ozdoba

Mohacz 1526

ozdoba

Szukaj:

Zapisz się na bezpłatny newsletter:

"...Wojska węgierskie przybyły spod Bataszek w okolice Mohacsa 17-18 sierpnia. Tutaj właśnie wyznaczono miejsce pod obóz. Miasto to położone jest nad brzegiem Dunaju, zaś na zachód i południe od niego rozciągają się równiny pozbawione naturalnych przeszkód, takich jak lasy czy wzniesienia. W odległości około 40 kilometrów na południe przepływa rzeka Drawa. Pomiędzy nią a Mohścsem znajdowały się w pewnych miejscach winnice i bagna. Tutaj właśnie, nad błotnistym stawem nazywanym przez okoliczną ludność Krasso, stanęło obozem około pięciu czy sześciu tysięcy ludzi Pawła Tomori, głównodowodzącego tej wyprawy.

Obóz warowny dla wojsk królewskich wytyczony został według wskazówek oboźnego, Leonarda Gnojeńskiego, w pobliżu samego miasta Mohacs. Po wyznaczeniu wszystkim oddziałom pozycji, które powinny zająć w tymże obozie, Tomori powrócił do swoich nad Krasso, by przyprowadzić ich do obozu pod Mohacs. Tam jednak czekała go niemiła niespodzianka, jako że część szlachty zamierzała opuścić szeregi i nie podejmować walki z Turkami. Grupa ta jednak została przez pozostałych uznana za dezerterów i tchórzy Argumentem za podjęciem walki miała być rzekoma słabość armii tureckiej, rozprzężonej i niekarnej. [...]

przemarsz wojsk pod Mohacz

"...Postanowiono także, że obóz należy otoczyć wozami, które stanowić miały osłonę dla żołnierzy Miało to również zapobiegać otoczeniu armii przez nieprzyjaciół. Takie wykorzystanie wozów doradzał Leonard Gnojeński. System czeskiego taboru wykorzystywany był dość często w tym okresie przez wojska polskie. Rozpowszechniony on został przez czeskich zaciężnych, którym skądinąd polska sztuka wojskowa XV i XVI wieku ma sporo do zawdzięczenia. Niestety jak pisał Broderyk, także „i to, jak wiele innych rzeczy, zostało zaniedbane".

przed bitwą

We środę 29 sierpnia, w dniu bitwy wojska węgierskie rozstawiono w szerokim szyku, by nie dać nieprzyjacielowi okazji do ich otoczenia, a tego obawiano się najbardziej. Całe wojsko ustawione zostało w dwu liniach. W pierwszej z nich dowódcy nie mieli ustalonej pozycji, lecz znajdowali się tam, gdzie skierowała ich konieczność lub przypadek. Prawym jego skrzydłem dowodzili ban Chorwacji, Franciszek Bathyany oraz Jan Tahi. Lewym, na którego dowódcę wyznaczony został wojewoda siedmiogrodzki, jeśli zdoła się stawić, dowodził tymczasem Piotr Perenyi. Za pierwszymi szeregami ustawione zostały armaty W kilku miejscach rozrzucona została ciężkozbrojna jazda. Kanclerz nie podaje jednak dokładniejszych informacji co do składu tej linii.

przed bitwą

Kilkadziesiąt metrów z tyłu znajdowała się druga linia, w której przebywał król. Linia ta w większości składała się z jazdy. Jej trzon stanowiła tysiącosobowa doborowa rota pancerna. W środku tej roty powiewał sztandar królewski, który dzierżył Jan Dragffii, sędzia nadworny Dookoła ciężkozbrojnych znajdowała się lżej uzbrojona jazda, zaś na skrzydłach rozmieszczono piechotę. W linii królewskiej przed tym szeregiem, w którym znajdował się król, stały trzy szeregi składające się w większości z dworzan królewskich tak, by król otoczony był przez osoby najbardziej mu bliskie i oddane. Dowodził tu Mikołaj Tharczay

Po prawicy królewskiej znajdowali się (wraz ze swymi banderiami) biskupi Ostrzyhomia, Zagrzebia, Waradynu, Pécsu i Sirmium. Odleglejsze miejsca zajmowali biskupi Gyór i Vacie (znajdowali się za królem), za kanclerzem zaś następowali biskupi Nitru i Bośni, proboszcz Székesfehérváru, po nich zaś sekretarze i dworzanie królewscy Po lewicy królewskiej pozostało miejsce dla hrabiego palatyna królestwa, „który z trudem dosiadał konia i poruszał się pieszo, niemniej bardzo sprawnie przemieszczał się między pierwszą a drugą linią". Dalej z lewej strony znajdowało się przy królu kilku baronów i poczet rycerzy Z boku po jego prawej stronie, za biskupami i sekretarzami znajdowali się Kaspar Raskai, Walenty Tórek i Jan Kalai, którym, jak mówiliśmy, powierzona została piecza nad osobą królewską.

Miejsce, w którym rozwinęły się wojska węgierskie, było odlegle o 10 kilometrów od Mohácsa, i o 5 kilometrów od przepływającego obok Dunaju. Była tu rozległa równina, bez lasów, zarośli, zbiorników wodnych czy zawadzających rowów; nic na całej przestrzeni od tego miejsca aż do Dunaju, gdzie dopiero była bagnista woda i gęste błota pełne pułapek, które później pochłonęły wiele ofiar śmiertelnych. Naprzeciwko Węgrów na znacznej długości rozciągało się zagłębienie, „kształtem przypominające teatr", jak pisał Stefan Broderyk, poza którym rozbili obóz Turcy Na południowym stoku znajdowała się wioska Feldwar, poza którą ustawiona została artyleria turecka zasłonięta wzniesieniami przed Węgrami dopóty dopóki znajdowali się oni na równinie. „Dopiero tuż przed samą bitwą na własne oczy ujrzeliśmy", usprawiedliwiał armię węgierską kanclerz, „iż miejsce to pełne jest nieprzyjaciół, przeważnie tak zwanych janczarów, przez co ile było chatek z drugiej strony wsi, wszystkie zajęli długim szeregiem. Jak się później dowiedzieliśmy pośród nich był także sam cesarz. Armaty zostały tam ustawione niczym w jakiejś dolinie i z tego powodu nasi tak długo, jak pozostawali na równinie nie mogli ich dostrzec". W pierwszej fazie bitwy ich skuteczność była niewielka: „siały też one więcej postrachu niż wyrządziły szkody", pisał Broderyk nie znający założeń taktycznych armii osmańskiej; okazały się zresztą one fatalną niespodzianką nie tylko dla niego. Całkowicie nieskuteczna natomiast okazała się znacznie słabsza artyleria węgierska, strzelająca od początku starcia. Jedynie dym prochowy zasnuł pole bitwy.

Większą część dnia wojska węgierskie spędziły na oczekiwaniu tureckiego uderzenia. Cały czas toczyły się potyczki harcowników, jednak Węgrzy wciąż nie mieli pewności, czy do bitwy ostatecznie dojdzie. Osmanowie prawdopodobnie chcieli w ten sposób zmęczyć przeciwnika, spróbować wyciągnąć go w pole, by zaatakować z dogodniejszej pozycji rozciągnięty rozsypany szyk atakujący pod górę. Przypuszczano również, że zamierzają oni przeczekać do zmierzchu, by otoczyć i rozbić wojska węgierskie pod osłoną nocy Jakiekolwiek byłyby zamierzenia sułtańskie, to właśnie jego armia wygrała tę wojnę nerwów. Po kilku godzinach jeźdźcy węgierscy zsiadali z koni i dla wytchnienia zdejmowali hełmy Po południu część dostojników, zmęczona, była już gotowa wracać do obozu na wypoczynek. Późnym popołudniem wykryto pierwszy ruch nieprzyjaciela. Oddział akindżych przechodził z prawej strony armii węgierskiej, wykonując manewr oskrzydlający.

bitwa

Dla głównodowodzącego Pawła Tomori był to sygnał do rozpoczęcia bitwy Uznał on, że jest to najlepszy moment, by rozbić podzieloną armię osmańską, atakując jej poszczególne części, wykazując się jednak tym samym katastrofalną nieznajomością nieprzyjacielskiej taktyki (jeśli oczywiście przyjmiemy że kanclerz nie mijał się z prawdą opisując pobudki kierujące Pawłem). Przyjmując radę arcybiskupa „król natychmiast rozkazał dąć w rogi i razem z wrzaskiem tłumu i dźwiękiem bębnów wzniósł się okrzyk czy też raczej pieśń naszych, wzywająca Jezusa Zbawiciela w obliczu śmierci". Główne siły tureckie jakby tylko na to czekały, schodząc z wolna, w doskonałym szyku, ze wzgórz znajdujących się na przeciwko Węgrów. „Wtedy wreszcie nałożono hełm na głowę królewską". Wkrótce też starły się ze sobą pierwsze szeregi obu armii. Walczono tocząc pojedynki jeden na jednego. Minęła godzina trzecia po południu.

Bitwa pod Mohacsem 26 sierpnia 1526

Należy tu wyjaśnić, że relacja Stefana Broderyka, kiedy opisuje on warunki terenowe, w jakich rozegrała się bitwa, nie jest zbyt ścisła. Na południe od Mohacsa znajduje się bowiem pasmo niewielkich wzniesień opasujących równinę i to za nimi stała, ukryta przed oczami Węgrów, armia turecka. Te właśnie wzniesienia pokonać miał samodzielnie oddział akindżych, którego zadaniem było uderzenie na węgierską flankę. Relację kanclerza należy raczej rozumieć tak, iż równina mohacka stanowiła nieckę („scenę"), natomiast owe wzgórza - „widownię".

W pierwszej fazie bitwy pozorną przewagę uzyskali Węgrzy, spychając Turków w kierunku stanowisk ich artylerii, był to jednak tylko celowy manewr mający na celu wciągnięcie chrześcijan pod ogień armatni. Na swoje nieszczęście zbyt szybko uwierzyli oni w zwycięstwo. Do króla przybył Andrzej Batory z wieścią, że nieprzyjaciel ustępuje i szala zwycięstwa przechyliła się już na stronę węgierską, należy jednak ruszyć drugą linię, by dopomóc rycerzom wycinającym wroga. Tak też się stało, jednakże wojsko nie zdołało utrzymać szyku. Najgorsze było to, że swego miejsca w szeregu nie zdołał utrzymać sam król.

Nieco zagadkowo przedstawia się fakt, że do rozbicia wspomnianego powyżej tureckiego manewru oskrzydlającego wysłano na czele pięciusetosobowego oddziału jazdy trzech dworzan, którzy wcześniej wyznaczeni zostali do ochrony króla. Pierwotnie ich zadaniem miało być uwiezienie Ludwika z pola bitwy gdyby ta przybrała niepomyślny obrót. Nie było ich jednak przy nim, gdy walka się rozpoczęła, dzięki czemu - jak wiemy - ocaleli z pogromu. Jak relacjonował kanclerz Broderyk, Jagiellończyka utracono z oczu, gdy szala zwycięstwa zdawała się przechylać na stronę węgierską. Pozostawiony bez straży przybocznej młody władca, niepomny na nic ruszył do walki.

Tymczasem Osmanowie przełamali uderzenie ciężkozbrojnej jazdy w czym główną rolę odegrała ich artyleria. Decydujące uderzenie zadał jednak prawdopodobnie wspomniany wcześniej oddział akindżych z jazdą bośniacką, wykonujący manewr oskrzydlający. W rozsypkę poszło prawe skrzydło węgierskie, dowodzone przez bana Chorwacji (który uszedł z pola bitwy), a równocześnie zauważono nieobecność króla. Węgrzy zaczęli uciekać. Walka trwała jeszcze przez jakiś czas przed czołem artylerii tureckiej, jednakże losy bitwy rozstrzygnęły się niezwykle szybko, w ciągu około 90 minut.

przełamanie

Osmanowie nie ścigali uciekających wrogów. Walczono przez półtorej godziny jak pisał Stefan Broderyk, jednakże zapadłe ciemności oraz deszcz uratowały życie wielu Węgrów Niestety znaczna ich liczba zginęła w czasie ucieczki, tonąc w naddunajskich bagnach. Przerażeni rycerze szukali schronienia na drugim brzegu Dunaju, by jednak do niego dotrzeć, musieli pokonać nadrzeczne mokradła oraz wartki nurt rzeki. Właśnie zdradliwe bagniska pochłonęły najwięcej ofiar. Ciężkozbrojni rycerze na wielkich, również zakutych w żelazo koniach nie mieli większych szans na wyrwanie się z grząskiej topieli. Następnego dnia głowa głównodowodzącego armią arcybiskupa Pawła Tomori, zatknięta na długiej włóczni, obnoszona była w tureckim obozie. Spadły także głowy 1500 szlacheckich jeńców

Niezbyt ścisłe jest to, co o ustawieniu armii tureckiej pisał Charles Oman: „Sulejman zdawał sobie sprawę z gwałtowności szarży kawalerii węgierskiej. Był także świadom, że stoi naprzeciw tysięcy ciężkozbrojnych rycerzy, a także lżejszej jazdy husarskiej. Zdecydował się więc walczyć w ustawieniu znacznie głębszym niż to, które przyjął jego ojciec w walce z mamelukami pod Dabik i Ridanieh. Zamiast umieścić feudalną jazdę rumelijską i anatolijską na skrzydłach wraz z działami, zaś janczarów i konną gwardię w centrum, sformował swą armię w trzy szeregi. W pierwszym znalazła się jazda rumelijską, wspierać ją miała jazda anatolijska, w rezerwie natomiast pozostawali janczarzy mający na jednym skrzydle spahów; na drugim zaś silladarów, posiadający także (jak się wydaje) potężne wsparcie artyleryjskie. Źródła węgierskie podają, że nieprzyjacielskie armaty nie odegrały żadnej roli w pierwszej fazie bitwy, jednakże w końcu przesądziły o jej losach, kiedy pierwsze linie wroga zostały przełamane. Oprócz grup harcowników rozsypanych nieregularnie przez pierwszą linią, wiemy, że Sulejman odkomenderował na lewym skrzydle znaczny oddział akindżych z 4000 jazdy bośniackiej na odległość około jednej mili od sił głównych z rozkazem przejścia przez wzniesienia i oskrzydlenia za wszelką cenę wojsk węgierskich, gdy rozgorzeje bitwa"'. Ten właśnie ruch zauważył Paweł Tomori.

Można tu więc sprecyzować, iż pod Mohacsem armia osmańska zastosowała wypracowaną taktykę, wykorzystaną także w innych zwycięskich bitwach (pod Nikopolis, Warną czy Czałdyranem). Armia dzielona była na trzy główne części. Jej centrum dowodził osobiście sułtan lub też wielki wezyr w zależności od tego, czy sułtan był na polu bitwy Oboma skrzydłami dowodzili książęta lub też bejlerbejowie. Pierwszy szereg wojsk stanowili azabowie, za 1. nimi zaś znajdowali się sejemenowie (sekbanowie) i inna piechota prowincjonalna. Kolejny szereg stanowili ciężkozbrojni janczarzy (zirhli nefer, odziani w zbroje kolcze i hełmy, uzbrojeni w różne rodzaje mieczy, toporów wojennych, włóczni z hakiem, sztyletów itp). Głębiej znajdowała się artyleria, za nią zaś strzelcy Wokół sułtana znajdowała się jazda kapykulu, jazda prowincjonalna zaś (spahowie timarioci) na skrzydłach. Akindży oraz Tatarzy okrążali nieprzyjaciela, by zaatakować go od tyłu.

Bitwa zazwyczaj rozpoczynała się od szarży ciężkiej kawalerii nieprzyjaciela. Wbijała się ona w szeregi azabów, którzy stawiwszy jej czoło, ustępowali na boki, po czym sejmenowie postępowali w ten sam sposób. Następnie kawaleria atakowała zirhli neferów, którzy stawiali silny opór, a po krótszej lub dłuższej walce oni także rozstępowali się, jak dwa pierwsze rzuty piechoty prowincjonalnej. W ten sposób jazda, która utraciła szybkość, szyk i rytm natarcia, która poniosła też już pewne straty w walce z piechotą, stawała twarzą w twarz z osmańska artylerią, która była w stanie zdziesiątkować ją kilkoma salwami. Dzieła dopełniali janczarscy strzelcy (tiifekęi), strzelający również salwami. Napotykający ścianę ognia pozostali przy życiu kawalerzyści próbowali uciekać, na to jednak tylko czekały formacje piechoty otaczając i wycinając do nogi zdezorientowaną, zdziesiątkowaną i ulegającą panice konnicę. Wówczas też do akcji wkraczała zaciężna kawaleria turecka, atakując osłabioną ostrzałem artyleryjskim piechotę. Równocześnie akindży i Tatarzy uderzali na tyły przeciwnika, biorąc na cel jego artylerię i strzelców. Złamane takim atakiem wojska szły w rozsypkę, a uciekających z pola bitwy wyrzynała osmańska jazda. Ten właśnie scenariusz w sposób modelowy rozegrany został na polach opodal Mohacsa.

Stosunek sił przed bitwą kształtował się szokująco niekorzystnie dla armii chrześcijańskiej. Stefan Broderyk pisał w liście do Piotra Tomickiego i Andrzeja Krzyckiego: „Naszych sił było 20 000, nieprzyjaciel miał 200 000, z czego do walki zdolnych było 80 000. Także nasz sprzęt wojenny był w małej liczbie i źle przygotowany Turcy mieli około 400 dział, co jeszcze bardziej zwiększało ich przewagę. Nasze szyki były w rozsypce i gotowe do ucieczki. Straciliśmy prawie całą piechotę, której było około 10 000 ludzi, utraciliśmy zamki i resztę sprzętu wojennego". Paweł Tomori pierwotnie szacował, że w obozie tureckim znajdowało się nawet 300 000 ludzi, z czego jednak liczbę żołnierzy zdolnych do walki oceniał na 70 000. Współcześnie przyjmuje się, że armia węgierska liczyła ok. 25 000 zbrojnych oraz ok. 80 dział, turecka zaś ok. 75 000 zbrojnych i ok. 300 dział. Straty w ludziach wynieść miały odpowiednio ok. 20 000 zabitych i rannych po stronie węgierskiej, ok. 5000 zabitych i rannych po stronie tureckiej..."


Fragment książki: Piotr Tafiłowski "Mohacs 29 VIII 1526" s. 67-74

"...Na południe od miasta rozciągała się rozległa równina odgrodzona na południowym wschodzie od Dunaju jego dopływem i lasem, a na południowym zachodzie również zalesionymi wzgórzami Villanyi. Na odbytej naradzie wojennej Gnojeński proponował nie zbliżać się zbytnio do armii tureckiej, lecz wprowadzić ją w cieśniny wzgórz lub stoczyć bitwę zaczepno-odporną w oparciu o obóz. Odrzucono jednak tę koncepcję i dysponując w zdecydowanej większości jazdą, postanowiono pod naciskiem wodzów węgierskich stoczyć bitwę na równinie, mimo kilkakrotnej przewagi tureckiej. Na naradzie w dniu 28 sierpnia zlecono jednak Gnojeńskiemu umocnienie obozu i obsadzenie go piechotą, ale na wykonanie tego zadania brakło już mu czasu.

W związku ze zbliżaniem się armii tureckiej od strony Kneżeva rozstawiono rankiem 29 sierpnia wojsko na równinie odległej 7 km od Mohacza i 13 km od Dunaju. Były to pola pozbawione jakichkolwiek przeszkód terenowych, przez które przebiegał trakt do miasta. Od zachodu i południa ograniczone one były małą rzeczką, która na wschodzie płynąc w dolinie przechodziła w okolicy wsi Cziele (ob. Kollced) w trzęsawisko porośnięte trzciną i drzewami. Wskutek wylewu Dunaju rozpadliny u jej ujścia były zalane wodą. Wodzowie węgierscy zamierzali pogodzić dwie sprzeczne koncepcje. Z jednej strony usiłowali rozmieścić swą jazdę jak najszerzej, by wykorzystać w starciu wszystkie kopie, z drugiej zaś zdając sobie sprawę z przewagi liczebnej nieprzyjaciela uważali, by nie być przez niego otoczonym od wschodu (bagna) i zachodu (rzeka). Podzielili wojsko na dwie kolumny. Na czele pierwszej, złożonej głównie z husarii, stanęli Tomory i Zapolya, nie mając jednak stałego miejsca dowodzenia, lecz przebywając przy poszczególnych hufcach pospolitego mszenia. Z tyłu, w drugiej kolumnie stanęły obok króla wyborowe oddziały jazdy kopijniczej dworzan i baronów. Na skrzydłach umieszczono nieliczną piechotę, przy czym Gnojeński z polskimi piechurami i nielicznymi działami zajął przypuszczalnie stanowisko na prawej flance w okolicy obecnej miejscowości Satorhely.

Na południowy zachód od równiny po prawej stronie rzeczki, wznosił się pagórek w kształcie wydłużonego półkola, za którym w pobliżu obecnej miejscowości Majs Turcy założyli swój obóz. Na płaskowzgórzu stanęła lekka jazda turecka, a pod jej osłoną liczne oddziały janczarów. Szyk turecki przypominał więc półksiężyc ramionami zwrócony ku przeciwnikowi. Na najniższym stoku wzgórza znajdowała się mała wioska z kościołem - Feldwar (ob. Udwar), gdzie Soliman rozstawił na swej prawej, flankowej pozycji, liczną artylerię.

Bitwa pod Mohaczem 1526

Wojsko królewskie stało w pełnej gotowości bojowej, w świecącym w oczy sierpniowym słońcu, do godz. 15-tej, czekając na atak turecki. Gdy on nie następował, rozległy się głosy, by powrócić do obozu. Wskutek interwencji Tomory i Zapolyi król Ludwik dał znak do natarcia, a na głos trąb i śpiewu Węgrów „według zwyczaju wzywających imienia Zbawcy Jezusa", ruszyły też w dół płaskowzgórza zastępy tureckie. Pierwsza linia jazdy węgierskiej sforsowała rzeczkę i starła się z oddziałami rumelijskimi i anatolijskimi. Ostrzał z broni palnej rozpoczęła też piechota polska i węgierska. „Wystrzelano.... wszystkie nasze pociski, jednak z małą szkodą dla nieprzyjaciela". W zaciętej walce lekka jazda turecka (akindżi) poczęła się cofać pod naporem husarii węgierskiej, zamierzając naprowadzić ją pod pozycje własnej artylerii pod Feldwar. Gdy Węgrzy poczęli wchodzić na stok płaskowzgórza, król sądząc, że losy bitwy rozstrzygają się na jego korzyść, poderwał do ataku jazdę kopijniczą drugiej linii. Turcy odskoczyli wówczas ze skrzydeł, a ciężkozbrojni Węgrzy wolno nacierający na zrytym kopytami końskimi gruncie znaleźli się pod bocznym ogniem artylerii sułtańskiej. Z krótkiej odległości rozległa się salwa z dział, a kule przelatujące nad głowami królewskich dworzan wzbudziły przerażenie i panikę. Lewe skrzydło węgierskie, ponosząc duże straty, poczęło się chwiać i cofać do tyłu. Do ataku ruszyli też janczarzy. Dzielnie broniąca się kopiami, halabardami i mieczami polska piechota została wycięta, a jej dowódca Gnojeński padł od tureckiej szabli. Szyk węgierski uległ zmieszaniu, a Turcy z obu stron oskrzydlili przeciwnika.

Do kontrataku przeszło też tureckie centrum i poczęło spychać pospolitaków węgierskich z płaskowzgórza w dolinę łączącą się z trzęsawiskami pod Cziele. Tomory i Zapolya padli na polu walki. Natknąwszy się na bagno i ochłonąwszy z paniki jeźdźcy węgierscy poczęli zawracać w celu wznowienia walki, ale w centrum i na prawym skrzydle Turcy uzyskali już zdecydowaną przewagę. Doborowa jazda nadworna dzielnie walczyła, ale wskutek silnego ognia i dymu, paniki ludzi i spłoszonych koni musiała się cofać, by w końcu rzucić się do ucieczki w stronę Dunaju. Król Ludwik został porwany z szyku przez otaczających go dworzan i zagubił się w bitewnym zamęcie. Uniesiony falą uciekających w stronę Cziele, wpadł w stromą rozpadlinę wypełnioną wodą i próbując ją przepłynąć w ciężkiej zbroi - utonął. Wielu Węgrów przypartych przez Turków do Dunaju zginęło w pobliskim trzęsawisku.

po biwie

Batalia pod Mohaczem, którą uważa się za jedną z bitew stulecia, trwała blisko półtorej godziny. Zakończyła się całkowitym rozbiciem armii węgierskiej. Straty były wielkie..."


Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom I. Lata 1500-1548" s. 295-299

"...Dwudziestego dziewiątego sierpnia koło trzeciej po południu pocisk wystrzelony przez artylerię wroga dał sygnał do natarcia. Tak jak Turcy się spodziewali, najpierw zaszarżowała węgierska kawaleria z Perényiem i Tomorim na czele. Oddziały Rumelii wzięły na siebie impet jeźdźców i cofnęły się na oddziały anatolijskie. W tym momencie zastosowano taktykę doradzoną przez generała. Akıncı rozwarli szeregi, Węgrzy rzucili się w lukę, by dotrzeć do sułtana i go schwytać. Akıncı zaatakowali z lewej i z prawej. Historyk turecki Kemalpaşazâde opisuje walkę we właściwym sobie, kwiecistym stylu: „Gdy akıncı rzucili się potężnymi falami, morze krwi jęło burzyć się spienionymi bałwanami. Czerwone nakrycia ich głów przeobraziły pole bitwy w ogród tulipanów… Tarcze pękały niczym różane łono, hełmy napełniały się krwią jak wargi pąka róży. Opary krwi, wznoszące się szkarłatnym obłokiem do powierzchni nieba, tworzyły drugie niebo w barwie róż na głowie narzeczonej zwycięstwa…”

Węgierscy rycerze bili się niezwykle walecznie. Oddział trzydziestu dwóch spośród nich wyrąbał sobie drogę aż do miejsca, w którym znajdował się Sulejman – tego dnia sułtan otarł się o największe niebezpieczeństwo w swoim życiu. Kilku z jego straży przybocznej zginęło i zawdzięczał życie przytomności umysłu janczarów, którzy go otaczali i podcięli stawy skokowe wierzchowcom atakujących. Sam walczył nieustraszenie. Kilka strzał i grotów lanc go trafiło, lecz odbiły się od zbroi.

Wówczas do akcji wkroczyła turecka artyleria. Dokładnie w chwili, gdy król Ludwik Jagiellończyk na czele szwadronów, które mu pozostały, zbliżał się do barykady, jaką stanowiły powiązane ze sobą łańcuchami działa, wszystkie armaty wystrzeliły. Węgierscy rycerze zostali zmiażdżeni. Akıncı zaczęli polowanie na tych, których nie zabiły armatnie kule. „Obie armie wymieszały się i biły ze zdwojoną zawziętością. Błysk mieczy lśnił daleko na wschodzie. Drewno strzał, lanc i oszczepów podsycało wojenny pożar. Zbroje rozcinane przez ostrza szabli przypominały sieci rozdarte przez marlina…”

Bitwa trwała do wieczora. Artyleria węgierska, obsługiwana przez kanonierów bez doświadczenia, nie odegrała prawie żadnej roli. Cały ciężar walki spoczął na kawalerii, bohaterskiej, lecz źle dowodzonej i niezdyscyplinowanej. Kemalpaşazâde złożył hołd głównodowodzącemu wojskami węgierskimi Pálowi Tomoriemu: „Niczym twarde żelazo, im silniej wojna uderzała, tym więcej hartu wykazywał: słoń i żmija, stawiał czoło szponom ataków i kamieniom walki. Pokryty ranami, jak wściekły pies, znów ruszał do boju. Kiedy rzucał się do ataku, gwałtowny niczym wezbrane wody Nilu, wydawał z siebie wrzaski niczym ryk słonia, tak że lwy i tygrysy przed nim pierzchały…”

Węgrzy uciekali we wszystkich kierunkach. Wielu zagłębiło się na bagna, między innymi król Ludwik: „Sparzony żelazem hańby, buntownik ten rzucił się z koniem i bronią do rzeki i tak powiększył liczbę tych, którzy zginęli od wody i ognia…” Sulejman odniósł pełne zwycięstwo..."


Fragment książki: Andre Clot "Sulejman Wspaniały" ROZDZIAŁ II

Nasz serwis, podobnie jak inne warownie w sieci, używa ciasteczek w celach statystycznych oraz aby serwować Ci reklamy (Google AdSense) dopasowane do Twoich zainteresowań. Dzięki temu możemy dbać o renowację naszych treści. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.