ozdoba

Łopuszno 1512

ozdoba

Szukaj:

Zapisz się na bezpłatny newsletter:

"...Wojska polsko-litewskie zostały rozmieszczone na półtorakilometrowej polanie obrzeżonej z obu stron drzewami. Ostrogski rozstawił swych Wołynian oddzielnie na prawym skrzydle na wzgórzu i u jego podnóża. Lewą stroną polany przebiegała droga z Łopuszna do Wierzbowca. Wzdłuż tej drogi stanęli Polacy pod wodzą Kamienieckiego, ale zbyt blisko lasu, tak że między obu skrzydłami wytworzyła się niebezpieczna luka. Ugrupowanie wojska miało charakter obronno-zaczepny. Zamierzano wykrwawić i odeprzeć przeciwnika, po czym atakiem świeżych sił rozbić go i zniszczyć. Stąd w pierwszej linii wojsk polskich stanęła rota strzelczej piechoty (ok. 300 ludzi) z dwoma działami, by ogniem z broni palnej i pociskami z kusz powstrzymać na Żyraku, płynącym w błotnistym i śliskim parowie, pierwszy atak Tatarów. W drugiej linii znalazł się huf czelny dowodzony przez hetmana nadwornego Wojciecha Sampolińskiego. Huf ten zajmował front szerokości 500 m i składał się z kilkunastu chorągwi zaciężnych husarskich i strzelczych, w tym doborowej chorągwi nadwornej złożonej z husarzy i kopijników. Trzecią linię stanowił huf walny dowodzony przez wojewodę ruskiego Jana Odrowąża. Liczył około 2 tyś. jazdy prywatnej i ruskiego pospolitego ruszenia z przewagą ciężkozbrojnych kopijnilców. Jazda litewska na prawym skrzydle dowodzona przez Ostrogskiego również ustawiona była w dwa rzuty i składała się głównie z lekkozbrojnych strzelców wołyńskich. Naczelne dowództwo spoczywało w rękach skłóconych ze sobą hetmanów - Kamienieckiego i Ostrogskiego.

Siły przeciwników były wyrównane - po 6 tys. zbrojnych po obu stronach, bowiem ok. 4 tys. Tatarów pozostało pod Kuźminem i stamtąd łupiło bliższe i dalsze okolice. Główne siły nieprzyjaciela stanęły ławą na północ od Łopuszna, frontem do wojsk polsko-litewskich. Tatarzy rozmieszczeni byli w ośmiu hufach uszykowanych w dwa rzuty, z których przedni stanął na wzgórzu na południowy wschód od Kornaczówki. Tabor z łupami i jasyrem znajdował się już na szlaku - kilometr na południowy wschód od Łopuszna. Skrzydła wojsk polsko-litewskich oparte były o las porastający płaskowzgórze, dlatego Tatarzy nie mogli zastosować swego ulubionego manewru - oskrzydlenia przeciwnika. Postanowili więc wykorzystać lukę, jaka powstała między prawym i lewym skrzydłem polsko-litewskim. Gwałtownym uderzeniem zamierzali rozdzielić wojsko przeciwnika, rozbić słabszych liczebnie Wołynian, następnie zaś otoczyć i zgnieść Polaków.

Bitwę rozpoczęli Tatarzy od pozorowania natarcia na swym prawym skrzydle. Kilkusetkonny oddział tatarski przeszedł zabagnioną dolinę rzeczną i ruszył naprzód pragnąc związać i rozluźnić szyk jazdy polskiej. Był to zwykły taniec tatarski - atak z wypuszczeniem deszczu strzał, odskok i znów natarcie z łukami. Nie mogli jednak Tatarzy rozwinąć pełnej szybkości pod górę na stoku płaskowzgórza. Z bliskiej odległości przywitani zostali w dodatku gradem pocisków z kusz i ogniem z dział i rusznic polskiej piechoty. Poczęli więc mieszać swe szyki i odstrzeliwać się z łuków. Gdy uwaga Polaków skupiona była na tatarskich harcownikach, lewoskrzydłowy oddział przeciwnika uderzył na skrzydło litewskie od przodu, a dwa środkowe wbiły się w centrum klinem pomiędzy szyk polski i litewski. Mając przewagę liczebną (1,5:1) Tatarzy otoczyli Litwinów z dwóch stron i przycisnęli do ściany lasu silnie ostrzeliwując ich z łuków. Chroniąc się w gęstwinie leśnej jeźdźcy wołyńscy dzielnie się bronili. Odcięty od szyku polskiego Ostrogski wytrzymał atak i nie dał się otoczyć z trzech stron. Kontratakami drugiej linii litewskiej ze skraju lasu ku centrum zmusił przeciwnika do uporczywej walki w zwartych szeregach. Ponosząc ciężkie straty od strzał tatarskich nie mogli jednak Litwini stawiać dłuższego oporu - ich szeregi zaczęły się chwiać i cofać, grożąc rozproszeniem w gęstwinie leśnej. Ostrogski począł słać do Kamienieckiego rozpaczliwe wezwania o pomoc.

Niebezpieczeństwo dostrzegł najbliżej stojący Sampoliński i rzucił się ze swoją nadworną chorągwią i oddziałem Bernarda Potockiego na odsiecz. Jazda polska uderzyła swą masą w bok i od tyłu na Tatarów, przełamała ich kopiami i odrzuciła ze wzgórza. Nieprzyjaciel rzucił wówczas do natarcia drugi rzut, zapewniając sobie znów przewagę liczebną (2,3:1). Chorągwie Ostrogskiego i Sampolińskiego poczęły się wówczas chwiać i cofać. Kamieniecki zachował jednak zimną krew. Kolejno wspierał teraz Litwinów chorągwiami hufca czelnego, chcąc zachować większość sił aż do rozstrzygającego momentu bitwy. Znikały one w przytłaczającej liczbie Tatarów, którzy rzucili już do walki wszystkie swoje siły. Sprawność i dzielność żołnierzy polskich i litewskich oraz dobre uzbrojenie ochronne (zbroje, kolczugi) umożliwiły stawienie dłuższego oporu. Gdy już Tatarzy ponieśli znaczne straty, Kamieniecki osobiście poprowadził na nich szarżę całego hufca walnego. Chorągwiom rozkazał atakować jednocześnie, tworząc w ten sposób szeroki front natarcia i wprowadzając do boju maksymalną liczbę kopii kopijników i husarzy. Szyk tatarski został rozbity uderzeniem ciężkozbrojnej jazdy polskiej. Jednocześnie jedna chorągiew polska wydostała się z bitewnego zamieszania i przedarła na tyły Tatarów do miejsca, gdzie znajdował się jasyr. Uwolnieni jeńcy porwali za broń i wraz z chorągwią jazdy uderzyli na Tatarów z tyłu. Zaatakowany z dwóch stron nieprzyjaciel nie próbował już oporu i rzucił się do ucieczki doliną Żyraku w kierunku Bereżanki i Wyszogródka.

Bitwa pod Łopusznem 28 kwietnia 1512

Straty Tatarów miały wynosić od 25 do 50% ich stanu osobowego. Polegli trzej carzykowie i zięć Mengli Gireja. Wielu też Tatarów zostało wziętych do niewoli. Polaków i Wołynian miało zginąć tylko 100, choć wydaje się ta liczba zbyt zaniżona. Wielu też musiało być rannych. Uwolniono duży jasyr (16 tys. ludzi) i zdobyto 10 tys. koni. Natychmiast po bitwie Kamieniecki posłał gońca na Podole do Tworowskiego, by zastąpił drogę uciekającym Tatarom, którym jednak udało się dostać do swych siedzib. Czambuły spod Kuźmina uprowadziły nawet z sobą cały jasyr.

Według S. Herbsta bitwa pod Łopuszną „nie ujawniła doskonałego dzieła sztuki wojennej", będąc przede wszystkim poligonem staropolskiej sztuki wojennej. Brali w niej bowiem udział - zdobywając odpowiednie doświadczenie - przyszli wybitni dowódcy, a wśród nich Jan Tarnowski. Wprawdzie ciasny teren faktycznie nie pozwolił obu stronom na stosowanie większych manewrów, to jednak należy podkreślić dobre wyszkolenie i uzbrojenie żołnierzy polskich i litewskich oraz sztukę dowodzenia polskiego hetmana. Wprawdzie dowództwo spoczywało również w ręku Ostrogskiego, to jednak Kamieniecki w trakcie bitwy przejął inicjatywę, usuwając w cień swojego partnera. „Nie bacząc na stan i zdrowie swoje, wdziawszy zbroję i wsiadłszy na konia, gorliwie zajmował się przysposobieniem wszystkich wokoło chorągwi i ustawieniem hufców...". Z żelazną konsekwencją realizował to, co obecnie określa się jako zasadę ekonomii sił. Uderzył hufem odwodowym dopiero wówczas, gdy przeciwnik wprowadził do walki wszystkie swoje siły. Przedtem umiejętnie rozstawił wojska oraz osłabił przeciwnika ogniem z broni palnej i atakami z boku i tyłu. Na uwagę też zasługuje bardzo dobra koncentracja sił, synchronizacja działań polsko-litewskich przed bitwą oraz znaczna szybkość domarszu na pole walki i to w warunkach nocnych. Okazało się, że przy dobrej organizacji Polacy są w stanie bez pomocy obrony potocznej wyprowadzić z głębi swej strefy obronnej uderzenie nowozaciągniętymi oddziałami, odciąć Tatarom odwrót i rozbić ich w walce w otwartym polu..."


Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom I. Lata 1500-1548" s. 130-132

"...Na prawym skrzydle swoje chorągwie lekkiej jazdy rozmieścił hetman litewski Konstanty Ostrogski w dwa rzuty, mając swoje prawe skrzydło oparte o ścianę lasu. Po lewej stronie stanęły wojska koronne pod wodzą hetmana Mikołaja Kamienieckiego uformowane w trzy rzuty, zabezpieczone z lewej strony lasami. Pomiędzy szykami litewskimi a polskimi utworzyła się w ten sposób niebezpieczna luka. Kamieniecki wystawił rotę piechoty (300 żołnierzy) z dwoma działkami polowymi w pierwszym rzucie w takiej odległości od rzeczki, aby broń palna i kusze mogły razić Tatarów, a tym samym wyhamować ich impet w natarciu. W drugiej linii stanął huf czelny dowodzony przez hetmana nadwornego Wojciecha Sampolińskiego (Sempoliński, f 1526 r.). Jego chorągwie husarskie, strzelcze i nadworna zajęły pas szerokości 500 m. Z tyłu wojsk koronnych rozmieszczono huf walny pod komendą nowego wojewody ruskiego Jana Odrowąża (f 1513 r.). Składał się on z chorągwi prywatnych i ruskiego pospolitego ruszenia w sile niespełna 2 tys. jazdy. Naczelne dowództwo spoczywało w rękach skłóconych ze sobą hetmanów.

Siły przeciwników stanęły na północ od Łopuszna, a ich hufy sołtanowie ugrupowali w dwa rzuty. Tabor z łupami i jasyrem był już w marszu za Łopusznem i podążał w kierunku południowo - wschodnim. Dowódcy tatarscy nie mogli zaplanować zazwyczaj stosowanego manewru - szybkiego oskrzydlenia przeciwnika - ponieważ skrzydła polsko - litewskie opierały się o ściany lasów. Jak przewidywał Ostrogski, bitwę rozpoczęli Tatarzy, uderzając silnym czambułem ze swojego prawego skrzydła na Polaków. Ich natarcie, spowolnione silnym ostrzałem z rusznic, kusz i działek piechoty, wskazywało raczej na pozorowany atak jazdy tatarskiej z zastosowaniem gradu strzał na polskie szeregi. Zadaniem tego czambułu było zapewne rozluźnienie szyków jazdy polskiej i wywołanie zamieszania. Po pewnym czasie lewe skrzydło wojsk tatarskich rzuciło się z silnym impetem na słabsze wojska litewskie, równocześnie wbijając się klinem swojego centrum w lukę pomiędzy ugrupowania polsko - litewskie. W tym momencie Tatarzy mieli przewagę liczebną nad Litwinami i otoczyli ich chorągwie przypierając do lasu. Ostrogski wytrzymał atak, a kontratakami swojego drugiego rzutu zmuszał Tatarów do zwierania szeregów. Jednak przewaga liczebna i grady strzał tatarskich nie dawały szansy na dłuższą obronę. Szeregi Wołynian zaczynały się chwiać i topnieć, co zagrażało rozproszeniem wojsk litewskich. Hetman litewski wysłał gońca do Kamienieckiego, prosząc o wsparcie. Trudne położenie Litwinów pierwszy zauważył Sampoliński i uderzył najlepiej uzbrojoną w stylu husarskim (lekkozbrojną) chorągwią nadworną w bok i tyły tatarskie. Odrzuciło to ordyńców, a Litwinom odblokowało jeden bok. Wówczas sołtanowie wprowadzili do walki drugi rzut, co ponownie zapewniło nieprzyjacielowi przewagę liczebną. Spowodowało to cofanie się chorągwi litewskich i nadwornej. Jednak Kamieniecki, nie widząc jeszcze symptomów porażki, zachowywał zimną krew i rzucał do walki kolejne, wypoczęte chorągwie z hufca czelnego, chcąc zachować resztę sił do decydującego uderzenia. Chorągwie polskie znikały w przeważającej masie jazdy przeciwnika. Sprawność i dobre uzbrojenie ochronne Polaków pozwalało im stawiać dłuższy opór i chroniło ich od pogromu. Szarże z impetem kolejnych chorągwi husarskich i ciężkozbrojnych na lekkozbrojną jazdę tatarską powodowały również duże straty wśród Tatarów. Kiedy Kamieniecki widział, że odwody tatarskie już się wyczerpały i był pewny zwycięstwa, osobiście poprowadził huf walny na czambuły tatarskie. Niespełna dwa tysiące jazdy polskiej pocztów prywatnych, w przeważającej części ciężkozbrojnej, oraz ruskiego pospolitego ruszenia, nacierało wszystkimi chorągwiami jednocześnie szerokim frontem. W ten sposób uderzenie tego hufca objęło swoim zasięgiem wszystkich walczących Tatarów, a impet ciężkozbrojnych złamał szyki Tatarów na całym froncie. Jedna z chorągwi ruszyła ścigać tabor tatarski, którego słaba ochrona nawet nie stawiała oporu i uciekła. Mężczyźni z uwolnionego taboru chwytali za broń oraz konie biegające bez jeźdźców i stawali do walki. Atakowani Tatarzy ze wszystkich stron rezygnowali z oporu i rzucali się do ucieczki w kierunku wschodnim.

Straty Tatarów miały podobno wynosić ponad 25 procent, a do tego trzeba doliczyć mordowanych Tatarów przez ludność okoliczną w czasie przedzierania się w kierunku południowo - wschodnim. Polegli trzej młodsi synowie i zięć Mengli - Gireja. Wielu Tatarów wzięto do niewoli, zdobyto kilka tysięcy koni, a z jasyru uwolniono kilkanaście tysięcy ludzi. Wśród Polaków i Wołynian zginęło około 100 żołnierzy, ale kilkakrotnie więcej było rannych, z których później wielu zmarło. Kamieniecki wstrzymał pościg, który byłby nieefektywny i nakazał Tworowskiemu przeciąć drogi odwrotu Tatarom. Jednak nie udało się zatrzymać uciekinierów spod Łopuszna oraz czambułów z kosza pod Koźminem, który uprowadził jasyr i łupy. Szybkość, z jaką uciekały niedobitki pozbawione dowództwa, była imponująca. Podobno w pierwszych dniach maja zeszli się na pierwszy odpoczynek nad Sinymi Wodami, dopływem Bohu..."


Fragment książki: Ryszard Przybyliński "Ród książąt Glińskich. Tom 2." s. 184

W tym serwisie stosuje się pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, dzięki temu dostosowuje się on do Twoich indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Możesz w każdym czasie dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.