozejmu z Moskwą. Iwan Groźny nie zamierzał jednak prowadzić dalszych układów i po trzymiesięcznej przerwie wszczął działania wojenne. Zaskoczył polskiego monarchę nowym kierunkiem uderzenia. W kwietniu i maju 1562 r. wojska moskiewskie zaatakowały Litwę tradycyjnie na trzech kierunkach. Oddziały przerzucone z Dorpatu pod Wielkie Łuki wtargnęły w okolice Połocka i zniszczyły pograniczne wsie. Znaczniejsze siły skoncentrowane pod Smoleńskiem pod dowództwem wojewodów Iwana Wasylewicza Szeremetiewa, Iwana Michajłowicza Woroncowa oraz carewiczów tatarskich Ibaka i Tochtamysza wkroczyły w rejon Dubrowny i Orszy, zagonami zapuszczając się pod Mścisław, Szkłów i Kopyś nad Dnieprem. Trzeci oddział moskiewski dowodzony przez namiestnika putywlskiego Grigorija Mieszczerskiego uderzył ze Staroduba na Czeczersk, Propojsk, Mohylew. W ten sposób nieprzyjaciel odcinając szlaki nad górnym Dnieprem okrążał pograniczne twierdze litewskie. Część przedmieść Orszy, posad w Dubrownie oraz liczne wsie zostały spalone. Moskwa przerzucając operacje na wschodnie odsłonięte rubieże litewskie rozszerzyła teatr działań wojennych. Król na wiadomość o najeździe rozkazał starostom pogranicznych zamków z częścią swoich załóg pustoszyć w odwet ziemie moskiewskie. Dla przeszkodzenia dalszym najazdom powołał na maj pospolite ruszenie. Po dokonanym popisie kontyngent polski Floriana Zebrzydowskiego (2047 jazdy i 250 piechoty) został skierowany znad granicy inflanckiej na wschód szlakiem wzdłuż Dźwiny na Druję i Dryssę. Niespodziewany najazd Tatarów odwrócił uwagę Iwana od granic Litwy i umożliwił królowi podjęcie wyprawy odwetowej. Zebrzydowski i wojewoda połocki Stanisław Dowojna wysłali w pierwszej połowie maja chorągwie jazdy polskiej i litewskiej (350 koni) na Siebież, Krasny Horodek, Opoczkę i Zawołocze. Okolice tych zamków zostały spustoszone, osiedla spalone, a ich mieszkańcy wybici. [...] Po dokonaniu zagonu jazda polska zawróciła 19 maja nad Dźwinę. Jednocześnie wojewoda witebski Stefan Zbaraski pchnął swych kozaków grodowych za granicę i spustoszył przyległe tereny moskiewskie. Skoncentrowane pod Wielkimi Łukami oddziały moskiewskie pod dowództwem kniazia Andrzeja Kurbskiego ruszyły w pościg za kozakami. Ci - w porę ostrzeżeni - odskoczyli do Witebska. Wojsko moskiewskie w ślad za nimi podeszło pod to miasto 20 maja, spaliło i złupiło przedmieście oraz okoliczne osady w promieniu 50 km, sięgając podjazdami po Koziany i Ułę. Na wiadomość o najeździe moskiewskim na Witebsk, Zebrzydowski, ubezpieczając się podjazdami, przybył pod Połock i tu po dokonaniu popisu wojska rozłożył się obozem na lewym brzegu Dźwiny. Zamierzał wysłać jedynie wsparcie załodze witebskiej, nie chcąc maszerować ze wszystkimi siłami wskutek panujących wśród jego żołnierzy chorób, głodu, dużego obciążenia wozami taborowymi, wreszcie przemęczenia koni poprzednią wyprawą na Krasny Horodek. Kurbski, zorientowawszy się dzięki dobremu wywiadowi o wojsku polskim pod Połockiem, po dwudniowym pobycie pod Witebskiem, uchylił się od walki i 22 maja zawrócił szybkim marszem do Wielkich Łuków, puszczając w pośpiechu część pobranych w niewolę ludzi. Pozostawił jednak wydzielone oddziały nad Łowacią przeszło 40 km od Suraża. Planował zdobyć ten zamek, by w ten sposób otworzyć sobie drogę do powtórnego zaatakowania w końcu czerwca Witebska, tym razem przy pomocy artylerii.
Litewska służba ziemska zebrała się w obozach pod Borysowem i Druckiem w pierwszych dniach czerwca 1562 r. Tam też, jak również Zebrzydowskiemu pod Połock, król wysłał transporty dział, amunicji i sprzętu wojennego. W połowie czerwca Mikołaj Radziwiłł Rudy przeniósł obóz litewski do Repuchowa w pobliżu Orszy. Stąd wyprawił w głąb posiadłości moskiewskich silny oddział, który dokonał spustoszeń w ziemi smoleńskiej. Starosta czerkaski Michał Wiśniowiecki atakował w czerwcu Siewierszczyznę i Czernihowszczyznę, a dzierżawca ostrzeński Filon Kmita w lipcu okolice Putywla. Nie wiedząc, gdzie nastąpi uderzenie moskiewskie - na Mścisław, Połock czy Witebsk, zajął Radziwiłł pozycję obronną głęboko w tyle, nie łączył swych wojsk z polskimi i nie zamierzał atakować Wielkich Łuków. Według rozpoznania polskiego skoncentrować się miała pod tą twierdzą 18- tysięczna armia moskiewska. Mając nadzieję na rozejm, hetman litewski swą bezczynność tłumaczył pokrętnie brakiem żywności, paszy i zniszczeniem dróg. Żadnej aktywności nie wykazywał również Zebrzydowski. Nie chcąc bez zgody Radziwiłła rozpoczynać żadnej akcji zaczepnej, stał nadal obozem pod Połockiem, snując jedynie plany działań przeciwko wojskom nieprzyjacielskim. Upływał cenny czas, mijała sucha, dogodna dla ciężkiej polskiej jazdy pora roku, a w końcu lipca zaczynały się już charakterystyczne dla tego obszaru deszcze. Ogołocona z żywności ziemia połocka nie gwarantowała zaopatrzenia chorągwiom koronnym. Znaczne były straty w koniach, z których 100 padło. Stąd rosło zniecierpliwienie bezczynnością hetmana litewskiego u polskich dowódców. Żądali zgody na marsz w głąb terytorium moskiewskiego, by tam zdobyć niezbędną żywność. Zebrzydowski zdawał sobie sprawę, że opanowywanie zamków nieprzyjacielskich bez większej liczby piechoty, z głodnym i nieopłaconym żołnierzem zaciężnym, będzie bardzo trudne. Mimo to - po dokonaniu popisu i uzupełnieniu wojska przez nowoprzybyłe z Polski roty - gotów był ruszyć przez Jezierzyszcze i Newel na odległe o blisko 150 km Wielkie Łuki. Sądził, że wiadomości o znacznych siłach moskiewskich skoncentrowanych pod twierdzą wielkołucką są przesadzone i liczył, że swym marszem sprowokuje stronę moskiewską do przyjęcia bitwy w polu.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 155-158
"...Po opanowaniu trzech estońskich prowincji (Harrien, Wirland i Jerwen) i wzmocniony nadsyłanymi posiłkami, Horn uderzył na Parnawę. Dzięki położeniu nad Zatoką Ryską, na pograniczu Estonii i obszaru ryskiego, mogła ona służyć jako polska baza wypadowa do przeprowadzenia akcji zaczepnych na tereny kontrolowane przez Szwedów, a zwłaszcza przeciw niedaleko leżącemu Rewlowi. Z drugiej strony Parnawa osłaniała przed nieprzyjacielem tereny polskiej części Inflant od strony lądu i morza. W porcie flota kaperska mogła znaleźć bezpieczne schronienie i punkt zaopatrzenia. Stąd mogła łatwo atakować transporty szwedzkie do Rewla i moskiewskie do Narwy. Nic więc dziwnego, że właśnie na Parnawę poprowadził Horn swą armię liczącą 1500 jazdy niemieckiej i fińskiej (6 kompanii), 5000 piechoty (8 kompanii) i 8 dział. [...]
Pustosząc po drodze osady leżące w okolicy, Szwedzi przystąpili 28 maja do oblężenia miasta. Twierdza leżała na półwyspie utworzonym przy ujściu rzeki Parnawy, do której wpadał naprzeciw miasta dopływ Sauga. Zamek i leżące od niego na wschód miasto chronione były od zachodu i północy wodą. Od południa dzieliła miasto od morza przestrzeń około półtora kilometra, przez którą przechodził trakt z Rewla do Rygi omijając ujście Saugi. Dawne kamienne umocnienia miejskie zostały w I połowie XVI w. wzmocnione bastejami zapewniającymi głęboką obronę przedpola ogniem krzyżowym. Basteje wybudowano też w narożnikach zamku i konwentu. Mimo tych modyfikacji i naturalnej obronności oraz braku blokady miasta od strony morza, Antoni Mora jako dowódca załogi całkowicie zawiódł. Nie tylko, że nie umiał bronić miasta, ale stracił powierzoną mu rotę piechoty. Na usprawiedliwienie hiszpańskiego inżyniera trzeba jednak dodać, że przewaga liczebna oblegających była druzgocąca (ok. 9:1), a wśród obrońców doszło do przypadków zdrady. Po pierwszych starciach Mora zbiegł, część jego piechurów zapewne się rozproszyła, a jeźdźcy polscy schronili się w mieście. Po podciągnięciu dział Szwedzi rozpoczęli ostrzał umocnień miejskich. Między rotmistrzami Kunickim i Cieplickim wynikła różnica zdań co do dalszej obrony. Nie mając nadziei na szybką odsiecz Kunicki optował za kapitulacją. [...] Po ucieczce Mory polscy rotmistrze zamknęli się więc w zamku parnawskim. Wiadomo, że dwa szturmy szwedzkie zostały odparte i dopiero za trzecim razem Szwedzi wyłamali bramę i wdarli się do miasta. Cieplicki odpierał ataki szwedzkie na zamek, ale po jego śmierci Kunicki zaniechał obrony i skapitulował 2 czerwca. Temu ostatniemu i jego towarzyszom zarzucono później zdradę i wytoczono proces o naganę szlachectwa. Po opanowaniu Parnawy król szwedzki potwierdził przywileje miejskie, przekazał 10 tys. ryskich marek i zaopatrzył twierdzę w amunicję i sprzęt wojenny. Port parnawski mógł się odtąd stać podstawą operacyjną wszystkich jego działań w Inflantach, a zwłaszcza punktem wyjścia do bezpośredniego ataku na Rygę.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 220-222
"...Tymczasem do Parnawy maszerował z Rygi konwój z żywnością osłaniany przez kilkuset jeźdźców i stu piechurów z hakownicami. Na wieść o nim Horn wysłał naprzeciw część swych sił, które napotkały ryżan pod Salis, 60 km na południe od Parnawy. Wobec przewagi przeciwnika żołnierze inflanccy porzucili wozy i rozproszyli się. Zapasy żywności dostały się w ręce Szwedów, którzy przejąwszy je zawrócili z powrotem do Parnawy.
Wiadomość o upadku Parnawy dotarła do Zygmunta Augusta w ciągu tygodnia. Wbrew dotychczasowej praktyce nie skonsultował się on z hetmanem Mikołajem Rudym, lecz natychmiast zawrócił żmudzkie pospolite ruszenie spieszące przeciwko Moskwie do Brasławia i skierował je do Inflant. […] W rzeczywistości Żmudzini szybkim marszem dotarli w połowie czerwca pod Parnawę, ale Szwedzi zamknęli się w mieście i nie dali się sprowokować do bitwy w otwartym polu. Nie mając szans na odbicie Parnawy pospolitacy wycofali się z powrotem na Litwę..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 222
"...Tymczasem 4-tysięczna armia moskiewska pod wodzą kniazia Wasyla Siemionowicza Serebriannego wyruszyła w drugiej połowie lipca spod Wielkich Łuków Kierowała się jednak nie na Połock, lecz omijając go łukiem od północy przez Siebież nad Dźwinę w okolice Dryssy (24.VII). Wprawdzie rzeki pod Drują nie udało się jeździe moskiewskiej sforsować, to jednak złupiła i spaliła ona dwory i wioski litewskie leżące po prawej stronie Dźwiny. Idąc w dół rzeki Serebrianny dotarł w okolice Dynenburga, następnie zawrócił na północny-wschód i mijając Rzeżycę i Lucyn kierował się z powrotem na Krasny Horodek i Wielkie Łuki. Ten szybki, blisko 600-kilometrowy zagon moskiewski, nie spotkał się z żadną kontrakcją ze strony najbliżej stojącego wojska polskiego, w którym zawiodło całkowicie rozpoznanie. Zaskoczony Zebrzydowski dowiedział się o oddziałach moskiewskich nad Dźwiną dopiero 25 lipca. Tłumaczył się - nie bez racji - trudnością dotarcia na czas przez podmokłe drogi prowadzące przez bagna dolnej Dzisny i Dryssy. Bagna te odgradzały jego wojsko od manewrującego pod osłoną własnych zamków nieprzyjaciela. Wyprawa moskiewska na Inflanty skłoniła ostatecznie Radziwiłła Rudego do przyjęcia planu hetmana polskiego uderzenia na Kurbskiego, zanim dołączy do niego Serebrianny. Marsz na kierunku Newel - Wielkie Łuki postanowił osłonić od wschodu - tak jak w ubiegłorocznej operacji tarwaskiej - zagonem lekkiej jazdy. W tym celu dn. 30 lipca wysłał w głąb ziemi smoleńskiej oddział jazdy ruskiej i kozackiej pod wodzą kniazia Bohusza Koreckiego. Sam z głównymi siłami zamiast ruszyć natychmiast na Jezierzyszcze, czekał bezczynnie w Repuchowie do 12 sierpnia na powrót sławnego zagończyka, którego akcję potraktował ostatecznie jako rozpoznanie przeciwnika. Zakazał też na razie wyprawiać się na Newel Zebrzydowskiemu, obiecując mu jedynie, że pośle pod Połock Koreckiego lub przybędzie tam sam z główną armią.
Zniecierpliwiony i dopingowany do działania przez króla Zebrzydowski postanowił działać na własną rękę. Liczył, że jazda Serebriannego nie powróciła jeszcze do Wielkich Łuków i postanowił atakować na tym właśnie kierunku. Po dwu i półmiesięcznym spędzonym bezczynnie okresie, hetman zwinął wreszcie obóz pod Połockiem i dn. 5 sierpnia przeprawił wojsko na prawy brzeg Dźwiny. Dnia 7 sierpnia ruszył z artylerią i taborem drogą wzdłuż Połoty na Jezierzyszcze. Mimo, że operacja wymagała pośpiechu, pokonywano w nieznanym sobie leśnym terenie zaledwie 5-10 km dziennie. Siły Zebrzydowskiego liczyły 2100 jazdy koronnej, 750 piechoty polskiej, 300 jazdy prywatnej wojewody połockiego, 200 jazdy litewskiej i kilkuset kozaków - razem ok. 3500 żołnierzy. Przez Równe (8.VIII) i Uskoty (12.VIII) wojsko dotarło 16.VIII pod Jezierzyszcze, gdzie rozbiło obóz. Tam postanowiono podzielić je na dwie części i po krótkim odpoczynku kontynuować marsz na Newel liczniejszą i doborową grupą. Wiadomo było stronie polskiej, że w zamku tym stacjonowało 2100 zbrojnych (300 dzieci bojarskich, 100 strzelców, 700 kozaków i 1000 piechoty chłopskiej). Wskutek choroby Zebrzydowskiego wyprawą miał dowodzić porucznik hetmański, kasztelan ciechanowski, rotmistrz Stanisław Leśniowolski. Oddział, z którym Leśniowolski wyruszył 18.VIII z Jezierzyszcz pod Newel, składał się z 2300 żołnierzy (1300 jazdy i 300 piechoty polskiej, 300 jazdy połockiej, 200 litewskiej i 200 kozaków grodowych). Z chorym Zebrzydowskim pozostało w Jezierzyszczach w charakterze odwodu 1340 żołnierzy polskich. Liczono, że przybędą tu posiłki kozackie z Witebska od Stefana Zbaraskiego i oddział Koreckiego. Leśniowolski dysponował ponadto kilkoma działami, zapewne falkonetami, przesłanymi Polakom w poprzednich miesiącach. Dowództwo moskiewskie, dzięki dobremu wywiadowi, już po kilku dniach wiedziało o wyruszeniu wojska polskiego z Połocka. Powolny marsz Zebrzydowskiego do Jezierzyszcz umożliwił kniaziowi Andrzejowi Kurbskiemu koncentrację znacznych sił liczących ok. 25 tys. żołnierzy (według Zebrzydowskiego 45 tys.). Z armią tą, złożoną w znacznej części z jazdy tatarskiej, pomaszerował wódz moskiewski pod Newel, a stamtąd ruszył na południe ku Jezierzyszczom na spotkanie wojsku polskiemu..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 158-159
"...Droga z Jezierzyszcz do Newla (20 km), wiodąca przez podmokłe lasy, w odległości ok. 6 km przed zamkiem newelskim przechodziła w przewężenie terenowe, ograniczone z lewej strony najpierw bagnami, później jeziorem, z prawej zaś niewielką rzeczką płynącą w poprzek traktu i wpadającą następnie do Łowaci. Tu Leśniowolski zatrzymał się na noc „zastawiwszy się w błotnym, w ciasnym i z przyrodzenia obronnym miejscu i działa porządnie rozsadziwszy". Wraz ze sprawcą hufców, rotmistrzem Janem Zborowskim […] ustawił działa i rotę pieszą Wojciecha Wierzchlejskiego na przodzie ugrupowania bojowego - przypuszczalnie na prawym i lewym skrzydle w pozycjach ryglowych. Pośrodku w hufie przednim stanęła jazda polska i litewska, z tyłu zaś huf walny dowodzony przez Jakuba Secygniowskiego. Oskrzydlenie lub obejście szyku polskiego od tyłu było niemożliwe nawet dla lekkiej jazdy moskiewskiej ze względu na ciągnące się od wschodu i zachodu bagna przechodzące w jezioro. Atakować można było tylko od czoła wzdłuż wąskiej drogi pod ostrzałem polskich dział, hakownic i rusznic.
Rankiem 19 sierpnia 1562 r. armia moskiewska maszerująca traktem od Newla natknęła się na stanowiska polskie. Zorientowawszy się w szczupłości sił polskich, Kurbski postanowił nacierać, licząc na swą ogromną przewagę liczebną (1:10). Był pewny, że Polaków „nahajkami do Moskwy zapędzi". Leśniowolski zdawał sobie sprawę ze strat, które musiałby ponieść w wypadku odwrotu. Podjął więc ryzykowną decyzję stoczenia bitwy obronnej w oparciu o dogodną pozycję terenową. Początkowo wojsko moskiewskie swą masą poczęło spychać chorągwie polskie. Pod strzałami z tatarskich łuków padło wiele koni w jeździe koronnej i litewskiej. Doniesiono nawet Zebrzydowskiemu, że oddział Leśniowolskiego został rozbity. Hetman, wstrząśnięty tą wiadomością, posłał na pomoc pięć chorągwi jazdy (750 koni). Wkrótce też, mimo choroby, wyruszył sam z Jezierzyszcz z resztą wojska. Po otrzymaniu jednak następnej wiadomości o skutecznej polskiej obronie pod Newlem, zawrócił chorągwie z powrotem. Na pozycji newelskiej trwała tymczasem zacięta walka. Chorągwie polskie przeprowadzały udane kontrataki. Odskakując od nieprzyjaciela znajdowały oparcie w stojącym w tyle hufcu walnym Jakuba Secygniowskiego. Piechurzy Wojciecha Wierzchlejskiego i artyleria koronna nieustannie ostrzeliwały szyki moskiewskie. Wielogodzinna walka powodowała zmęczenie ludzi i koni. Złaknieni żołnierze pili wodę skażoną zwłokami poległych, co - jak w przypadku rotmistrza Jana Zborowskiego - przypłacili później ciężką chorobą. Kolejne natarcia oddziałów moskiewskich załamywały się pod ciosami polskich szabel, kopii i w ogniu broni palnej. Gdy od celnej kuli polskiego piechura padł jeden z wojewodów moskiewskich, ataki nieprzyjacielskie osłabły. Przed wieczorem, po bezskutecznej całodziennej walce, ranny Kurbski, poniósłszy znaczne straty, wstrzymał natarcie. Straty moskiewskie w zabitych sięgały 1500 ludzi. Większość zginęła od ognia broni palnej, wielu poległo w czasie odwrotu lub potopiło się w jeziorze. Po stronie polskiej zabitych zostało jakoby tylko dwóch towarzyszy i czternastu pocztowych.
Wieczorem Kurbski wycofał swe pułki o ok. 2 km, w stronę Newla. O tę samą odległość cofnął się również Leśniowolski. Tymczasem od strony Chołmu przez Wielkie Łuki nadeszła do Newla armia Serebriannego i Morozowa licząca według przesadzonych danych jakoby 40 tys. żołnierzy. W sumie więc dowództwo moskiewskie mogło dysponować pod Newlem siłami dochodzącymi do 40-60 tys. żołnierzy. Mimo tak druzgocącej przewagi liczebnej, nie odważono się jednak atakować wojska polskiego. Leśniowolski spokojnie wrócił do obozu Zebrzydowskiego pod Jezierzyszczami (2LVIII)..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 159-162
"...Zapasy żywności szybko się tu wyczerpały. Brakło żywności, paszy, a nawet trawy dla koni. Wygłodzeni żołnierze chcieli wracać, hetmanowi udało się ich zatrzymać tylko na okres tygodnia. Ogołocony z żywności kraj stwarzał też problemy aprowizacyjne wojskom moskiewskim. Kurbski pozostawił w Newlu tylko 10 tys. żołnierzy, pozostałe oddziały rozmieścił w promieniu 15-35 km od zamku.
Dopiero 18 sierpnia niezadowolony z samodzielnych akcji polskich Radziwiłł ruszył do Witebska, gdzie stanął w dziewięć dni później. Dysponując zbyt szczupłymi siłami, nie odważył się maszerować na Wielkie Łuki i szukać rozstrzygnięcia w walnej bitwie. W tej sytuacji wygłodzonym żołnierzom polskim pozostawał jedynie pospieszny odwrót do Połocka. Był on o tyle niebezpieczny, że przez pierwsze dni maszerującym w trudnych warunkach chorągwiom koronnym zagrażał atak od strony Newla, osaczenie i rozbicie przez przeważające siły moskiewskie. Dlatego też Zebrzydowski prosił Radziwiłła o dosłanie posiłków litewskich. 26 sierpnia Polacy wyruszyli z Jezierzyszcz do Połocka tą samą drogą, którą posuwali się przed blisko trzema tygodniami. Brak żywności, zniszczone drogi, ulewne deszcze zamieniające podmokłe trakty leśne w błotne trzęsawiska - wszystko to czyniło marsz wojska niezmiernie uciążliwym. Poruszano się bardzo wolno pokonując dziennie 5-7 km. Błoto przy drodze sięgało miejscami osi wozów, a nawet połowy boków końskich. Namioty, koła, wozy przegniły od ciągłego deszczu. Straty w koniach były bardzo wysokie. Żołnierze umierali od chorób, odmawiali dalszej służby i dezerterowali. W pierwszych dniach września Radziwiłł pchnął część wojska litewskiego z Witebska wzdłuż Dźwiny na Łowożę, ale dla Zebrzydowskiego jedyną drogą przejezdną począwszy od Stepanowicz (6.IX) był trakt połocki. Maszerując na wyznaczone spotkanie z Litwinami w Bystrej szlakiem na Łowożę utknąłby niewątpliwie w rozległych bagnach i podmokłych pustkowiach. Do koncentracji obu wojsk więc nie doszło. Pod koniec września Polacy wrócili do Połocka, gdzie zastali transport 20 hakownie wysłanych im przez króla jeszcze w połowie sierpnia.
Tymczasem wysłana przez Radziwiłła jazda litewska przez Suraż dotarła pod moskiewski Wieliż. Spaliła miasto, ale z powodu braku piechoty, artylerii i niezbędnego do oblężenia sprzętu, zamku nie zdobyto. Po spustoszeniu przylegających włości Litwini wycofali się do obozu pod Witebskiem. Zwołany tam przez króla zjazd obozowy miał uchwalić podatki. Szlachta wystosowała 13 września petycję domagającą się zwołania wspólnego dla Polski i Litwy sejmu w celu zawarcia unii, po czym samowolnie rozeszła się do domów. W Inflantach hetman dworny Grzegorz Chodkiewicz nie odniósł żadnych większych sukcesów, Litwini utracili nawet Tarwast. Walka na dwa fronty przeciwko Moskwie i Szwecji nadwątliła i tak szczupłe siły polsko-litewskie. Chodkiewicz nawiązał więc rokowania z dowódcą wojsk moskiewskich w Inflantach Czeladinem, które zakończyły się krótkotrwałym rozejmem.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 162-164
"...Na początku września Horn pozostawił 500 jazdy w Parnawie i z resztą sił (6 tysięcy żołnierzy) ruszył na Biały Kamień. Miasto leżało nad dopływem Parnawy - Paide, która to rzeczka osłaniała zabudowę miejską od południa. Na wschodzie wśród błot pokrytych mchem i zaroślami płynął strumień, a na północy było otwarte trzęsawisko. Jedynie od zachodu teren był suchy i tam też wznosił się zamek typu krzyżackiego na rzucie kwadratu, z pośrodku stojącą potężną, 30 metrową basztą, zwaną „Długim Hermanem". Dostęp do wnętrza stanowiła jedyna brama „Rewelslca". W I poł. XVI w. wzniesiono na narożnikach murów basteje. Horn zatoczył 8 wielkich dział od strony zachodniej, w spalonym przypuszczalnie miasteczku i rozpoczął silny ostrzał. Twierdza była jednak dobrze umocniona i Szwedzi musieli prowadzić regularne oblężenie. Załoga pod dowództwem Jana Hrolla, Kaspra von Oldenbokuma i Strawińskiego z wielkim męstwem odpierała wszystkie szturmy. Szwedzcy piechurzy uzbrojeni w miecze i halabardy wspinali się zapewne po drabinach do wyłomów w murze uczynionych przez kule z dział oblężniczych (kartaun lub szarfmec). Odpierano ich ogniem z arkebuz, rusznic i hakownic, pchnięciami pik, szefelinów i oszczepów. W przeciwieństwie więc do załogi parnawskiej obrońcy Białego Kamienia sumiennie wypełniali swoje obowiązki stosując się do artykułów wojskowych wydanych przed pięcioma miesiącami w Kiesi przez hetmana nadwornego litewskiego Grzegorza Chodkiewicza: […] Trwali więc inflanccy knechci i polskie draby na murach oczekując na odsiecz królewską, ale tylko przez 2-3 tygodnie. Pomoc nie nadchodziła i głównie wskutek braku żywności komendant Białego Kamienia Oldenbokum zmuszony był poddać zamek. Rotmistrz Strawiński dostał się do szwedzkiej niewoli, ale sam Oldenbokum znalazł się po kilku tygodniach w służbie księcia kurlandzkiego i semigalskiego Gottarda Kettlera..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 222-223
"...Biały Kamień był już trzecią większą twierdzą inflancką straconą przez Zygmunta Augusta na rzecz Szwecji w trakcie dotychczasowych działań wojennych. Przeciwnik szwedzki unikał starć w polu i nastawiał się na walki oblężnicze. Górował nad zaciężnymi polskimi i litewskimi oraz knechtami inflanckimi i niemieckimi liczebnością sił, sprawną organizacją, znaczną silą ognia licznej piechoty i artylerii. Po stronie litewskiej zawodziło zaopatrzenie, dowodzenie, brakło planu obronnego. Zygmunt August i Radziwiłłowie nie byli przygotowani do prowadzenia systematycznych i planowych działań na dwóch frontach. Do końca nie byli zdecydowani, czy skupić główne siły na moskiewskim, czy szwedzkim kierunku działań w Inflantach. W rezultacie Szwedzi rozszerzyli znacznie przyczółek estoński, odcięli litewską część Inflant od duńskiej i poczęli przejmować kontrolę nad żeglugą w Zatoce Ryskiej i Fińskiej..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 223
"...W tym czasie na Litwę zmierzał już brat Eryka XIV książę Finlandii Jan, który 4. X 1562 r. poślubił Katarzynę Jagiellonkę i pożyczył Zygmuntowi Augustowi 120 tys. talarów pod zastaw siedmiu zamków: Burtneclc, Karkus, Ermes, Trikaten, Ruijen, Helmet w środkowych Inflantach oraz Biały Kamień w Estonii, który już wówczas był w rękach szwedzkich. W tej sytuacji Eryk XIV nakazał Hornowi opanować pozostałe sześć zamków i wysłał do Inflant duże transporty wojska, prowiantu i pieniędzy. Wysłannik królewski Swant Sture miał odwieść ks. Jana od obsadzenia zamków i nie wpuszczać go do Rewla z pocztem większym niż 20-30 konnych. Dnia 14 listopada przybył do Inflant wódz szwedzki Charles de Mornay z zadaniem opanowania Rygi. Działał on w porozumieniu z koadiutorem arcybiskupa ryskiego Wilhelma Hohenzollerna Krzysztofem meklemburskim, który przybył w tym celu w listopadzie do Rewla. Krzysztof posiadał Kremon (łot. Krimulda) i Trejden (łot. Turaida) 50 km na północny wschód od Rygi, a do arcybiskupa należały Lemsal (łot. Limbazi), Roop (łot. Straupe) i Dalen (łot. Dole) - to ostatnie zaledwie 13 km na południowy wschód od łotewskiej stolicy.
Wobec zagrożenia Rygi z trzech stron Gottard Kettler prosił Zygmunta Augusta o dosłanie wojska nadwornego, ale ten odmówił ze względu na ofensywę moskiewską na pograniczu ruskim. Nakazał jedynie wysłać do zamku ryskiego działa, którymi dotąd dysponował Florian Zebrzydowski, dowódca polskiego kontyngentu posiłkowego na Litwie. Walka na dwa fronty nadwątliła i tak szczupłe siły polsko-litewskie. Rokowania hetmana nadwornego Grzegorza Chodkiewicza o przedłużenie rozejmu litewsko-moskiewskiego w Inflantach zakończyły się niepowodzeniem. W skarbie litewskim brakowało pieniędzy na utrzymanie zamków i zaległy żołd dla załóg. W twierdzach nad Dźwiną (Dyneburg, Kokenhausen, Ascherad) brakowało wojska i zaopatrzenia. Zmuszało to zaciężnych do przenoszenia się z okolic wyniszczonych na obszary posiadające jeszcze zasoby żywności. Sytuację dodatkowo pogarszały spory i niesnaski między knechtami Oldenbokuma podległymi bezpośrednio Kettlerowi, a zaciężnymi polsko-litewskimi Chodkiewicza.
Szwecja nie była samowystarczalna. W rekruta, broń i żywność zaopatrywała się w krajach Rzeszy. Jesienią 1562 r. nasiliła werbunki na terenie Pomorza. Porty pomorskie odległe od Danii i Lubeki były najdogodniejsze dla zaopatrzenia szwedzkiego. Stąd Eryk XIV najbardziej obawiał się sojuszu Polski, Danii, Lubeki, Pomorza i Meklemburgii oraz blokady całego pasa wybrzeża bałtyckiego od Lubeki po Estonię. Rozumiał to doskonale Zygmunt August. Już w listopadzie 1562 r. poselstwo polskie starało się w Szczecinie skłonić księcia Barnima IX do nieprzepuszczania wojsk z Rzeszy do Szwecji i udaremniania Szwedom dowozu żywności i materiałów wojennych. Jednocześnie król polski zdecydował się zlecić Ernestowi Weiherowi misję werbunkową na terenie księstw pomorskich i wschodnioniemieckich. Zaciągi te miały sparaliżować werbunki szwedzkie.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 224-225
"...W skarbie litewskim brakowało pieniędzy na utrzymanie zamków inflanckich i na zaległy żołd dla załóg litewskich. Rozpadał się również kontyngent koronny Zebrzydowskiego. Popis z października 1562 r. wykazał w jeździe jedynie 1308 żołnierzy. Po odjeździe Zebrzydowskiego funkcje porucznika hetmańskiego pełnił syn hetmana wielkiego koronnego, wojewodzie ruski, doświadczony rotmistrz jazdy potocznej Mikołaj Sieniawski. W grudniu wojska rozłożono na leżach zimowych na południowy zachód od Połocka (Głębokie, Dołbinów, Postawy, Kurzeniec, Miedzioły). Zygmunt August pod wpływem wieści o przygotowaniach wojennych Moskwy zwołał pospolite ruszenie litewskie pod Mińsk na dzień 8 grudnia. Drugie miejsce koncentracji wyznaczono w Rzeczycy niedaleko Homla, ze względu na spodziewaną zdradę wojewodów starodubskich, którzy obiecywali oddać twierdzę Litwinom. Służba ziemska zbierała się jednak bardzo powoli, co pozwoliło Iwanowi Groźnemu zorganizować nową wyprawę przeciwko Litwie.
Car sądził, że rozstrzygnięcie wojny z Zygmuntem Augustem nastąpi na froncie litewskim. Zamierzał więc kontynuować ofensywę wzdłuż Dźwiny i zdobyć najbliższą twierdzę ubezpieczającą od północnego wschodu - Połock. Intensywne przygotowania wojenne rozpoczął jeszcze we wrześniu 1562 r. Na początku grudnia nastąpiła pod Możajskiem koncentracja, popis i podział wojska moskiewskiego na siedem pułków. [...] siły zebrane pod Możajskiem szacować można na przeszło 50 tys. zbrojnych, a więc niewiele mniej od wojsk zdobywających Kazań w 1552 r. W jeździe przeszło 1/3 stanowili Kozacy dońscy i jaiccy oraz nieco od nich liczniejsi Tatarzy kazańscy, astrachańscy, Mordwini, Czuwasze i Czeremisi. Z Możajska Iwan wyruszył 16.XII 1562 i po szybkim marszu po zamarzniętych drogach w Wielkich Łukach był już 5.1 1563 r. Pochód był imponujący, ponieważ wojsko pokonało ok. 350 km (w linii prostej) w 20 dni, a więc nawet piechota poruszała się z prędkością ok. 18 km dziennie.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 164-165
"...Na początku grudnia 1562 r. wojska szwedzkie dowodzone przez Charlesa de Momay ruszyły z Parnawy na wschód i obiegły Karkus. Zygmunt August zaniepokojony o zamki nad Dźwiną polecił rotmistrzowi kniaziowi Aleksandrowi Iwanowiczowi Połubińskiemu zabezpieczyć twierdzę Kokenhausen. Zagrożenie zmusiło też króla do wysłania pieniędzy ze skarbu litewskiego Kettlerowi na werbunek 200 rajtarów niemieckich oraz dział, kul i prochu z arsenału wileńskiego. Załogę ryską zamierzano też wzmocnić dodatkowymi oddziałami zaciężnych służących już w Inflantach. Tymczasem Krzysztof meklemburski z niewielkim oddziałem ruszył z Rewla na południe przez Parnawę ku swym zamkom nad Gawą (lot. Gouja). Toczył po drodze utarczki z zaciężnymi litewskimi wspierany przez Szwedów. Przez arcybiskupi Lemsal dotarł w styczniu 1563 r. do Trejdenu, skąd dokonywał wypadów w kierunku Rygi. Charles de Mornay zrezygnował z oblężenia Karkus i również ruszył na południe ku Lemsal. Dnia 4 lutego zmarł arcybiskup ryski Wilhelm Hohenzollern. Mikołaj Czarny Radziwiłł zabronił radzie miasta Rygi przyjmowania koadiutora w mury miejskie z okazji pogrzebu, ponieważ ten nie złożył przysięgi na wierność królowi polskiemu i podjął wrogie akcje zbrojne.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 225-225
Tymczasem skłócona z królem szlachta litewska nie chciała wyruszać w pole. Na popisie w Mińsku naliczono zaledwie 2 tys. służby ziemskiej. Hetman Radziwiłł zaskoczony szybką koncentracją moskiewską nie wiedział, czy car ruszy na Połock, Witebsk czy też na Inflanty. Ostatecznie olbrzymia armia nieprzyjacielska wyruszyła w dniach 9-16-go stycznia z Wielkich Łuków i maszerując przez Newel, przybyła pod Połock 30 stycznia. Tempo pochodu spadło więc do ok. 13 km dziennie, co było spowodowane nie tylko zmęczeniem koni i ludzi, kontuzjami marszowymi, ale i chwilową odwilżą. Ponadto wąski trakt połocki nie mógł pomieścić tak wielkiej masy wojska i taborów. Armia grzęzła więc co chwila w leśnych przesmykach, wśród błot i mokradeł. W rezultacie pułki zgubiły swój szyk marszowy, wielki, prawej i lewej ręki pomieszały się między sobą, tabory hamowały ruch. Z trudem udawało się przywrócić porządek w szeregach i to pod osobistym nadzorem cara Iwana.
Zaalarmowany Zygmunt August ponownie wezwał litewską służbę ziemską do stawienia się pod rozkazy Rudego. Ubezpieczeniem Wilna miał się zająć kanclerz i wojewoda wileński Mikołaj Czarny Radziwiłł. Rozmieścił on część chorągwi nadwornych pod dowództwem Hieronima Sieniawskiego w odległości kilkudziesięciu kilometrów od stolicy litewskiej, a pozostałe poczty dworskie w samym mieście. Z polecenia Czarnego zaciężne chorągwie jazdy koronnej zostały ściągnięte z leż zimowych i wzmocnione dworzanami, co dało w sumie 1400 koni. Miały one pod dowództwem Mikołaja Sieniawskiego ubezpieczać Wilno w rejonie Świra (80 km od Wilna) zwalczając zagony moskiewskie.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 165-166
"...Tymczasem Iwan Groźny, zatrzymawszy armię w odległości przeszło 5 km od Połocka, osobiście oglądał dn. 31 stycznia umocnienia twierdzy. Leżała ona na prawym brzegu Dźwiny obok ujścia do niej rzeki Połoty W zakolach obydwu rzek (o tej porze roku zamarzniętych) zbudowany był na wzgórzu zamek. Jego umocnienia składały się z wału o konstrukcji drewniano-ziemnej, przy czym drzewo sosnowe oblepione było z zewnątrz gliną. Fortyfikacja posiadała 9 drewnianych wież zaopatrzonych w strzelnice oraz 204 horodni wykonanych z pięciu warstw bierwion sosnowych mających bojowe placyki na szczycie oraz otwory strzelnicze. Do zamku przylegało miasto bronione wałem, ostrokołem, wieżami i głęboką fosą. Brak zapasów żywności, amunicji i szczupła załoga nie rokowały Połockowi dłuższego oporu. Oddziały zaciężne w twierdzy szacować można na ok. 2 tys. żołnierzy. Służyli oni w sześciu chorągwiach litewskich i czterech polskich rotach pieszych: Wojciecha Wierzchlejskiego (300 drabów), Jana Warszawskiego (200), Malchera Chełmskiego i nieznanego z nazwiska rotmistrza (po ok. 100). Do obrony miasta zobowiązana była okoliczna szlachta i powoływano uzbrojonych mieszczan. Liczba mieszkańców wraz z załogą sięgała 10-11 tys. Według rewizji z 1552 r. w zamku połockim znajdowały się 23 działa, 4 moździerze i 87 hakownic.
Wojska moskiewskie okrążyły 31 stycznia zamek i miasto ze wszystkich stron. W trudnych warunkach zimowych budowano stanowiska dla artylerii. Większość ludzi i dział skoncentrowano na północny wschód od miasta. Tam - pomiędzy Połotą a Dźwiną - stanął pułk carski (ok. 6200 żołnierzy) dowodzony faktycznie przez kniazia Wasyla Semenowicza Serebriannego. Dowództwo moskiewskie zamierzało więc atakować właściwe miasto, czyli Wielki Posad (771 domów, przylegający od wschodu do zamku. Rozmieszczenie aż trzech pułków (przedniego oraz prawej i lewej ręki) na południowym brzegu Dźwiny wskazywało na zamiar atakowania miasta przez zamarzniętą rzekę oraz ubezpieczenia się z kierunku, z którego mogła nadciągnąć odsiecz dla oblężonych. Obrońcy obsadzili poza miastem wyspę na Dźwinie (tzw. Iwański Ostróg). Wszystkie inne podmiejskie słobody zostały z rozkazu wojewody połockiego spalone. Sam Dowojna z Sołuchą objęli komendę nad zamkiem, Wierzchlejski z rotami polskimi bronił wschodniej ściany fortyfikacji miasta, Jan Hlebowicz północnej wzdłuż Połaci, a Korsak zapewne wyspy na Dźwinie.
Już 31 stycznia polscy strzelcy z ostrokołu i wież miejskich otworzyli ogień (zapewne z hakownic) do żołnierzy z pułku carskiego, który okazał się mało skuteczny. Kule wprawdzie padały „tak gęsto, jakby to był deszcz", ale zginął tylko jeden żołnierz carski. Następnego dnia przeszło tysięczny oddział strzelców kozackich z pułku przedniego dowodzonego przez chana tatarskiego Tochtamysza przeszedł po lodzie i wyparł obrońców z Iwańskiego Ostrogu. Zginął Korsak, a z wyspy na Dźwinie mógł teraz kierujący artylerią Iwan Szeremetiew Mniejszy ostrzeliwać umocnienia samego zamku. Dnia 3 lutego nastąpiła jednak odwilż, co groziło puszczeniem lodów i odcięciem 12-tysięcznego wojska rozłożonego na lewym brzegu Dźwiny. Dlatego też Iwan przerzucił pułki przedni oraz prawej i lewej ręki z powrotem na prawy brzeg Dźwiny. Dnia 4 lutego Hlebowicz dokonał wypadu z miasta na pozycje - sądząc po przeciwnikach - pułku wielkiego, w którego skład wchodził m.in. półtysięczny oddział Tatarów kazańskich. Po sforsowaniu Poloty Litwini „trafili na straż moskiewską (...) Piotr Dorohostajski jednego z konia oszczepem strącił i zabił, Hlebowic drugiego kopi ją zbił, Zaleski także swego obalił, a iż miał koń twardousty obrócił nazad. Tamże Hlebowic mając pod sobą koń dzianet biały, skoczył do drugiej Moskwy, wtem Tatarzyn chcąc go przywieść na ludzie, wolno mu począł ujeżdżać i postrzelił go w nogę prawą. A on też nie bywając w żadnej przedtem potrzebie, nie wiedział, że źle kozakowi na strzelczą rękę przyjeżdżać, jednak z onemi razy pohańca doganiał i z rusznice postrzelił, że zaraz z konia spadł". [...]
Wieczorem 4 lutego artylerzyści moskiewscy z ludźmi „pososznymi" pod osłoną tarczowników zakończyli sypanie szańców wokół miasta, ustawili na nich wiklinowe kosze napełnione ziemią i wciągnęli lekkie i średnie działa na stanowiska. Ubezpieczały ich silne oddziały złożone ze strzelców, Kozaków i jazdy. Jeden z nich składający się zapewne ze strzelców nowogrodzkich lub pskowskich dowodzonych przez Iwana Gołochwastowa sforsował duży i głęboki rów, po czym podszedł niepostrzeżenie pod same wały i zdołał zapalić jedną z wież nad Dźwiną. Zanim nadbiegli obrońcy, żołnierze moskiewscy wyrąbali nadpaloną bramę i wtargnęli do miasta. Nie otrzymali jednak wsparcia od carskich bojarów i w rezultacie zostali wyparci tracąc 15 strzelców. Przez cały dzień 5 lutego miasto było ostrzeliwane z moskiewskich dział. Dowojna próbujący zyskać na czasie zaproponował rozmowy z bojarami, na czas których Iwan IV wstrzymał ostrzał, ale kontynuował prace oblężnicze. Nocą na 6 lutego podsunięto szańce i kosze pod same prawie wały Wielkiego Posadu, a 8 lutego rozstawiono tam ściągnięte właśnie z Wielkich Łuków ciężkie działa. Car przerwał wówczas rokowania i zarządził, by intensywne przygotowanie artyleryjskie poprzedzające szturm było prowadzone zarówno przeciwko miastu, jak i górującemu nad całym kompleksem twierdzy zamkowi Wysokiemu. Jednocześnie dla gromadzenia zapasów żywności rozkazał wysyłać w okolice wydzielone oddziały ubezpieczane jazdą.
Po dwóch dniach ostrzeliwania z ciężkich dział wały i ostrokoły Wielkiego Posadu były już mocno uszkodzone. Brakło aktywniejszej obrony, dowódcy załogi miejskiej nie zmobilizowali mieszkańców do naprawy umocnień pod osłoną wypadów za wały zaciężnych żołnierzy. Wojewoda Dowojna zwątpił w utrzymanie całego kompleksu obronnego. Wbrew opinii rotmistrza Hlebowicza twierdzącego, że sam obroni miasto, nakazał je podpalić w dn. 9 lutego. Zaciężni litewscy przenieśli się na Wysoki zamek. Mieszczanie i schronieni w zabudowaniach miejskich mieszkańcy pobliskich osad (11 tys. ludzi) dostali się do niewoli moskiewskiej. Zostali rozdzieleni między bojarów, a jednocześnie dostarczyli ważnych informacji o żywności przechowywanej w okolicy w „leśnych jamach". Spalenie Wielkiego Posadu było poważnym błędem, ponieważ na zgliszczach spalonego miasta oblegający podszańcowali się bliżej zamku. Tuż pod samymi bramami zamkowymi ustawili działa, których zasięg i celność znacznie się zwiększyła. Gdy baterie były gotowe, wycofano strzelców i rozpoczęto silny ostrzał z najcięższych dział. Kule z ciężkich dział (kaliber do 25 cm), odrywały bierwiona od wałów, zabijały i raniły obrońców już z odległości 600-800 m. Wprawdzie działa takie oddawały zaledwie od 2 do 8 strzałów w ciągu dnia, to jednak gęste salwy z kilkuset piszczeli z 60-70 m nie pozwalały obrońcom zbytnio wychylać się zza umocnień. M.Bielski i M.Stryjkowski wspominają mimo to, że „Jan Hlebowicz, Hrehory Holubiński rotmistrz wielkiej dzielności, Piotr Dorohostiński (Dorohostajski), Jeszmanowie (Jeśmanowie), Korsakowie i polscy rotmistrzowie dosić się przeważnie i mężnie bronili i z zamku częstymi wycieczkami Moskwę wspierali". Przede wszystkim jednak pozostawał pojedynek ogniowy, ale hakownic i dział na zamku było dziesięciokrotnie mniej niż moskiewskich. Jedynym bezpiecznym miejscem w oblężonej twierdzy był sobór św. Sofii, gdzie przebywał Dowojna z otoczeniem.
Nocą 10 lutego 800 żołnierzy polskich i litewskich pod dowództwem rotmistrza Grzegorza Hołubickiego dokonało największego wypadu na pozycje moskiewskie. W walce na białą broń usiłowano zdobyć groźne baterie rozmieszczone wśród zgliszczy Wielkiego Posadu. Dowodzący tu Iwan Szeremetiew Większy zachował jednak przytomność umysłu i pchnął do kontrataku blisko 1200 „synów bojarskich" i strzelców nowogródzkich, pskowskich, toropieckich, odojewskich i peremyślskich. W ciemnościach rozjaśnionych blaskiem ognisk walczono halabardami i mieczami przeciw moskiewskim berdyszom, sulicom i szablom. Widząc przewagę przeciwnika Hołubicki zarządził odwrót przez płytki jar oddzielający miasto od zamiar i dalej do bramy. Z sąsiadujących z nią horodni załoga zamkowa otworzyła ogień dla osłony wycofujących się, przy czym wystrzelona kula armatnia otarłszy się o ucho Szeremetiewa pozbawiła go „nie tylko słuchu, ale i życia". W dowodzeniu walką pod zamkiem zastąpił go Jurij Kaszyn. Nieznane są straty obu stron w tym największym boju toczonym w czasie oblężenia Połocka. Od schwytanych jeńców dowództwo moskiewskie dowiedziało się, że do twierdzy zbliża się znaczna odsiecz litewska. Miała być już w Głębokim (80 km od obleganego Połocka ) i liczyć 40 tys. żołnierzy.
W rzeczywistości hetman Mikołaj Radziwiłł Rudy, nie czekając na zgromadzenie się pospolitego ruszenia, wyruszył z obozu pod Mińskiem na Borysów z oddziałem liczącym zaledwie 3500 ludzi. Było to prawie w całości polowe wojsko zaciężne, które szacować można na 1106 jazdy i 2250 piechoty. Na spotkanie z Litwinami ruszyły w końcu stycznia traktem połockim od Świra chorągwie koronne z artylerią. Przeprawiwszy się przez Berezynę i Czernicę, Rudy połączył się z Sieniawskim w Głębokim - co wzmocniło jego siły do ok. 5 tys. żołnierzy. Według hetmana trudno było z taką „armią" kusić się o odsiecz Połocka. Rozłożył się więc obozem pod osłoną lasu w odległości 40-50 km od obleganej twierdzy, blokując w ten sposób trakt do Wilna. Straż przednia pod dowództwem Burnkułaba Korsaka wystawiona w Bobyniczach (Babynowiczach) obserwowała ruchy nieprzyjaciela i zwalczała jego picowników. Iwan Groźny, otrzymawszy informację o zbliżającej się jakoby odsieczy królewskiej, postanowił wysłać przeciwko niej trzy pułki pod dowództwem chana tatarskiego Ibaka. Jego pułk strażniczy liczył blisko 5400 żołnierzy, a dołączono do niego pułk przedni chana Tochtamysza kierowany przez wojewodę Poleskiego (4000) i zapewne lewej ręki chana Kajbuła dowodzony przez wojewodę Oboleń- skiego (3770). Według źródeł rosyjskich pułkowi strażniczemu towarzyszył pułk wielki. W sumie siły te sięgały ok. 13.200 zbrojnych, w tym 88% jazdy, synów bojarskich było tylko 5700, pozostali jeźdźcy to Tatarzy, Kozacy, Mordwińcy i Meszczary. Przy stosunku sił 1:3, dysponując artylerią, 7 chorągwiami polskimi (1290 jazdy) i tak doświadczonym dowódcą potocznym jak Sieniawski, mógł Radziwiłł zaryzykować stoczenie bitwy. Ubiegłoroczny sukces newelski wykazał, że przy zaskoczeniu czy wcześniej zaplanowanej zasadzce, można było liczyć na sukces i pokrzyżować działania Iwana pod Połockiem. Atakiem i pozorowanym odwrotem można było na przykład wciągnąć maszerującego traktem i polami nieprzyjaciela w bitwę obronną i rozbić go na przedpolu masywu leśnego zadając straty wypadami jazdy i ostrzałem z łuków czy broni palnej. W wypadku sukcesu tylko dwa dni marszu dzieliło jazdę polsko-litewską od Dźwiny i głównych sił carskich. Hetman litewski nie zdecydował się jednak na żadną akcję, przesądzając tym samym los obrońców połockich. Pułki moskiewskie zaś, ograniczywszy się 13 lutego tylko do rozpoznania (oddział Jerzego Piotrowicza Repnina dotarł do Bobynicz), unikając bitwy, zawróciły z powrotem pod obleganą twierdzę.
Iwan Groźny nakazał tymczasem strzelać do zamku połockiego ze wszystkich dział i starać się podłożyć ogień pod drewniane fortyfikacje. Odejście trzech pułków moskiewskich osłabiło blokadę zamku od południa i zachodu. Dlatego też zapewne nie było ostrzału artyleryjskiego zza Dźwiny i Poloty. Ściągnięto z tych pozycji działa i ustawiono je na wprost wschodnich obwarowań. Dnia 13 lutego rozpoczął się silny ostrzał przy użyciu kul zapalających (oblepionych materiałem palnym). Kamienne, żelazne i wybuchowe (czerepy wypełnione prochem) pociski strzaskały izbice 40 horodni, a więc jednej piątej tam się znajdujących. Biły w budynki mieszkalne, których w obrębie zamku naliczono w 1552 r. 110. Ginęli więc ludzie nie tylko na wałach, ale i w domach. Padali i ci, co próbowali gasić coraz liczniejsze pożary. Od kuli działowej zginął wspomniany wyżej rotmistrz Hołubicki uderzony bierwionem wytrąconym z palisady. W nocy z 14 na 15 lutego 1563 r. płomienie wzniecone przez strzelców ogarnęły fragment umocnień, a intensywny ogień artylerii i ręcznej broni palnej czynił w szeregach obrońców znaczne spustoszenie i uniemożliwił ugaszenie pożaru. Od wielkiej bramy ogień szybko rozprzestrzenił się na dalsze wieże (objął 400 m wału według źródeł moskiewskich) oraz na kilkadziesiąt budynków zamkowych. Car nakazał swemu pułkowi przygotować się do szturmu. W stan pogotowia postawiono też pułk wielki carewicza Włodzimierza Aleksandrowicza (5850 ludzi w tym 1000 „synów miejskich") mający atakować od północy przez Połotę na bramy Ustejską i Michajłowską oraz pułk prawej ręki (4 tys. jazdy) pod dowództwem chana Semena Kasajewicza mający wtargnąć do zamku od południowego wschodu wzdłuż Dźwiny. Wówczas przerażony Dowojna z władyką Haraburdą udali się o świcie do obozu carskiego w celu nawiązania rozmów o kapitulacji twierdzy.
Nie bacząc na prowadzone pertraktacje, oddziały moskiewskie szturmowały przez spowodowany pożarem wyłom w ścianie zamkowej. Rotmistrz koronny Wojciech Wierzchlejski ze swoją rotą (300 piechoty), rotmistrzem Malcherem Chełmskim oraz częścią szlachty połockiej zagrodził wówczas drogę nacierającym i tak długo odpierał ataki na białą broń, aż nie otrzymał zapewnienia swobodnego wyjścia załogi z kapitulującej twierdzy. Wg M.Stryjkowskiego Wierzchlejski „zastawił się w dziurze" z Polakami. Owych kilkuset ostatnich obrońców Połocka walczyło - jak można przypuszczać - w ocalałych lub słabiej uszkodzonych przez kule horodniach, odstrzeliwując się z rusznic, arkebuzów i hakownic, a w zwarciu kłując spisami, rąbiąc halabardami i mieczami. Warunek kapitulacji został dotrzymany tylko w stosunku do żołnierzy polskich, choć wiadomo, że co najmniej dwóch z nich (Nasiłowski i Kamieński) zostało uwięzionych. Dowojna z rodziną oraz przedstawiciele znaczniejszej szlachty połockiej zostali wzięci do niewoli i popędzeni do Moskwy. Zabitych i rannych wśród załogi litewskiej, mieszczaństwa i szlachty połockiej można liczyć w tysiące. Własne natomiast straty źródła moskiewskie zaniżyły do 100 zabitych, w tym 66 strzelców. Bernardynów Tatarzy wysiekli, a wszystkich Żydów potopiono w Dźwinie. Wywieziono nie tylko kasę miejską, ale również doszczętnie ograbiono wszystkich mieszkańców. [...]
Zdobycie Połocka było wielkim sukcesem militarnym i politycznym władcy moskiewskiego. Winę za upadek twierdzy ponosił wojewoda Dowojna. Wykazał się słabą odpornością psychiczną, nie potrafił wykorzystać mieszkańców miasta do obrony umocnień i dopuścił pod same mury zamkowe nieprzyjacielską artylerię. Odpowiedzialność ponosiła też szlachta litewska nie chcąca wyruszać w pole. Radziwiłłowie, nie potrafiący zorganizować skutecznej odsieczy i król zbyt zajęty sprawami egzekucji na sejmie koronnym..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 166-175
"...Na początku lutego 1563 r. rozpoczęło się regularne oblężenie miasta. Obroną grodu kierował wojewoda połocki Stanisław Dowojno, niegdyś bliski dworzanin i powiernik królewski. Oprócz niego w Połocku znajdowali się Jan Hlebowicz, wojewodzie wileński, Piotr Dorohostajski oraz doświadczony rotmistrz Grzegorz Hołubicki. Niestety zaraz na początku oblężenia oderwana przez kulę armatnią belka zabiła Hołubickiego. Litwini zorganizowali kilka wycieczek nocnych, które zostały odparte przez Szeremetiewa. Wtedy to Dowojno postanowił spalić częstokół i miasto i przenieść się do zamku. Był to poważny błąd, gdyż spalenie miasta ułatwiło Moskwie podciągnięcie armat pod mury Górnego Zamku. Po rozpaczliwej walce, w czasie której rotmistrz Wierzchliński bronił się do końca w jednej z baszt, Dowojno poddał się 15 lutego o świcie. Dowojnę wraz z rodziną oraz znaczniejszą szlachtę wzięto do niewoli, a rotmistrzów i zaciężnych żołnierzy polskich, po obdarowaniu ich szubami, kazał car wypuścić na wolność. Współczesny korespondent wenecki rozpowszechnił opis zdobycia Połocka i ofiar, jakie poniosła miejscowa ludność, zwłaszcza Żydzi, których potopiono w Dźwinie. Wenecjanin ów wspomniał również o słowach cara, który miał twierdzić, że kazał wykopać na Kremlu dół, w którym pochowa Zygmunta Augusta. Zdobycie Połocka było rzeczywiście wielkim sukcesem militarnym i politycznym Iwana Groźnego. Po zdobyciu tego miasta pisał on do metropolity Makarego: „właśnie dzisiaj spełnia się proroctwo świętego metropolity Piotra, który powiedział, że Moskwa wzniesie ramię ponad ramiona wrogów". Z Połocka wrócił Iwan IV do Moskwy wioząc ze sobą jeńców i bogate łupy..."
Fragment książki: Stanisław Cynarski "Zygmunt August" s. 182
"...Iwan Groźny zarządził naprawę fortyfikacji, pozostawił w zamiar załogę i odmaszerował z armią i taborami do Wielkich Łuków. Przybywszy tu 7 marca dokonał przeglądu wojska i rozpuścił je do domów. Zygmunt August nakazał natomiast wojskom litewskim cofnąć się pod Wilno i nie wdawać się w żadne bitwy. Jedynie Jerzy Zenowicz dokonał wypadu pod Starodub, a litewskie pospolite ruszenie zostało rozpuszczone na początku marca. [...]
Po odwrocie Rudego do Mińska na wiadomość o upadku Połocka, miał Iwan Groźny otwartą drogę na Wilno oddalone o dwa tygodnie marszu. Nie wykorzystał tej chyba najlepszej w całym XVI w. szansy pozbycia się konkurenta na gruncie ruskim i opanowania wschodniego wybrzeża Bałtyku. Niewątpliwie na decyzję o wstrzymaniu dalszej ofensywy wpłynęły obawy, że z nastaniem wiosny drogi mogą się stać nieprzejezdne oraz coraz dotkliwsze kłopoty w zaopatrzeniu w żywność ogromnych mas wojska będących w polu już od blisko trzech miesięcy. Wyraził więc Iwan zgodę na zawieszenie broni do sierpnia 1563 r., które następnie przedłużono do 6 grudnia.
W przewidywaniu działań nieprzyjaciela z Połocka, król postanowił zablokować tę twierdzę wieńcem od nowa ufortyfikowanych zamków. Wyjścia z Bramy Połockiej zamknięto przez wzniesienie Worońca na południu i Dryssy na północy. W obawie, by Moskwa nie ubiegła Litwy na linii Dźwiny i wcześniej nie zbudowała umocnień przy styku tej rzeki z pozostałymi rzekami spławnymi (Uświatą i Kasplą) król nakazał zbudować zamek drewniany w Surażu. Umocnienia ziemne otoczone rowami zostały także wzniesione na południu w Homlu. Z cudzoziemskich inżynierów Radziwiłłowie mieli do dyspozycji jedynie Włochów Gwagninow (ojca Ambrożego i syna Aleksandra). W lecie 1563 r. Ambroży Gwagnin został skierowany na pogranicze litewskie, gdzie przystąpił do umacniania ujścia rzeki Uły do Dźwiny. W klinie obydwóch rzek począł wznosić wały ziemne, ale oddziały moskiewskie spędziły robotników i prace zostały przerwane. Spaliły też Łukomle i złupiły okolice Lepla i Głębokiego. W czerwcu Michał Wiśniowiecki atakował z Czerkas Siewierszczyznę. W sierpniu oddział moskiewski zagroził Dryssie, ale Mikołaj Sieniawski udzielił temu zamkowi skutecznej pomocy. Jesienią przygotowania wojenne nabrały tempa. Zaciągano w Koronie żołnierzy, rozważano kwestię oddania nad nimi dowództwa kasztelanowi sandomierskiemu Stanisławowi Tarnowskiemu, a Mikołaj Sieniawski ze swym kontyngentem miał osłaniać Dryssę nad Dźwiną. W listopadzie i grudniu ruszyły dla wojska polskiego transporty dział [...] oraz amunicji i sprzętu..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 174-175
"...Dopiero wobec zagrożenia Rygi przez wojska szwedzko-meklemburskie i zdobyciu Połocka przez armię moskiewską (15.II 1563) sejm koronny w Piotrkowie uchwalił podatki na „potrzeby inflanckie". […] Król przystąpił do wielkich wojennych przygotowań śląc po pomoc, rady i plany wojenne do Albrechta pruskiego. Przedłożył propozycje współdziałania księciu brunszwickiemu, pomorskiemu, meklemburskiemu i elektorowi brandenburskiemu. W zamian za obietnicę polityczno-wojskowej pomocy Zygmunt August nadał na sejmie piotrkowskim 3.III 1563 r. prawo sukcesji pruskiej elektorowi Joachimowi II i jego potomstwu. Władca brandenburski zobowiązywał się nie przepuszczać przez swój kraj wojsk nieprzyjacielskich maszerujących do Prus przez stawienie zbrojnego oporu lub przynajmniej jak najszybszego zawiadomienia o tym pochodzie króla polskiego. Wobec przymierza szwedzko-moskiewskiego czerpiącego środki wojenne i najemników z obszarów niemieckich, konieczne było zabezpieczenie Prus od strony zachodniej. Utrata Inflant i klęska Litwy groziła zaś odepchnięciem Polski od morza. Dzięki poparciu Brandenburczyków Zygmunt August zyskiwał możliwość przeprowadzania swobodnych werbunków na terenie Rzeszy, szczególnie brakującej w Polsce, doświadczonej w walkach oblężniczych piechoty.
Skarb królewski świecił jednak pustkami. Weiher werbujący w Brandenburgii, Meklemburgii i na Pomorzu najemników zaniepokoił Zygmunta Augusta zarówno wielką liczbą wojsk, jak i jego kosztem. Monarcha uważał, że za sumę przeznaczoną na piechotę niemiecką można z żołnierzy polskich i litewskich zorganizować trzy- lub czterokrotnie większe siły. Obawiał się też w wypadku nieterminowej zapłaty przejścia najemników na stronę moskiewską lub szwedzką. W tej sytuacji w maju 1563 r. deklarował poniesienie kosztów starego zaciągu (2 tys. piechoty) Weihera, natomiast zrezygnował z nowych werbunków niemieckich jako zbyt kosztownych. Prosił też Zygmunt August księcia meklemburskiego Jana Albrechta o jak najszybsze przysłanie obiecanych 400 konnych dla obrony Inflant. Pomijając oczywiste sprawy finansowania wojska najemnego, nie doceniał król polski kwalifikacji bojowych i uzbrojenia cudzoziemskiej zawodowej piechoty, i to już po pierwszych niepowodzeniach w walkach oblężniczych ze Szwedami.
Narastający konflikt zbrojny między Danią i Szwecją wstrzymał ofensywę Charlesa de Mornay w Inflantach. Fryderyk II zawarł sojusz z Lubeką w sprawie udziału floty lubeckicj w przyszłej wojnie. Wiosną 1563 r. czynił zaciągi na terenie Niemiec i Pomorza oraz wydawał listy przypowiednie dla kaprów duńskich. W tej sytuacji walki nad Salią i Gawą w środkowych Inflantach poczęły zamierać. Raz już jednak wpuszczoną w ruch machinę organizacyjną trudno było zahamować. W czerwcu gotowy był zaciąg Weihera zebrany z żołnierzy brandenburskich, meklemburskich i pomorskich. Tymczasem Zygmunt August nadal nie miał pieniędzy i prosił o pożyczkę księcia pruskiego. Zawiadamiał go nawet - biorąc pod uwagę uspokojenie w Inflantach - by Weiher się nie spieszył ze swoimi zaciężnymi i aby przybył do Prus dopiero pod koniec czerwca. Na wiadomość jednak o przemarszu niemieckich oddziałów przez Pomorze, począł słać rozpaczliwe listy do kasztelana gdańskiego Jana Kostki z prośbami o pieniądze, gdyż już „wkroczyły w granice polskie wojska zaciągnięte przez Weihera i trzeba im wypłacić żołd". Zebraną gotówkę miał Kostka przesłać do Kowna, gdzie też miał przybyć sam król..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 225-226
"...Mimo wysiłków kasztelana gdańskiego Jana Kostki dysponowano jednak tylko 10 okrętami kaperskimi. W 1563 r. przechwyciły one 5 jednostek nieprzyjacielskich. Szczególnie efektowna była akcja kapra Michała Figenowa, który na czele „Gryfa" i „Lwa" schwytał 28 czerwca wpuszczony do portu gdańskiego okręt szwedzki „Abraham" i odprowadził go do Królewca. Okrętami kaperskimi były głównie małe i lekkie dwumasztowe tzw. pinki, mogące pomieścić około 40-60 osób i zaopatrzone maksymalnie w 30 dział..."
Flota kaperska najczęściej działała w Zatoce Gdańskiej. Pod osłoną Pucka i Helu atakowali kaprzy statki hanzeatyckie, holenderskie, angielskie i francuskie. Po stwierdzeniu przemytu doprowadzali je do Gdańska. Tam były one badane przez komisarzy królewskich, którzy statki i 9/10 towaru oddawali kaprom, a 1/10 odprowadzali do skarbu królewskiego. W pościgu za okrętami szwedzkimi kaprowie zapuszczali się do Zatoki Fińskiej, pod Rewel i Narwę. Pływali wzdłuż brzegów inflanckich i pomorskich. Docierali do wybrzeży Szwecji. Sukcesy koło Narwy i portów szwedzkich odnosił zwłaszcza wspomniany wyżej Figenow. Prowadzono najczęściej walkę podjazdową, wyruszając na wyprawy pojedynczo lub grupami. Niekiedy okręty kaperskie płynące w grupie rozstawały się i na większej przestrzeni tropiły statki kupieckie, krążąc po uczęszczanych szlakach morskich.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 232-233
"...Oddziały Weihera liczące 2 tys. knechtów przeszły przez Prusy Królewskie i Książęce zapewne szlakiem nadmorskim przez Malbork, Królewiec i Ragnetę. Następnie wkroczyły na Żmudź i maszerując prawym brzegiem Niemna dotarły na początku lipca do Kowna. Tu pruscy dowódcy Andrzej Packmohr i Wolf Kreuz przeprowadzili 12 lipca przegląd wojska niemieckiego sprawdzając liczbę ludzi, ich przydatność do służby wojskowej i stan uzbrojenia. Wybrano 1600 knechtów nadających się do służby (4-5 kompanii piechoty). Książę Albrecht poza pieniędzmi dosłał do Kowna 6 dział. Zygmunt August osobiście dokonał lustracji oddziałów. Względy językowe i charakter działań wojennych w Inflantach zadecydowały, że dowodzone przez Weihera wojsko niemieckie zostało podporządkowane ks. Kurlandii i Semigalii Gothardowi Kettlerowi. Stanowiło ono przeszło 18% piechoty zaciągniętej przez Koronę polską w 1563 r., a z 400-ma jeźdźcami meklemburskimi - 12% całej armii koronnej użytej wówczas na froncie litewskim i inflanckim. Nigdy dotąd (nie licząc wyprawy pozwolskiej 1557 r.) żołnierz niemiecki nie był tak licznie reprezentowany w wojsku polsko-litewskim jak właśnie w kampanii letniej 1563 r. w Inflantach. Za Dźwiną stacjonowało ponadto 800 zaciężnych polskich, 4 chorągwie jazdy i 2 roty piechoty litewskiej, w tym 2 chorągwie Tatarów Islam Janbekowicza Puńskiego i Sejtmancera Kasymowicza. Brak jest jednak dowodów źródłowych potwierdzających tezę, że te oddziały polsko-litewskie liczące w sumie ok. I 500 zaciężnych zostały w tej fazie operacji podporządkowane Kettlerowi.
Tymczasem dowódca szwedzki Charles de Mornay porozumiał się z koadiutorem arcybiskupstwa ryskiego księciem Krzysztofem meklemburskim. Uzgodniono plan opanowania Rygi polegający na ściśnięciu twierdzy ze wszystkich stron oblężeniem. Konieczna do tego była kontrola Dźwiny, a umożliwiało ją przejęcie odległego o 13 km w górę rzeki arcybiskupiego Dalen (ob. Maruska?). Dlatego też Krzysztof porzucił bardziej warowny i przystosowany do prowadzenia skutecznego ognia z broni palnej Trejden i z niewielkim oddziałem ruszył przez Kremon na południowy zachód. Przeprawił się następnie przez Gawę i podążając dogodnym traktem ryskim przez naddźwińskie lasy dotarł do Dalen, gdzie zamknął się czekając na Szwedów. Za nim ruszył powoli na południe (zapewne przez Lemsal) Mornay zamierzając przystąpić do oblężenia Rygi.
Ruchy wojsk nieprzyjacielskich przyspieszyły ofensywę Kettlera. Natychmiast po popisie wojsko niemieckie wyruszyło z Kowna i forsownym marszem przypuszczalnie przez Upitę, Mitawę i Rygę dotarło w ostatnich dniach lipca pod Dalen. W ciągu 19 dni piechota z artylerią i taborami pokonała w lipcowym słońcu ok. 250 km, czyli średnio dziennie ok. 13 km. Ubiegł w ten sposób Kettler Mornaya w Rydze i miał czas na likwidację niebezpiecznego przyczółka przeciwnika nad Dźwiną, utrudniającego ewentualne transporty wojskowe drogą wodną z Kokenhausen i Dyneburga. Dowodzący operacją Weiher miał informacje, że król szwedzki Eryk XIV zdeponował w Dalen 10 tys. talarów. Zawarł więc umowę z Zygmuntem Augustem, że otrzyma jedną czwartą z tych pieniędzy po zdobyciu zamku. Zdopingowany dodatkowo obiecanymi korzyściami materialnymi dowódca pomorski przystąpił 1 sierpnia z 1600 knechtami niemieckimi do oblężenia Dalen. Położenie Krzysztofa było beznadziejne. Pomoc szwedzka nie nadchodziła, a on sam nie miał dość sił by stawić opór. Podjął więc rokowania z wysłannikami oblegających i skapitulował w trzecim dniu oblężenia (3.VIII 1563). Odesłano go najpierw do Rygi, a stąd na żądanie króla do Wilna. „Starszym", który miał czuwać nad jeńcem, ustanowiono rotmistrza Wąsowicza. W Wilnie podczas uczty Krzysztof w stanie nietrzeźwym ugodził go śmiertelnie sztyletem. Uwięziono wówczas księcia meklemburskiego w zamku rawskim pod strażą Jana Jarzyny („pilnego i trzeźwego szlachcica, który tylko wodę pijał"), a po 6 latach Zygmunt August kazał wypuścić byłego koadiutora arcybiskupstwa ryskiego na wolność.
Po zdobyciu Dalen wojska niemiecko-inflanckie ruszyły na północ dogodnym traktem nadmorskim przez Salis pod Parnawę. Mornay zrezygnował ze zdobywania Rygi i nie chciał ryzykować stoczenia z Kettlerem bitwy w otwartym polu. Wojska szwedzkie wycofały się ze środkowych Inflant. Trzytygodniowe oblężenie Parnawy przez Kettlera bez liczniejszej artylerii okazało się bezskuteczne. Twierdza była doskonale przygotowana do obrony pod względem zaopatrzenia w broń palną i żywność. Administrator inflancki odstąpił więc od aktywniejszych działań wojennych, tym bardziej że głównym jego i króla polskiego zmartwieniem było wówczas zebranie środków finansowych na przytrzymanie w szeregach żołnierzy niemieckich, którym we wrześniu kończył się trzymiesięczny okres służby..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 226-230
"...Sierpniowe sukcesy piechoty niemieckiej w Inflantach i obawy przed zasileniem króla szwedzkiego nowym kontyngentem najemnym skłoniły jednak wkrótce Zygmunta Augusta do ponownego rozważenia propozycji Eryka [Brunszwickiego].
W pierwszych dniach sierpnia książę Eryk, nie czekając na organizację transportu ani nawet na zgodę i oficjalne wezwanie przez króla polskiego, wyruszył z Brunszwiku przez Meklemburgię na wschód ogłaszając, że udaje się na służbę Zygmunta Augusta przeciwko Moskwie. Mimo wcześniejszych układów z ostatnim Jagiellonem, przyczyny jego wkroczenia w granice polskie są dość niejasne. Poseł królewski Marcin Kromer pytał później cesarza, kto skłonił Eryka do wtargnięcia z wojskiem na ziemie polskie - mistrz krzyżacki czy król hiszpański? Ferdynand miał odpowiedzieć wymijająco, że do takiego kroku skłoniło go raczej ubóstwo. Działyńscy informowali nuncjusza Commendone, że Eryk spieszył przez Prusy na pomoc królowi szwedzkiemu Erykowi XIV to znaczy jego wodzowi Charlesowi de Mornay, który szykował się wówczas do ataku na Rygę. Historyk S. Dolezel uważał, że książę brunszwicki działał w tajnym porozumieniu z bratem uwięzionego Krzysztofa meklemburskiego, Janem Albrechtem. Istotnie w Królewcu (przy niedomaganiach psychicznych księcia pruskiego Albrechta obawiającego się ciągle najazdu krzyżaków z Niemiec), mógł powstać projekt użycia wojska brunszwickiego do przeprowadzenia zamachu stanu, odsunięcia księcia i wprowadzenia na namiestnictwo Jana Albrechta. Na takim właśnie stanowisku stali nowi radcy Albrechta (hr. Paweł Skalich i kaznodzieje Jan Funck, Matias Horst, Jan Schnell, Hans Steibach), którzy wbrew członkom starej rady samowolnie gospodarzyli finansami księstwa, a przeciwników zmuszali do opuszczania kraju. Sam książę brunszwicki Eryk ukrywał w ścisłej tajemnicy swe cele i plany wojenne. Był człowiekiem niezwykle skrytym, o którym krążyło powiedzenie, że gdyby jego koszula znała myśli właściciela, byłby ją spalił.
W czasie przemarszu przez Meklemburgię i Pomorze Zachodnie, armia Eryka znacznie się powiększyła. Przyłączyła się do niej po drodze liczna, podupadła ekonomicznie i politycznie, a zarazem kulturalnie i moralnie, szlachta niemiecka, zawsze chętnie wyruszająca na wojnę, o ile jej bezpośredni władcy, tj. książęta meklemburski, pomorski i elektor brandenburski na to pozwolili. W rezultacie liczebność armii księcia brunszwickiego oceniana była na 12 tys. piechoty i 1200 jazdy, a przez kronikarza M. Bielskiego nawet na 17 tys. żołnierzy niemieckich. Książę szczeciński Barnim IX, obawiając się wynędzniałych najemników, powołał własne wojsko, ale stawiło się zaledwie 150 zbrojnych pyrzyczan i 250 mieszkańców Starogardu. W tej sytuacji książęta pomorscy podpisali 21 sierpnia 1563 r. porozumienie z Erykiem, pozwalające na przemarsz wojska księcia brunszwickiego oraz odpłatnego zaopatrzenia jego w środki żywnościowe. Chcąc być lojalny wobec Polski, młody książę wołogoski Jan Fryderyk polecił wysłać pismo do Zygmunta Augusta z zapytaniem, czy rzeczywiście armia niemiecka została przyjęta na służbę króla polskiego, jak to oświadczył elektor saski i sam Eryk. Doczekał się już po przejściu Niemców informacji jedynie od gdańszczan, że planowane jest zatrzymanie ich na linii Wisły. Wydarzenia sierpniowe wykazały, że Pomorze Zachodnie nie jest w stanie samodzielnie bronić nienaruszalności swych granic. Równocześnie jednak wskazywały na lojalność książąt pomorskich wobec króla polskiego. Nie usiłowali oni bowiem zbytnio przeszkadzać w przemarszu wojsk, które początkowo uważali za posiłki dla Zygmunta Augusta.
Armia Eryka przekroczyła granicę meklembursko-wołogoską, a następnie przez Templin, Prentzlau, Loknitz dotarła 22 sierpnia do Szczecina. Tu jeszcze raz książę brunszwicki oświadczył Barninowi, że udaje się do Gdańska na polecenie Zygmunta Augusta. Niemcy szybkim marszem obeszli Jezioro Dąbie od południa i kierując się na północny wschód przez Goleniów, Nowogard i Płoty przekroczyli 26 sierpnia granicę biskupstwa kamieńskiego. Nie otrzymali dotąd żołdu, ponieważ Eryk nie miał pieniędzy na żołnierską płacę. Pod groźbą wkroczenia do miasta zażądał on od Kołobrzegu 6 tys. talarów, później obniżył tę sumę do 1500 talarów, ale i tych pieniędzy nie dostał. Pomaszerował więc przez Karlino pod Koszalin, gdzie również bezskutecznie próbował wycisnąć od władz miejskich kilka tysięcy talarów. Armia niemiecka pociągnęła następnie przez Sławno, Słupsk i stanęła obozem w Głuszynie. Eryk zawahał się przed dalszym pochodem przez ziemię lęborską i przekroczeniem granicy polskiej. Dnia 3 września władze miejskie Gdańska oświadczyły, że nie przepuszczą wojsk niemieckich do Prus Książęcych, a w razie przedzierania się ich siłą miały wystąpić przeciw księciu brunszwickiemu sąsiednie polskie województwa, a także książę pruski Albrecht. Wydały glejt dla Gottschalka von Freden i polecenie dokonania werbunku żołnierzy. Ogłosiły też artykuły wojskowe i formułę przysięgi, którą mieli złożyć nowozwerbowani zaciężni.
W tej sytuacji Eryk zastanawiał się, czy nie zawrócić do Kołobrzega i próbować układów z królem szwedzkim Erykiem XIV by całą armię przetransportować do Szwecji. Doradcy księcia Jana Fryderyka i Barnina wysłani do Głuszyna, chcąc pozbyć się nieproszonych „gości" z Pomorza, skłonili w końcu księcia brunszwickiego do przekroczenia ok. 3 września granicy polskiej. Tymczasem powiadomiony o pochodzie niemieckim przez kasztelana gdańskiego Jana Kostkę arcybiskup gnieźnieński Jakub Uchański słał zaniepokojony listy do Zygmunta Augusta przebywającego w Wilnie z zapytaniami, czy traktować Eryka jako wroga, czy jako przyjaciela. Nie mogąc się doczekać królewskiej odpowiedzi, wezwał księcia Albrechta, Kostkę i najbliższych wojewodów (zapewne kaliskiego, inowrocławskiego, brzesko-kujawskiego, łęczyckiego, sieradzkiego, chełmińskiego, płockiego i mazowieckiego), by zbrojnie ściągali pod Grudziądz. Zamierzano więc przede wszystkim bronić linii Wisły przeprawiwszy wielkopolskie pospolite ruszenie w górze rzeki (Toruń, Fordon, Chełmno, Świecie). Z ważnego węzła komunikacyjnego w Grudziądzu można było kontrolować trakty wiodące na Pomorze przez Nowe, Gniew, Starogard, a prawą stroną Wisły ważną drogę na Kwidzyn, Malbork i Elbląg.
Posuwając się dość szybko - jak na obciążoną taborami liczną armię pieszą - Eryk dotarł ok. 6 września dogodnym gościńcem przez Strzepcz, Kielno, Chwaszczynę pod Gdańsk od strony północno-zachodniej. Stojąc pod miastem zażądał początkowo 20-30 tys. talarów, a także materiału na ubrania dla swych obdartych żołnierzy. Gdy jednak przekonał się o zdecydowanej postawie rady miejskiej, obniżył swe wymagania. Gdańszczanie „pokój wiosek swych odkupując" zaproponowali mu „pożyczkę" 12 tys. talarów na 7% rocznie (o której wiadomo było, że nigdy nie zostanie zwrócona), na którą książę brunszwicki się zgodził i odstąpił od miasta. Ruszył natychmiast na południe przez Pruszcz, Różyny, Miłobądz i po dwóch dniach był już pod Tczewem. Tu był ważny węzeł przeprawowy przez Wisłę łączący wschodnie i zachodnie obszary Prus Królewskich. Stąd prowadził najważniejszy trakt na Malbork i dalej przez Elbląg na Królewiec.
Dowództwo polskie było zaskoczone i niezbyt pewne rzeczywistych zamiarów wojsk niemieckich. Dysponowało jedynie pospolitym ruszeniem o nikłej wartości bojowej oraz przestarzałe ufortyfikowanymi zamkami pruskimi. Podobnie więc jak w 1520 r. zdecydowało się na defensywny wariant obrony przez zablokowanie przepraw przez Wisłę. Już w pierwszych dniach września niezwykle aktywny kasztelan gdański Jan Kostka wezwał ludność pruską do obrony. „Zebrawszy na prędce co mógł" spośród pocztów prywatnych, ochotniczych, starościńskich i zaciężnych obsadził załogą zamek w Malborku i szlaki prowadzące przez Żuławy. Ruszył następnie do swego starostwa tczewskiego, gdzie zabezpieczył przeprawę wiślaną pod Tczewem. Jednocześnie książę pruski Albrecht podejrzewając, że Eryk działa w porozumieniu z zakonem krzyżackim w Niemczech, mimo 73 lat dosiadł konia ruszył w pole na czele 2 tys. jazdy szlacheckiej i nadwornej wzmocnionej artylerią. Jego pułkownik Packmohr zamknął przeprawy na północ od Kwidzyna. Jedną (Karzeniewo - Kwidzyn) biegł uczęszczany szlak z Berlina przez Malbork do Królewca, a pozostałe dwie pod Gniewem ułatwiały połączenia w kierunku Kwidzyna oraz Sztumu i Malborka. Na południe od Pomezanii w ziemi chełmińskiej gromadziła się szlachta koronna, przede wszystkim wielkopolska powołana przez wojewodę sieradzkiego i starostę generalnego Janusza Kościeleckiego. W obozie wojennym założonym prawdopodobnie na północ od Grudziądza bardzo szybko skoncentrowały się znaczne siły pospolitaków słabo jednak uzbrojonych, wyposażonych i wyszkolonych. Jak stwierdził później sam Kościelecki na sejmie warszawskim „ludzie do tego byli chciwi, ale mało gotowi, bo bieżeli z ochotą, jako kto mógł, i byłoć nas nie mało, ale nie gotowych".
Książę Albrecht bardzo szybkim marszem z Królewca przez Braniewo, Elbląg i Malbork (135 km) dotarł ze swym wojskiem do przeprawy tczewskiej i rozbił obóz przypuszczalnie w pobliżu Kończewic i Gnojewa. Po drugiej stronie rzeki, zapewne między Wisłą, Motławą i Jeziorami Lubieszowskimi stanęło obozem wojsko niemieckie. Mimo sześciokrotnej przewagi liczebnej Eryk nie próbował zdobywać Tczewa ani budować mostu przez Wisłę. Stojący naprzeciw siebie wygłodzeni żołnierze zajmowali się - według złośliwych głosów współczesnych - jedynie rozłupywaniem orzechów, stąd wyprawa księcia brunszwickiego przeszła do historii pod nazw;) „wojny orzechowej". Dotąd bierny i zapewne w pełni niedoinformowany Zygmunt August dopiero 9 września wysłał z Wilna list do stanów pruskich. Zawiadamiał w nim, że polecił wojewodzie chełmińskiemu Janowi Działyńskiemu i malborskiemu Achacemu Czernie, by nie dopuścili do naruszenia granic państwa przez armię niemiecką. W razie potrzeby z pomocą winna im przyjść szlachta pruska. Rozkazy królewskie były spóźnione, a pospolitakom pruskim pozostawało jedynie zabezpieczyć pod wodzą wojewody pomorskiego Fabiana Czemy środkową część Prus Królewskich na linii Wierzycy.
Mediacji podjął się wówczas Jan Kostka. Spotkał się osobiście z Erykiem i „pytał go, coby przedsiębrał i czegoby z takowym ludem w państwach królewskich szukał? On żałośnie odpowiedział, że zawiedziony jest a że mu się jego koszt i życzliwość nie tak od króla nagradza jako sobie obiecywał, na co za kabatem listy się mieć mienił, ale ich nieukazował". Po dłuższych pertraktacjach, zadowoliwszy się przyznaną sobie pensją roczną 200 fl. ze skarbu pruskiego (10.IX), zgodził się Eryk wycofać się z ziem polskich. Wracał przez Bory Tucholskie kierując się na Starogard, Chojnice, Człuchów, Białobór. W pogranicznych zamkach (np. w Drahimie nad Jeziorem Drawsko) pozbawionych załóg, uzbrojenia i żywności obawiano się bardzo poważnie ataku niemieckiego. Książę brunszwicki jednak „prędzej uciągnął nazad, niż do Prus ciągnął, bo się bał pogoni". Już 17 września przekroczył granicę pomorską pod Szczecinkiem. Obawiając się w zalesionym terenie ataków szlacheckiej jazdy pruskiej, olbrzymia armia piesza z taborami pokonywała średnio 21-22 km dziennie.
Tymczasem przebywający w Wilnie Zygmunt August słabo orientował się w sytuacji i zajmował wobec werbunków niemieckich chwiejną postawę. Z jednej strony chciał pozbyć się Eryka z ziem polskich, a z drugiej zamierzał przeciągnąć go na swą stronę przeciw Szwedom i wykorzystać część jego oddziałów. W listach pisanych 11 i 12 września donosił Albrechtowi, że za pośrednictwem swego posła Grzegorza Bażyńskiego zaproponował nawet księciu brunszwickiemu 2 tys. talarów pensji rocznie i przejęcie na swój żołd 2-3 tys. piechoty niemieckiej. W tydzień później, gdy armia Eryka znajdowała się już na terenie księstwa pomorskiego, król podwyższył planowaną liczbę knechtów w swej służbie do 3-4 tys., ale koszty tego nowego wojska niemieckiego miał pokryć książę pruski. Plany przewidywały transport tej armii morzem do Inflant. Przypuszczalnie okręty pomorskie lub kaperskie miały przewieść piechotę z Kołobrzegu lub Szczecina w rejon Parnawy (port w Salis?), skąd zamierzano wówczas rozwinąć ofensywę w zachodniej Estonii. Zrezygnowano więc z prowadzenia wojska lądem, śladem weiherowego pułku przez Prusy, ze względu na możliwe pustoszenie przez najemników obszarów wzdłuż drogi przemarszu.
Ewentualna współpraca polsko-pomorska przy przerzuceniu oddziałów Eryka do Inflant nie była już jednak możliwa. Doradcy książąt pomorskich usiłowali skłonić księcia brunszwickiego do obrania innej drogi, która by nie wiodła przez ich terytorium. Łudzili się, że pójdzie on z Gdańska przez Bydgoszcz do Poznania - tak jak obiecywał. Daremnie. Spod Tczewa ruszyła jego armia przez Starogard na Chojnice. Przed jej powrotem próbowali się Pomorzanie bronić. Były projekty zerwania mostów na Gwdzie i robienia zasieków w lasach przed Szczecinkiem. Do zrealizowania tych planów nie doszło wskutek dużego tempa marszu wojska niemieckiego. Zdążono jedynie wysłać do Szczecina 300 pieszych i konnych z kilkoma działami. Tam też zmierzał graf Ludwik Eberstein z jazdą i transportem broni oraz szlachta szczecińska z Manteufflem i Flemmingem na czele. Tymczasem Eryk spotkał się za Szczecinkiem z wysłannikiem króla szwedzkiego, ale nie doszedł z nim do porozumienia - tym bardziej, że był znów łudzony przez posła polskiego. Naciskany przez Pomorzan nie ruszył jednak do kołobrzeskiego portu, lecz skręcił od razu na zachód i przez Złocieniec skierował się na Stargard i Szczecin. Pod koniec września udało się księciu wołogoskiemu Janowi Fryderykowi uzyskać zapewnienie znacznej pomocy z Meklemburgii. Na ostatnim odcinku drogi przez Pomorze, począwszy od Gryfina, był już książę brunszwicki eskortowany przez szlachtę pomorską. Liczebnie nie dorównywała ona najemnikom, ale od polskiej granicy żołnierzom Eryka brakowało prochu. Pod kontrolą Pomorzan mocno zmniejszona niemiecka armia musiała maszerować ściśle wyznaczoną trasą. Dnia 26 września przekroczyła granicę pomorsko-meklemburską w pobliżu Prentzlau. Widząc beznadziejność położenia Eryk opuścił swój obóz wojskowy, pozostawiając swych żołnierzy bez żołdu. Los ich był tragiczny. Zmęczeni, głodni, obdarci, zatrwożeni, przebyli w ciągu dwóch miesięcy blisko 1000 km - zostali bez pieniędzy, środków do życia i widoków na przyszłość.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 244-250
"...Jesienią 1563 r. konflikt zbrojny między Danią i Szwecją stał się faktem. Jeszcze przed wybuchem walk król duński Fryderyk II domagał się od Stralsundu okrętów wraz z załogami oraz zakazu wstępu jednostkom szwedzkim do portów pomorskich. Flota duńska pojawiła się w pobliżu miasta, zasekwestrowano kilka okrętów Stralsundu i uwięziono załogę. Mimo lojalności książąt pomorskich Polakom i Duńczykom nie udała się blokada Szwecji. Dziesięć statków kaperskich Zygmunta Augusta nie było w stanie przeciąć szwedzkiej komunikacji z Estonią i „żeglugi narewskiej" Moskwy. Król polski dążył do zawarcia sojuszu z Fryderykiem II. Dopiero wybuch otwartej wojny zmusił Duńczyków do zawarcia przymierza z Polską i Litwą (5.X 1563), choć nadal byli oni zainteresowani w utrzymaniu poprzednich stosunków z Moskwą i zachowaniu „żeglugi narewskiej", którą przy pomocy floty kaperskiej i dyplomacji zwalczał Zygmunt August. Wojna inflancka przekształciła się w pierwszą Wojnę Północną (1563-1570).
Sojusz z Danią zobowiązywał króla polskiego do podjęcia działań ofensywnych w zachodniej Estonii (Aanemaa), która wraz z głównym miastem Lode należała przed półtora rokiem do królewicza duńskiego Magnusa. W październiku 1563 r. Kettler ruszył z dwutysięcznym wojskiem spod niezdobytej Parnawy na północ, omijając bagna Lavassary u ujścia Saugi. Po sforsowaniu rzek Konuvere i Teenuse piechota niemiecka równinnymi i lesistymi okolicami dotarła pod Lode. Po opanowaniu miasta przystąpiła do oblężenia silnie umocnionego zamiar. Z odległego o przeszło 60 km Rewla przybyły wkrótce z odsieczą oddziały szwedzkie. Kettlerowi udało się je odeprzeć, wobec czego załoga Lode zmuszona była do pospiesznego porzucenia zamku i pozostawienia wszystkich swoich dział.
Sukces ten zachęcił Kettlera do kontynuowania działań zaczepnych mających na celu opanowanie zachodniego wybrzeża i wyjścia nad cieśninę oddzielającą Aanemaa od wyspy Ozylii. Wysłał z częścią sił Weihera na Leal położony 5 km od Zatoki Matsalu, 12 km na południowy zachód od Lode. Knechci przeszli trudnym, lesistym i bagnistym terenem i niespodziewanie pojawili się pod miastem, które opanowali bez większych trudności. W ten sposób Weiher dotarł nad morze i mógł nawiązać kontakt z królewskimi okrętami kaperskimi. Zdobycz okazała się nietrwała. Zawiodła zapewne łączność, współdziałanie i zaopatrzenie wojskowe. Weiher musiał wkrótce wycofać się z Leal, który ponownie dostał się w ręce szwedzkie
Ofensywa Kettlera w Inflantach zakończyła się w sumie sukcesem. Niemiecka piechota w służbie polskiego króla powstrzymała pochód Szwedów na Rygę, wyparła ich ze środkowych Inflant i przenosząc działania do Estonii opanowała część jej terytorium. Zła organizacja dowodzenia na najwyższym szczeblu uniemożliwiła większe sukcesy. Brakło knechtom wsparcia liczniejszej i silniejszej artylerii oraz jazdy polskiej i litewskiej. W tej sytuacji pozostawione na tyłach Rewel i Parnawa odcinały lądowe szlaki komunikacyjne wojsk Kettlera w zachodniej Estonii. Wprawdzie niemieckiej piechocie nie udało się zdobyć twierdzy parnawskiej, to jednak opanowała trzy inne zamki, dokonywała szybkich i długich przemarszów i stoczyła zwycięską bitwę w polu. Jej sukcesy w 1563 r. w Inflantach nad najemnikami szwedzko-francuskimi były zwycięstwem starej, wyuczonej praktyki nad młodą teorią, ataku nad obroną, niemieckiej dokładności machiny posłusznie pracującej nad doraźnie kombinowaną taktyką dwu różnych narodowości. Niemcy błysnęli wysokim wyszkoleniem zawodowego żołnierza i dobrym uzbrojeniem zwłaszcza w nowe hakownice (muszkiety), których w pułku weiherowym mogło być kilkadziesiąt. Strzelcy byli przydatni w walkach oblężniczych (Leal), a pikinierzy dzięki swej długiej broni drzewcowej stworzyli pod Lode skuteczną zaporę dla jazdy i piechoty szwedzkiej uzbrojonej w halabardy.
W grudniu 1563 r. kończył się drugi kwartał służby weiherowego pułku. Zygmunt August chciał zatrzymać knechtów, ale jak zwykle brakowało pieniędzy. Albrecht (a właściwie jego doradcy) oczekiwał gotówki od króla polskiego, ten zaś z Prus lub Inflant. Jagiellon polecał Kettlerowi i Weiherowi zabiegać o to, by wojska niemieckie na czas zimy „opuściły coś z żołdu". Ostatecznie jednak podjął w końcu grudnia decyzję o rozpuszczeniu oddziałów niemieckich i wysłania na ich miejsce do Inflant znacznej liczby tańszego wojska polskiego. Żołnierze niemieccy zachowali się wówczas tak, jak to najemni lancknechci w podobnych sytuacjach czynili w Rzeszy. Część piechurów przeszła na stronę szwedzką, część pozostała w służbie polskiej licząc na nadejście pieniędzy, pozostali się rozproszyli. Król radził Kettlerowi pertraktować z tymi kompaniami, które niedawno służyły Koronie polskiej, a teraz przeszły na żołd szwedzki, „aby na pewnych warunkach nie odstąpiły zamków, które mają w swej mocy". Jednocześnie skarżył się królowi duńskiemu, że Niemcy w Inflantach dopuścili się zdrady, a wojsko królewskie traktowane jest tam jak obce..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 231-233
"...Sejm litewski obradował w Wilnie od maja do lipca 1563 r. Uchwalono na nim podatki na cele wojenne i zwołanie pospolitego ruszenia. Zebrało się ono częściowo w obozie koło Krewa na jesieni 1563 r. W grudniu Radziwiłł Rudy przesunął obóz z Krewa do Łukomli, zajmując położenie wewnętrzne między szlakami z Połocka i Smoleńska. Nie podejmował jednak żadnych działań zaczepnych tłumacząc się późnym zamarznięciem rzek. Dysponował zresztą zaledwie 4 tysiącami żołnierzy, w tym jazdą zaciężną litewską, wśród której służyło wielu Polaków. W Orszy starosta ostrzański i czarnobylski Filon Kmita miał 2 tys. kozaków grodowych. Około 70 km na południowy- zachód od Łukomli, przy trakcie mińskim pod Borysowem nad Berezyną, rozbili obóz Polacy. Według odbytego w styczniu 1564 r. popisu, dowodzący wojskiem polskim Mikołaj Sieniawski dysponował 1450-ma zaciężnymi. Stanowili oni odwód dla obu armii litewskich, ale zbyt daleko byli cofnięci do tyłu, by możliwa była z ich strony natychmiastowa pomoc.
Iwan Groźny zachęcony łatwym zdobyciem Połocka nie miał zamiaru starać się o trwały pokój. Uzależnił zgodę na dalszy rozejm od zrzeczenia się Połocka i oddania Inflant po Dźwinę. Na takie warunki nie mogli się posłowie litewscy zgodzić, toteż 9 stycznia 1564 r. opuścili Moskwę. W ślad za nimi podążały dwie armie moskiewskie. Jedna z nich, pod dowództwem Piotra Iwanowicza Szujskiego w liczbie ok. 25 tys., wyruszyła 23 stycznia z Połocka. Druga, w sile jakoby 30 tys. pod wodzą kniazia Piotra Serebriannego Oboleńskiego, maszerowała z Wiaźmy przez Smoleńsk. Obie te armie miały się połączyć na Druckich polach pod Orszą. Stąd miały uderzyć na Mińsk, Wilno i Nowogródek. Nie jest pewne, czy dowództwo moskiewskie wiedziało o stacjonowaniu armii litewskiej pod Łukomlą. W każdym razie zlekceważono ten fakt licząc, że Radziwiłł nie zaatakuje przeszło pięciokrotnie od niego silniejszego Szujskiego, który dla połączenia się z Serebriannym musiał maszerować na południe zaledwie o 50-60 km przed stanowiskami Litwinów. Serebrianny pierwszy przybył na miejsce spotkania i rozłożył się obozem nad rzeką Kropiwną, blisko 15 km od Orszy. Szujski, poruszając się wzdłuż Dźwiny i Uły bardzo szybko mimo prowadzonych ze sobą dział, przybył już 26 stycznia w pobliże Czaśnik. Obóz rozbił na polach zwanych Iwańskimi lub Czaśnickimi, które leżały na północ od miasta, przy drodze z Połocka, w zalesionym zakolu skręcającej tu na północ rzeki Uły.
Radziwiłł Rudy bacznie śledził ruchy wojsk moskiewskich. Postanowił wykorzystać swe środkowe położenie i pobić oddzielnie poszczególne armie moskiewskie przed ich połączeniem. Zamierzał więc najpierw uderzyć na najbliższego mu Szujskiego, wiedząc, że oddalony o ok. 100 km Serebrianny nie będzie w stanie przyjść na czas z pomocą zaatakowanemu. Z powodu znacznej dysproporcji sił była to decyzja dość ryzykowna. Armia Szujskiego posuwała się marszem nieubezpieczonym. Jej pochód był tak szybki, że Radziwiłł nie zdążył już zawiadomić Sieniawskiego, by ten wsparł go jazdą koronną spod Borysowa. Wywiad donosił bowiem hetmanowi litewskiemu zapewne 25 stycznia, że armia moskiewska jest już ok. 40 łon od Łukomli. Rankiem następnego dnia wojsko litewskie (ok.6 tys. ludzi) wyruszyło z obozu i przybyło zaśnieżoną drogą do odległych o ok. 10 km Czaśnik. Wysłany przodem oddział rozpoznawczy doniósł o strażach moskiewskich na Polach Iwańskich. Maszerujący w straży przedniej ze swymi chorągwiami Hrehory Baka i Burkułab Korsak uderzyli z marszu na oddziały moskiewskie na lewym brzegu Uły, wzięli jeńców i prosili o wsparcie. Hetman wysłał im natychmiast chorągwie kniazia Bohdana Sołomiereckiego, Jerzego Zenowicza i Mikołaja Sapiehy, po czym ruszył osobiście z głównymi siłami, ale bez piechoty i artylerii, które pozostały w tyle. Po przebyciu ok. 7 km wojsko litewskie dotarło traktem leśnym na rozległe Pola Iwańskie, ciągnące się za budynkami rozłożonej nad Ułą wiosła Iwańsk. Od zachodu równina ta ograniczona była ścianą lasu, a od wschodu przylegała do rzeki. Szujski zdążył już rozstawić swoje wojsko na tym płaskim, odkrytym terenie. Czynił to pod naporem litewskim, pod osłoną własnych przednich oddziałów, cofających się i ponoszących duże straty. Rosjanie zajęli połowę równiny, opierając się lewym skrzydłem o rzekę, a czołem zwrócili się na południe. Pułkiem przednim dowodził Zahar Pleszczajew, strażniczym Iwan Szeremetiew, a wielkim sam wódz naczelny Piotr Szujski, u którego bolcu znajdował się syn chana kazańskiego. Dowództwo moskiewskie dysponowało liczną artylerią (jakoby 100-ma działami).
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 176
"...Przypuszczalnie Szujski spodziewał się natarcia od czoła, wzdłuż drogi prowadzącej na południe wzdłuż Uły do Czaśnik. Tymczasem główne siły litewskie złożone z jazdy przeprawiły się zapewne powyżej zakola rzecznego i boczną drogą leśną obeszły pozycje nieprzyjaciela od południowego zachodu. Wyłanianie się przed wieczorem chorągwi litewskich z lasu mogło stanowić dla moskiewskiego wodza zaskoczenie. W ten sposób można tłumaczyć jego bierność i brak reakcji na rozstawienie się hufców litewskich na równinie przed lasem. Bojąc się zasadzki i nie znając liczebności sił przeciwnika tkwił nieruchomo na swych pozycjach. Ośmielony tym Radziwiłł dał rozkaz hetmanowi polnemu Grzegorzowi Chodkiewiczowi do natarcia. Atak husarii litewskiej przeprowadzony na krótko przed zapadającym zmierzchem był tak szybki i gwałtowny, że Szujski nie zdążył zapewne zrobić użytku ze swej artylerii. [...]
Pod pierwszym już uderzeniem galopujących po zamarzniętym polu chorągwi Zenowicza, Sołomiereckiego, a później hufca czelnego Chodkiewicza, wojsko moskiewskie poczęło się mieszać i cofać. Napór przeważających sił przeciwnika z pułku wielkiego wstrzymał jedynie na moment natarcie Radziwiłła. Dalsze ataki jazdy litewskiej hufca wielkiego (m.in. chorągwi Jana Wołmińskiego, Jana Chodkiewicza, Jerzego Tyszkiewicza, kniaziów Romana Sanguszki i Bohusza Koreckiego) rozerwały szyki nieprzyjaciela i zmusiły go po dwugodzinnym boju do panicznej ucieczki.
W chwilę po zapadnięciu zmroku kniaź Szujski został ranny i musiał się wycofać z pola walki. Zniknięcie naczelnego wodza pogłębiło panikę w szeregach moskiewskich. Na pastwę wroga pozostawiono zarówno piechotę, jak i artylerię. Przez całą noc przy świetle księżyca Litwini ścigali uchodzących, wybijając ich po lasach i bagnach na przestrzeni 25-30 km. Do największych rzezi doszło przy przeprawach przez Ułę i wpadającą doń Krywczą. Ofiarą nocnego pościgu padło pomyłkowo 50 zbiegów moskiewskich, którzy w poprzednim roku przeszli na służbę królewską i teraz walczyli przeciw swym rodakom. Jak pisał nuncjusz Commendone, stało się tak, „gdyż moskiewskim obyczajem odziani byli (...). Jeśliby to przewidzieli niebożęta, przystaliby raczej choć na przyodzianie się na sposób brunświcki, którego Moskwa nienawidzi, aniżeli zginąć od swoich, którzy odzieniem w obłęd wprowadzeni za nieprzyjaciół ich poczytali...". W pogromie niedobitków wzięli aktywny udział miejscowi chłopi. Straty moskiewskie oceniano przesadnie na 9 tys. zabitych. Wśród poległych byli: Piotr Szujski zabity siekierą w lesie przez chłopa w czasie ucieczki, wojewoda pułku wielkiego Nikita Romanowicz Odojewski, kniaź Aleksy Prozorowski, kierujący artylerią Osip Chwedorowicz Byków i wielu innych wojewodów, kniaziów i dowódców moskiewskich. Do Połocka zdołało uciec jedynie 5 tys. Rosjan. Pozostali dostali się do niewoli. Zdobyto cały tabor moskiewski liczący 3-5 tys. wozów wypełnionych sprzętem, żywnością i bronią. Po stronie litewskiej zginąć miało jakoby tylko 22 żołnierzy, a 700 odniosło rany.
Dowódcy litewscy, dzięki lepszemu rozpoznaniu, potrafili narzucić nieprzyjacielowi najdogodniejszy dla siebie czas i miejsce starcia. Strona moskiewska popełniała błędy i zachowywała się zbyt pasywnie. Bitwa wykazała wyższość zaciężnej jazdy litewskiej nad moskiewskim pospolitym ruszeniem. Przede wszystkim okazało się, że cięższa husaria uzbrojona w kopie i tarcze, mając warunki do rozwinięcia się w odkrytym terenie w impetyczną szarżę, jest nie do zatrzymania przez lżej zbrojnych moskiewskich strzelców konnych usiłujących w miejscu ostrzeliwać się z łuków i bronić się krótkimi rohatynami. Zwycięstwo nad Ułą zostało jednak szeroko rozgłoszone jako dowód samowystarczalności Litwinów i posłużyło Radziwiłłom do usztywnienia stanowiska wobec unii polsko-litewskiej..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 178-181
"...Po rozgromieniu armii Szujskiego, Radziwiłł zamierzał ruszyć na Serebriannego, stojącego obozem nad Kropiwną niedaleko Orszy. W tym celu polecił Sieniawskiemu zwinąć obóz pod Borysowem i maszerować na wschód. Na drodze smoleńskiej miało nastąpić połączenie oddziałów polskich z litewskimi, po czym blisko 7-tysięczna armia przez Druck uderzyłaby na wroga. Sieniawski wyruszył istotnie spod Borysowa, ale niespodziewanie sytuacja wyjaśniła się szybko i pomyślnie dla strony królewskiej. Filon Kmita wyruszywszy z blisko 2-tysięcznym oddziałem z Orszy, wysłał list do załogi najbardziej oddalonego na wschód i odciętego przez wojsko moskiewskie zamku litewskiego w Dubrownie. Donosił w nim o klęsce na Polu Iwańskim i o śmierci Szujskiego. Posłaniec miał jechać zbytnio się nie ukrywając, tak by przejęła go straż moskiewska. Istotnie, list Kmity dostał się w ręce Serebriannego, który przekonany, że wielka armia Radziwiłła uderzy teraz na niego, zarządził 7 lutego natychmiastowy odwrót. Uciekający w panice do Smoleńska żołnierze moskiewscy porzucili cały obóz i tabor złożony z kilku tysięcy wozów wypełnionych cennymi przedmiotami i żywnością. Kmita i starosta brasławski Jerzy Ościk z 2 tys. jazdy rzucili się w pościg, zadając uchodzącemu nieprzyjacielowi znaczne straty.
Otrzymawszy wiadomość o odwrocie Serebriannego Radziwiłł nakazał Polakom przerwać marsz pod Orszę i połączyć się z armią litewską pod Czaśnikami. Oddział Sieniawskiego liczył około 1900 jazdy. Poza chorągwią dowódcy znalazły się w nim jednostki Jakuba Secygniowskiego, Zygmunta Zebrzydowskiego, Marcina Trzebińskiego, Jana Bełdowskiego, Wacława Swiderskiego, Krzysztofa Tarnawskiego, Mikołaja Wąsowicza i Jana Gorajskiego. W Czaśnikaeh dysponował więc hetman litewski siłami liczącymi ok. 6 tys. jazdy i 2 tys. piechoty. Nie miał jednak Radziwiłł dostatecznej liczby dział ani energii, by wykorzystując klęski moskiewskie w polu pokusić się o oblężenie Połocka. Rozdzielił więc swoje siły i użył ich jedynie do pustoszenia zagonami pogranicznych terenów moskiewskich. Około 10 lutego 1564 r. wyruszyły dwa silne oddziały jazdy. Jeden, złożony z polskich chorągwi i wzmocniony dodatkowo siłami litewskimi (4 tys. koni), ruszył na północ. Dowodzący nim Sieniawski omijając Połock przeprawił się przez Dźwinę i Dryssę, po czym spustoszył okolice Siebieża i Opoczki. Wyprawę w górę rozlewającej się w liczne jeziorka Swołny, a później przekroczenie rzeki Wielikiej ułatwiał ściśnięty na wodzie lód. Był to dotąd najdłuższy (ok. 240 km) rajd polsko-litewskiej jazdy w wojnie inflanckiej, połączony z rozległym niszczeniem terenów moskiewskich. Osady tam się znajdujące mogły bowiem służyć zaopatrzeniem koncentrującym się siłom nieprzyjaciela w Połocku. Polacy spalili około 100 wsi i kilka miasteczek, po czym zawrócili z powrotem. Drugi, mniej liczny oddział litewski, ruszył na wschód, spalił 200 wsi moskiewskich na północ od Dniepru i wyciął kilkusetkonny oddział nieprzyjacielski. Jedyną korzyścią tych wypraw było (poza łupami wojennymi) zniszczenie ziem pogranicznych i sterroryzowanie przeciwnika.
Tak jak zwycięstwa pod Czaśnikami i Orszą na krótko tylko powstrzymały zagrożenie moskiewskie, tak i zagony polsko-litewskie nie złamały woli walki u cara Iwana. Już po upływie miesiąca wojewodowie moskiewscy wznowili w różnych miejscach przygranicznych działania wojenne. Sytuacja stawała się tym groźniejsza, że Radziwiłł rozpuścił znaczną część sił do domu. W końcu marca wojsko moskiewskie przekroczyło granicę, rozbiło dwa oddziały królewskie i uprowadziło 400 jeńców. Na początku kwietnia 4-tysięczne siły moskiewskie obległy bezskutecznie obóz Sieniawskiego, w którym było 1450 jazdy zaciężnej. Trwający konflikt osobisty wojewodzica ruskiego z hetmanem litewskim uniemożliwiał ściślejsze współdziałanie. W tej sytuacji król postanowił (11.IV) mianować nowego hetmana polskich zaciężnych na Litwie w osobie triumfatora spod Newla, kasztelana czerskiego, rotmistrza Stanisława Leśniowolskiego. Dowódcą wojsk polskich w Inflantach wyznaczony został kasztelan krakowski, rotmistrz Marcin Zborowski. Wzmocnił jednocześnie Zygmunt August załogę Witebska. Twierdza ta, pełniąca rolę wysuniętego do przodu bastionu strzegącego linii Dźwiny, miała duże znaczenie strategiczne. Skierowano tam trzy roty piechoty, z których najliczniejszą (500 drabów) dowodził rotmistrz i inżynier wojskowy Ambroży Gwagnin. Do utrzymania w należytym stanie umocnień drewniano-ziemnych Witebska najlepiej nadawali się właśnie włoscy inżynierowie. Gwagninowie mogli mieć również udział w ufortyfikowaniu położonych na północ od Witebska Jezierzyszcz. Zamek ten otoczono 170-metrowym wałem ziemnym z rowem, opierającym się końcami o brzeg pobliskiego jeziora.
W związku z uaktywnieniem się sił moskiewskich powołano w czerwcu litewską służbę ziemską, a hetman Radziwiłł przybył osobiście do obozu pod Mińskiem. Na przeszkodzie podjęciu większej akcji wojennej stały trudności w zaopatrzeniu wojska, a przede wszystkim brak wypłat zaległego żołdu dla żołnierzy polskich. Upadek dyscypliny i samowola niepłatnego żołnierstwa groziły wybuchem zatargów między Polakami a Litwinami. Zygmunt August usiłował wzmocnić siły zaciężne na Litwie przede wszystkim nowymi werbunkami przeprowadzonymi na ziemiach koronnych. W czasie sejmu obradującego w czerwcu w Bielsku Podlaskim dokonał przeglądu m.in. 1996 jazdy i 2900 piechoty koronnej udającej się na Litwę. Do Wilna z przeznaczeniem dla wojska polskiego skierowano 50 puszkarzy i tyleż dział oraz 300 cetnarów prochu. Z zaciągami z lat poprzednich liczebność woj ska polskiego na Litwie wzrosła do 10 tys. żołnierzy, w tym 1181 oddziału Sieniawskiego, ok. 6700 Leśniowolskiego i 2300 załóg zamkowych oraz w służbie litewskiej. Pochodząca z zaciągu Leśniowolskiego jazda polska w sile 2300 koni rozstawiona została wzdłuż Dźwiny na zachód od Dryssy w Druji, Ikaźni, Dryświatach, Brasławiu, Suwieku, Abelach i Dyneburgu. By jej pobyt nie był zbyt dokuczliwy dla miejscowej ludności, król radził rozmieszczać wojsko przy granicy moskiewskiej „ażeby się nie wszystko w swojej ziemi, ale też i w cudzej żywili". Wynikało to z przesunięcia rot z Inflant na Litwę. Działania wojenne przeciwko Moskwie w Inflantach miały bowiem drugorzędne znaczenie. Cały wysiłek stacjonujących tam oddziałów polskich i litewskich skierowany został przeciwko wojskom szwedzkim. Jedynie rotmistrz litewski, kniaź Aleksander Połubiński, jako porucznik hetmański w Inflantach, organizował z polecenia królewskiego wyprawy na Marienburg, Dorpat i włość juriewską w okolicach Pskowa. Dysponując 1500 żołnierzami zniósł w sierpniu 1564 r. znaczniejszy, bo 1000 ludzi liczący oddział moskiewski, ale wkrótce został pobity przez Wasyla Weszniakowa..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 181-183
"...Wobec braku gotówki Zygmunt August już w lutym 1564 r. skłonny był przystać na podsuwane mu z Królewca propozycje przekazania Inflant w opiekę księciom: pruskiemu Albrechtowi i meklemburskiemu Janowi Albrechtowi, którym w ten sposób miało być „łatwiej bronić tej ziemi swym wojskiem i pieniędzmi". Projekt ten został częściowo zrealizowany 6 kwietnia t.r., kiedy to Jan Albrecht objął w imieniu swego siedmioletniego syna Zygmunta Augusta administrację arcybiskupstwa ryskiego z wyjątkiem samego miasta Rygi i twierdzy Kokenhausen. W zamian zobowiązywał się bronić zamków własnym kosztem oraz utrzymywać 300 dobrze uzbrojonej i wyszkolonej jazdy oraz 800 piechoty, które to wojsko miało obowiązek służyć królowi polskiemu. W jego szeregach znaleźli się obok Prusaków i Pomorzan również Niemcy z Meklemburgii. Nie spełniwszy warunku ślubowania wierności królowi i Koronie, Jan Albrecht wysłał te oddziały do Inflant. Przez swe samowolne akcje stracił kredyt zaufania na dworze krakowskim.
W 1564 r. Zygmunt August i Eryk XIV nie podejmowali działań zaczepnych w Inflantach. Położenie Szwedów w tym kraju pogorszyło się jednak wskutek ściągnięcia większości sił na front szwedzko-duński. Po pierwszych sukcesach ofensywa duńska w Szwecji utknęła wskutek braku pieniędzy i żywności. Według układu polsko-duńskiego (5.X 1563) Zygmunt August realizując blokadę Szwecji odpowiedzialny był za księstwa i miasta pomorskie. Fryderyk II żądał, by król polski wystawił flotę ze swych miast pomorskich i połączył ją z flotą duńską. [...]
Mimo ciągłych napominań i dobrych chęci książąt, nie zdołali Duńczycy i Polacy całkowicie odciąć Szwecji od Pomorza. Świadczyć o tym może uprawiana na wielką skalę kontrabanda. Ze Stralsundu i Wołogoszczy wywożono żywność, ołów, a nawet działa. Król duński, aby zapobiec temu procederowi, wysłał na wody pomorskie flotę, która w okolicy Rugii i dalszego wybrzeża kontrolowała statki wypływające z portów pomorskich. W rezultacie załogi duńsko-lubeckie czyniły szkody poddanym książąt pomorskim, niszcząc i rabując nadmorskie wioski i miasteczka oraz rekwirując statki kupców pomorskich. [...]
Tymczasem Kettler miał duże trudności z utrzymaniem i wyżywieniem żołnierzy w mocno spustoszonym kraju. W środkowej Liwonii pod Burtneck (łot. Burtnieki) Inflantczycy zorganizowali zjazd, by przeciwstawić się rabunkom zaciężnych żołnierzy. Północne i północno-wschodnie obszary opanowane były przez wojska moskiewskie. Kniaź Aleksander Połubiński wyprawiał się w lipcu 1564 r. z 1500-konnym oddziałem litewskim na Dorpat i Marienburg. Wobec spodziewanej nowej ofensywy Iwana Groźnego w Inflantach Zygmunt August przypominał arcybiskupowi ryskiemu, że ma obowiązek w razie zagrożenia wystawić własnym kosztem 300 jazdy dobrze uzbrojonej i wyszkolonej oraz 500 piechoty. Ponadto miały stanąć pod bronią oddziały szlachty zobowiązanej do służby królowi. Do działań wojennych poza 11 ulicami Inflant arcybiskupstwo zobowiązane było wysłać na wezwanie królewskie 100 koni jazdy. Planował też Zygmunt August wzmocnienie i twierdzy Dynemunt u ujścia Dźwiny. Walki polsko-szwedzkie w północnej Liwonii praktycznie jednak ustały. Niewielkie wypady oddziałów Kettlera były hamowane przez załogę parnawską, a zamek Karkus stanowił zaporę królewską wobec Szwedów..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 232
"...Fortyfikowanie Jezierzyszcz zarządzone przez króla okazało się nadzwyczaj celowe. Zamek ten leżący zaledwie 17 km od drogi prowadzącej z Wielkich Łuków do Połocka, paraliżował bowiem komunikację moskiewską między tymi dwiema twierdzami. Będąc jednocześnie najdalej za Dźwinę wysuniętym na północ punktem obronnym, zamykał drogę z Wielkich Łuków na Witebsk. Nic więc dziwnego, że w lipcu 1564 r. wyruszył z Newla wojewoda Jerzy Tokmakow z 13-tysięcznym wojskiem i artylerią z zamiarem zdobycia Jezierzyszcz. Poczynił zasieki w okolicznych lasach dla utrudnienia odsieczy i obległ zamek. Dowódca załogi w Witebsku, podstoli litewski Stanisław Pac wiedział o planowanym ataku na Jezierzyszcze. Wydzielił 2-tysięczny oddział złożony z żołnierzy zaciężnych (500 polskich piechurów Ambrożego Gwagnina), prywatnych, miejscowej szlachty i kozaków grodowych. Dowództwo nad tymi kombinowanymi siłami wysłanymi z odsieczą sprawował Jan Sniporad. W pobliżu Jezierzyszcz doszło do bitwy, w której wojsko moskiewskie zostało doszczętnie rozbite. Poległo jakoby 5 tys. żołnierzy Tokmakowa, a on sam ledwo zdołał ujść z pogromu. Zdobyto 8 dział, jeńców, obóz, wozy z amunicją, sprzętem i żywnością. Wypad pod Jezierzyszcze, zainicjowany przez Paca, stanowił dowód dużej skuteczności polskiej piechoty pod cudzoziemskim dowódcą w wypadku współdziałania jej z jazdą litewską. Niestety, ten sposób prowadzenia walki był obcy hetmanowi litewskiemu, który nadal trzymał oddziały polskie osobno i to w dalekim odwodzie.
W lipcu i sierpniu 1564 r. wojska moskiewskie pustoszyły okolice Krzyczewa i Mohylewa i próbowały zdobyć Mścisław, ale i tu poniosły porażkę. Ośmieleni tymi sukcesami Radziwiłł i Leśniowolski zdecydowali się na próbę odebrania Połocka. Rudy z wojskiem litewskim przybył do Lepla (30 km na zachód od Czaśnik), gdzie przystąpił do wznoszenia zamku. Towarzyszył mu kniaź moskiewski Andrzej Kurbski, który zbiegł z Dorpatu do wojska litewskiego. Król starał się wyzyskać konflikty wewnętrzne w państwie cara i wykorzystać uchodźstwo polityczne do własnych celów militarnych. Kurbski stanął na czele 200-konnej chorągwi zaciężnej i oddziału kilkuset zbiegłych „Moskwicinów". Hetman Leśniowolski z polskim wojskiem zaciężnym rozłożył się obozem u ujścia Uły do Dźwiny. Marsz na Połock poprzedziły ataki na kierunkach pomocniczych dla odwrócenia uwagi nieprzyjaciela. Filon Kmita wyprawił się wówczas z powodzeniem na Poczep, a rotmistrz kniaź Michał Wiśniowiecki z Kozakami czerkaskimi i Tatarami białogrodzkimi za Dniepr. Ten ostatni spustoszył powiaty czernichowski, starodubski i dotarł aż pod Radohoszcz. Został jednak pobity na przeprawie w Bahrinowie przez wojewodę siewierskiego Iwana Szczerbatego.
Pod koniec sierpnia Radziwiłł Rudy wysłał pod Połock kilka chorągwi pod dowództwem polskiego rotmistrza Jerzego Zaremby. Przypuszczać można, że były to jednostki rotmistrzów: Stanisława Zamoyskiego (300 koni), Jana Zborowskiego (250), Jerzego Zaremby (211), Jana Sobieskiego (211) i Pawła Secygniowskiego (200). Przybywające na pomoc twierdzy posiłki moskiewskie zostały rozbite. Był to zapewne typowy bój spotkaniowy, który rozegrał się na północnym brzegu Dźwiny. Chorągwie wchodziły do akcji wprost z marszu i miały mało czasu na ustawienie się do walki. […] Po stronie nieprzyjacielskiej miało polec pod Połockiem 2 tys. żołnierzy, gdy tymczasem wśród Polaków tylko 24. Wzięto do niewoli wielu jeńców i zdobyto obfite łupy. Około 10 września pod Połock ruszyła armia koronna pod dowództwem Stanisława Leśniowolskiego. Liczyła ona 4900 jazdy i 3700 piechoty - razem 8600 żołnierzy. W jej skład wszedł również kontyngent Mikołaja Sieniawskiego liczący 1504 jazdy. Olbrzymi tabor liczył 984 wozy. Wśród rot piechoty wyróżniały się wielkością 300-osobowe jednostki oboźnego Jana Pisarskiego, Piotra Wrzeszcza i obrońcy połockiego z poprzedniego roku Wojciecha Wierzchlejskiego. Siły te po przeprawieniu się pod Ułą ruszyły wzdłuż północnego brzegu Dźwiny na Połock i 14 września stanęły obozem 2 km na wschód od Wielkiego Posadu. Wały miejskie były już jednak odbudowane z poprzednich zniszczeń, a dawni mieszkańcy zastąpieni wiernopoddańczą ludnością. 16 września dołączył do Polaków Radziwiłł z głównymi siłami litewskimi liczącymi ok. 10 tys. żołnierzy w większości służby ziemskiej. Oddziały zaciężne litewskie szacować można na 3 tys. jazdy i 600 piechoty. Przeważali w nich zresztą Polacy służący na żołdzie litewskim.
Prowadzona przez blisko trzy tygodnie blokada twierdzy przy pomocy blisko 20-tysięcznej armii nie przyniosła jednak pomyślnego rezultatu. Próby wywabienia załogi w pole w celu stoczenia bitwy nie powiodły się. Wojsko litewskie zajęło przypuszczalnie pozycje na wschód od miasta, a polskie za Połotą od północnej i zachodniej strony. Iwan Groźny wysłał na odsiecz Połocka następny oddział dowodzony przez chana kazańskiego Semena Kasajewicza (dowódcę pułku prawej ręki w czasie oblężenia 1563 r.), ale ten w pobliże twierdzy wcale nie dotarł. Radziwiłłowi do skutecznego ostrzeliwania umocnień połockich brakowało dział, których nie wysłano z Wilna z powodu wybuchłej tam zarazy. Hetman litewski nie miał też fachowego przygotowania do prowadzenia oblężenia. Puszczanie własnej spieszonej jazdy pod mury było zbyt ryzykowne. Powodowany zaś niechęcią osobistą do Polaków, nie chciał też Radziwiłł przekazać inicjatywy Leśniowolskiemu, by ten pokierował atakiem zaciężnej piechoty. Znajomość umocnień i doświadczenie w walkach oblężniczych Wierzchlejskiego mogły być szczególnie przydatne przy opanowywaniu miasta, w którym można by było doczekać się przybycia artylerii. Hetman litewski nie odznaczał się jednak w swych działaniach uporem czy konsekwencją. Wiadomo tylko o dwóch szturmach polskich zza Połoty, ale z powodu braku wyłomów w fortyfikacjach były one z góry skazane na niepowodzenie. Na pomoc garnizonowi Połocka wyruszyły z Wielkich Łuków znaczne siły moskiewskie pod wodzą kniaziów Wasyla Serebriannego i Iwana Prońskiego. Hetman Radziwiłł nie podjął z nimi walki. W dn. 4 października zwinął oblężenie i zarządził odwrót za Dźwinę.
Skupiając uwagę na Połocku, a później rozpuszczając wojsko, nie zadbał hetman litewski o należyte zabezpieczenie w załogę atakowanych już w lipcu Jezierzyszcz. W konsekwencji w październiku 1564 r. wyruszyły ze Smoleńska drogą przez Wieliż znaczniejsze siły moskiewskie dowodzone przez Jurija Tokmakowa, które połączyły się z oddziałem Kasajewicza, aktualnie niezatrudnionym po odstąpieniu Litwinów spod Połocka. Wskutek braku rozpoznania ze strony litewskiej i szybkiemu marszowi, nieprzyjaciel zaskoczył zarówno załogę w Jezierzyszczach, jak i Paca w Witebsku, który nie był już w stanie posłać odsieczy. 6-go listopada zamek podpalono, wskutek czego załoga zmuszona była opuścić umocnienia i próbując się przebić wyległa w pole. Otoczona i zaatakowana tu przez przeważające siły moskiewskie, po dzielnej obronie została prawie w całości wycięta przez bojarską jazdę. Zginął m.in. sam komendant Jezierzyszcz, polski rotmistrz spod dalekiej Łęczycy, Jan Dzierzaziński, a starosta Marcin Ostrowicki dostał się do niewoli. Oddziały moskiewskie zajęły całą włość jezierzyską i uświacką, przesuwając tym samym granice moskiewskie do linii Dźwiny i zagrażając bezpośrednio Witebskowi.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 183-187
"...W przewidywaniu zimowej ofensywy moskiewskiej Zygmunt August znów zarządził zbieranie się pospolitego ruszenia w Mińsku. Nakazał też umocnić pograniczne większe zamki: Suraż, Dryssę i Dzisnę nad Dżwiną oraz Dubrownę i Rudoml. Mniejsze gródki miały być spalone, by nie podzieliły losu Jezierzyszcz. Początkowo zamierzał król w okresie zimy jedynie się bronić, a dopiero wiosną następnego roku, po wzmocnieniu sił wojskowych, przejść do ofensywy. Ewidentnym błędem było więc przeprowadzenie na szeroką skalę zaciągów na ziemiach koronnych jesienią, skoro nie zamierzano ich użyć do działań zaczepnych, a jedynie utrzymywać na głębokim zapleczu kosztem wielkiego wysiłku finansowego państwa. Dopiero pod wpływem Radziwiłła Czarnego, obawiającego się rozejścia zdemoralizowanego bezczynnością żołnierza, Zygmunt August zmienił plany i postanowił wyprawić armię w głąb terytorium moskiewskiego jeszcze zimą. Służba ziemska i poczty pańskie zbierały się jednak opieszale i nie przejawiały większej ochoty do walki. [...] Rozbudowane o nowe zaciągi piechoty znaczne siły koronne, liczyły blisko 13 tys. żołnierzy (7750 jazdy i 5000 piechoty). Skład ich przedstawiał się następująco: jazda - grupa M. Sieniawskiego - 1500 koni stary zaciąg kwietniowy S. Leśniowolskiego - 2850 koni nowszy zaciąg czerwcowy - 2000 (?) koni najnowszy zaciąg wrześniowy - 1400 (?) koni razem - ok. 7750 koni piechota - stary zaciąg kwietniowy S. Leśniowolskiego - 2600 drabów nowszy zaciąg czerwcowy - 1000 (?) drabów najnowszy zaciąg wrześniowy - 1400 drabów razem - ok. 5000 drabów Wojska te rozłożone były po zamkach i na leżach zimowych w głębi kraju. Dopiero jednak po upomnieniach królewskich Leśniowolski wysłał na początku stycznia 1565 r. do zagrożonego Witebska 2 tys. żołnierzy pod dowództwem rotmistrza potocznego Mikołaja Potockiego dla obserwowania ruchów nieprzyjaciela. [...] Pozostałe oddziały polskie dopiero się przygotowywały do zajęcia nowych stanowisk w pobliżu Dryssy, Dzisny i Witebska. […] Dyscyplina wśród żołnierzy koronnych podupadła. Wskutek braku wypłat zaległego żołdu i niedostatku żywności rabowano miejscową ludność (zwłaszcza na Podlasiu). Coraz częściej zarówno pojedynczy żołnierze, jak i całe chorągwie, opuszczały szeregi wojska. Wiele oddziałów starego zaciągu (z lat 1562-1564) król musiał rozpuścić. W rezultacie na początku 1565 r. siły koronne na Litwie zmalały szybko do ok. 10 tys. żołnierzy.
W końcu stycznia 1565 r. kniaziowie Andrzej Kurbski i Bohusz Korecki wyprawili się przez Newel w ziemię wielkołucką. Dysponowali znacznymi siłami (jakoby 15 tys. jazdy), w tym oddziałami złożonymi z Tatarów litewskich i uchodźców moskiewskich. Nieliczną piechotą (500 drabów Aleksandra Gwagnina z Witebska) zablokowano Newel i ruszono na Wielkie Łuki. Dzięki dobrej znajomości terenu udało się Kurbskiemu otoczyć pułk moskiewski złożony z Tatarów kazańskich, zapędzić go na moczary rozciągające się na północ od Wielkich Łuków i zniszczyć. Wyprawa zimowa Kurbskiego nie przyniosła, poza spustoszeniem szerokiego pasa ziem moskiewskich, żadnych korzyści terytorialnych. Zachęcony powodzeniem kniaź począł nalegać, aby król powierzył mu 30-tysieczną armię, z którą zamierzał opanować Moskwę. Oddanie mu jednak dowództwa nad całą armią królewską, było dla Zygmunta Augusta pomysłem zgoła fantastycznym. Dogodny moment, w którym opozycja bojarska w Moskwie dysponowała siłą zbrojną, Kurbski cieszył się wśród niej znacznym autorytetem, a Iwan Groźny nie miał jeszcze swych opryczników, przeminął bezpowrotnie.
Do przeprowadzenia uderzeń na kierunkach pomocniczych i odwrócenia uwagi od głównej wyprawy litewskiej, król użył zaciężnych wojsk polskich. Zawiodła jednak synchronizacja działań i Polacy - zamiast wyprzedzić uderzenie Kurbskiego - wyruszyli z pozycji wyjściowych dopiero wówczas, gdy kniaź był już pod Wielkimi Łukami. Siły koronne zostały rozdzielone na dwa 2-3 tysięczne oddziały. Pierwszą grupą dowodził Stanisław Cikowski, który jako „wiceregent wojska polskiego w WKs. Litewskim" wydał w Bornie 14.11 przed wyruszeniem do Krasnego Horodka artykuły wojenne. […] Po otrzymaniu wiadomości o zwycięstwie Kurbskiego i spustoszeniu przez niego okolic Wielkich Łuków, Cikowski zrezygnował z marszu na północ i ruszył w przeciwnym kierunku, by następnie posuwając się na wschód przez Orszę i Dubrownę wtargnąć w granice moskiewskie i podejść pod Smoleńsk. Jego wojsko było jednak zbyt słabe, by móc oblegać tak potężną twierdzę. Polacy rozbili więc tylko, będące w okolicy, oddziały moskiewskie (przybyły one z Wielkich Łuków pod dowództwem Iwana Szujskiego i Iwana Szeremietiewa), wzięli 3 tys. jeńców i spalili przedmieścia Smoleńska. Następnie Cikowski pomaszerował w ziemię siewierską, złupił i spalił szereg włości (po Mglin?), po czym zawrócił z powrotem na Litwę. Jeszcze później, bo dopiero na początku marca wyruszył na północ oddział dowodzony przez podkomendnych zmarłego w lutym Stanisława Leśniowolskiego: Jakuba Secygniowskiego i Stanisława Górkę. Przeprawiwszy się przez Dźwinę dowódcy polscy zamierzali - zapewne przez zaskoczenie - zdobyć Krasnogródek (Krasny Horodek) moskiewski. Atak przeprowadzony 5 marca jednak nie udał się. Odparci od zamku ze stratą kilku zabitych, Polacy rozpuścili zagony, złupili i spalili okoliczne osady i wrócili na Litwę. Stacjonujący niedaleko Szadowa starosta żmudzki Jan Chodkiewicz ściągnął od kniazia Aleksandra Połubińskiego z Inflant część żołnierzy litewskich i tatarskich. Zamierzał dołączyć do Polaków pod Krasnogródkiem, ale stracił z nimi łączność. Zrezygnował więc z wyprawy i postanowił jedynie strzec przeprawy przez Dźwinę i osłaniać Żmudź przed ewentualnymi atakami moskiewskimi. Wyprawy te, przedsięwzięte przypuszczalnie siłami wyłącznie jazdy, przeobraziły się więc szybko w niszczące zagony i nie przyniosły zdobyczy terytorialnych. W dalszym ciągu brak było koncepcji użycia w walkach oblężniczych ok. 5 tys. piechoty koronnej i znacznej przecież liczby dział przetrzymywanych w Wilnie.
Z innych wypraw podjętych w 1565 r. odnotować należy ponowny zagon Filona Kmity na Poczep. Miasto zostało zniszczone i spalone, a w ręce litewskie dostały się znaczne łupy. Po pustoszącym ziemię siewierską rajdzie po Starodub, Kmita zawrócił z powrotem do Orszy. Współdziałający z nim wojewoda kijowski i marszałek ziemi wołyńskiej Konstanty Wasyl Ostrogski z tysięcznym zapewne oddziałem Kozaków grodowych dokonał wypadu pod Czernihów. Działania wojenne prowadzone rozproszonymi, głównie konnymi siłami, rwały się więc nie przynosząc widocznych efektów w postaci zdobytych zamków. Brakowało ogniowego wsparcia liczniejszej artylerii i piechoty. Nadal zawodziło naczelne dowództwo, współdziałanie sił polskich z litewskimi, rozpoznanie i łączność między poszczególnymi grupami wojska. Przede wszystkim jednak brakło jasnego i dopracowanego w szczegółach planu wojennego i konsekwencji w jego realizacji..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 187-190
"...Rok 1565 rozpoczął się zamknięciem cieśniny Sund przez Fryderyka II, co godziło w interesy handlowe Gdańska. Duńczycy zatrzymywali pod Helsingór i brali w areszt okręty gdańskie. Dopiero po polskiej interwencji otworzono cieśninę dla miast pomorskich. Szczęście wojenne sprzyjało Szwedom, którzy na lądzie zdobyli miasto i zamek Varberg. Na morzu flota szwedzka (50 okrętów) rozbiła w maju koło Bornholmu kaprów lubeckich, którzy stracili 4 okręty. Bitwa morska szwedzko-duńska koło Rugii (7.VII) pozostała nierozstrzygnięta. Dowództwo polskie postanowiło w tej sytuacji wykorzystać ogołocenie Inflant z wojsk szwedzkich do opanowania ważnej strategicznie Parnawy. Najbardziej zainteresowani w osiągnięciu tego celu byli: administrator inflancki Gotard Kettler działający jako książę Kurlandii i Semigalii w interesie swego rodu oraz pałający chęcią zemsty za doznane niepowodzenie w walkach ze Szwedami jego dowódca Kaspar von Oldenbokum. Obaj dążyli do założenia w Inflantach księstwa pod protektoratem Polski. Zdobycie Parnawy zabezpieczało im zaplecze i umożliwiało wyparcie Szwedów z Estonii. Dla Zygmunta Augusta i jego polsko-litewskich dowódców port ten mógł się stać bazą wypadową dla polskiej floty na północny Bałtyk i umożliwić współdziałanie morsko-lądowe sił zbrojnych w Zatoce Ryskiej i Fińskiej. Cel ten wydawał się łatwy do osiągnięcia ze względu na nastroje mieszkańców Parnawy sprzyjających Polakom i wrogo nastawionych wobec Szwedów..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 234
"...Parnawa leżała na płaskim, piaszczystym wybrzeżu, za którym w głąb lądu ciągnęły się liczne bagna i lasy. XIV-wieczny zamek i otoczone murami miasto wzniesione były na prawym północnym brzegu rzeki o tej samej nazwie. Przy ujściu znajdował się port, ale w górę Parnawy mogły wpływać tylko niewielkie statki z powodu piaszczystej mielizny i niskiego stanu wody. W Parnawie załogą stała nadworna chorągiew szwedzka. Król Eryk XIV wypowiedział jej służbę, przy czym w czasie rozliczenia nie wypłacono zaciężnym całej sumy. Postanowili więc żołnierze szwedzcy zemścić się, korzystając z nieobecności namiestnika królewskiego Andrzeja Persena przebywającego wówczas w pobliskim dworze Audor (ob. Audru). Nawiązali kontakt z Kettlerem stacjonującym zapewne ze swą rajtarią w odległym 60 km na południe Salis i obiecali wydać miasto w jego ręce. W umówionej nocy z 25 na 26 kwietnia spiskowcy wyprawili pożegnalną ucztę w domu rajcy parnawskiego Klausa Zinte, spili go i zabrali klucze, a następnie otworzyli bramy i wpuścili do miasta oddział Kettlera. Rajtarzy kurlandcy rzucili się na pijanych i bezbronnych Szwedów, wycięli ich i wystrzelali. Doszło do krwawych walk w mieście, w czasie których wielu zdrajców zginęło, m.in. pochodzący z Miśni rotmistrz Kunc von Ende. Znaczną liczbę domów w mieście spalono. Wsparci zapewne przez mieszczan żołnierze Kettlera opanowali Parnawę i tylko niewielka grupa żołnierzy szwedzkich zbiegła do zamku, gdzie zatoczywszy działa na mury poczęła się bronić.
Rozpoczęło się regularne oblężenie zamku parnawskiego. Brało w nim udział 500 zaciężnych (400 jazdy i 100 piechoty), ale brak jest informacji, jak liczne chorągwie polsko-litewskie operowały wówczas w północnej Liwonii. Możliwe, że książę Aleksander Połubiński, dysponując wówczas jazdą liczącą ok. 1000 koni, podesłał Kettlerowi część swych sił. Wzmocnione w ten sposób wojsko królewskie pod Parnawą zdobyło Audor i wzięło do niewoli szwedzkiego namiestnika Andrzeja Persena. Niepłatni żołnierze szwedzcy oddali też w ręce polskie dwa dalsze zamki znajdujące się w pobliżu miasta. Dnia 9 czerwca, po sześciotygodniowym oblężeniu, załoga szwedzka w zamku parnawskim skapitulowała..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 234-236
"...Sukces parnawski skłonił monarchę i Mikołaja Czarnego do podjęcia dalszych działań zaczepnych. Po zlikwidowaniu bowiem na swym zapleczu ośrodka nieprzyjacielskiego oporu i zapewniwszy sobie bezpieczeństwo linii komunikacyjnych, można było przystąpić do ofensywy w Estonii
W czerwcu Oldenbokum ruszył z Parnawy na północ przez Marjamaa i usiłował zdobyć Rewel. Próba się nie udała. Wojska królewskie zostały odparte z dużymi stratami, a sam Oldenbokum zginął w walce. Wycofując się spustoszyły środkową Estonię, paląc, grabiąc wsie i miasteczka oraz uprowadzając ludność w niewolę.
W lipcu do kontrofensywy przystąpiła Szwecja. Eryk XIV polecił swemu dowódcy Henrykowi Classonowi Hornowi odbić Parnawę. Mäns Ille z 9 okrętami wpłynął do Zatoki Rysldej, spustoszył wybrzeża duńskiej wyspy Ozylii oraz Kurlandii. Szwedzi postanowili odciąć Parnawę od polskiego zaplecza i przypuszczalnie dokonali desantu morskiego w Ezel (Andzel, łot. Traimani), na północ od Salis, 45 km na południe od portu parnawskiego. Dokonali tam znacznych spustoszeń, ale próba zaskoczenia Parnawy się nie powiodła. Horn ściągnął wysoką kontrybucję z Arensburga i z obfitą zdobyczą wycofał się do Rewla. Akcja szwedzka zmusiła Zygmunta Augusta do wysłania do świeżo zdobytej Parnawy w końcu lipca 30 centnarów 86 funtów prochu do dział, 5 cetnarów 27 funtów hakowniczego i prawie tyle samo ruszniczego.
Wobec napływających wiadomości o nieporozumieniach między Hornem a radą miasta Rewla Polacy znów poczęli snuć plany opanowania estońskiej stolicy. Z drugiej strony król duński Fryderyk II rozważał, czy nie wysłać swej floty ze znacznymi siłami, dokonać desantu i wyprzeć Szwedów nie tylko z Rewla, ale i z całej Estonii. Według traktatu polsko-duńskiego Parnawa miała wprawdzie przypaść Danii, ale z drugiej strony Zygmunt August zobowiązany był prowadzić wojnę w Inflantach własnymi siłami i środkami. Fryderyk II wolał, by ciężar obrony tego kraju dźwigał sojusznik. Dlatego - dopóki w Estonii panowali Szwedzi - odmawiał początkowo przejęcia Parnawy, by uniknąć nakładu na jej obronę. Dopiero zresztą 28.X 1565 r. król polski powiadomił Fryderyka o przejęciu tego miasta, proponując jednocześnie zamianę biskupstwa kurońskiego trzymanego przez Magnusa, na zamek i okręg Sonnenburg na Ozylii. Biskupstwo miało się dostać Kettlerowi. Do zamiany tej jednak nie doszło.
Jesienią 1565 r. Zygmunt August wzmocnił posiłkami stacjonujące w Inflantach wojska polsko-litewsko-niemieckie. W grudniu Kettler podjął nieudaną ofensywę na będący w rękach moskiewskich Dorpat. Oblegał tę twierdzę przez blisko dwa miesiące i nie uczyniwszy miastu żadnych szkód, zawrócił z powrotem na wiadomość o zagrożeniu swych tyłów przez Szwedów..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 236-237
"...Gotówki na wypłatę bieżącego żołdu dla polskich zaciężnych nadal jednak brakowało. Z trudem udało się królowi uprosić w sierpniu dowódców koronnych, by na pieniądze jeszcze poczekali. Przygotowania wojenne Litwy nie wykroczyły poza etap zbierania się pospolitego ruszenia pod Rakowem w pobliżu Mińska. Na opieszałych, wprost niezaradnych działaniach organizacyjnych minęło lato. W rezultacie Zygmunt August zmuszony był 16 października rozpuścić szlachtę do domów. Nowe widoki na zawarcie rozejmu z Moskwą utwierdzały go w niechęci do podejmowania działań zbrojnych.
W końcu 1565 roku doszło po dłuższej przerwie do poważniejszych starć na terenie Inflant. W grudniu Kettler z wojskiem niemieckim podjął nieudaną ofensywę na Dorpat. Twierdzę tę oblegał mało energicznie i nieudolnie, po czym, nieuczyniwszy miastu żadnych szkód, zawrócił z powrotem. W czasie odwrotu był atakowany przez oddziały moskiewskie, a wielu żołnierzy niemieckich dostało się do niewoli. Wskutek intryg i zażaleń szlachty inflanckiej został Ketler wkrótce pozbawiony urzędu administratora kraju, a jego miejsce zajął starosta żmudzki Jan Chodkiewicz. Lepiej nieco powiodło się dowódcom polskim i litewskim. Gdy wojska moskiewskie oblegały Helmet i Karkus, będący w służbie litewskiej kniaź siewierski Bolko i starosta brasławski Jerzy Ościk nadeszli z odsieczą i odparli nieprzyjaciela od tych zamków. W 1565 r. liczne sukcesy w Inflantach odniósł polski rotmistrz Maciej Dembiński. Dowodząc załogą Ronnenburga pobił m.in. oddział moskiewski pod Hadzlem, a następnie spalił zamki nieprzyjacielskie Rakobor i Afelin. Do poważniejszych rozstrzygnięć na froncie inflanckim, podobnie jak litewskim, wówczas jednak nie doszło.
Rokowania pokojowe prowadzone przez panów litewskich i bojarów moskiewskich doprowadziły jedynie do zawarcia rozejmu na okres jednego roku do stycznia 1567 r. Kończył się trzeci okres wojny z Moskwą toczonej za ostatniego Jagiellona. Mimo znacznej, bo sięgającej 16 tys. żołnierzy pomocy Korony, wypadów kawalerii (6 większych zagonów) i 10 zwycięstw w polu, Litwa nie przejęła inicjatywy bojowej i nadal się jedynie broniła. Hajdy jazdy i zwycięskie starcia powstrzymały Moskwę od organizowania niszczycielskich najazdów na ziemie litewskie, ale - w przeciwieństwie do frontu inflanckiego - działania oblężnicze na pograniczu litewsko-moskiewskim kończyły się niepowodzeniami. Stracono Połock (II 1563), Jezierzyszcze (XI 1564) i bez skutku oblegano 5 twierdz będących w rękach moskiewskich (Wieliż, Połock, Smoleńsk, Krasny Horodolc, Dorpat). Sytuacja była niewyjaśniona i zanosiło się na dalsze przewlekanie wojny. Z jednej strony Polska i Litwa nie mogły przyjąć warunków stawianych przez Iwana Groźnego, a równających się kapitulacji, z drugiej zaś strony sytuacja po zdobyciu Połocka była dla cara zbyt korzystna, by można się było spodziewać ustępstw z jego strony. Rokowania pokojowe były dla niego tylko przykrywką dla zdławienia opozycji, uporządkowania wewnętrznego państwa i dalszych intensywnych przygotowań wojennych. Zygmunt August tracił okazję rozstrzygnięcia sporu środkami militarnymi w najdogodniejszym dla siebie okresie..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 191-192
"...W styczniu i lutym 1566 r. Horn przystąpił bowiem do nowej ofensywy. Dysponował jednak niewielkimi siłami. Z 700 rajtarami i 500 knechtami zaatakował Parnawę, ale znów bezskutecznie. Jeszcze w tym roku Szwedzi zapuścili się kolejny raz na południe i dotarli nawet do ziem arcybiskupstwa ryskiego. Wskutek intryg i zażaleń szlachty inflanckiej został Kettler w sierpniu 1566 r. pozbawiony przez króla urzędu administratora Inflant, a jego miejsce zajął starosta żmudzki Jan Chodkiewicz. Dowódcom polskim i litewskim udało się sparaliżować współdziałanie szwedzko-moskiewskie i nie dopuścić wojsk Iwana Groźnego pod Parnawę. Gdy obległy one Helmet i Karkus (ten drugi leżący na trakcie prowadzącym do odległej o 60 km. na zachód Parnawy), będący w służbie litewskiej kniaź siewierski Bolko i starosta brasławski Jerzy Ościk nadeszli z odsieczą i odparli nieprzyjaciela spod obu zamków. Również polski rotmistrz Maciej Dembiński dowodząc załogą w Rumborku (Ronneburgu) pobił oddział moskiewski pod Hadzlem (Andzel), a następnie spalił moskiewskie zamki Rakobor i Afelin. W 1566 r. nie doszło jednak do poważniejszych rozstrzygnięć zarówno na froncie moskiewskim, jak i szwedzkim - mimo apeli kierowanych przez Zygmunta Augusta do Chodkiewicza o podjęcie działań zaczepnych.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 237-238
"...Okres rozejmu 1566 r. Moskwa wykorzystała do umocnienia się na granicach litewskich. Stosowała swą ulubioną taktykę budowania zamków na spornych terenach. Jak pisał nuncjusz G. F. Commendone „upatrzywszy naprzód miejsce dogodne do obwarowania, ścinając w dalekich lasach mnóstwo drzew przydatnych (...), które obrobiwszy i pozaznaczywszy spuszczają z wodą, a gdy ta przypływa do swego miejsca, wyciągając na ląd i podług znaków na każdym drzewie, jedno przy drugim w ziemie wbijają...". Warownie drewniano - ziemne wznoszono w tajemnicy i tak szybko, tak skutecznie potrafiono ich bronić, że Litwini dowiadując się o nich zbyt późno, czuli się wobec takiego sposobu prowadzenia walki zupełnie bezradni. Tylko w ciągu dwóch lat (1566-1567) wojska moskiewskie wybudowały sześć zamków na pograniczu i wdarły się tym sposobem w głąb terytorium litewskiego bez konieczności toczenia walk w polu na ok. 60 km. W lipcu 1566 r. wzniesiono zamek Uświat w pasie leśnym pomiędzy Jezierzyszczami a Wieliżem, 40 km od litewskiego Suraża nad Dźwiną. W grudniu tego roku postawiono zamek Sokół nad Dryssą przy ujściu do niej Niszczy, 30 km od litewskiej Dzisny. Wreszcie przenieśli się Rosjanie na lewy brzeg granicznej Dźwiny, przełamując w ten sposób linię obronną tej rzeki. Przy ujściu Uły do Dźwiny, tam gdzie jeszcze dwa lata temu rozkładał się obozem Leśniowolski, teraz pobudowali zamek Ułę. Górując nad Litwą w budowie i obronie fortyfikacji, umacniała więc Moskwa konsekwentnie swą przewagę w walce pozycyjnej, która powoli zastępowała rozejm 1566 r. [...]
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 192
"...Do dużego napięcia w Prusach doszło w 1566 r. w związku z pochodem oddziału związanego z Janem Albrechtem pułkownika Pawła Wobesera z Lęborka. Hrabia Paweł Scalich i inni doradcy zniedołężniałego księcia Albrechta, planujący wprowadzenie na namiestnictwo w Prusach księcia meklemburskiego, postanowili ściągnąć Wobesera do Królewca. Zaciąg do tysięcznego oddziału rajtarów przeprowadzono pod hasłem pomocy dla króla duńskiego Fryderyka II. Wobeser werbował rajtarów w swych rodzinnych stronach na Pomorzu i w Prusach. Wobec odmowy przyjęcia na służbę przez Fryderyka II, Albrecht ofiarował oddział Zygmuntowi Augustowi, ale żołd miał być opłacany ze skarbu koronnego. Król wyraził zgodę i polecił wysłać rajtarów w okolice Rygi, gdzie mieli złożyć przysięgę przed polskim wysłannikiem. Albrecht zażądał zaś od księcia kurlandzkiego Kettlera, by ponaprawiał drogi dla jazdy Wobesera, która 31 lipca I566 r. miała się znaleźć w Goldingen i rozpocząć tam ćwiczenia. Książę szczeciński Barnim, bojąc się represji szwedzkich, nakazał przeprowadzić oddział przez terytorium pomorskie małymi grupkami. Ten sposób przerzucania żołnierzy był o tyle korzystny, że nie narażał miejscowej ludności na ekscesy ze strony wojska.
Wobeser rozłożył swych żołnierzy w Prusach Królewskich i nie spieszył się do Inflant pod komendę hetmana Chodkiewicza. Grupa Scalicha postawiła mu bowiem zadanie wymuszenia na stanach Prus Książęcych zgody na namiestnictwo księcia Jana Albrechta. Przedstawiciele szlachty pruskiej skłonili wówczas senat koronny do wydania zakazu przeprawy oddziału przez Wisłę. Natychmiast Wobeser ruszył swoich rajtarów, którzy grupami poczęli ciągnąć w stronę rzeki. Kasztelan gdański Jan Kostka rozstawił straże u przepraw i kazał nawet zatopić jeden prom po stwierdzeniu, że przewoźnik przeprawił pewną liczbę jeźdźców. Wobeser z większą grupą jazdy pozostał w Gdańsku i okolicach, przekonawszy władze miejskie dokumentami, że dąży na pomoc królowi przeciw Moskwie i Szwecji. Pomimo blokady, opanował wkrótce jeden większy prom gdański i przedostał się do księstwa pruskiego. Strażom pruskim Kostki nie udało się zablokować linii Wisły. W sierpniu rajtarów Wobesera spotkać więc można było na drogach prowadzących do Królewca. Doradcy Albrechta zezwolili im ściągać żołd z miejscowej ludności.
W tej sytuacji Zygmunt August zakazał kategorycznie przebywającemu w Gdańsku księciu Janowi Albrechtowi przyjeżdżać do Prus Książęcych, a do Królewca wysłał swych komisarzy (Jana Kostkę, Piotra Zborowskiego, Jana Służewskiego i Mikołaja Firleja) na czele 250-konnego orszaku. Tymczasem członkowie rady książęcej będący zwolennikami interwencji polskiej (m.in. kanclerz Jan i burgrabia Krzysztof Kreutzenowie, Eliasz Kanitz) zostali zdymisjonowani. Zbiegli na Warmię, ale dysponowali jedynie niewielkimi pocztami prywatnymi. Stąd też na audiencji u Zygmunta Augusta Kanitz doradzał, by w wypadku oporu Jana Albrechta wobec komisarzy królewskich stanęło przy granicy pruskiej 2-3 tys. jazdy polskiej. W Królewcu stany opowiedziały się za komisją królewską, a ta obsadziła drogi wokół pruskiej stolicy. Książęcy radcy Jan Schnell i Matias Horst namówili wówczas Albrechta do zamachu na życie komisarzy w dniu 4 września. Sygnałem do ataku knechtów miał być wystrzał armatni do wychodzących z zamku wysłanników królewskich.
Tymczasem oddział Wobesera przeprawił się przez Pregołę i zbliżał się od północnego wschodu do Królewca. Spiskowcy ściągnęli pod miasto najpierw 600 rajtarów, a następnie 500 z ziemi pomorskiej. Zamierzali wpuścić tę jazdę do Starego Miasta i „Mebel zamek Pelikanowi słudze książęcia meklemburskiego oddać". Zapewne Pelikan był już w Królewcu, a przejąć miał jego część najmniejszą i najsłabiej ufortyfikowaną zwaną Loebenicht (Lipnik) przylegającą od wschodu do Starego Miasta, nad którym od północy górował zamek. Do wybuchu walk jednak nie doszło. Przy wyraźnie prokrólewskiej postawie stanów, wszelkie plany zbrojnego oporu ze strony grupy Skalicha skazane były na niepowodzenie. Tym bardziej, że Jan Albrecht odcięty w Gdańsku nie podjął aktywniejszych działań. Wobeser, zdający sobie sprawę ze szczupłości swych sił, uchylił się od wkroczenia do miasta, a nad wszystkimi oponentami wisiała groźba użycia przez króla polskiego regularnej armii koronnej.
Żołnierze Wobesera otrzymali żołd za 3 i pół miesiąca oraz sukno za 1000 talarów. Odstąpili więc od murów, a dowódca poprowadził ich leśnym traktem przez Kaymen i Labiawę na północny wschód. Po dotarciu nad Niemen rajtarzy rozbili się obozem w Tylży. Kaznodzieje współpracujący ze Skalichem zostali aresztowani. Słudzy komisarscy rozstawieni pod miastem schwytali Jana Schnella. Wraz z Matiasem Horstem został on skazany na karę śmierci. Według ugody Albrechta ze szlachtą z 4.X 1566 r. zakazano księciu bez zezwolenia stanów zawierać przymierza polityczne i przyrzekać pomoc zbrojną obcym władcom. Rajtarzy zostali w większości wzięci na żołd królewski, a Albrecht prosił Kettlera o ściganie i aresztowanie Wobesera. Na początku listopada król zawiadomił Chodkiewicza, że książę kurlandzki rzeczywiście ujął pułkownika rajtarów. Mimo zatargu Albrechtem o żołd i groźby procesu, Wobeser został wkrótce zwolniony i powrócił do Lęborka.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 251-253
"...Ofensywę podjęto dopiero w styczniu 1567 r. wykorzystując fakt, że skute lodem rzeki i bagna ułatwiały działania jeździe polsko-litewskiej. Hetman inflancki Jan Chodkiewicz zamierzał wbić się klinem między wojska szwedzkie i moskiewskie, by uniemożliwić im w przyszłości współdziałanie. Wiedząc o oddziałach szwedzkich operujących między Jeziorem Vórtsjarv a moskiewskim Dorpatem, wysłał tam kasztelana mińskiego i starostę dyneburslciego, dworzanina królewskiego Mikołaja Talwosza z kilkutysięcznym wojskiem. Jazda polsko- litewska ruszyła z Helmet na północny wschód i przez Ringen (est. Róngu) maszerowała na Dorpat. Strażą przednią dowodził zapewne Mikołaj Solecki, który „naprzód się z rotą swą potkał". Dopadł on i pobił Szwedów pod Kirumpa (est. Kirupjaa koło ob. Elva). Wojsko Talwosza - mimo że znajdowało się tylko 25 km od Dorpatu - skręciło następnie na północ i posuwając się na wschód od Jeziora Vórtsjarv przypuszczalnie powtórnie rozgromiło Szwedów nad Moizą (est. rzeka Emajógi). Stąd ruszono w kierunku Białego Kamienia. Na granicy okręgu Harrien i Wirland w południowej Estonii zastąpił Talwoszowi drogę sam szwedzki wódz Horn z kilkutysięcznym wojskiem wspartym przez siły miejskie Rewla. W lesistym terenie przy młynie Runafer doszło 2.II 1567 r. do bitwy, w której litewski dowódca po raz trzeci odniósł świetne zwycięstwo, zadając Szwedom straty przekraczające 2 tys. ludzi. Wzięto 400 jeńców, przejęto broń palną, a zdobyczne chorągwie szwedzkie i rewelskie odesłano do Wilna. Ścigał następnie Talwosz rozbite oddziały szwedzkie aż pod sam Rewel, ale dysponując tylko jazdą nie pokusił się o oblężenie estońskiej stolicy
Pomyślne działania wojenne prowadzone przez Chodkiewicza w Inflantach zmusiły Szwedów do starań o pomoc moskiewską. W lutym 1567 r. Iwan Groźny podpisał w Moskwie nowy traktat zaczepno-odporny z Erykiem XIX obiecując bronić go 30-tysięczną jazdą. W obliczu mającej nastąpić ofensywy szwedzko-moskiewskiej w Inflantach Zygmunt August czynił starania o pieniądze na wypłatę zaległego żołdu załodze parnawskiej. Knechci niemieccy wzbraniali się wyjść z zamku, dopóki nie otrzymają należności. Z uchwalonego podatku dopiero w lipcu udało się Chodkiewiczowi opłacić zaciężnych parnawskich za pośrednictwem rotmistrza Henryka Duthehera. Mieszkańcy Parnawy sprzyjali królewiczowi duńskiemu Magnusowi, dlatego też Fryderyk II zmienił zdanie i prosił króla polskiego o wydanie jej swemu bratu z bronią i całym wyposażeniem. Ponowił żądania na początku września pod wpływem wieści o zastawie zamku żołnierzom i zamiarach Kettlera zabrania dział z miasta. Zygmunt August zwlekał z odpowiedzią, tymczasem Ryga i Parnawa otwarcie popierały Magnusa, zasilając jego obóz na Ozylii żywnością. Oba ośrodki miejskie mogły sobie pozwolić na większą samodzielność niż stany inflanckie, gdyż - zabezpieczone potężnymi obwarowaniami - w mniejszym stopniu obawiały się Moskwy i Szwecji. Mimo wzniesienia blokhausu koło Dynemuntu o zamknięcia w ten sposób ujścia Dźwiny, władze Rygi nie chciały wpuścić żołnierzy Chodkiewicza w obręb murów miejskich.
Wobec rodzących się nieporozumień o Parnawę król polski pomagał swemu duńskiemu sojusznikowi, a nawet i Magnusowi wsparcia nie odmawiał, gdy Szwedzi wpadali na Ozylię. Flota kaperska licząca ponad 30 okrętów operowała więc w Zatoce Ryskiej, ale jej baza została 27.11 1567 r. przeniesiona przez Zygmunta Augusta z Gdańska do Pucka. Stało się to wskutek skarg kupców gdańskich, których statki w ramach represji były przechwytywane na wodach poszkodowanych państw. Decyzja królewska nie była korzystna dla floty polskiej. Została ona przeniesiona z najlepszej liazy morskiej do portu rybackiego oddzielonego płytką wodą i mieliznami od pełnego Bałtyku i zamarzającego w zimie. Ponadto Puck leżał dosyć daleko od głównego szlaku morskiego, a dojście do niego było utrudnione przez wiatry zachodnie, które przy ówczesnym stanie nawigacji stanowiły dużą przeszkodę. Do największych osiągnięć kaprów można zaliczyć przechwycenie w 1567 r. całej floty kupieckiej płynącej z Dieppe do Narwy. Straty kupców francuskich wyniosły wtedy 100 tys. talarów.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 238-239
Wiosną 1567 r. Iwan Groźny wzmógł akcję budowania nowych zameczków na pograniczu litewskim. W kwietniu 1567 r. do Wilna napływały wieści o zbieraniu się oddziałów moskiewskich nad rzeką Ułą w celu budowania warowni w Czaśnikach oraz nad rzeczką Sorycą, blisko 30 km od Witebska. Jednocześnie dowódcy moskiewscy rozpoznawali teren nad rzeką Turowlą (20 km na południe od Połocka) planując tam budowę kolejnego zamku. Moskwa wyraźnie dążyła do rozszerzenia przyczółka uławskiego na lewym brzegu Dźwiny, przez co zabezpieczała sobie Połock od południa na kierunku Mińsk - Borysów, a jednocześnie odcinała Witebsk, któremu pozostawało jedyne połączenie z Litwą przez południowy szlak na Orszę. Stąd też w kwietniu Chodkiewicz przydzielił po kilkuset kozaków grodowych Konstantemu Wiśniowieckiemu i Marcinowi Jacyniczowi, wysłał ich do Czaśnik i nad Sorycę, a Gwagninowie otrzymali polecenia prowadzenia dalszych prac fortyfikacyjnych w Witebsku. Rotmistrze litewscy zapuszczając się na prawą stronę Dźwiny w pobliże Sitna znieśli 300-konny podjazd moskiewski, zdobyli lalka działek, 120 hakownic oraz transport kul i prochu.
Hetman dworny Sanguszko snuł plany budowy wzorem moskiewskim szeregu warowni w miejscach zagrożonych przez nieprzyjaciela. Z polecenia królewskiego miał już przystąpić do budowy zamku Sorycy, ale wraz z Konstantym Wiśniowieckim proponował też dodatkowo zbudować zamek na Turowli. Powstrzymałoby to rozszerzanie się przyczółku moskiewskiego na lewym brzegu Dźwiny, odcięłoby Ułę od dowozu żywności, a w konsekwencji doprowadzić by mogło do opanowania tego zamku i wyparcia oddziałów moskiewskich za rzekę. Wzniesiono jednak tylko zamek w Krywinie (koło Witebska), do którego posłano z Borysowa 4 lekkie działka, 60 hakownic z Wilna, 200 rusznic, kule, proch i ołów. Plany energicznego i przedsiębiorczego Sanguszki nie zyskały aprobaty hetmana wielkiego Chodkiewicza, który uważał, że należy najpierw umocnić Dryssę, Woroniec, Lepel, Czaśniki i Sorycę. W ten sposób ostrożny Chodkiewicz cofał się na choć szczelną, to jednak już drugą linię obrony, oddając w ręce nieprzyjaciela obszerny trójkąt terytorium litewskiego pomiędzy Połockiem, Dźwiną i traktem czaśnickim. Nie tylko zresztą w tym punkcie planu wojennego dochodziło do sporów hetmana wielkiego z dwornym. Sanguszko świadomie przyjmował narzucony przez Moskwę sposób walki pozycyjnej. Chodkiewicz, wychowany w starej szkole radziwiłłowskiej, był zwolennikiem wyprowadzenia w pole całej armii z królem na czele, która po walnym zwycięstwie w polu zmusiłaby zamld moskiewskie do kapitulacji. U obu zresztą hetmanów widoczny był brak jasno określonego głównego celu strategicznego działań, którym na tym odcinku frontu mógł być tylko Połock. Koniecznym więc było zorganizowanie licznej, nierozproszonej armii polsko-litewskiej. Senat koronny odniósł się jednak negatywnie do udzielenia wydatniejszej pomocy Litwie, rozdrażniony niechętną postawą magnatów litewskich do zawarcia ściślejszej unii polsko-litewskiej. Jeśliby król wyruszył osobiście na wyprawę przeciwko Moskwie, to senatorzy zgadzali się jedynie na wyasygnowanie odpowiedniej kwoty na przydzielenie mu dla ochrony oddziału wojska koronnego. W rezultacie na Litwie i w Inflantach w latach 1567-1568 służyło zaledwie 1000-1500 żołnierzy polskich. Niezależnie od tych sił zaciężnych rozbudowano koronne wojsko nadworne króla do 2400 jazdy. Zygmunt August wyznaczył popis w Bielsku lub Brześciu na dzień l.V 1567 r. Wojska litewskie zebrać się miały w ciągu maja w Mołodecznie. Centralnie położone miejsce koncentracji nie wskazywało jeszcze, w jakim kierunku ruszy główne uderzenie - na Smoleńsk czy Połock. Mobilizacja litewska przebiegała jednak tak powoli, że większość chorągwi stanęła w Mołodecznie dopiero na początku października.
"...Wywiad litewski i rabunkowe wyprawy kozaków witebskich Biruli i Sewriuka dostarczyły wiadomości o koncentracji znacznych sił moskiewskich w Połocku i Ule. W związku z tym Chodkiewicz wypełniając polecenie królewskie, nakazał w czerwcu 1567 r. Sanguszce obsadzić Czaśniki. Po przybyciu na miejsce hetman dworny stwierdził, że rzeczywiście 8-tysięczna armia moskiewska przeprawiła się pod Ułą przez Dźwinę i rozłożyła się obozem na uroczysku Susza, zaledwie 27 km na północ od Czaśnik. W wojsku tym dowodzonym przez Piotra Serebriannego znalazł się silny oddział tatarski Amurata. Dalsze rozpoznanie przyniosło wiadomości, że dowódca moskiewski Jurij Tokmakow z wydzielonym oddziałem rozpoczął budowę zamku Kopje na wyspie jeziora Susza. Celem tej akcji było przede wszystkim odcięcie Witebska od traktu prowadzącego na zachód do Czaśnik. Prace fortyfikacyjne osłaniane były przez rozmieszczone w odległości ok. 5 km główne siły moskiewskie. Warownia została szybko wzniesiona i wyposażona w broń (m.in. 17 dział) i żywność. Jedynym więc sposobem na wyparcie Rosjan było uderzenie na grupę Serebriannego.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 192-195
"...Sanguszko rozesłał natychmiast rozkazy do stacjonujących w pobliżu rotmistrzów, by przybywali ze swoimi chorągwiami do Czaśnik. Zdołał jednak zebrać tylko 6 chorągwi jazdy litewskiej i 3 roty piechoty polskiej i kozackiej - w sumie 1900 żołnierzy (1350 jazdy i 550 piechoty). Z tak nielicznym oddziałem wyruszył Sanguszko 20 lipca 1567 r. z Czaśnik. Akcję przeprowadził w sposób mistrzowski. Na pięć dni zapadł się z wojskiem w lasach i zachowując niezwykłą czujność obserwował z ukrycia obóz Serebriannego. Dokładne rozpoznanie przyniosło informacje dotyczące nieprzyjacielskiego ubezpieczenia i pozwoliło na przeprowadzenie zaskakującego uderzenia. W nocy z 24 na 25 lipca Litwini otoczyli i zniszczyli przednią straż moskiewską złożoną ze 100 jeźdźców Zapewne nikomu z tego oddziału nie udało się zbiec i zaalarmować reszty wojska. […] Przed świtem Litwini uderzyli na obóz nieprzyjacielski. Drewniane zapory i palisady chroniące jego ściany zostały rozerwane. Zadanie to należało do piechoty polskiej i kozackiej. Wiadomo, że w bitwie tej Kozakami dowodzili Bogdan Telica (Cielica) i Hrehory Oskierka, a polskimi rotami Benedykt Dymitrowski (200 drabów) i Rusiecki (200). Ze względu na moment za-skoczenia strzelcy ruszyli pod umocnienia bez rusznic i półzbrojków, jedynie z siekierkami, toporkami i mieczami. Gwałtowność i szybkość ataku spowodowała zamieszanie wśród zaskoczonych żołnierzy moskiewskich, którzy w ciasnocie nie byli w stanie sformować szyków bojowych. Walka wręcz szybko zmieniła się w rzeź Rosjan i Tatarów. Jeśli wierzyć kronikarzom, z przeszło 6-tysięcznego oddziału nieprzyjacielskiego zdołało zbiec 300 żołnierzy, do niewoli dostało się 600, reszta została wycięta. Dowódca Tatarski Amurat zginął, a wódz naczelny Serebrianny, ranny, ledwo zdołał ujść z miejsca pogromu. Po stronie polsko-litewskiej straty wyniosły tylko 12 zabitych i 30 rannych. Znaczna zdobycz wojenna dostała się w ręce zwycięzców. To świetne zwycięstwo, przypominające zniesienie kosza tatarskiego, wykazało przewagę taktyczną Litwinów w polu, w działaniach rozpoznawczych i ubezpieczeniowych, wskazało na wysoki poziom wyszkolenia części chorągwi zaprawionych w walkach z Tatarami..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 195-196
"...Jak zwykle jednak - poza znaczeniem psychologicznym - nie miało zwycięstwo pod Czaśnikami realnych następstw w postaci korzyści terytorialnych. Sanguszko nie uderzył natychmiast na Suszę, ani też Tokmakow tam się umacniający, nie wycofał się sam na wiadomość o klęsce Serebriannego. Zygmunt August w liście do hetmana dwornego rozkazał wprawdzie akcję kontynuować. Jeśli nie udałoby się Tokmakowa wyrzucić z wyspy, to Sanguszko miał go zablokować odcinając komunikację, uniemożliwiając dosyłanie żołnierzy, żywności i sprzętu. Polecił też król Chodkiewiczowi, by jak najszybciej dostarczył Sanguszce posiłki oraz działa z Borysowa i Lepią. Hetman wielki litewski, niechętny swemu zięciowi, zazdroszczący mu sukcesów i powodzenia, postępował jednak bardzo opieszale. Dzięki temu Tokmakow zyskał czas na dalsze umocnienie się na Suszy. Wskutek obronnego położenia na wyspie (obwód jeziora miał ok. 12 km długości) zamek mógł być zmuszony do poddania się jedynie przez blokadę. Ta jednak wymagała znaczniejszych sił i środków niż te, którymi dysponował Sanguszko i o które daremnie prosił Chodkiewicza.
Po zerwaniu rokowań litewsko-moskiewskich w Grodnie (17. VIII 1567), ruszyła z Uły na odsiecz Suszy 6-tysięczna armia moskiewska dowodzona przez Josifa Szczerbatego i Jurija Boratyńskiego. W jej skład wchodziło 3 tys. Tatarów i Czeremisów, 400 strzelców oraz „pososzni" chłopi wiozący żywność i przeznaczeni do prac fortyfikacyjnych. Sanguszko, po dokonaniu rozpoznania maszerującego przeciwnika, zaatakował go znienacka w pobliżu Suszy (uroczysko jeziora Poło). W bitwie stoczonej 23 sierpnia wojsko moskiewskie zostało rozbite przez liczący 3100 żołnierzy oddział litewski. Natarcie rozpoczęła straż przednia złożona z 200 Tatarów litewskich chorążego bahryńskiego kniazia Sejtmancera Kasymowicza. […] Przypuszczalnie z dowodzonymi przez Sagit murzę Tatarami moskiewskimi i Czeremisami starły się polskie dwie roty piesze Dymitrowskiego i Rusieckiego, ale z powodu ścisku bitewnego trudno im było użyć broni palnej. Rozproszonych drabów hetman wsparł wydzieloną z chorągwi jazdą kozacką (269 koni) pod dowództwem pięciu poruczników, następnie siedmioma chorągwiami (1000 koni), wreszcie ruszył huf walny pod komendą samego Sanguszki złożony z ośmiu chorągwi (1130 koni). W rezultacie „gdy kozacy ratowali straż, prędko im posiłek przypadł od tych ludzi sprawionych, sparli Moskwę zajuszoną na straży, poczęła sprośnie tyłu podawać (...)". Umiejętne uszykowanie wojska, stopniowe wprowadzanie do walki dalszych rzutów jazdy i zachowanie odwodu do momentu rozstrzygającego ataku na osamotnionych już, słabo uzbrojonych i wyszkolonych ludzi „pososznych", dało oczekiwane rezultaty. Zginęło 900 żołnierzy nieprzyjacielskich i znaczna liczba chłopów. Obaj wojewodowie, Szczerbaty i Boratyński, wraz z 80-ma znaczniejszymi bojarami dostali się do niewoli litewskiej. Straty własne Sanguszki wyniosły jedynie 3 zabitych i 30 rannych. Zdobyto 1300 wozów załadowanych czterema dzwonami, prochem, amunicją, bronią palną, sprzętem i żywnością przeznaczonymi dla załogi Suszy. Spodziewano się po tym sukcesie, że Tokmakow pozbawiony teraz pomocy i otoczony przez Litwinów musi się poddać. Stało się inaczej. W końcu września Serebrianny wrócił z nowym wojskiem, przedarł się przez blokadę i połączywszy się z załogą Suszy zamierzał nawet uderzyć na Lepel. W tej sytuacji Sanguszko zwinął obóz i pomaszerował w listopadzie pod Radoszkowice do Lebiedziewa, gdzie gromadziła się armia królewska..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 196-197
"...W październiku 1567 r. [...] walki w Inflantach dogasały. Wojownicze zapędy Szwedów zostały zahamowane przez klęski, jakich doznali od Polaków w Estonii i od Duńczyków w Norwegii. Jesienią zdradzający już wówczas objawy obłędu Eryk XIV zwolnił z więzienia brata Jana, żonatego od 1562 r. z Katarzyną Jagiellonką, siostrą Zygmunta Augusta. Jan jako pośrednik podjął rokowania ze szwagrem o pokój i przymierze ze Szwecją.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 239
Tymczasem Iwan Groźny ściągnął w październiku znaczne siły do Wielkich Łuków i osobiście przybył do Nowogrodu Wielkiego, by poprowadzić wyprawę na Inflanty. Na odbytej naradzie wojennej wzięto jednak pod uwagę ujemne strony takiego przedsięwzięcia. Wprawdzie obszar ten pozbawiony był większych sił królewskich, a układ ze Szwecją stwarzał korzystne możliwości współpracy, to jednak koncentracja armii litewskiej pod Mińskiem groziła uderzeniem na Smoleńsk lub Połock. Ostatnie klęski pod Czaśnilcami i Suszą wskazywały, że przeciwnika nie można lekceważyć. Dochodziły i dodatkowe czynniki: zły stan dróg, brak żywności w spustoszonym kraju, dezercja żołnierzy, wreszcie wykryty spisek bojarów. W rezultacie postanowiono, by car wrócił do Moskwy, a wojewodowie w Wielkich Łukach i Toropcu czekali na dalszy rozwój wypadków.
Na podstawie uchwał sejmu grodzieńskiego zaciąg litewski objąć miał 6 tys. jazdy i 4 tys. piechoty. Zygmunt August za pożyczki pod zastaw dóbr zwerbował dodatkowo 6470 jazdy i 950 piechoty. Po przeszło miesięcznym postoju między Mołodecznem a Lebiedziewem, odbył się w pobliskich Radoszkowicach 28.XI 1567 r. popis armii królewskiej. Wykazał on 30 tys. służby ziemskiej, 12 tys. jazdy i piechoty zaciężnej króla (w tym 2400 polskiej jazdy nadwornej dowodzonej przez Stanisława Zamoyskiego) oraz 4 tys. jazdy i 1 tys. piechoty zaciężnej przy służbie ziemskiej. W sumie siły królewskie pod Radoszkowicami liczyły 47 tys. żołnierzy (ok. 40 tys. jazdy i 7 tys. piechoty). Była to jak dotąd największa siła zbrojna litewska zebrana nie tylko w wojnach z Moskwą, ale i w historii Wielkiego Księstwa. Artyleria składała się ze stu kilkunastu dział, z których 95 było królewskich, a pozostałe należały do kniaziów ruskich. M.in. wojewoda kijowski Konstanty Wasyl Ostrogski przywiódł ze swym pocztem liczącym 200 konnych i 100 pieszych kilkanaście dział. Były wśród nich sztuki oblężnicze, polowe i przeznaczone do miotania ognistych pocisków.
Koncentrując potężną armię na pozycji wyjściowej w Radoszkowicach, król zamierzał osobiście poprowadzić ofensywę przeciw Moskwie. Tak wielkie - dotąd niespotykane - ilości artylerii zgromadzone w wojsku królewskim wskazywały, że głównym celem wyprawy będzie oblężenie twierdz nieprzyjacielskich. Król nie podjął zapewne jeszcze wówczas ostatecznej decyzji, co do kierunku działań. Fakt, że koncentracji dokonano w Radoszkowicach, a nie w Świrze (skąd przez Głębokie do Połocka było bliżej i dogodniej), przemawiałby bardziej za smoleńskim kierunkiem uderzenia. Najprostsza droga na Moskwę prowadziła właśnie przez Smoleńsk, co wskazuje, że król poważnie liczył się z opozycją bojarską i możliwością przejęcia tronu carskiego. Bliższe plany operacyjne Zygmunt August uzależniał nie tylko od sytuacji wewnętrznej w państwie moskiewskim, ale i od wielkości poparcia ze strony Korony. Wyprawa radoszkowicka rzeczywiście przyspieszyła unię polsko-litewską. Gdy posłowie koronni domagali się unii jako warunku pomocy wojskowej dla Litwy, zebrana na sejmie obozowym w Mołodecznie szlachta litewska zażądała 25 października wspólnego z Koroną sejmu. Pod jej naciskiem na wspólne obrady, na temat unii, zgodziła się i litewska opozycja magnacka. Wsparcie ze strony piechoty zaciężnej z Polski stawało się więc realne, tym bardziej że sejm koronny uchwalił pobór w wysokości 20 groszy z łanu. Zawiodła jednak druga część planu politycznego ostatniego Jagiellona. Strona litewska zwróciła się ze spóźnionym wezwaniem do głównych przywódców ziemszczyzny w Moskwie. Cały jednak plan przewidujący bunt bojarów, pojmanie Iwana Groźnego, osadzenie na tronie moskiewskim księcia Włodzimierza starickiego lub oddania kraju pod władzę króla polskiego - załamał się. Spisek został wykryty i car przystąpił do okrutnych prześladowań swych przeciwników. Wychodźćtwo rosyjskie w latach 60-tych stwarzało możliwość powołania większych zaciągów moskiewskich w charakterze sił posiłkowych, ale kwestii tej nie udało się dotąd Litwinom rozwiązać od strony politycznej. Obecne uaktywnienie polityki jagiellońskiej na tym odcinku nastąpiło zbyt późno i nie zostało wsparte znaczącymi sukcesami militarnymi w toczącej się wojnie.
Związany rozbijaniem spisku bojarskiego Iwan Groźny nie miał zamiaru wysyłać armie w pole. Grał na zwłokę i licząc na wyczerpanie finansowe przeciwnika oraz zbliżającą się, a niedogodną dla Litwinów porę zimową, ograniczył się jedynie do umacniania pogranicznych zamków. Zygmunt August zaś, oczekując buntu bojarów, zrezygnował z przejęcia inicjatywy strategicznej i czekał bezczynnie na rozwój sytuacji w Moskwie. Spóźnione i nieaktualne już pogłoski rozsiewane przez Iwana o zamierzonych jednoczesnych uderzeniach wojsk moskiewskich na Wilno i Rygę, miały wpływ na opracowany w II poł. listopada 1567 r. w Lebiedziewie plan działań wojennych. W trosce o los Litwy i Inflant w wypadku ataku nieprzyjacielskiego ze strony Wielkich Łuków lub Pskowa, postanowiono utworzyć silny odwód (12 tys. żołnierzy z większą częścią artylerii) pod dowództwem Jana Chodkiewicza, który pozostałby przy królu pod Mińskiem. Druga część wojska (35 tys. ludzi z resztą artylerii) miała ruszyć pod wodzą Grzegorza Chodkiewicza ustalonym wcześniej szlakiem, licząc się z obleganiem zamków i z ewentualnością stoczenia walnej bitwy polowej. Gdy z biegiem dni coraz bardziej przekonywano się, że ofensywa moskiewska nie nastąpi, król wysłał na początku grudnia hetmana wielkiego do Borysowa (80 km od Mińska). Sam zaś z resztą wojska przesunął się do odległego o 60 km na południe Kojdanowa. Zrezygnował tym samym z osłaniania szlaku połocko-wileńskiego na rzecz ewentualnego ubezpieczania nad Berezyną pochodu Chodkiewicza na Smoleńsk lub też rozważał pochód do Rzeczycy mając wg A. Lubieńskiego „niejakie porozumienie z Pany moskiewskimi w siewierskiej ziemi". Poza granice moskiewskie wyprawiła się jednak jedynie załoga Witebska. Birula ze swoimi Kozakami (około 400 koni), wzmocniony rotą piechoty polskiej Aleksandra Gwagnina (około 200 drabów), ruszył wzdłuż Dźwiny przez Suraż na wschód. Pod Sitnem pobił konwój moskiewski liczący 300 żołnierzy, zdobył kilka działek, 120 hakownic, zapasy prochu i amunicji. Dnia 12 grudnia podszedł pod Wieliż i rozbił spieszący mu naprzeciw oddział moskiewski Piotra Hołowina, pozostawił dla blokady zamku piechotę Gwagnina, a sam z jazdą kozacką puścił się w głąb nieprzyjacielskiego kraju aż po Białą. Szereg włości zostało wówczas złupionych i spalonych, zwłaszcza w okolicy Uświatu i Wieliża. Nie można wykluczyć, że Birula zdobył informacje dotyczące wykrycia przez cara kolejnego spisku bojarskiego. Przebywający w Połocku koniuszy Czeladnin wydał bowiem Iwanowi IV szpiega litewskiego, który wręczył mu tajne listy od króla. W Rodoszlcowicach Zygmunt August zwołał przed 12 grudnia naradę wojenną, po czym skierował się przez Mińsk do Kojdanowa, gdzie przybył 22 grudnia. Spędziwszy tam Święta Bożego Narodzenia, stracił ochotę do dalszego przebywania w obozie wojskowym i odjechał do Grodna.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 197-200
"...Po raz ostatni zawisło niebezpieczeństwo nad Parnawą w styczniu 1568 r. Nowy dowódca wojsk szwedzkich w Estonii Klaus Kursell wystąpił na początku tego miesiąca do Eryka z propozycją uderzenia na nią, po otrzymaniu pieniędzy i żołnierzy ze Szwecji. Król szwedzki przesłał mu 8 tys. talarowi rozkazał admirałowi Peder Larssonowi Sjóblandowi przybyć do Rewla z 18-ma okrętami. Stąd planowano nową ofensywę na Parnawę lub Arensburg. Kursellowi nie starczyło jednak pieniędzy na utrzymanie większego wojska. Tymczasem 12 okrętów kaprów krążyło koło Rewla i przejmowało statki płynące do Narwy. Przypłynąwszy z flotą szwedzką Larsson postanowił rozbić polską blokadę miasta. Schwytał kilka okrętów kaprów i odesłał do Rewla, a pozostałe ścigał w kierunku Gdańska. Dnia 3 lipca wylądował na Helu, złupił tamtejszych mieszkańców i zabrał towary kupców gdańskich na kilku zatrzymanych okrętach holenderskich. Głosił przy tym, że mści się za gwałty popełniane przez kaprów na Szwedach, poprzez m.in. obcinanie im nosów i uszu.
Polsko-szwedzkie walki na Bałtyku toczyły się już w czasie obowiązującego od stycznia 1568 r. rozejmu uzyskanego przez ks. finlandzkiego Jana. Zawieszenie broni miało obowiązywać do 29 marca, ale przedłużono je później do lipca. Wkrótce w Szwecji bracia Jan i Karol, niepewni swego życia, zorganizowali powstanie przeciw Erykowi, uwieńczone pełnym powodzeniem. Zygmunt August, wcześnie wtajemniczony w zamiar szwagra, chciał mu za wszelką cenę dopomóc w walce o tron. Zarządził więc zawieszenie broni ze Szwecją i postanowił przesłać Janowi posiłki. Rozumiał, że najłatwiej pomoc tę dostarczyć z portów Pomorza Zachodniego. Dlatego też członkowie utworzonej 25.III 1568 r. Komisji Morskiej prosili księcia szczecińskiego Barnima, aby pozwolił na werbunek knechtów i dowódców oraz wolny przemarsz dla zwerbowanej na Pomorzu armii posiłkowej. Przewodniczący Komisji Jan Kostka miał zaciągnąć kaprów i przygotować kilkanaście okrętów ze sprzętem wojennym. Skończyło się jedynie na przygotowaniach, ponieważ 29.IX 1568 r. poddał się Eryk w oblężonym Sztokholmie. Rządy w Szwecji objął Jan III. [...]
Wyłania się pytanie, dlaczego pomimo sukcesów taktycznych monarchia jagiellońska kończyła wojnę ze Szwecją ze stratami terytorialnymi w porównaniu ze stanem z 1560 r., a zwłaszcza bez utraconej Estonii. Przyczyny tkwiły przede wszystkim w sferze strategicznej i operacyjnej. W toczącej się wojnie północnej korzystniejszy dla Polski byłby sojusz ze Szwecją niż z Danią. Źle funkcjonowało dowodzenie na najwyższym szczeblu, brakowało pieniędzy, a przygotowania wojenne były zwykle spóźnione. Wolno przebiegała mobilizacja i koncentracja sił królewskich. Zwycięstw taktycznych nie potrafiono do końca wykorzystać. Nie prowadzono wojny w sposób systematyczny. Brakło energii i konsekwencji w działaniach oraz opracowanych wcześniej planów wojennych z jasno określonymi celami operacyjnymi. O panowaniu nad Estonią i północną Liwonią decydowało kontrolowanie dwóch ośrodków portowych - Rewla i Parnawy. Łatwo je było utrzymać, ale trudniej zdobyć bez silnej floty i panowania nad wschodnim Bałtykiem. Bez posiadania Rewla leżącego u wejścia do Zatoki Fińskiej nie było co marzyć o definitywnym zablokowaniu „żeglugi narewskiej". Stolica estońska, stracona już na początku wojny przez zlekceważenie zagrożenia szwedzkiego, była już później mimo wysiłków ze strony polskiej nie do odzyskania.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 239-242
Nadzieje na bunt „ziemszczyzny" się rozwiały, trudności w zaopatrzeniu olbrzymiej armii rosły, a zimowa pora nie sprzyjała działaniom wojennym. Część szlachty, nie zetknąwszy się nawet z wrogiem, rozjechała się do domów. Przez bezczynność, rozdzielenie i unieruchomienie armii zmarnowano - nie pierwszy już raz - olbrzymi wysiłek organizacyjny i finansowy państwa. Dopiero na początku stycznia 1568 r. pchnął król drogą przez Czaśniki pozostałe wojsko z artylerią na zdobycie Uły. Nie tylko więc zrezygnował z kierunku smoleńskiego na rzecz połockiego, ale znacznie też ograniczył cele operacyjne wyprawy. Nie zdecydowano się bowiem na bezpośrednie uderzenie na Połock, oblężenie lub blokadę tej podstawy działań zaczepnych Moskwy. Dowódcą armii monarcha mianował hetmana inflanckiego Jana Chodkiewicza, człowieka nie posiadającego dotąd zbytnich zasług wojennych. Ten kolejny błąd w polityce personalnej ostatniego Jagiellona, spowodowany zapewne intrygami i zawiściami w otoczeniu królewskim, odbił się na niepowodzeniu całej wyprawy.
Znaczną aktywność wykazał natomiast w styczniu wojewoda witebski Stanisław Pac. Jego Kozacy dokonywali kolejnych wypadów pod Uświat i Wieliż. Najpierw zaatakowali 5 stycznia Wieliż. Miasto lub jego część zostało spalone. Zadano też znaczne straty załodze tamtejszego zamku, usiłującej odeprzeć napastników. Kozacy wycofali się następnie do Suraża, który stał się dla nich bazą wypadową do dalszych akcji. Dnia 17 stycznia uderzyli na Uświat, gdzie poważnie uszkodzili umocnienia i zdobyli bogate łupy. Dnia 28 stycznia ponownie zaatakowali Wieliż i spalili tamtejszy posad. Wreszcie 29 stycznia wyprawiając się pod Uświat zniszczyli domy pod zamkiem.
Spodziewając się ofensywy litewskiej i niepokojone akcjami kozackimi, wojska moskiewskie wycofały się z Suszy. W fortecy na wyspie pozostała tylko nieliczna załoga, która bez walki poddała się Litwinom..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 200-201
"...Około 12 lutego 1568 r. Jan Chodkiewicz z 12 tys. jazdy, 6 tys. piechoty i artylerią (a więc z wojskiem stanowiącym zaledwie 38% sił zgromadzonych przed dwoma miesiącami pod Radoszkowicami) przybył pod Ułę i rozpoczął oblężenie zamku. Wznosił się on na długim, wąskim cyplu, jaki powstał u ujścia rzeki o tej samej nazwie do Dźwiny. Nad drewniano-ziemną fortyfikacją o konstrukcji izbicowej górowało 6 baszt i basteja ze strzelnicami i blankami. U nasady cypla dolna część wału i baszty na całej niemal wysokości pokryte były gliną dla zabezpieczenia od ognia. Tę południową stronę umocnień wzmacniała dodatkowo fosa łącząca Dźwinę z Ułą. Za nią, całą szerokość cypla przegradzał rząd kobylin utrudniający dostęp do przedpola wału. W zamku znajdowało się 27 dział i około 300 hakownic. Początkowo Chodkiewicz rozstawił działa u nasady cyplu w odległości 200-300 m od południowej ściany wału. Ogień był widocznie mało skuteczny, ponieważ w 3 dni później podciągnięto je na bliższą, 100-metrową odległość. Z prawej strony (bliżej Dźwiny) ustawiono dwie baterie składające się co najmniej z 2-3 dział różnej wielkości. Osłonięte one były przedpiersiami z wypełnionych ziemią wiklinowych koszy. Po lewej stronie przy Ule wykopano okop z blankowanym przedpiersiem, obsadzony przez piechotę ostrzeliwującą zamek z hakownic. Ogień artyleryjski skoncentrowano na frontowej baszcie lewego narożnika. Jak można zauważyć na planie Uły wykonanym przez uczestnika oblężenia Macieja Stryjkowskiego, znaczny oddział piechoty moskiewskiej uzbrojonej w berdysze i szable dokonał zapewne nocą wypadu ze wschodniej bastei. Posuwając się główną drogą między wałem a Dźwiną piechurzy ci dotarli do litewskich baterii i zagarnęli litewskie działa. By zabezpieczyć się przed podobnymi wycieczkami załogi zamku, Chodkiewicz rozmieścił stanowiska artylerii za rzeką Ułą. Odtąd możliwe było ostrzeliwanie nie tylko wspomnianej wyżej narożnej baszty, ile i przyległego do niej odcinka wału.
Po intensywnym ostrzale w licu fortyfikacji pojawiły się liczne wyrwy, ale wskutek wypełnienia ziemią żadna ze ścian i baszt się nie zawaliła. Jak pisał Chodkiewicz do króla „tuju że baksztu [tzn. basztę narożną ostrzeliwaną z dwóch stron - M.P.] i półstieny kotoryje od niejo aż do sieriednieje bakszty [środkowej, czyli drugiej w kolejności od strony zachodniej M.P.] pochodit, takoż zbił i zdirawił, iż jako szczotka bierwienje z setiny i z obłamkow wypirało, ale pro mocnoje zbudowanie i nafasowanie ziemleju, żadnoju mieroju stiena se obwaliti nie mogła". Niewątpliwie ogień artyleryjski nie był dostatecznie silny, na co miała też wpływ strata kilku dział na początku oblężenia w wyniku moskiewskiego wypadu z zamku. Nie powstał też większy wyłom umożliwiający przeprowadzenie szturmu jak mówili rotmistrze „dziury, w którejby się można z kopią obrócić". Mimo to Chodkiewicz dał rozkaz do ataku licząc na zaskoczenie obrońców. Szturm bowiem miał nastąpić w nocy, cztery godziny przed świtem. Do natarcia udało się rotmistrzom poderwać tylko część żołnierzy. Ruszyli Polacy w służbie litewskiej, ale po zranieniu Jana Kurnickiego cofnęli się. Pozostali żołnierze kryli się przed ogniem z broni palnej wśród drzew, w dołach i zaroślach nadrzecznych Uły. Odrzuciwszy już w poprzednich latach pawęże, hełmy i półzbrojki, czuli się bezbronni zarówno przed kulami z hakownic, jak i celnymi strzałami z łuków moskiewskich. Chodkiewicz na próżno poganiał drabów, prosił i groził, a nawet pokrwawił sobie rękę bijąc najbardziej opornych. Wiedząc o dużych stratach żołnierz zaciężny odmawiał wykonania rozkazów. Szturm się nie udał.
Postanowiono więc podpalić drewniane umocnienia, ale (przy widocz-nym braku dział ognistych strzelających kulami zapalającymi) nie było chętnych do podłożenia ognia. Znalazło się wreszcie kilku ochotników spośród własnych żołnierzy hetmańskich, puszkarzy niemieckich i uchodźców moskiewskich, którym udało się w dniu 2 marca wzniecić ogień w fortyfikacji. Żołnierze nie wsparli ich jednak, ani też nie dali koniecznej osłony poprzez ostrzeliwanie obrońców gaszących pożar. Trudno było zresztą trafić z rusznic kryjących się za blankami strzelców moskiewskich. Chodkiewicz, by własnym przykładem zachęcić wojsko do walki, zsiadł z konia i sam podbiegł pod ścianę, którą należało podpalić. Ale i ten akt osobistej odwagi nie przyniósł żadnego skutku. Niedoświadczony piechur ze świeżego litewskiego zaciągu nie chciał się bić. Nie był też przyzwyczajony do trudów walki w warunkach ostrej zimy. Zmarznięta ziemia utrudniała bliższe podszańcowanie się pod wały Uły. Postanowiono więc sposobem tatarskim wypełnić fosę drzewem, a następnie rzucając na wierzch bale drewna podnieść stos do wysokości blanków, by w ten sposób dostać się do zamku. Wypad obrońców zmusił jednak piechotę litewską do ucieczki. W walce na białą broń na drewnianym rumowisku decydowały cięcia zamachowe, a więc moskiewskie berdysze i szable okazały się skuteczniejsze od litewskich rohatyn i mieczy. Inżynier Aleksander Gwagnin, który ze swą rotą podszańcował się zbyt blisko umocnień, został otoczony, ranny i dostał się do niewoli. Pojmanego już w szańcach Włocha odbił polski rotmistrz Aleksander Kosiński. W ręce moskiewskie omal się nie dostały działa litewskie i tylko kontratak chorągwi Benedykta Dymitrowskiego zdołał je ocalić. Odparcie szturmu umożliwiło Moskwie wprowadzenie do Uły posiłków - zapewne brodem prowadzącym przez Dźwinę do głównej bastei. Gdy wszystkie sposoby walki oblężniczej zostały wyczerpane, dezercja z szeregów rosła, a zbliżające się roztopy wiosenne groziły rozmyciem dróg, Chodkiewicz postanowił zwinąć oblężenie i w nocy z 3 na 4 marca zarządził odwrót. Trzytygodniowe oblężenie niewielkiego zamku przez 18-tysięczną armię skończyło się kompromitacją. Wykazało nieudolność Chodkiewicza, który mimo osobistej odwagi, nie potrafił zaprowadzić w szeregach dyscypliny..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 201-203
"...Wiosną 1568 r. wskutek braku pieniędzy na żołd armia Chodkiewicza rozpadła się. Sanguszce nie pozostawało już nic innego, jak tylko skupić się na fortyfikowaniu pogranicznych zamków: Dryssy, Worońca, Lepla, Krzywina, Łukomli, Czaśnilc. Te umocnione punkty położone w głębi linii obronnej Litwy wymagały jednak licznych załóg, artylerii, amunicji i zapasów żywności. Nie zabezpieczały też przed dalszym umacnianiem się Moskwy po lewej stronie Dźwiny. Podstawą działań nieprzyjaciela był Połock, gdzie gromadzono odpowiednie zapasy i skąd wysyłano podjazdy rozpoznające miejsca pod budowę zamków oraz całe ekspedycje budowlane z gotowymi materiałami, sprzętem, robotnikami i strażą do osłony prac. W ten sposób w maju dowódcy moskiewscy zbudowali nowy zamek przy drodze do Czaśnik - Turowlę. Jedynie rotmistrzowi Jerzemu Zenowiczowi udało się rozbić kilkutysięczny oddział moskiewski w pobliżu Lepla. Z większych wypadów litewskich odnotować należy wyprawę starosty orszańskiego Filona Kmity. Zebrał on 4-tysięczny oddział z pogranicznych załóg i wyruszył pod Smoleńsk. Rozbił znaczny oddział nieprzyjacielski, który wyruszył przeciwko niemu z twierdzy i wziął do niewoli kilku znaczniejszych dowódców moskiewskich. Przeciwnik nie śmiał odtąd opuszczać Smoleńska, co wykorzystał Kmita do złupienia okolicznych ziem na przestrzeni ok. 100 km. Zarówno Kmita pod Smoleńskiem, jak i przed kilkoma miesiącami Birula pod Wieliżem udowodnili, że wywabienie załogi w pole, rozbicie go i zamknięcie nieprzyjaciela w zamku, umożliwia swobodne pustoszenie okolicznych ziem. Taki sposób walki nie zapewniał jednak zdobywania terenu na stałe.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 203
"...Po objęciu tronu szwedzkiego przez Jana III w 1568 r. nastąpiło odwrócenie przymierzy w toczącej się wojnie północnej. Dania porozumiała się z Moskwą co do podziału Inflant, w których miano wykroić lenne księstwo pod zwierzchnictwem moskiewskim dla królewicza duńskiego i biskupa ozylijskiego Magnusa. Popieranie „żeglugi narewskiej" leżało w interesie Duńczyków. Wrogo odnosili się oni do poczynań polskiej floty wojennej i prób usamodzielnienia się polskiego handlu morskiego. Stąd wynikł konflikt króla duńskiego Fryderyka II z Zygmuntem Augustem o Inflanty, a flota duńska poczęła zwalczać polskie okręty na morzu wspólnie z kaprami moskiewskimi. Napięcie w stosunkach polsko-duńskich narastało też wokół kwestii przynależności spornej Parnawy. Już w lipcu 1568 r. Fryderyk II wzywał Zygmunta Augusta do ustąpienia Magnusowi zamku i miasta parnawskiego. Król polski uzależniał spełnienie tych żądań od złożenia przysięgi lennej przez królewicza duńskiego. Po zawarciu przymierza z Moskwą i ewentualnym opanowaniu Fellinu Duńczycy uzyskaliby bowiem połączenie z Dorpatem. W ten sposób północne Inflanty wpadłyby w ręce Fryderyka II.
Państwo polsko-litewskie sprzymierzyło się wówczas z zaciętym wrogiem Danii - Szwecją. Zygmunt August obiecywał pomoc Janowi III przeciwko Moskwie i w razie ataku Iwana Groźnego na Inflanty oczekiwał jej od szwagra żonatego z Katarzyną Jagiellonką. Starał się też doprowadzić do pokoju między Szwecją a Danią, aby zwolnić siły zbrojne Jana III do zadań na lądzie i morzu, wspólnych Polsce i Szwecji, a skierowanych przeciwko Moskwie.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 255
"...Walkę pozycyjną z Moskwą toczył nadal hetman dworny Roman Sanguszko, który w sierpniu 1568 dysponował w Czaśnikach 1700 żołnierzami (1150 jazdy i 550 piechoty). Z tymi niewielkimi siłami, dziesięciokrotnie mniejszymi od tych, które miał Jan Chodkiewicz, prowadził Sanguszko obserwację Uły. Wśród załogi tego zamku, po odparciu zimowego szturmu i zbudowaniu Turowli, znacznie osłabła czujność. Gdy do Uły przybył nowy oddział strzelców moskiewskich dla wymiany załogi, a żołnierze urządzili z tej okazji libację, Sanguszko podciągnął swój oddział pod zamek i w nocy z 20 na 21 sierpnia bez przygotowania ogniowego przypuścił do zamku niespodziewany szturm. Nie można wykluczyć, że uczestniczący w nim Maciej Strykowski przekazał plan Uły hetmanowi, a ten na naradzie z rotmistrzami „rozkazawszy im, co który miał czynić, a zamek im ów narysowawszy, jako stał, [polecił im] gdzie który przystąpić miał (...)". Przypuszczalnie też na relacji Stryjkowskiego oparł się B.Paprocią, który w wydanym dwa lata po „Kronice" dziele „Herby rycerstwa polskiego" (1584) zaznaczył, że Sanguszko „naprzód puścił Kozaki wodą w czełniech, a sam z ludem szedł od zamku Połockiego i od Turowie, aby ludzie usłyszawszy strzelbę, na odsiecz nie przybyli do Uły (...)". Maszerującemu więc lewym brzegiem Dźwiny, a później Uły wojsku towarzyszyły flotylla rzeczna Kozaków. Na łodziach też przypuszczalnie przeprawili się przez rzekę piechurzy polscy z rot Jerzego Rączkowskiego i Sebastiana Tarnowskiego. Podbiegli oni dróżką prowadzącą od brzegu Uły pod furtkę w kurtynie znajdującą się między środkową a narożną, południowo-zachodnią basztą. Następnie „po drabinkach na blanki do zamku leźli, a drudzy tego pilnowali z rusznicami, jako się kto ukazał, aby im szkodzić nie mógł (...)". W tym czasie Kozacy dowodzeni przez Birulę, Oskierkę i Minka skrycie podpłynęli na czółnach Ułą i Dźwiną, po czym w dwóch grupach zaatakowali zamek od przeciwległych stron. Sanguszko rozkazał Minkowi „z tyłu zamek zapalić, Birula częstokół i kobylenia połamawszy, drogę jezdnym przeprawowa!, a potem do brony przypadłszy, gdzie Minko zapalił, wrota wyrębował, Mikita zasię i Osltierka Kozacy z ludźmi swymi do forty skoczyli, a tam u dziur wycieczki bronili, o których dobrze w onym zamku wiedzieli (...)". Minko podpalił więc wysuniętą przed wał potężną czworoboczną basteję od strony Dźwiny, Birula zaś niszczył kobylinę i częstokół od strony północno-wschodniej, a następnie wyrąbywał bramę w bastei. Oskierka z Mikitą zabezpieczali od zachodu drogę prowadzącą od brodu na Ule do furtki w środkowej kurtynie między basztami.
Przebudzeni ze snu żołnierze moskiewscy poczęli się zaciekle bronić. Gdy w bramach i na blankach trwała walka wręcz, rotmistrz Mikołaj Sołłohub nie szukając brodu przeprawił się wpław przez Ułę, który to moment w reporterski sposób opisał B. Paprocią: „Kniaź Roman obaczywszy ogień, zaraz Mikołaja Sołouba rotmistrza i męża sławnego z domu Prawdzie posłał na posiłek z rotą, który z ochotą nic się nie rozmyślając skoczył, a przybieżawszy nad rzekę Ułę, pytał: dzieci, świadom tu kto brodu? Sługa jego desperat: U diabła tu bród; wskoczył zatem w rzekę, przepłynął na drugą stronę i rzekł: Dobrze prawie, chwała Bogu. Rotmistrze zaraz ze wszystką rotą za nim przeprawili się w skok, a oni się już w bronie z Moskwą sieką, wysiekli Moskwę (...)". Natychmiast więc Sołłohub spieszywszy swoją jazdę wsparł Kozaków i Polaków wyłamujących furtki i podpalających drewnianą palisadę. Według B. Paprockiego „Rościna zaraz kozaki rotmistrz w skok ziemną strzelbę ubieżał, już mają na poły wygraną, chce Moskwa do strzelby, a naszy jej mężnie bronią (...)". Zdobyto większość dział rozstawionych na wałach. Pożar zamku szybko się rozprzestrzeniał. Do walki z uparcie się wśród ognia broniącymi strzelcami Sanguszko posłał następne chorągwie litewskie (własną, Tyszkiewicza, Wojny i kniazia Łukomlskiego), które ostatecznie „gwałtownym zewsząd pędem" przełamały opór przeciwnika. Do niewoli dostało się dwóch wojewodów, 300 znaczniejszych bojarów i 800 strzelców z rusznicami. Sanguszko zrównał zdobytą Ułę z ziemią, a jeńców i pobrane działa przyprowadził tryumfalnie do króla na sejm lubelski. Ważny punkt kontrolujący żeglugę na Dźwinie został opanowany. Dobrze obmyślony plan i czas ataku, doborowe, zdyscyplinowane chorągwie, wykorzystanie czynnika zaskoczenia - wszystko to pozwala wystawić wysoką ocenę Sanguszce, który jeszcze raz udowodnił, że posiada większe umiejętności dowódcze od Chodkiewicza. Król nakazał mu pozostać nad Ułą w celu kierowania budową nowego zamku. Do pracy ściągnięto chłopów z okolicznych starostw, a podskarbi litewski miał dostarczyć niezbędnych funduszów..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 204-205
"...Tymczasem 29 września, a więc już w tydzień po zdobyciu Uły, liczne wojsko moskiewskie dowodzone przez Szeremetiewa, wsparte przez 6 tys. Tatarów nogajskich, obległo Witebsk. Nieprzyjaciel podpalił zabudowania miejskie i atakował sam zamek, w którym schronili się mieszczanie. Kierujący obroną twierdzy wojewoda witebski Stanisław Pac zdołał przeszkodzić w próbach podpalenia zamku, a następnie śmiałym wypadem odparł atakującego przeciwnika. Po trzydniowym oblężeniu wojska moskiewsko-tatarskie, na wiadomość rozpuszczoną przez Paca o nadchodzącym z odsieczą Sanguszce, odstąpiły od Witebska i wycofały się ścigani przez jazdę kozacką. Dn. 17.1 1569 r. Litwini odnieśli nowy sukces - kozacka załoga Witebska dowodzona przez Birulę spaliła Uświat.
Potężny w poprzednich latach nacisk moskiewski znacznie osłabł. Iwan Grożny nie wysyłał już kilkudziesięciotysięcznych armii na podbój Litwy, Złożyło się na to szereg czynników, spośród których ogólne wyczerpanie wojną, sytuacja wewnętrzna w państwie moskiewskim i uaktywnienie się obrony litewskiej należały do najważniejszych. Nowe dowództwo litewskie (Sanguszko, Pac, Kmita), potrafiło nie tylko zwyciężać w polu, ale i skutecznie bronić zamków Szczególnie udana była obrona pozycyjna prowadzona w oparciu o kordon zamków blokujących Połock i oddalonych od siebie o 20-30 km, tzn. 1-2 dni marszu. Ruchomy odwód - trzy kilkutysięczne oddziały jazdy operujące z Czaśnik, Orszy i Witebska, wsparte piechotą, zdolne były nie tylko likwidować grupy moskiewskie wchodzące na tereny litewskie, ale przeprowadzały również głęboko sięgające zagony i zaskakujące ataki na nieprzyjacielskie zamki. Do widocznych, choć mało znaczących w skali całej wojny sukcesów litewskich w ostatnich miesiącach, przyczyniła się też coraz wyraźniejsza przewaga zaciężnej wojskowości litewskiej nad moskiewską, szczególnie w zakresie organizacji, wyszkolenia i uzbrojenia jazdy. Husaria litewska wzorem polskim uzbraja się w tym czasie w broń palną krótką (pistolety), odrzuca stopniowo tarcze, coraz częściej kaftanowe zbroje strzelcze i kolczugi zastępuje płytowymi półzbrojkami i szyszakami. Upowszechnia się jazda kozacka zbrojna w łuki, rohatyny i kolczugi, a wykorzystująca wzorce walki Kozaków niżowych i grodowych. Piechota polska, litewska i kozacka uzbraja się w coraz nowsze i skuteczniejsze rodzaje broni palnej (rusznice, arkebuzy, hakownice), a kwalifikacjami i doświadczeniem w walkach oblężniczych dorównuje moskiewskim strzelcom.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 206-208
Śmierć króla Szwecji Eryka XIV (1568), którego zastąpił na tronie brat Jan III żonaty z Katarzyną Jagiellonką, doprowadziła do odwrócenia przymierzy w toczącej się wojnie północnej. Dania porozumiała się z Moskwą na temat podziału Inflant, w których miano wykroić lenne księstwo pod zwierzchnictwem moskiewskim dla królewicza duńskiego Magnusa. Popieranie „żeglugi narewskiej" leżało w interesie Duńczyków. Wrogo odnosili się oni do poczynań polskiej floty wojennej i prób usamodzielnienia się polskiego handlu morskiego. Stąd wynikł konflikt króla duńskiego Fryderyka II z Zygmuntem Augustem, a flota duńska zwalczała polskie okręty na morzu. Państwo polsko-litewskie sprzymierzyło się w tej sytuacji z wrogiem Danii - Szwecją, która posiadając Finlandię toczy teraz boje z Moskwą o Ingrię. Zygmunt August obiecywał pomoc Janowi III przeciwko Iwanowi - w razie ataku cara na Inflanty - oczekiwał jej również od szwagra.
Zmiana konfiguracji politycznej nad Bałtykiem prowadziła do przeniesienia głównego wysiłku zbrojnego do Inflant, ale również i na tym terenie walki powoli zamierały. Największą aktywność wykazywał tam wówczas nie hetman inflancki Jan Chodkiewicz, lecz starosta wolmarski i komendant trykacki, kniaź Aleksander Połubiński. Na początku 1569 r., na czele niewielkiego oddziału, podjął jedyną wówczas zaczepną wyprawę z Wolmaru na moskiewski Izborsk, leżący 30 km na południowy-zachód od Pskowa. Dnia 11 stycznia po brawurowym i zaskakującym ataku zamek został zdobyty. Wziętych do niewoli żołnierzy moskiewskich wraz z wojewodą Afanasjewem Naszczokinem, zaufanym doradcą cara, Połubiński odesłał do króla. Zdobycie Izborska otwierało drogę na Psków, Marienburg i inne zamki obsadzone przez wojska moskiewskie. Połubiński prosił więc Zygmunta Augusta o posiłki w celu kontynuowania ofensywy, pustosząc tymczasem okolice samego Pskowa. Pomocy jednak nie otrzymał, a pozostawiona przez niego w Izborsku szczupła załoga polska (160 żołnierzy) pod dowództwem rotmistrza Piotra Kazimierskiego musiała się poddać wojskom moskiewskim po czteromiesięcznym oblężeniu. Polski rotmistrz wraz z towarzyszami został wzięty do niewoli.
Pod koniec lipca 1569 r. Zygmunt August przedstawił posłom koronnym plan wysłania do Inflant 4 tys. jazdy i 2 tys. piechoty zaciężnej. Sejm lubelski przyjął uchwały poborowe, dzięki którym można było zaciągnąć nowe oddziały przeznaczone na załogi w zamkach litewskich i inflanckich. Na jesieni zakończono rozmieszczanie rot zaciężnych. Polskie załogi obsadziły głównie zamki w zachodniej części królewskich Inflant. Na Litwie roty koronne osadzone zostały przede wszystkim po zamkach ziemi połockiej i witebskiej, natomiast litewskie w mścisławskiej. Na szlaku prowadzącym z Połocka do Czaśnik nadal trwały wysiłki obu walczących stron mające na celu budowę zamków paraliżujących wojenną komunikację. Gdy np. w grudniu 1569 r. Moskwa zamierzała wznieść warownię nad jeziorem Ciotszą, król polecił Sanguszce ubiec Rosjan i zbudować na południowym brzegu tego jeziora, na uroczysku zwanym Kopija, zamek Gródek.
Zagrożenie ze strony Moskwy miało istotny wpływ na zawarcie unii polsko-litewskiej (1.VII 1569 r.). Biskup kujawski Stanisław Karnkowski trafnie przewidywał, że gdy unia zostanie zawarta „tedy i nieprzyjaciel mało co mu serca nie upadnie, gdyż on tej uniej zawżdy się obawiał". Do zmiękczenia stanowiska Iwana Groźnego przyczyniły się też i inne czynniki: udane akcje polsko-litewskie na ziemie moskiewskie, obawy Moskwy przed prowadzeniem działań w otwartym polu, coraz większe trudności w budowaniu przez nią nowych zamków, przygotowania wojenne Szwecji, Turcji i Krymu. Gdy więc w końcu 1569 r. król polski wysłał do cara poselstwo, ten zgodził się na trzyletni rozejm podpisany na początku lipca 1570 r. W tym też roku na zjeździe w Szczecinie doszło do pokoju pomiędzy Szwecję i Danią. Żądania posłów polskich były wymierzone w Moskwę dotyczyły zakazu „żeglugi norweskiej" i uznania praw Rzeczypospolitej do całych Inflant. W Szczecinie jednak polsko-litewskie nadzieje dotyczące praw morskich nie zostały spełnione. Inflanty wyszły z I wojny północnej podzielone na pięć części:
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 208-210
"...Na ataki duńskie na polskie okręty król zareagował w ten sposób, że w 1569 r. oficjalnie zlecił swemu drugiemu (obok Scharpinga) admirałowi Janowi Munkebenowi zwalczanie „żeglugi narewskiej". Było to równoznaczne z otwartą już wojną polsko-duńską na morzu. Flota polska przesunęła się wówczas w rejon szwedzkiego Rewia u wejścia do Zatoki Fińskiej. Tam też kaprowie przechwycili kilka okrętów duńskich. W lipcu 1569 r. Fryderyk II wysłał pod Rewel swą flotę. Zadała ona klęskę kaprom, którzy stracili 9 okrętów. Pozostałe jednostki polskie - ścigane przez Duńczyków - uległy rozproszeniu.
Dania przywróciła więc „żeglugę narewską", a wyparcie kaprów ze wschodniego Bałtyku stwarzało zagrożenie dla wybrzeży inflanckich, kurlandzkich i pruskich. Możliwe bowiem były desanty duńskie z baz położonych na najbliższych wyspach Ozylii i Gotlandii. W tej sytuacji natychmiastowego rozstrzygnięcia wymagała kwestia gdańska. Największe polskie miasto portowe nie mogło prowadzić samodzielnej polityki i odmawiać schronienia królewskim kaprom. Już w lipcu 1569 r. Zygmunt August na sejmie lubelskim proponował wystawienie 3 tys. piechoty „ad dominium maris" i przypuszczalnie zamierzał ją skierować w rejon Gdańska. Przybyłą na sejm delegację gdańską internowano. Miasto nie ośmieliło się już przeciwstawić zbrojnie komisji królewskiej biskupa kujawskiego Stanisława Karnkowskiego. Przedstawił też król posłom koronnym plan wysłania do Inflant 4 tys. jazdy i 2 tys. piechoty zaciężnej. Tym razem sejm poparł propozycję monarchy i wezwał do opatrzenia i obrony Inflant wraz z Rygą. Kraina ta weszła w skład Rzeczypospolitej, a jej siły zbrojne zostały w równym stopniu podporządkowane Polsce i Litwie. Administratorem i hetmanem inflanckim pozostał do 1578 r. Jan Chodkiewicz, któremu jednak zarzucano niedołęstwo i bezczynność. W związku z zagrożeniem duńskim polskie załogi obsadziły jesienią 1569 r. zachodnią część Inflant. Najbliżej Zatoki Ryskiej stacjonowały roty w Kircholmie (Walentego Rostowskiego) i Kiesi (Mikołaja Draniczowskiego). Tam też zapewne skierowano polowe oddziały koronne po popisie w Drohiczynie, m.in. 200 konnych i 200 drabów dowodzonych przez Jana Zborowskiego.
W końcu 1569 r. Iwan Groźny obdarzył Magnusa tytułem króla Inflant i oddał mu w lenno całą swą zdobycz inflancką z Dorpatem na czele. Można się było spodziewać duńskiego ataku lądowego na Parnawę lub Rewel, mającego na celu wywalczenie korytarza do nowo nadanego terytorium. Nadchodzące wiadomości o zagrożeniu Rewia przez Magnusa skłoniły króla zimą 1570 r. do przeprowadzenia nowych zaciągów inflanckich. Polecił on Chodkiewiczowi zabiegać o to, by stolica estońska uznała zwierzchnictwo polsko-litewskie. Hetman otrzymał pieniądze na żołd i pełnomocnictwa do układów z gubernatorem szwedzkim i dowódcą zamku oraz żołnierzami i mieszczaństwem rewelskim. Załoga szwedzka nie złożyła jednak przysięgi Jagiellonowi. Mimo to flota polska znów pojawiła się w marcu pod Rewlem". [...]
Zgodnie z przewidywaniami doszło w lecie 1570 r. do potyczek z wojskami Magnusa w Estonii. Zdecydował się on atakować na kierunku rewelskim. Po zdobyciu Rewia mogli się bowiem Duńczycy posuwać na Dorpat mając osłonięte przez wojska moskiewskie lewe skrzydło od strony Narwy. Po wylądowaniu u wybrzeży estońskich Magnus przystąpił dn. 21 VIII 1570 r. do oblężenia Rewia korzystając z pomocy moskiewskiej. Udział Polski w tych walkach wymaga dalszych badań i wykorzystania szerszej bazy źródłowej. Przypuszczać można tylko, że Polacy służący w wojsku szwedzkim uczestniczyli w obronie estońskiej stolicy. W pobliżu mogły też działać chorągwie polsko-litewskie podesłane do Estonii przez hetmana Chodkiewicza.
Wiadomości o przygotowaniach wojennych Szwecji zmiękczyły stanowisko Iwana Groźnego. Na początku lipca 1570 r. został podpisany trzyletni rozejm polsko-moskiewski. Doszło też do rozejmu między Fryderykiem II i Janem III. Na kongresie szczecińskim rozpoczętym 5.IX 1570 r. Polska wystąpiła z wnioskiem dotyczącym Parnawy. Gotowa była odstąpić ją królowi duńskiemu, jeżeli ten przyjmie ją jako lenno, nie odstąpi nieprzyjacielowi, zapewni prawo pierwokupu królowi polskiemu, opłaci załogę wojskową i zwróci sprzęt wojenny. Warunki te zostały odrzucone. Zygmunt August mianował wówczas gdańszczanina Walentego Uberfelda starostą i komendantem parnawskim oraz wypłacił w 1571 r. zaległy żołd żołnierzom polskiej załogi. Tymczasem oblężenie i szturmy do bram Rewia wojsk Magnusa trwały do 16.III 1571 r. Załoga szwedzka się jednak obroniła. Królewicz duński będący moskiewskim „królem inflanckim" musiał zwinąć oblężenie i wycofać się z Estonii. [...]
Brak środków finansowych i interesy handlowe Gdańska stanęły na przeszkodzie polityce morskiej ostatniego Jagiellona, ograniczyły wydatnie jego możliwości wojskowe i uniemożliwiły osiągnięcie wyznaczonych celów w Inflantach i na Bałtyku. Mimo wysiłków królewskich nie udało się Polsce stworzyć na tyle silnej floty, by mogła nawiązać równorzędną walkę z armadą duńską. Okręty kaprów - choć liczne - nie były dużymi jednostkami bojowymi, lecz jedynie statkami handlowymi przystosowanymi do warunków bojowych. Stąd klęski poniesione przez polskich admirałów pod Rewlem w 1569 r. i Puckiem w 1571 r. Zbyt późno zdecydowano się na budowę bojowych galeonów i podporządkowanie polskim interesom stratę- gicznym Gdańska. Przygotowanie - jeszcze przed wybuchem walk z Duńczykami - portów wojennych w Gdańsku, Pucku, Dynemuncie i Parnawie oraz rozproszenie w nich polskich okrętów, stworzyłoby przy ruchliwej taktyce walki kaprów lepsze podstawy do osłony wybrzeży inflanckich i blokady „żeglugi narewskiej"..."
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 256-258
Zygmunt August umierając w 1572 r. pozostawił Litwę w uszczuplonych granicach. Połock strzegący Wilna od strony Pskowa, Nowogrodu i Wielkich Łuków, został stracony wraz z większą częścią województwa. W Bramie Połockiej załogi moskiewskie znalazły się o 230 km od stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego. Moskwa zdobyła też przyczółek na lewym brzegu Dźwiny zajmując Turowlę i Suszę. Województwo witebskie utraciło w ten sposób od zachodu najprostszą komunikację z Wilnem. Mimo zwycięstw odniesionych w polu (Newel, Uła, Czaśniki, Susza) okazało się, że samotna Litwa nie tylko nie potrafi odzyskać Smoleńska, ale nie miałaby też większych szans, gdyby car ruszył z całą potęgą na Wilno lub Rygę. Konieczne więc było wsparcie polskie nie tylko w posiłkach zbrojnych i pieniężnych (wydatki skarbu koronnego w I wojnie północnej sięgnęły ogromnej sumy 2.133.653 złotych polskich), ale i - do czego nie doszło - całym potencjałem mobilizacyjnym państwa polskiego.
Przypomnijmy główne przyczyny ujemnego dla króla polskiego bilansu I wojny północnej. Strona polsko-litewska miała przewagę taktyczną w polu, w organizacji, uzbrojeniu, wyszkoleniu i bojowości jazdy. Bilans zwycięskich bitew w polu był dla monarchii jagiellońskiej imponujący. Przy 4 tylko klęskach litewskich [...] odnotować można aż 19 zwycięstw [...].
Równie częste co bitwy były na froncie litewskim oblężenia zamków. Wojsko polsko-litewskie miało na swym koncie 6 udanych i tyleż samo nieudanych oblężeń. [...] Rezultaty walk oblężniczych były więc dla strony jagiellońskiej mniej korzystne ze względu na słabe wsparcie artyleryjskie oraz nikłe umiejętności wzniecania i gaszenia pożarów drewniano-ziemnych fortyfikacji. Wskutek braku znaczniejszej cudzoziemskiej kadry dowódczej pieszej i inżynieryjnej dowództwo litewskie okazało się bezradne wobec moskiewskiej taktyki budowania zamków na terenach przeciwnika. Nie mieli Litwini piechoty typu zachodniego, dobrze uzbrojonej w najnowszą broń palną i mającej umiejętności w zakresie wysadzania nieprzyjacielskich umocnień.
Zły był po stronie jagiellońskiej sposób prowadzenia wojny, ograniczający się przeważnie do biernej obrony. Strategia moskiewska miała natomiast charakter zaczepny. Ofensywy zimowe cara następowały w okresie rozpuszczania wojsk królewskich lub rozkładania się ich na leżach zimowych. Świetnie funkcjonujący wywiad dostarczał Moskwie wszystkich informacji niezbędnych do wybrania odpowiedniego czasu i miejsca ataku. Dowództwo moskiewskie potrafiło jasno określić cel wojny, którym był najważniejszy punkt w danej ziemi (Połock, Witebsk). Dla jego zdobycia wykorzystywało maksymalnie swe olbrzymie możliwości mobilizacyjne, zaopatrywało się w liczną artylerię, sprzęt i zapasy żywności. Żołnierz moskiewski odporny był na trudy wojenne, na głód, mróz i upały. W aspekcie spraw wojskowych uwidoczniła się wyższość ustrojowa samodzierżawia carskiego nad demokratyzującym się coraz bardziej wzorem polskim społeczeństwem litewskim. Moskiewskie pospolite ruszenie nie wymagało nakładów pieniężnych, nie była więc konieczna zgoda na uchwalenie podatków. Liczna, bezpłatna i całkowicie posłuszna siła zbrojna była w ręku cara narzędziem wojny, o którym z pewnością marzyłby niejeden ówczesny władca europejski. Dyscyplina w armii moskiewskiej była większa niż w polsko-litewskiej. Car mógł ją trzymać w pogotowiu bez pieniędzy i łupów jak długo chciał i wskazywać sposób wojowania, jaki uważał za stosowny.
Trudno w tej sytuacji winić Zygmunta Augusta za to, co było wynikiem ustroju politycznego i ułożenia stosunków wewnętrznych w jego państwie. Nie ponosił on na przykład odpowiedzialności za trudności skarbowe, w wyniku których nieopłaceni zaciężni grozili opuszczeniem obozów. Nie można zarzucić królowi beztroski czy niedbałości - najwyżej opieszałość. Dbał o należyte zaopatrzenie wojska w artylerię, broń i amunicję. Ale brakło polskiemu monarsze energii, konsekwencji, zdolności dowódczych i wiedzy wojskowej. Nie wyciągał prawidłowych wniosków z doznanych porażek i zbytnio wierzył w polityczne rozstrzyganie sporów. Popełniał błędy w polityce kadrowej, w dobieraniu ludzi na stanowiska dowódcze. Powiększył liczbę piechoty, ale ciągle ją jeszcze nie doceniał, podobnie jak i cudzoziemskiej kadry technicznej. Tak jak jego najbardziej zaufani doradcy - Radziwiłłowie, miał ostatni Jagiellon zbyt wysokie mniemanie o roli i znaczeniu kawalerii w toczących się wojnach. Hetmanom litewskim brakło przezorności, szerszej inicjatywy, fachowego przygotowania do prowadzenia walk oblężniczych. Przy panujących konfliktach między dowódcami oraz między panami litewskimi a szlachtą, daje się zauważyć brak ogólnej dyscypliny i odpowiedzialności za państwo. Zobojętniała na swe obowiązki wojskowe, a zapatrzona w przywileje koronne, szlachta litewska nie chce wyruszać w pole lub czyni to ze znacznym opóźnieniem. Żołnierz zaciężny zaś służbę swą uzależnia od zapewnienia mu należytych warunków bytowych i często ulega demoralizacji. Splot tych wszystkich czynników składających się na kryzys wojskowości litewskiej, spowodował niepowodzenie monarchii jagiellońskiej w toczącej się przez całe dziesięciolecie wojnie o Inflanty, ziemię połocką, witebską i smoleńską.
Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548–1575" s. 208-212