26 maj 1907
26 maja 1907 roku doszło do zakończonej sukcesem ucieczki osadzonych z carskiego więzienia ulokowanego na wzgórzu zamkowym w Lublinie . Więzienie to nie należało do ciężkich. Od apelu porannego do przeglądu wieczornego
cele były otwarte, dzięki czemu więźniowie mogli swobodnie się przemieszczać, czyli wychodzić na więzienne podwórze i przechodzić z celi do celi. Silna i dobrze zorganizowana straż pojawiała się dopiero na zewnątrz, uniemożliwiając ucieczkę.
Na zamkowym wzgórzu znajdowała się XIII-wieczna baszta, w podłodze której znajdował się właz, służący do załatwiania potrzeb fizjologicznych.
Ratunek dla uwięzionych stał się możliwy dzięki odkryciu inżyniera Zwierzchowskiego , nadzorującego tam prace remontowe, wykonywane przez przedsiębiorstwo Adama Wojdalińskiego . Zauważył on, że kanał wewnątrz baszty łączy się z kanałem ściekowym biegnącym pod łąkami tatarskimi ku Bystrzycy.
O swojej rewelacji Zwierzchowski powiadomił lokalną bojówkę PPS. Informacja ta była o tyle istotna, że w lubelskim zamku zatrzymanych było ponad dwudziestu jej członków, a co najmniej dziesięciu groził stryczek za napady na kasy kolejowe w Uhursku i Dorohusku.
Odkrycie inżyniera postanowiono wykorzystać, więc niezwłocznie opracowano plan ucieczki, zgodnie z którym Zwierzchowski dostarczył więźniom odpowiednie narzędzia: liny, haki, piły i latarki. Sami osadzeni złotą dziesięciorublówką przekonali dozorcę, by w odpowiednim momencie poszedł „zrobić im zakupy”.
"...Tymczasem zbiegowie po wejściu do kanału ściekowego już po paru krokach musieli iść zgięci wpół. Po dojściu do studni więziennej czekała ich pierwsza niespodzianka. Wbrew planowi loch, którym szli, nie dochodził do jej dna, lecz tylko do połowy wysokości. Dno osiągnęli po wykonaniu ryzykownych skoków z wysokości piętra. Stąd wczołgali się do niskiego, spadzistego lochu, którym zsunęli się na wysokość ok. 5 pięter, tj. ok. 3 m pod ulicami miasta. W dalszą drogę ruszyli bardzo wąskim, cylindrycznym kanałem. Po krótkiej chwili grozy dotarli szczęśliwie do nieco szerszego, drewnianego kanału, który doprowadził ich do wylotu przy ul. Siennej. W podziemiach uciekinierzy musieli pokonać ok. 1,5 km, ale na tym ich trasa bynajmniej się nie skończyła. Na dwudziestu jeden więźniów politycznych czekały wcześniej przygotowane bryczki, które pozwoliły im szybko odjechać na kilkanaście kilometrów od Lublina, do Nałęczowa, Łącznej i Kraśnika. Dwudziestu kryminalistów, którzy dołączyli do akcji samorzutnie – właz w baszcie pozostawał otwarty, z więzienia wychodził więc tą drogą każdy, kto chciał – wkrótce wyłapano, nie wspominając o czterech, którzy wyszli na ulicę Sienną prosto w ręce żandarmów..."
Fragment książki: Wojciech Lada "POLSCY TERRORYŚCI"
Więźniowie polityczni, dla których przygotowany został plan ucieczki, odzyskali wolność. Kilku z nich znalazło schronienie w szkole Faustyny Morzyckiej na Pałubach, bohaterki opowiadania Stefana Żeromskiego „Siłaczka”.