"...Kr. Zygmunt nie zaniedbywał także zaopatrzenia Smoleńska, Połocka i pobliższych, ważnych grodów w działa, pociski, proch, saletrę, a także prowiant. Część uzbrojenia przybyła jeszcze 23 listopada roku poprzedniego z Krakowa do Wilna. Zatem wschodnie twierdze zostały zaopatrzone w pierwszych miesiącach 1514 r..."
Fragment książki: Ryszard Przybyliński "Ród książąt Glińskich. Tom 2." s. 214
"...29 czerwca rozpoczęło się metodyczne oblężenie, szturmy i ostrzał z 300 dział miasta i jego umocnień drewniano - ziemnych. Największe szkody czyniła artyleria, którą dowodził starszy nad armatą, niejaki Stefan, a szturmy żołnierzy moskiewskich na mury Smoleńska dzielnie były odpierane przez obrońców. Zaczynało brakować żywności i paszy dla koni. Żywiono się padniętymi końmi, a odsieczy nie było widać..."
Fragment książki: Ryszard Przybyliński "Ród książąt Glińskich. Tom 2." s. 217
"...Przypuszczalnie najbardziej zacięte walki wręcz toczyły się o palisadę i baszty przy bramach Kopycińskiej i Małachowskiej na południowym i przy parowie na wschodnim odcinku fortyfikacji. Obrońcy ponosili duże straty od celnego ognia z 300 dział moskiewskich kierowanych przez doświadczonych puszkarzy niemieckich. Mimo to szturmy były odpierane, a próby podpalenia fortyfikacji ognistymi kulami nie powiodły się. Piszczele moskiewskiej piechoty były niecelne, donosiły na odległość 50 m, tak więc jedyne znaczenie miał ogień salwami w wypadku dostania się przeciwnika pod same wały twierdzy. Donośność dział różnych kalibrów wynosiła praktycznie od 100 do 800 m, ale z większych armat można było oddać tylko od 2 do 8 strzałów w ciągu dnia. Kule burzyły palisady i wieże, grzęzły jednak w ubitej ziemi wałów i nie mogły spowodować większych wyłomów. Niemniej jednak celny ogień artyleryjski raził bliższą zabudowę miejską i paraliżował wolę dalszej walki wśród ludności cywilnej.
Wasyl po kilkutygodniowych bezskutecznych wysiłkach myślał już o odwrocie. W charakterze pośrednika do rozmów z oblężonymi narzucił się wówczas kniaź Gliński. Obietnicami, groźbą i przekupstwem zdemoralizował załogę i przerażonych mieszkańców wątpiących w odsiecz królewską. Sołłohub nie był już w stanie utrzymać dyscypliny. Biskup Warsonofiej, kniaziowie, bojarzy i mieszczanie ruscy zawiadomili Wasyla, że poddadzą mu się, jeśli pozostawi ich na miejscu i nie naruszy ich praw. Wielki książę wydał stosowne poręczenie na piśmie, po czym mieszkańcy Smoleńska opuścili tłumnie zamek i przybywszy 30 lipca do obozu moskiewskiego złożyli przysięgę poddańczą. Po 110 latach panowania litewskiego i sześciokrotnych oblężeniach twierdza dostała się w ręce rosyjskie. Fakt ten wywarł ogromne wrażenie w całej Europie. Wasyl kazał wywieść do Moskwy wszystko złoto i srebro z kościołów i zamku. Żołnierzy litewskich wziął do niewoli, a twierdzę obsadził własną załogą. Sołłohubowi z częścią kniaziów (m.in. Ozereckim i Massalskim) i bojarów udało się zbiec na Litwę, ale wkrótce oskarżony o zdradę został on z wyroku królewskiego skazany na ścięcie. Samego Glińskiego spotkał jednak zawód. Wbrew uprzednio spisanej umowie Wasyl powierzył Smoleńsk nie jemu, lecz kniaziowi Szujskiemu. Podejrzewał zapewne wielki książę, że Gliński za cenę przebaczenia może zechcieć zwrócić twierdzę królowi polskiemu. Sukcesem dla Moskwy zakończyły się też próby opanowania okolicznych zamków. Wprawdzie Orszę obronił Jan Spargeld, ale Dubrowna na zachodzie oraz Mścisław i Krzyczew na południu dostały się w ręce moskiewskie. Następnie Wasyl, ubezpieczywszy się od zachodu oddziałem kniazia Michała Golicy, począł spokojnie czekać na reakcję Zygmunta...."
Fragment książki: PIOTR DROŻDŻ "ORSZA 1514" s. 184-186
"...Wśród obrońców i mieszkańców zapał do walki z każdym dniem zaczął przygasać. W drugiej połowie lipca, po trzech tygodniach obrony, część rajców miasta, książąt i bojarów ruskich oraz biskup Warsonofiej rozważali już możliwość poddania się. Podobno i tym razem ks. Wasyl III myślał o przerwaniu oblężenia. Jednak ks. M. Gliński, wykorzystując swoje stare koneksje, narzucił się wielkiemu księciu do pertraktacji. Wykorzystując niezadowolenie części obrońców z niedostatku i braku odsieczy, groźbami i obietnicami w imieniu Wasyla III, zdemoralizował Gliński część załogi i przekonał tych niezadowolonych do poddania się. Gliński kusił ich przywilejem Wasyla III dla miasta Smoleńska. Już 10 lipca przygotowany był przez kancelarię wielkiego ks. moskiewskiego dokument, który zachowywał wszystkim stanom ziemi smoleńskiej i miasta dotychczasowe przywileje od czasów wielkiego ks. Witolda. Ponadto Wasyl III obiecał, że nie będzie pobierał od miasta corocznego podatku 100 rubli, zwolnił Smoleńsk od wystawiania podwód na potrzeby Wielkiego Ks. Moskiewskiego, a także przyrzekał, że jego namiestnicy nie będą karać mieszkańców więzieniem. […] Na nic się zdały namowy i prośby wojewody Sołłohuba do wytrwania w obronie oraz zapewnienia o szybkiej odsieczy królewskiej, pozostał w tym przekonaniu osamotniony. 30 lipca delegacja stanów Smoleńska pod przywództwem biskupa Warsonofieja i Sołłohuba przybyła do obozu wielkiego ks. moskiewskiego. Kiedy na prośbę biskupa pokazano delegacji przywilej Wasyla III dla miasta, wówczas delegaci podpisali poddanie Smoleńska. Warsonofiej, Sołłohub, kniaziowie i dygnitarze smoleńscy pozostali w namiocie Wasyla pod strażą, do miasta wkroczył garnizon moskiewski oraz głównodowodzący, ks. Daniel W. Szczenią. [...]
Po zajęciu Smoleńska Wasyl III postawił ludności ziemi smoleńskiej ultimatum: kto chce służyć królowi Zygmuntowi, może wracać do Litwy z majątkiem ruchomym, a kto zechce pozostać w ziemi smoleńskiej, musi służyć z tych posiadłości wielkiemu ks. moskiewskiemu. Wielu, szczególnie kniaziowie i bojarstwo ruskie, wybrali drugi wariant i należy ich zrozumieć - posiadali oni tam dobra ziemskie. Tym samym zmuszeni byli złożyć przysięgę wielkiemu ks. moskiewskiemu i nie chcieli raczej ruszać do Wielkiego Ks. Litewskiego na nieznane. Kniaziowie i bojarzy ruscy, którzy „wrócili" na służbę litewską, otrzymali jeszcze w 1514 r. od Zygmunta posiadłości na chlebokormlenie - woleli żyć biednie, ale wolni. Wśród repatriantów było 4 kniaziów (Oziereccy i Massalscy) i około 50 rodzin bojarskich. Wspomina się również wdowy z małoletnimi synami „wracające" do Litwy. Żołnierzom zaciężnym, którzy chcieli wstąpić na służbę moskiewską, Wasyl III kazał wydać po 2 ruble i skierował ich do Moskwy. Z kolei żołnierzom wiernym królowi wydano po rublu i puszczono wolno..."
Fragment książki: Ryszard Przybyliński "Ród książąt Glińskich. Tom 2." s. 217-220