ozdoba

PIERWSZA KAMPANIA WŁADYSŁAWA WARNEŃCZYKA PRZECIWKO TURKOM
PAŹDZIERNIK 1443 – LUTY 1444

ozdoba
894-896 Wojna bułgarsko-bizantyjska
917-924 Wojna bułgarsko-bizantyjska
953-955 Bunt Ludolfa w Niemczech
955 Najazd Węgrów na Bawarię
1001-1004 Wojna bułgarsko-bizantyjska
1009–1012 Najazd armii Thorkella na Anglię
1015-1018 Wojna bułgarsko-bizantyjska
1078 - 1080 Wojna cesarza Henryka IV z Saksonią
1081-1085 Wojna bizantyjsko-normańska
1096-1099 I wyprawa krzyżowa
1109 Wojna polsko-niemiecka
1145-1149 II wyprawa krzyżowa
1189-1192 III wyprawa krzyżowa
1202-1204 IV wyprawa krzyżowa
1217-1221 V wyprawa krzyżowa
1221-1223 Dżebe i Subedej w zachodniej Azji
1235-1242 Najazd Batu i Sübedeja na Europę
1248–1254 VI wyprawa krzyżowa
1253 Kampania Opawska
1259-1260 Najazd Burundaja na Polskę
1270 VII wyprawa krzyżowa
1283-1309 Wojna krzyżacko-litewska
1302-1305 Wojna francusko-flamandzka
1308-1309 Zabór Pomorza Gdańskiego przez Krzyżaków
1311-1325 Wojna krzyżacko-litewska
1327-1332 Wojna polsko-krzyżacka o Pomorze Gdańskie i ziemię chełmińską
1337–1453 Wojna stuletnia
1381–1384 Pierwsza wojna Jagiełły z Witoldem
1382-1385 Wojna Grzymalitów z Nałęczami
1390-1392 Druga wojna Jagiełły z Witoldem
1391 Pierwsza wojna Władysława Jagiełły z Władysławem Opolczykiem
1393-1394 Druga wojna Władysława Jagiełły z Władysławem Opolczykiem
1396 Trzecia wojna Władysława Jagiełły z Władysławem Opolczykiem
1406–1408 Wojna o Psków
1409–1411 Wojna Polski i Litwy z Zakonem Krzyżackim
1414 Wojna głodowa
1419–1436 Wojny husyckie
1422 Wojna golubska
1431–1435 Wojna polsko-krzyżacka
1440 – 1442 Wojna domowa na Węgrzech
październik 1443 – luty 1444 Pierwsza kampania Władysława Warneńczyka przeciwko Turkom
wrzesień - listopad 1444 Druga kampania Władysława Warneńczyka przeciwko Turkom
1454–1466 Wojna trzynastoletnia
1471 Interwencja zbrojna na Węgrzech przeciwko Maciejowi Korwinowi

"...Młody władca Polski i Węgier - Władysław III Jagiellończyk (1440-1444) - syn owianego legendą pogromcy wojsk krzyżackich pod Grunwaldem - Władysława II Jagiełły, wydawał się znakomitym kandydatem na wodza przyszłej wyprawy. Był młodym, żądnym sławy władcą, i legat papieski Juliano Cesarini - sprytny i zręczny, nie miał specjalnych trudności, aby go przekonać co do słuszności podjętych działań w obronie zagrożonych Węgier i świata chrześcijańskiego. Było to tym łatwiejsze, że do wojny parły również elity polityczne Węgier z Janem Hunyadim (1387-1456) na czele, które też liczyły, że tym razem królowi Polski - Władysławowi III uda się zwerbować znaczącą liczbę rycerstwa polskiego.

Tymczasem nowy władca Węgier - Władysław III, jeszcze przed koronacją, oceniając sytuację na pograniczu węgiersko-tureckim jako krytyczną, przystąpił energicznie do ściągania podatków na wojnę oraz zatroszczył się o wzmocnienie obronności twierdz nadgranicznych, głównie zagrożonego w tym czasie Belgradu. Wkrótce też, po koronacji na króla Węgier, ulegając naciskom frakcji wojennej, ogłosił wyprawę wojenną przeciwko Turkom. Sytuacja wewnętrzna jednak się komplikowała, głównie z powodu walk z Elżbietą Habsburżanką i dlatego król zdecydował się na podjęcie rozmów dyplomatycznych. W lipcu 1440 r. wysłał do sułtana posła – Piotra Łęczyckiego z Łękocina, z wiadomością o objęciu tronu węgierskiego wraz z żądaniem zaprzestania oblężenia Belgradu. Murad II był jednak, dzięki swoim szpiegom, doskonale zorientowany w sytuacji na Węgrzech i zwlekał z odesłaniem posła obserwując dalszy rozwój wypadków. Kiedy jednak zdecydował się wysłać Łęczyckiego w drogę powrotną, to godził się na podpisanie pokoju pod warunkiem wydania Belgradu i wycofania wojsk węgierskich z Serbii. Czy można było przyjąć takie warunki? Jedynym więc rozstrzygnięciem wydawała się być wojna, za którą opowiadali się zarówno król jak też Hunyadi i despota serbski - Brankowic. [...]

Do wojny parł również, wypędzony z kraju, despota serbski - Jerzy Brankowic (1427-1456), który utracił swoje księstwo w 1439 roku. Wraz z całym dworem i skarbem udał się na Węgry, aby wkrótce zaangażować się w przygotowanie wyprawy wojennej przeciwko Turcji. Początkowo stanął po stronie przeciwników nowego króla Węgier, co jeszcze bardziej skomplikowało sytuację polityczną. Później jednak, kiedy zabiegi dyplomatyczne u Turków, zmierzające do odzyskania despotowiny serbskiej, zakończyły się niepowodzeniem, przeszedł do stronnictwa królewskiego (wojennego) odzyskując swoje dobra węgierskie, wcześniej mu skonfiskowane. W jego ocenie tylko sojusz z Węgrami dawał pewną nadzieję na odzyskanie tronu Serbii. Sojusznikiem, co prawda, był raczej niepewnym, ale jego doświadczenie w sprawach tureckich i bałkańskich było bezcenne. Władysław III przyjął ofertę z zadowoleniem, potrzebował nie tylko mądrego doradztwa, ale głównie bitnych wojsk serbskich. Nie szczędził sił ani środków, aby je pozyskać. Sytuacja wydawała się tym groźniejsza, że w 1440 r. Turcy zdobyli Semandrię (Smederewo), uważaną za „klucz do Węgier". W takich okolicznościach zabiegi papieża Eugeniusza IV, zmierzające do zorganizowania krucjaty przeciw niewiernym, trafiły na podatny grunt..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 19-22

"...Pomimo więc rozmów dyplomatycznych z Turcją przygotowania do wojny szły swoim torem, a papież zabiegał o utworzenie dużej koalicji państw chrześcijańskich. Napracowali się nad jej powstaniem dyplomaci papiescy, kardynał Juliano Cesarini i biskup Krzysztof Garatonius..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 24

"...Zwycięstwa Hunyadiego w latach 1441-1442 nad Turkami wpłynęły na przekonanie, że tylko zjednoczonymi siłami wojsk chrześcijańskich można skutecznie obronić się przed niewiernymi. Przyczyniło się to do powodzenia akcji papieża Eugeniusza IV, którego zabiegi zaczęły przynosić widoczne rezultaty. Jego idea zorganizowania wyprawy krzyżowej ogłoszona 1 czerwca 1443 roku spotkała się z największym oddźwiękiem na Węgrzech. Poparło ją finansowo węgierskie możnowładztwo, a sam Hunyadi wyasygnował na ten cel 30 000 złotych monet. Intensywne starania w celu jej zorganizowania rozpoczął legat papieski kardynał Juliano Cesarini. Gorliwego sojusznika znalazł w osobie despoty serbskiego Jerzego Brankowica, który po utracie swego państwa, w tym czasie przebywał na Węgrzech. W wyprawie przeciwko Turkom był też osobiście zainteresowany Władysław III. Dostrzegał w niej możliwość umocnienia stronnictwa jagiellońskiego, zjednoczenia różnych sił wokół swojej osoby, a nawet w wypadku sukcesu - umocnienia swego autorytetu wśród władców chrześcijańskich. Widział w tym też możliwość dalszego uniezależnienia się od biskupa Zbigniewa Oleśnickiego i przeciwstawienia się jego polityce.

Zdawano sobie sprawę, że jedna zwycięska bitwa na Bałkanach może doprowadzić do widocznej zmiany politycznej w tym rejonie. Na wiosnę 1443 r. ruszyły intensywne przygotowania do wyprawy. Gromadzono środki, zaopatrzenie oraz podjęto, na szeroką skalę zakrojoną, akcję werbunkową w wielu krajach Europy. Sejm węgierski już w styczniu 1443 r., decydując się na zorganizowanie krucjaty przeciwko Turkom, uchwalił na ten cel specjalny podatek. Zwrócono się też z apelem do państw europejskich wsparcie zbrojne. Papież zaś ogłosił, iż przeznacza na wyprawę 1/10 część wszystkich dochodów kościelnych, a 1/5 swoich dochodów osobistych na wyposażenie armii i floty. Ogłoszono akcję werbunkową w różnych krajach. Niestety nie spotkała się ona z należytym odzewem. Wprawdzie na Węgry zaczęli napływać pierwsi ochotnicy, lecz wśród gromadzących się wojsk, w tym kontyngentów z Niemiec czy z Polski, dominował element plebejski, niestety mało zaprawiony w bojach i nie najlepiej uzbrojony. Co było tego przyczyną? Sądzić wypada, że nie sprzyjał temu przedsięwzięciu zarówno konflikt w łonie papiestwa (okres panowania dwóch papieży), jak i przedłużająca się wojna domowa na Węgrzech. Nie bez znaczenia było też negatywne ustosunkowanie się do całego przedsięwzięcia cesarza Fryderyka III Habsburga..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 25-26

"...Wszystko to miało istotny wpływ na przebieg akcji werbunkowej w Polsce. Na Węgry pociągnęły nieliczne zastępy polskiego rycerstwa, co zgodnie potwierdzają wszyscy kronikarze i historycy piszący o tych wydarzeniach. Rzeczywista liczba trudna jest do ustalenia. Niektóre źródła mówią o udziale 5-6 tysięcy Polaków uczestniczących w walkach na Węgrzech i wyprawach Władysława III w okresie 1440-1444 r., w tym około 500 rycerzy. W interesującej nas wyprawie 1443-1444 r. mogło uczestniczyć około 3 tysięcy Polaków, w tym 300 rycerzy, wywodzących się głównie z Małopolski..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 28

"...Wyprawa miała być organizowana jako akcja powiązana z działaniami floty sprzymierzonych, której celem byłaby blokada cieśnin - Bosforu i Dardaneli (Hellespontu). Chciano w ten sposób uniemożliwić przerzucenie większych sit sułtana na Bałkany. Cieśniny te dzieliły tureckie imperium na część europejską i azjatycką. Dzieliły nie tylko terytorium, ale i niemały potencjał militarny. Przy stosunkowo słabej flocie istniał stały problem z przerzuceniem wojsk na rumelijski lub anatolijski brzeg. Strona chrześcijańska więc przy stosunkowo niewielkich siłach, mogła szachować działania wojsk tureckich. Teraz jednak Genua, Wenecja i Florencja nie były w stanie zsynchronizować swoich przedsięwzięć, a cel strategiczny można było osiągnąć tylko przy zgodnym współdziałaniu floty i wojsk lądowych, których koncentracja właśnie się rozpoczynała na terenie południowych Węgier..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 30

"...Wyprawa turecka Władysława, do której jeszcze przed rokiem zachęcał króla zjazd panów polskich w Sieradzu, nie zyskała poparcia grupy rządzącej w Polsce z biskupem Oleśnickim na czele. Nic nie wiadomo o podatkach ani zaciągach na tę wyprawę uchwalanych przez zjazdy możnych i szlachty polskiej, jak to było w 1440 r. Poza pomocą pieniężną, którą Władysław otrzymał wówczas z rąk prywatnych (za cenę zastawienia nowych królewszczyzn), i dużą grupą ochotników Polska jako państwo nie wzięła udziału w krucjacie.

Czym należy tłumaczyć negatywny stosunek grupy rządzącej i biskupa Oleśnickiego do przygotowywanej wyprawy na Turków? Przyczyn było kilka i to różnych. Z pewnością istniało już wtedy w Polsce pewne zniechęcenie do wszelkich przedsięwzięć węgierskich, wywołane długotrwałą wojną domową i jej kosztami, które ponosiła również Polska. Ponadto warunki ugody Władysława z Habsburgami rozwiewały nadzieje Polski na uregulowanie sprawy Spiszą, Rusi, Mołdawii oraz ewentualne uzyskanie Śląska. Silna była również w Polsce niechęć do organizatorów krucjaty anty tureckiej: kardynała Juliana Cesariniego i papieża Eugeniusza IV. Niechęć ta wywołana była prosoborowym stanowiskiem biskupa Oleśnickiego, uniwersytetu krakowskiego i większości polskich dostojników kościelnych.


Fragment książki: Edward Potkowski "WARNA 1444" s. 146-147

"...W krucjacie wzięły udział wojska z Węgier, Polski, Czech, Siedmiogrodu, Wołoszczyzny, Serbii, Bośni, nieliczne poczty rycerstwa zachodnioeuropejskiego, przeważnie z Austrii i Niemiec, „zbieranina różnych golców i hołyszy", a nawet najemnicy tureccy. Z rejonów nadgranicznych podczas koncentracji zgłaszało się wielu uciekinierów, głównie Serbów i Bułgarów, których ilość trudna jest do określenia. Ema Karoiwanowa w artykule o udziale Bułgarów w „długim pochodzie" szacuje ich liczbę na 4 tysiące. Potwierdzenie tych obrachunków znajdujemy w jednym z dokumentów węgierskich. Odegrali oni później bardzo dużą rolę podczas walk w rejonie Niszu i Pirotu. Tworzono z nich drużyny hajduckie, oddziały pomocnicze i porządkowe, które oprócz ubezpieczenia sił głównych i rozpoznania zajmowały się także likwidacją drobnych oddziałów nieprzyjaciela, utrzymywaniem porządku, a także zaopatrzeniem i wywiadem. O ich niemałej roli w tych działaniach znajdujemy informacje w źródłach albańskich, a także w kronikach tureckich. Warto jednak podkreślić, że problem ten wymaga dalszych pogłębionych badań..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 31

"...Tymczasem na Węgrzech zbierały się wojska, które miały ruszyć przeciw Turkom. Długosz pisze o „krzyżowcach różnych narodów", ale przede wszystkim armia ta składała się z Węgrów — oddziałów siedmiogrodzkich i znacznych pocztów takich magnatów, jak: Szymon Czudar, Szymon Paloczi, Jan Hunyadi i Mikołaj Ujlaki. Znaczną siłę stanowili też czescy najemnicy, którzy od dawna byli w służbie królewskiej. Dowodził nimi Jan Czapek z Sanu, doświadczony wódz husycki, który już w 1433 r. brał udział w polsko-czeskiej wyprawie przeciw Krzyżakom. Czesi obsługiwali też wozy bojowe, które zabierano na wyprawę. Było ich 600, uzbrojonych w bombardy, arkebuzy i inną broń. Po przekroczeniu Dunaju do armii tej dołączyło 8000 Serbów (jeźdźców i pieszych) oraz 600—700 jazdy wojewody bośniackiego Piotra Kowaczewicza. Były jeszcze posiłki wołoskie i zbieranina różnych ludzi, „golców i hołyszy", którzy zewsząd ściągali na Węgry w nadziei, że jako krzyżowcy przeżyją przygodę wojenną i napełnią puste mieszki.

Oddziały polskie, które wzięły udział w wyprawie 1443 r., nie były liczne. Większe poczty rycerskie przyprowadzili (na koszt króla) tylko Piotr z Szamotuł, marszałek koronny Mikołaj z Brzezia oraz Jan z Tarnowa. Długosz w swoich Rocznikach zanotował kilkanaście nazwisk wybitniejszych Polaków, którzy wyróżnili się w tej wyprawie. Byli to prócz wymienionych wyżej: podkanclerzy Piotr ze Szczekocin, Paweł Wojnicki z Sienna, Mikołaj z Chrząstowa, Mikołaj z Zakrzowa, Hinko z Balic, Michał Lasocki, Stanisław z Pleszowa, Tomasz Warzymowski, Jan Ligęza z Bobrku i Piotr Kamieniecki. Zabrakło natomiast Andrzeja Tęczyńskiego, Jana Oleśnickiego i Sędziwoja z Ostroroga, a więc ludzi towarzyszących królowi Władysławowi w dwóch pierwszych latach jego rządów i walk na Węgrzech.

W sumie wojska te liczyły około 25 000 żołnierzy oraz 600 wozów bojowych. Było to znacznie mniej, niż spodziewano się zebrać. Jeszcze w lipcu 1443 r. kardynał Cesarini liczył na to, że na Węgrzech uda się zgromadzić 100 000 żołnierzy z różnych krajów chrześcijańskiej Europy. Wojska, które zdołano zebrać, były zbyt słabe, aby osiągnąć generalny cel wyprawy — wyparcie Turków z Europy. W dodatku brak floty nie pozwalał krzyżowcom na przerwanie połączenia między Rumelią i Anatolią i odcięcie dróg posiłkom wojskowym, które mogły przybyć z Azji Mniejszej..."


Fragment książki: Edward Potkowski "WARNA 1444" s. 150-152

"...Pod koniec sierpnia 1443 roku armia królewska, składająca się z 14 000 jazdy i 600 wozów bojowych, była gotowa. Oprócz niej w wyprawie brały udział własne armie wojewodów Siedmiogrodu Jana Hunyadyego i Mikołaja Ujlakiego i kilku innych magnatów węgierskich oraz oddziały najemników z Czech i Austrii, opłaconych przez kardynała Cesariniego. Po połączeniu się z Serbami Brankovica i Wołochami Viada Drakuli armia krzyżowców, na której czele stał Władysław, liczyła około 25 000 ludzi. Wyprawa, mająca na celu wyzwolenie chrześcijan i połączenie Kościołów, została zorganizowana i sfinansowana głównie przez Węgry i Serbię. Król Niemiec i zakon krzyżacki odmówili w niej udziału. Nie nadeszła obiecywana przez Cesariniego pomoc innych królów i książąt katolickich. Z braku funduszy obiecana flota papieska, która miała wspomagać siły lądowe, broniąc cieśnin Bosfor i Dardanele, oddzielających europejskie terytoria Turcji od azjatyckich, nie została wysłana...."


Fragment książki: Krystyna Łukasiewicz "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK KRZYŻACY i KAWALER ŚWIĘTEJ KATARZYNY" s. 91-92

"...Wojskami dowodzili: król Polski i Węgier Władysław III Jagiellończyk, jako wódz nominalny, który już 23 lipca opuścił Budę i udał się do obozu na południe Węgier, do Solnok (Sołungrad) celem dopilnowania ostatnich przygotowań, Jan Hunyadi, faktycznie naczelny wódz z tytułem „capitaneus exercitus generalis", despota serbski Jerzy Brankowic oraz legat papieski Juliano Cesarini. W obozie gromadziły się oddziały ciężkozbrojnej jazdy, lekkozbrojnej konnicy, łucznicy, kopijnicy, kusznicy, halabardnicy, artyleria i tabory. Liczące się poczty rycerstwa wystawiali wielcy magnaci, m.in: Jan Hunyadi, Mikołaj Ujlaki, Szymon Czudar czy Szymon Paloczi. Zjednoczone siły tzw. „pierwszej wyprawy" historycy szacują od 25 do 40 tysięcy żołnierzy. Liczbą bardziej prawdopodobną wydaje się 30 do 35 tysięcy W oddziałach Hunyadiego znajdowało się 12 tysięcy, głównie węgierskiego, polskiego, wołoskiego i czeskiego wojska. Siły Brankowica oblicza się na 8 tysięcy doborowej konnicy wspartej piechotą, a siły królewskie na 15 tysięcy, złożone głównie z Polaków, Węgrów, Wołochów i Czechów, ale też pewna, bliżej nieokreślona, ilość Niemców i Austriaków. Wenecja zaś poparła wyprawę w merkantylny sposób, wysyłając w lipcu 1443 r. siarkę dla armii królewskiej. Oddziały najemników z Polski, Wołoszczyzny, Czech i innych krajów chrześcijańskich zostały zaangażowane na półroczny żołd.Warto podkreślić, że Cesarini liczył na udział ponad stu tysięcy. Czy siły, które zdołano zgromadzić były wystarczające do przeprowadzenia planowanej operacji? Odpowiedź musi być przecząca. Mogły one wystarczyć na zadanie Turkom dużych strat, na wygranie kilku bitew, być może na wypędzenie sił tureckich z europejskiej części ich państwa, lecz na generalną rozprawę z Muradem II były zbyt skromne. Bliżej nieokreślona ilość wojska musiała pozostać na Węgrzech, dla pilnowania spokoju i kruchych porozumień ze stronnictwem prohabsburskim. Wśród nich była też pewna liczba Polaków, dowodzonych przez Andrzeja Tęczyńskiego, którzy w 1443 r. walczyli na Spiszu i Słowacji..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 31-32

"...Tytularnym zwierzchnikiem całej wyprawy został 19-letni król Władysław Jagiellończyk. Jednakże faktycznym wodzem był doświadczony Jan Hunyadi, który nosił tytuł „generalnego kapitana wojska" („capitaneus exercitus generalis"). Celem wyprawy było zdobycie Adrianopola, europejskiej stolicy państwa Osmanów, a potem dotarcie do Konstantynopola. Wyznaczono też marszrutę wyprawy. Spod Belgradu armia królewska miała iść znaną od czasów rzymskich drogą, której w średniowieczu używali też krzyżowcy. Wiodła ona wzdłuż prawego brzegu Dunaju ku Semendrii, potem doliną Morawy przez górzyste, pokryte lasami okolice aż do miasta Nisz. Tu zaczynała się droga trudniejsza, prowadząca przez liczne wąwozy. Od Niszu poprzez Pirot dochodziło się do Sofii, leżącej w kotlinie zamkniętej od wschodu łańcuchem Starej Płaniny (Bałkanu), od zachodu — górami Witosza, a od południa — śnieżnym masywem Riła. Dalsza droga wiodła przez góry i najważniejszy punkt strategiczny — wąwóz zwany Bramą Trajana. Stąd droga prowadziła ku Filipopolis (Płowdiw) i dalej do Adrianopola (Edirne), od którego już stosunkowo blisko było do Konstantynopola i wybrzeży morza Marmara. Nie była to droga łatwa, zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy to warunki naturalne mogły znacznie ułatwić Turkom stawianie oporu i utrudnić wojskom królewskim posuwanie się naprzód..."


Fragment książki: Edward Potkowski "WARNA 1444" s. 152-153

"...Plan strategiczny wyprawy oparty na pomysłach Janikasa Torcelliego zakładał sforsowanie Dunaju w rejonie Belgradu i dalszy marsz starą rzymską „drogą wojenną" cesarza Trajana i wzdłuż rzeki Morawy, w kierunku Kruszewac - Nisz - Sofia i przejść pomiędzy pasem gór Riła i Średniej Gori. Po sforsowaniu górskich przełęczy zamierzano dotrzeć do Niziny Górnotrackiej i zdobyć Adrianopol. Dalsze działania uzależniano od ich zabezpieczenia przez flotę sprzymierzonych. Projekt Torcelliego zakładał wybuch powstania ludności chrześcijańskiej pozostającej pod osmańską niewolą. Z miejscową ludnością wiązano też plany stałego zaopatrzenia armii chrześcijańskiej w żywność dla żołnierzy i furaż dla koni. Powodzenie tej wyprawy w dużym stopniu zależało od postawy Serbów i Bułgarów..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 32

"...Wyprawa ruszyła z dwumiesięcznym opóźnieniem spowodowanym wieloma czynnikami związanymi z jej organizacją oraz zagrożeniem Węgier przez wojska Fryderyka III Habsburga. Te dwa miesiące - jak się okaże, będzie miało istotny wpływ na efekt końcowy kampanii..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 32-33

Kampanie
Władysława Warneńczyka przeciwko Turkom

"...W pierwszych dniach października 1443 r. armia krzyżowców opuściła rejon Belgradu, aby po 11-tym sforsować Dunaj i Sawę w miejscu starego, znanego brodu. W okolicach Smederewa połączyła się z wojskami Brankowica i ruszyła w kierunku południowo-wschodnim. Tu wojska chrześcijańskie zostały podzielone na dwa korpusy. W pierwszym znalazły się oddziały wchodzące w skład wojsk Hunyadiego i Brankovica, w drugim - siły królewskie. Maszerowano brzegiem rzeki Morawy na południe. Niebawem do korpusu Brankowica dołączyło 600-700 żołnierzy wojewody bośniackiego Piotra Kowacewicza. Maszerowano w trzech kolumnach. Pierwsze szły wojska Hunyadiego, po nim Serbowie i Bośniacy Brankowica, a w odległości 1, 2 dni marszu, z tyłu siły królewskie i rycerstwo zachodnioeuropejskie. Ariergardę stanowili najemnicy czescy dowodzeni przez Jana Ćapka z Sań, z taborem - wagenburgiem szacowanym na 600 wozów, którym dowodził hetman wozowy Janik z Mećkowa. Liczono, że po wkroczeniu armii sprzymierzonych do Serbii i Bułgarii spotkają się one z poparciem ze strony ludności podbitej przez Turków. I nie pomylono się, bowiem od samego początku armia królewska mogła liczyć na współpracę z miejscową ludnością, z której niebawem zaczęto formować nowe hajdamackie drużyny rozpoznawcze. Serbowie i Bułgarzy z nieukrywaną radością witali wojska sprzymierzonych, ułatwiali aprowizację, napadali i likwidowali drobne oddziały wojsk tureckich, szukali brodów, przejść przez górskie przełęcze i zajmowali mniejsze garnizony. Szczególnie cennym elementem byli dezerterzy z armii tureckiej pochodzący głównie z podbitych narodów, którzy znając i taktykę, i metody walki Turków byli pomocą wręcz nieocenioną. Dzięki nim dowództwo wyprawy posiadało stałą i prawie zawsze dokładną informację o przeciwniku. Armia więc swobodnie maszerowła w kierunku Kruszewaca (Aładzahisar) prowadzona przez doskonałych przewodników. Do pierwszego starcia doszło około 17 października i od wziętych do niewoli jeńców tureckich uzyskano informację o zbliżaniu się sił głównych. W rejonie Kruszewaca, na naradzie dowódców, która odbyła się w namiocie królewskim, postanowiono zatrzymać marsz sił głównych a 12-tysięczny korpus pod wodzą Hunyadiego pchnąć w kierunku Niszu z zadaniem dokonania rozpoznania..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 33

"...Armia turecka dowodzona przez bejlerbeja Rumelii - Kassima paszę starała się zagrodzić drogę siłom chrześcijańskim na przedpolach miejscowości Nisz, w rejonie Bowan, na północ od miasta. Już wcześniej, z informacji wywiadu, uzyskano dane o siłach i kierunkach marszu krzyżowców. Dlatego zarządzono koncentrację oddziałów w okolicach Niszu. Niebawem ściągnięto tu wojska dowodzone przez kilku sandżak begów (bejów): Izak, Turachan i Ese begów, które historycy szacują na 20 tysięcy żołnierzy. Pośpiesznie też umacniano: Sofię, Widyń, Kumokowo i Płowdiw. Kassim pasza słał alarmujące raporty do sułtana, informujące go zarówno o działaniach nieprzyjaciela, jak i kłopotach związanych z koncentracją wojsk. Siły tureckie podzielono na 3 korpusy dowodzone przez Izak bega, Szahabeddina paszę i Turachan bega, które miały wykonać manewr okrążający i zniszczyć w okolicach Niszu korpus Hunyadiego. Ten jednak szybko zorientował się w grożącym mu niebezpieczeństwie i zdecydował na zrealizowanie dość ryzykownego i śmiałego manewru..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 34

Bitwa pod Niszem 3 listopada 1443 roku

"...Do bitwy doszło 3 listopada 1443 r., w niedzielę, na równinie położonej na zachód od Niszu, w miejscu, gdzie Niszawa wpada do Bułgarskiej Morawy. Bitwa toczyła się przez całe popołudnie, aż do zapadającego zmierzchu. Obie strony walczyły z ogromną determinacją, zaciętością i bezwzględnością. Hunyadi śmiałym manewrem wszedł pomiędzy dwie armie tureckie i pobił je oddzielnie. Były to świetne zwycięstwa odniesione przez doborowe oddziały jazdy. Wielu Turków poległo na polu walki. W ręce Hunyadiego wpadły sztandary wroga oraz kilku wyższych dowódców tureckich, których z dumą, po bitwie prezentowano królowi. Niemała liczba Turków dostała się do niewoli. Niektóre źródła szacują ich straty na około 1000 zabitych, w tym wielu dowódców. Inne mówią zaś o 2 tysiącach zabitych i 4 tysiącach wziętych do niewoli. Długosz zaś odnotuje, że „...w tej bitwie 30 tysięcy głów padło; cztery tysiące dostało się do niewoli; zdobyto 9 chorągwi". Liczba poległych zapewne jest mocno przesadzona. Sądzę jednak, że należy je klasyfikować na poziomie 2 tysięcy. Straty Hunyadiego były niewielkie.

Tureckie kroniki obarczają winą za niepowodzenie pod Niszem zarówno Kassima paszę, dowódcę rumalijskiego zgrupowania armii tureckiej jak i dowodzącego akindżami Turachan bega. Obaj dowódcy nie przepadali za sobą i współpraca między nimi nie układała się najlepiej. Nisz został zdobyty i spalony. Resztki wojsk Kassima paszy, przez tzw. przełom Niszawy (Niszkja Prochod), wycofały się w kierunku Pirotu..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 34-35

"...Dnia 3 listopada 1443 roku doszło do bitwy nieopodal wspomnianego już zamku Nisz, w rezultacie której Turcy ponieśli całkowitą klęskę, chociaż występowali w przewadze. Z danych źródłowych wynika, że muzułmanów było około 20 000, natomiast Hunyady miał do dyspozycji nieco poniżej 12 000 ludzi. Straty Turków szacowane są na około 2000 żołnierzy, natomiast około 4000 dostało się do niewoli. Zwycięzcy zdobyli wiele cennych łupów, kilka znaków bojowych, a także pojmali kilku dowódców przeciwnika. Straty własne były niewielkie. Pozostała część wojsk królewskich, nieświadoma wydarzeń, powoli zbliżała się do Niszu..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 157-158

"...listopada 1443 r. (była to niedziela) doszło do bitwy wojsk Hunyadiego z głównymi siłami armii tureckiej. Stoczono ją nad rzeką Morawą, niedaleko Niszu (może pod miejscowością Aleksinac). Armia turecka po dołączeniu do niej resztek pobitych wcześniej przez wojska chrześcijańskie oddziałów liczyła około 20 000 ludzi, a więc miała prawie dwukrotną przewagę nad jazdą Hunyadiego.

Bitwa rozpoczęła się po południu, w krótki listopadowy dzień, i trwała do zmierzchu. Obie strony walczyły z dużą zaciętością. Zwycięstwo jednak odniósł Hunyadi. Na polu bitwy legło około 2000 Turków, a około 4000 wzięto do niewoli, w tym kilku dowódców. W ręce zwycięzców wpadły cenne łupy. Między jeńcami tureckimi był też — jak pisze Kallimach — duchowny muzułmański „znany wśród swoich z wiedzy i pobożności". Biorący udział w tej wyprawie Grzegorz z Sanoka, jeden z pierwszych humanistów w Polsce, „ciekawy badacz cudzoziemskich zwyczajów i obrzędów", próbował z tym jeńcem tureckim dyskutować o sprawach religii. Straty oddziałów Hunyadiego były niewielkie. Po zwycięskiej bitwie wróciły one do obozu królewskiego i połączyły się z resztą wojska.


Fragment książki: Edward Potkowski "WARNA 1444" s. 153-154

ozdoba

"...Po zwycięstwie do królewskiego obozu pod Niszem zaczęły napływać posiłki z terenów, które dotychczas pozostawały pod turecką okupacją. Były to oddziały złożone z chrześcijan, którzy zachęceni porażką Turków postanowili przyczynić się do ich ostatecznego pokonania. W jednym z zachowanych listów zwycięski Hunyady pisał: Nasza armia jest w dobrym stanie, oczekuje z niecierpliwością walki, rośnie z każdym dniem, powiększona przez Bułgarów, Bośniaków, Albańczyków i Serbów. W podobnym tonie brzmi przekaz Kallimacha: Po tym zwycięstwie wiele miast bułgarskich przepędziło załogi tureckie i przystąpiło do króla..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 159

"...Kallimach zaś zanotował: „Po tym zwycięstwie wiele miast bułgarskich przepędziło załogi tureckie i przystąpiło do króla, znieść już bowiem nie mogli bezbożnych muzułmanów, a do wiary chrześcijańskiej odnosili się z wielką życzliwością, zwłaszcza że z Polakami łączyła ich podobna mowa i wspólne pochodzenie obu plemion"..."


Fragment książki: Edward Potkowski "WARNA 1444" s. 155

"...Zwycięstwo pod Niszem odbiło się głośnym echem na całych Bałkanach, wzmacniając wiarę podbitych narodów w rychłe wyzwolenie z niewoli tureckiej. Pokrzyżowało ono plany strategiczne naczelnego wodza wojsk tureckich Kassima paszy, który wiedział o rozdzieleniu się wojsk królewskich i pozorując działania w rejonie Niszu zamierzał zaatakować obóz królewski pod Kruszewacem. Hunyadi jednak po rozbiciu sił tureckich pod Niszem dopadł korpus Kassima paszy pod Aleksinacem (w połowie drogi między Niszem a Kruszewacem) i rozbił go doszczętnie. Zdobyto i spalono Kruszewac. Oddziały bośniackie Piotra Kowacewicza opanowały nawet przejściowo górniczą miejscowość Srebrenicę.


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 35

"...Wojska królewskie połączyły się w rejonie miejscowości Bowan i kontynuowały pościg za wycofującym się nieprzyjacielem. Tym razem przyszło przedzierać się przez góry i mało dostępne wąwozy. Jeszcze dziś przejazd trasą Nisz - Pirot sprawia podróżującym niemałe trudności, chociaż w skałach wykuto kilkanaście tuneli. Większość miejscowości została opanowana bez walki, jako że opuściły je tureckie garnizony, a miejscowa ludność ustanawiała w nich własnych zarządców. O tej postawie dość optymistycznie donosił w liście do Hunyadiego kardynał Cesarini: „... Przy mnie przybyli Serbowie i Bułgarzy. Zapewniali mnie oni w swoim imieniu oraz innych, że wielka liczba Turków rozproszonych po bitwie została wyłapana i wycięta. Sądzą oni, iż uciekającemu wrogowi nie mniejsze straty niż nasze rycerstwo w starciu, zadała okoliczna ludność. Jest nadzieja na wywołanie przez tę bitwę we wszystkich krajach silnych zamieszek przeciw Turkom oraz skłonienie wielu do zaprzestania posłuszeństwa ich rozkazom." To dlatego tak łatwo dało się sforsować górskie przejście pomiędzy Niszem a Pirotem i wydostać się na Nizinę Pirocką. Tu armia zatrzymała się w rejonie Białej Polanki nad rzeką Niszawą w miejscu, gdzie do niej wpada rzeka Temska, w celu uporządkowania szeregów i dania odpoczynku ludziom i koniom. Z obozu w Białej Polance 8 listopada 1443 r. Hunyadi donosił swemu przyjacielowi Ulaszlo, że armia chrześcijańska rozrasta się dzięki wstępowaniu w jej szeregi miejscowej ludności, która z entuzjazmem wita wkraczające wojska, obdarowując je różnymi prezentami i dbając o stałe zaopatrzenie w pożywienie dla koni i ludzi..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 35-36

"...W dniu 9 listopada 1443 r. wzięto, po krótkim starciu, Pirot, otwierając w ten sposób drogę do Dragomańskiej przełęczy i dalej do Sofii. Z Pirotu Hunyadi pisał „... Nasza armia czuje się dobrze i z niecierpliwością czeka na bitwę. Z każdym dniem zwiększa się liczebnie, przychodzą do nas Bułgarzy, Bośniacy, Albańczycy i Serbowie - ciesząc się niezmiernie, że jesteśmy tutaj...". Z Niszu król Władysław III powiadomił Wenecję o zwycięstwie nad wojskami muzułmańskimi. Wydaje się, że było to spowodowane chęcią zsynchronizowania działań lądowych z ruchami floty. W piśmie do doży Franceska Foskari wspominał, że Turcy podczas walki w rejonie Niszu stracili ponad 3 tysiące ludzi. Liczba nieco przesadzona, ale chodziło zapewne o spowodowanie odpowiedniego efektu propagandowego i skłonienie sojuszników do bardziej energicznych działań. Kancelaria królewska wysłała podobne pisma do Austrii, Włoch, Węgier i Polski.

Po zajęciu Pirotu armia chrześcijańska ruszyła w kierunku Sofii (Sredec), za pośpiesznie wycofującymi się wojskami Kassima paszy i Turachana bega, która około 20 listopada 1443 r. została oblężona..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 36

Oblężenie Sofii 20 listopada 1443 - 1 grudnia 1443

"...Miasto położone było na rozległej równinie otoczonej górami: od zachodu masywem Witoszy, od południa Ryłą, a od wschodu Starą Płaniną (Bałkany). Wedrzeć się można było na nią przez Dragomańską przełęcz, którą przyszło zdobywać. Sofia, posiadająca silną twierdzę, pamiętająca jeszcze czasy Konstantyna Wielkiego oraz obwarowana murami obronnymi, stanowiła ważny punkt strategiczny. Tu schroniły się resztki wycofującej się armii tureckiej. Sułtan słał rozkazy nakazujące bronić miasta do ostatniego żołnierza. Wywiad jednak donosił o przychylnych wojskom chrześcijańskim nastrojach w mieście. Ponieważ Sofia stawiała zacięty opór rozkazano spustoszyć całą okolicę i spalić miasto. Wojska chrześcijańskie weszły do niej 1 grudnia 1443 roku najprawdopodobniej bramą zachodnią i obsadziły główne punkty strategiczne. Kardynał Cesarini raportował 4 grudnia 1443 r. z Sofii, że była ona „... spalona na rozkaz króla (...) ponieważ łatwiej jest zdobyć niż bronić". Decyzja ta może być uważana za dość zaskakującą, tym bardziej, że mieszkańcy Sofii, podobnie jak i innych miast, witali wojska królewskie jako wyzwolicieli i chętnie z nimi współpracowali. Można tylko przypuszczać, że spalono to, czego wcześniej nie zdołali spalić Turcy, i że były to punkty zaciekle przez nich bronione. Tureckie źródła, wśród tych najbardziej życzliwych wojskom chrześcijańskim wymieniają właśnie mieszkańców Sofii i Radomira. To te miasta wystawiły własne oddziały wojska walczące z dużą determinacją i zapamiętaniem z Turkami. Turecki dowódca obrony Sofii donosił sułtanowi o postawie miejscowej ludności. Ten wydał rozkaz nakazujący karać śmiercią wszystkich „zdrajców" i dozwalał mścić się na ich rodzinach...."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 36-37

ozdoba

"...W listach tych Władysław nie tylko donosił o dotychczasowych sukcesach, lecz także odsłaniał tajniki dalszych zamierzeń. Nawet w dalekiej Polsce kolportowano kopie królewskich pism, w których monarcha informował, że teraz wyruszy do Adrianopola, a w razie gdyby i ten cel został osiągnięty, nie wykluczano nawet, że armia chrześcijańska pokusi się o dotarcie do Konstantynopola.

Zapewnienia te należy traktować jako odbicie przekonania panującego w otoczeniu monarchy, że opór turecki został już złamany, a na drodze do Adrianopola piętrzą się tylko przeszkody naturalne. Był to oczywisty błąd, nie uwzględniono bowiem faktu, iż Turcy byli świadomi, że powstrzymać armię przeciwnika mogą tylko na górskim odcinku drogi. Poczynili też ku temu niezbędne przygotowania, a ponadto sprzyjały im warunki pogodowe..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 160

"...Wkroczenie wojsk chrześcijańskich do Sofii uważano za ogromny sukces. Zarówno król, jak i Cesarini słali kurierów do Wenecji z informacjami o wielkim zwycięstwie wraz z zapowiedzią dalszych sukcesów. Proszono też o przyspieszanie operacji floty wojennej, od której działań uzależniono dalsze posunięcia. Zarówno po zwycięstwie pod Niszem, jak i zajęciu Sofii kancelaria królewska rozsyłała informacje o sukcesach do różnych państw chrześcijańskich. Kiedy wiadomość o zajęciu Sofii dotarła do Rzymu, papież uczcił ten fakt uroczystą procesją. Świętowano w Neapolu, Wenecji i w Reguzie. (Dubrowniku)..."

W szeregach armii królewskiej zapanował łatwowierny optymizm, że kampania jest już wygrana i snuto plany marszu na Adrianopol i nad Morze Marmara. Hunyadi w listach donosił, że wojska niebawem dotrą do stolicy tureckiej, bo armia turecka wycofuje się w stronę morza. Sądzono, że Turcy są już zdemoralizowani i że do Adrianopola uda się dotrzeć w ciągu sześciu - ośmiu dni. Twierdzono tak nawet wówczas, kiedy do obozu królewskiego dotarły informacje o wymarszu nowych sił sułtana ze stolicy w kierunku Niziny Górnotrackiej. Wiadomości o tak optymistycznych nastrojach pochodzą z listu jaki wysłał Hunyadi do mieszkańców Braszowa (3 grudnia 1443 r.) zapowiadając zarazem rychłe ostateczne zwycięstwo..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 39

"...Wybuch powstania w Albanii był czynnikiem sprzyjającym koalicji chrześcijańskiej. Otwierało to Turkom nowy front walki i wpływało na wzrost nastrojów patriotycznych na Bałkanach. Odejście Skanderbega z pola walki pod Niszem, wraz z dowodzonym przez siebie oddziałem, prowadziło do demoralizacji armii tureckiej. Wśród dowództwa doszło do otwartego konfliktu, a Kassim pasza i Turachan beg wzajemnie się oskarżali o klęskę i duże straty. Rosła dezercja.

Od czasu zdobycia Sofii, wzmogły się represje tureckie wobec miejscowej ludności. Zamordowano władykę z cerkwi św. Sofii, a jego głowę wysłano w darze sułtanowi. Dziesiątkowano mężczyzn w Sofii i okolicznych miejscowościach, niszczono zapasy żywności, mordowano popów, kobiety, dzieci, konfiskowano dobra. Terror miał powstrzymać miejscową ludność od współpracy z armią królewską i zmusić do lojalności. Jak na razie represje nie przynosiły jednak efektów. Wśród ludności narastała jeszcze większa determinacja i chęć zemsty za doznane krzywdy.


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 38

"...Po zdobyciu Sofii, Hunyadi sformował odrębne jednostki z bułgarskich ochotników, którym powierzono zadanie zabezpieczenia Przełęczy Dragomańskiej, utrzymania łączności pomiędzy poszczególnymi oddziałami chrześcijańskimi i ochronę Sofii przed nagłym napadem. Funkcje porządkowe w samym mieście zlecono również ochotnikom bułgarskim. Szczególnie dobrze układała się współpraca między Bułgarami a oddziałami polskimi. Niektórzy autorzy wręcz stwierdzają, że "...Bułgarzy traktowali Polaków jako swoich braci" i chętnie z nimi współpracowali. Potwierdza to Kallimach, który wyznając, że „...Po tym zwycięstwie wiele miast bułgarskich przepędziło załogi tureckie i przystąpiło do króla, znieść już bowiem nie mogli bezbożnych muzułmanów, a do wiary chrześcijańskiej odnosili się z życzliwością, zwłaszcza, że z Polakami łączyła ich podobna mowa i wspólne pochodzenie obu plemion..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 38-39

"...Zaalarmowany o sukcesach wojsk chrześcijańskich sułtan Murad II, który w momencie rozpoczęcia "długiego pochodu" przebywał w Azji Mniejszej, pośpiesznie zakończył przygotowania i ruszył z całą armią w kierunku Tracji. Oceniał sytuację jako niezwykle groźną i wezwał do walki wszystkich zdolnych do noszenia broni muzułmanów, a wielki wezyr Chalila otrzymał rozkaz pośpiesznego umocnienia rejonu Adrianopola. W kierunku przejścia przez Ichtimańską Średnią Gorę zostały skierowane nowe oddziały z zadaniem ich umocnienia i zablokowania. Kassim pasza otrzymał polecenie spustoszenia okolic Sofii, aby pozbawić wojska chrześcijańskie źródeł zaopatrzenia. Miasto i okolica cała pokryta była pożarami, kiedy się do niego zbliżały wojska chrześcijańskie. W okolicach Sofii zamierzali też Turcy skoncentrować swoje główne siły i wydać walną bitwę. Do bitwy jednak nie doszło, bo obaj dowódcy Kassim pasza i Turachan beg słali do Murada II listy z wzajemnymi oskarżeniami, przerzucając na siebie winę za niedawne niepowodzenia

Armia turecka nawet nienaciskana przez wojska królewskie, zaczęła samorzutnie wycofywać się na wschód. Wówczas sułtan rozkazał natychmiast zablokować przełęcze Ichtimańskiej Średniej Gory, przez które biegł słynny szlak Trajana, obsadzić doborowymi jednostkami strategiczne punkty, jak np. Trajanowe i Żelazne Wrota oraz inne przejścia i nie dopuścić armii chrześcijańskiej na Nizinę Górnotracką. Jak twierdzi J. V. Hammer, w „Geschichte des Osmanischen Reiches" (Pesth 1834) z „...Płowdiw do Niszu prowadziło sześć dróg przez Starą Płaninę". Główna biegła przez Wakareł i Trajanowe Wrota. Były też takie, które wyprowadzały do doliny rzeki Topolicy (przez Gołybec - 950 m npm) i Smolski Derwent (800 m npm). Inne prowadziły przez Guculską (1030 m npm) i Aramaiderską Przełęcz (870 m npm) w kierunku Kostenec - Bania - Ichtiman, a dalej przez Mominą Klisurę do równiny płowdiwskiej. Była też inna droga tzw. „Zlatiski prochod" położony w odległości 77 km od Sofii. Wspomina o niej bizantyjski Kronikarz Dukas, który odwiedził to miejsce w 1445 r. Te wszystkie przejścia rozkazał umocnić sułtan Murad II, a na głównej drodze Trajańskiej ugrupował podstawowe siły. Nakazał też ściągnąć pośpiesznie z Anatolii nowe oddziały..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 40

"...Właśnie traktem prowadzącym z Sofii przez Wakareł-Ichtiman-Kostenec-Płowdiw poruszały się główne siły wojsk chrześcijańskich, a awangardą dowodził Hunyadi. Po czterech dniach marszu wojska dotarły do rzeki Mati wir, w pobliżu jeziora Topolnica, gdzie założono główny obóz, uformowany przez czeskich najemników w wagenburg (powiązane ze sobą wozy bojowe). Dalej należało działać wyodrębnionymi oddziałami, które musiały znaleźć dogodne przejście przez pasma Ichtimańskiej Średniej Gory (Eledżinu - dziś Wietren), bądź w kierunku doliny rzek: Topolnicy lub Maricy, które wyprowadzały na Nizinę Górnotracką. W pierwszej kolejności trzeba było jednak zbadać możliwość przejścia starą rzymską drogą, przez Trajanowe Wrota. Kiedy więc szpica wojsk Hunyadiego znalazła się w okolicach Trajanowych Wrót (Wasilica) szybko zorientowano się, że przejście jest umocnione, bronione przez doborowe jednostki i trudne do sforsowania. Było położone w „siodle" pomiędzy szczytami Eledżyk a Golak i odległe od Sofii o 64 km. Rzymianie wznieśli tu fortyfikację - Sineum, której celem było blokowanie wąwozu Suki (dziś Trajanowy prochod). Twierdza zbudowana na planie prostokąta „...o szerokości 15 stóp, długości - 35 i wysokości 24, o grubości murów przekraczających 2 m", pomimo, że w czasach tureckich popadła już w ruinę, była jednak punktem trudnym do zdobycia, a jej pozostałości jeszcze dziś robią duże wrażenie. Niebawem wywiad doniósł, że silnie strzeżone są inne przejścia, zawalone pościnanymi drzewami, zasypane głazami, z pozrywanymi mostami i zniszczonymi drogami, obsadzone przez doborowe oddziały tureckiej piechoty. Przy ich forsowaniu należało się liczyć z dużymi stratami, tym bardziej, że niektóre zbocza wąwozów były sztucznie oblodzone. Zarazem warunki terenowe zmusiły armię chrześcijańską do rezygnacji z wozów taborowych, a zaopatrzenie dla walczących przychodziło dostarczać na wołach lub osiołkach. I tu niezastąpieni okazywali się bułgarscy sojusznicy, znakomicie zorientowani w topografii terenu. Wszędzie wyczuwało się tężejący opór Turków. Teraz trzeba było zdobywać prawie każdy wąwóz i każdą przełęcz, każdą napotkaną miejscowość. W dodatku pogorszyły się gwałtownie warunki pogodowe. Spadł śnieg, a zimno i mróz utrudniały zarówno zaopatrzenie armii jak i prowadzenie regularnych działań wojennych.

Ten kto kontrolował przejście przez Ichtimańską Średnią Gorę miał swobodę działania na zachód w kierunku Sofii lub na wschód w stronę Filipopolis (Płowdiw) i dalej na Adrianopol. [...] Teraz ich rolę docenił sułtan Murad II. Udało mu się wcześniej je obsadzić zanim dotarły do nich wojska chrześcijańskie i zablokować przejścia na nizinę wyprowadzającą na Płowdiw..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 41-42

"...Kiedy dowódcy armii królewskiej zorientowali się, że przejście przez Trajanowe Wrota nie będzie możliwe, wówczas zwinięto obóz i skierowano wojska na Mirowo - Jurczewo Pole w dolinę rzeki Maricy i wąwóz w pobliżu Złatnickiej Płaniny, gdzie jak twierdzą niektórzy historycy było inne przejście, tzw. Momin Prochod. Być może droga ta była znana dowódcom „długiego pochodu" jako, że została opisana przez Burgundczyka - Bartranda de la Brikiera, który w 1433 r., na polecenie króla Filipa Dobrego, osobiście zbierał informacje o możliwościach przejścia przez Ichtimańską Średnią Gorę w kierunku Mominej Klisury. Zapewne znał ją Hunyadi i za radą miejscowych przewodników kierował tam główne siły armii chrześcijańskiej.

Armia maszerowała wschodnim brzegiem Krzywej rzeki, dalej brzegiem rzeki Oszlag, tuż niedaleko wyniosłości Kamilata oraz Mominej Klisury w pobliżu miejscowości Bełowo, gdzie się już rozpoczynała Nizina Gór notracka. Sforsowanie tej pozycji oznaczałoby otwarcie drogi na Płowdiw i dalej do Adrianopola. W rejonie Bełowa znajdował się główny obóz wojsk tureckich i stanowisko dowodzenia Murada Il. We wsi Golamo Bełowo do dziś zachowała się legenda o tureckim obozie, a podczas budowy kompleksu handlów ego natrafiono na ostrze kopii i groty strzał pochodzące z XV wieku. Obóz turecki otaczała od północnego - wschodu Marica, od wschodu rzeka adenica, a od południa stok Rakowicy. Tu też znajdowała się gwardia przy oczna Murada II otoczona janczarami.

Jeden z oddziałów wojsk chrześcijańskich, prawdopodobnie serbski, atakując umocniony obóz wojsk tureckich, w rejonie wyniosłości Kamilata, poniósł dotkliwe straty. Rekonesans zakończył się niepowodzeniem, a dowództwo zrezygnowało z dalszych prób. Zapewne rację ma Iszirkow, który w pracy wydanej w 1921 r. w Sofii pt. „Pochodite na kral Władysław III w Bułgaria w 1443 i 1444 g." lokalizuje ową Złatnicę w rejonie miejscowości Kostenec-Bania, a jako pole bitwy wskazuje Mominą Klisurę i pole położone nad brzegiem rzeki Maricy. Są też i tacy, którzy wskazują pole bitwy z oddziałami Murada II w rejonie Górna Vasilica.


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 42

"...Najbardziej więc prawdopodobnym miejscem bitwy z 12 grudnia 1443 r. będzie pole rozciągające się na wschód od Kostenec, nazywane Jurczewo Pole. Jest to równina o powierzchni około 3000 ha ciągnąca się w kierunku wsi Gabrowica. Z południa na wschód przecina ją Marica. Potwierdzeniem tej hipotezy mogą być wykopaliska, tzw. serbskie mogiły nad rzekami Oszljak i Krzywą, gdzie znaleziono groby żołnierzy, którzy polegli atakując turecki obóz. Znaleziono też halabardę, kopię, strzemię oraz brązowe i srebrne monety z napisem Ladislaus rex Ungariae. Janczar Konstatnty z Ostrowicy, w kronice spisanej w 1490 r. podaje, że góra, gdzie się znajdują Żelazne Wrota nazywa się Złatnicą i dokładnie opisuje próbę przejścia wojsk chrześcijańskich przez Mominą Klisurę. „... Sułtan turecki dotarł do góry, która nazywa się Złatnica, a inni nazywają je Żelaznymi Wrotami i przeszkodził chrześcijanom w przejściu do Płowdiw. I kiedy weszli w dolinę, w której leżała góra spotkali ich sułtańscy janczarzy i nie pozwolili przebić się do Płowdiw"..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 45

Jurczewo Pole pod Zlatnicą 12 grudnia 1443 roku

"...W istocie bitwa z 12 grudnia 1443 r. wyglądała trochę inaczej. To wojska Hunyadiego rozbiły oddziały spahisów i janczarów spychając je w kierunku obwarowanego obozu tureckiego znajdującego się „... na Złatnickiej Pianinie". W ciężkim trzygodzinnym boju jazda przeciwnika została pokonana i salwowała się ucieczką. Piechota walczyła jednak nadal, a bój stawał się coraz bardziej zacięty. Źródła tureckie podają, że oddziały Turachan bega atakowały wagenburg, lecz poniosły duże straty. Obóz turecki był z kolei atakowany przez wojska królewskie. Użyto nawet maszyn miotających. Nie przyniosło to jednak większego efektu. Walka trwała do zmierzchu i dopiero zapadająca noc zmusiła obie strony do jej przerwania. Nie udało się ani zdobyć tureckiego obozu, ani opanować przejść wyprowadzających na Płowdiw. Sułtan wycofał swoje siły przyjmując postawę pasywną. Dalszy atak wojsk sprzymierzonych na umocniony obóz turecki musiałby niechybnie doprowadzić do dużych strat.

W ręce chrześcijan, którzy uważali się za zwycięzców, bo utrzymali pole bitwy, wpadły bogate łupy, dużo sprzętu wojskowego, konie, jeńcy wojenni. Michaił Beheim, zapewne z niemałą przesadą oblicza straty Turków na 7 tysięcy zabitych. Niemniej było to świetne i pełne zwycięstwo w polu. Wojska tureckie zamknęły się w ufortyfikowanym obozie (tzw. janczarski okop jeszcze dziś można oglądać w okolicach Bełowa). Miały się tam znajdować i inne umocnienia, jako że był to teren, gdzie niegdyś biegła stara granica pomiędzy Bizancjum a Bułgarią..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 44-45

"...Widząc to Turcy zdecydowali się stoczyć bitwę, zakładając, że Węgrzy nie będą mogli w pełni wykorzystać posiadanych sił. Wszelako na starcie z chrześcijańskim wojskiem zdecydowała się tylko część wydzielona z armii tureckiej, dowodzona przez Mahmuda Czelebiego, szwagra sułtana. Sułtan natomiast pozostawał z resztą wojsk bardziej na wschód, aby stosownie zareagować, w zależności od rozwoju wydarzeń.

Dnia 12 grudnia 1443 roku doszło do bitwy, której rezultaty odmiennie są przedstawione w źródłach tureckich i europejskich. Te ostatnie utrzymują że bitwa zakończyła się całkowitą klęską oddziałów tureckich. Kroniki tureckie podają odwrotnie, że to chrześcijanie doznali porażki. Sprzeczność jest tylko pozorna, bowiem prawdopodobnie na przestrzeni kilku dni rozegrały się dwie bitwy. Pierwszą (12 grudnia) armia królewska zakończyła zwycięstwem, po którym kontynuowano marsz ku wschodowi. Tutaj, w dolinie górnej Striamy, napotkano na zaporę wzniesioną wokół góry, a dobrze umocnionych stanowisk strzegły oddziały przeciwnika. Doszło do drugiej bitwy (prawdopodobnie 15 grudnia) w bardzo trudnych warunkach pogodowych, przy silnym mrozie i oblodzeniu umocnień. Pomimo wielokrotnie ponawianych szturmów, piechota turecka zdołała się utrzymać na zajmowanych pozycjach. I to już była porażka armii węgierskiej, bowiem w obliczu całkowicie wyczerpanych zapasów żywności i paszy, zdecydowano się na odwrót. Mógł on rozpocząć się około 16 grudnia 1443 roku, tym samym wyprawa wkroczyła w końcową fazę..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 161-162

ozdoba

"...Armia chrześcijańska, której obóz zbudowany na modłę czeskich husytów mógł znajdować się w rejonie dzisiejszej miejscowości Sestrimo nad rzeką Kriwą, dopływem Maricy, pozostała jeszcze przez cztery dni w pobliżu pola bitwy.


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 45

"...Zimno i mróz coraz bardziej dawały się we znaki przemęczonym żołnierzom armii chrześcijańskiej. Brakowało żywności zarówno dla ludzi jak i zwierząt. Wszystko to stawiało pod znakiem zapytania dalszy marsz na Płowdiw. Warto, w tym miejscu podkreślić, że porę roku na sforsowanie Ichtimańskiej Średniej Gory wybrano fatalnie. Okres zimowy, to najgorszy moment na takie przedsięwzięcie. Przy ciężkiej zimie szlak na wschód od Sofii był prawie niedostępny. Należy to sklasyfikować jako wyraźny błąd dowództwa wyprawy. Kolejnym był zbyt późny wymarsz z Sofii i nieuchwycenie chociażby jednego przejścia na Nizinę Górnotracką, zanim zdołali je zablokować Turcy.

W dniu 16 grudnia 1443 r. odbyła się narada, na której podjęto ostateczną decyzję o zaniechaniu dalszego pochodu i wycofaniu się na Węgry. Za odwrotem głosowali: król Władysław III, Hunyadi i legat papieski Cesarini. Sprzeciwiał się mu despota serbski Brankowic. Obawiał się, że zostaną utracone owoce dotychczasowych zwycięstw. Proponował nawet zatrzymanie wojsk na terenie Serbii, a na ich utrzymanie przeznaczał kwotę stu tysięcy dukatów. Niespodziewanego sojusznika znalazł wśród Bułgarów. Dowódcy bułgarskich oddziałów ochotniczych oraz samozwańczych grup partyzanckich, które tak dzielnie podczas całej wyprawy wspierały wojska królewskie, zaproponowali jeszcze bardziej ścisłą współpracę, a nawet składali obietnicę wywołania ogólnonarodowego powstania, jedynym warunkiem miała być pomoc wojsk chrześcijańskich i Węgier w walce o niepodległość Bułgarii.. To wówczas prawdopodobnie złożono obietnicę Hunyadiemu objęcia tronu wyzwolonej Bułgarii, licząc, że zdoła przekonać króla do zatrzymania armii na terenie Serbii i udzielenia wsparcia politycznego i militarnego powstańcom. Czy dyskutowano nad tym problemem? Hunyadi zwrócił uwagę zarówno Brankowicowi jak i Bułgarom na wyjątkowo „...niekorzystne warunki do prowadzenia dalszej wojny". Zarówno król, jak i Hunyadi byli jednak zdecydowani wycofać się na Węgry obiecując Serbom i Bułgarom podjęcie dalszej walki w roku następnym.

Decyzję o wycofaniu się należy uznać za rozsądną. Stan armii budził duże obawy. Cytowany już Kallimach pisał: „... wielu rycerzy, chwiejąc się na nogach, zaledwie krok po kroku posuwało się naprzód. Niektórzy zaś tak byli osłabieni, że podobniejszymi stawali się do szkieletów aniżeli do ludzi. Twarze ich poczerniały, a oczy w dół zapadły. W niedoli tak powszechnej jeden drugiemu nie zdołał nieść pomocy". W dodatku wybuchła epidemia końskiej dżumy. Na rozkaz króla zabito chore, przemarznięte i wygłodzone konie, spalono część taborów i wyruszono w drogę powrotną trasą na Sofię-Nisz-Belgrad. Awangardę stanowiły siły Władysława III. Ariergarda, składająca się z oddziałów dowodzonych przez Hunyadiego, jeszcze przez jeden dzień i jedną noc pozostawała na polu bitwy, następnie ruszyła w ślad za awangardą. Niestety warunki pogodowe jeszcze bardziej się pogorszyły. Spadło dużo śniegu, powszechnie doskwierał brak żywności, jako, że szlak powrotny był spalony i ogołocony. Król w liście do władz Florencji, pisząc o przyczynach odwrotu, argumentował, że nastąpił on „... nie tylko z powodu wysokich gór, które już były obsadzone przez wroga, ale na skutek zimy ciężkiej i ostrej, a zwłaszcza z powodu braku żywności i karmy dla koni, które wojska nieprzyjaciół zużyły lub spaliły". Armia odchodziła we wzorowym porządku uprowadzając ze sobą wziętych do niewoli jeńców, zdobyty sprzęt, uzbrojenie i sztandary wroga. Tym razem opuszczając Sofię doszczętnie ją splądrowano i spalono. Dziś trudno dociec dlaczego? Być może wiązało się to ze zmianą nastawienia miejscowej ludności, co głównie odbijało się na aprowizacji..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 45-47

"...W ślad za wojskami chrześcijańskimi ruszyły oddziały Murada II gotowe skorzystać z każdej nadarzającej się okazji, aby rozbić lub rozproszyć armię sprzymierzonych. Sułtan kierował do działań pościgowych wojska rumelijskie pod wodzą Turachan bega i anatolijskie pod komendą Bałaban paszy. I tym razem doszło do nieporozumień wśród tureckich dowódców. Turachan beg niespodziewanie odszedł z trasy pościgu ze swoimi oddziałami. Bizantyjski kronikarz Chalkokondyles oskarża go nawet o zdradę, o przekazanie informacji o planach tureckich, serbskiemu despocie Brankowicowi. Również i tureccy kronikarze obarczają winą Turachan bega za niepowodzenia pościgu. Opuszczając Sofię armia chrześcijańska uformowała ruchomy wagenburg, który stanowił ariergardę i tak zabezpieczona podjęła odwrót w kierunku Pirotu. Wkrótce do Sofii przybył sam Murad II, skąd zamierzał nadzorować dalsze działania wojenne.


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 47

"...Stan wycofującej się armii chrześcijańskiej był zły. Ludzie umierali z głodu i wycieńczenia, a po drodze pozostawiano padnięte konie. Sytuacja stawała się przygnębiająca i tylko energii dowódców można zawdzięczać utrzymanie porządku i dyscypliny. Król, aby przyspieszyć odwrót, rozkazał zakopać część zdobytych łupów i broni oraz jak podaje Długosz „... spalono wiele wozów z kosztownymi namiotami, zbroje i rozmaite rynsztunki pozakopywano w piasku, i wszystko co raczej było ciężarem, niźli służyło do użytku, ogniem zniszczono, ażeby Turkom, gdyby je zdobyli, przeciwko sobie samym nie dostarczyć pomocy".


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 47

"...W wigilię Bożego Narodzenia doszło do kolejnego starcia pod Melszticą (Mellstica), w pobliżu Sofii (24 grudnia 1443 r.). I tym razem jazda Hunyadiego wyszła zwycięsko z walki. Nieprzyjaciel musiał się wycofać, a do niewoli trafili kolejni jeńcy..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 48

Kunowice pod Pirotem 2 stycznia 1444 roku

"...Turcy jednak nie rezygnowali z prób osaczenia wojsk królewskich. Rozgniewany sułtan dokonał zmiany w dowództwie oddziałów pościgowych. Tym razem za wycofującymi się krzyżowcami ruszyły wojska dowodzone przez Kassima paszę, któremu sułtan pozostawił dla wsparcia doborowe jednostki janczarów dowodzone przez swego szwagra - Mahmuda Czelabiego. Siły te dogoniły wycofującą się armię, a ich chęć odniesienia sukcesu za wszelką cenę, wykorzystał Hunyadi zastawiając pułapkę w wąwozie Kunowice, położonym w rejonie miejscowości Pirot. Kroniki wspominają o dużej roli Brankowica i serbskich wojsk w tej bitwie. Konstanty z Ostrowicy wręcz wspomina, że Serbowie w bitwie kunowickiej przyjęli na siebie główne uderzenie. Wziął w niej udział król, który widząc, że atak prowadzony przez Czelabiego może zakończyć się powodzeniem, ruszył na czele przybocznej chorągwi, składającej się głównie z Polaków, do kontruderzenia. Chorągiew królewska natarła zdecydowanie na centrum ugrupowania przeciwnika, złamała jego szyki, zadając mu duże straty i zmusiła do odwrotu. Kronikarze odnotowują udział w walce, poza Władysławem III, innych polskich rycerzy, m.in.: dwóch synów Zawiszy Czarnego z Garbowa - Marcina i Stanisława z Rożnowa, dwóch braci Tarnowskich i Grota z Jankowie. Stryjkowski pisze, że król w tej bitwie „... kilku strzałami w pierś, acz nieszkodliwie był ubodzon".

Bitwa w wąwozie Kunowice pod Pirotem rozegrała się 2 stycznia 1444 r. Wycofujące się w popłochu wojska tureckie próbował zawrócić do walki Czelabi. Nie pomogły też posiłki rzucone do boju przez Kassima paszę. Atak chorągwi królewskiej wykorzystał Hunyadi, uderzając kilkakrotnie na skrzydła nieprzyjaciela. Za uchodzącymi Turkami sforsował wąwóz i rzeczkę oraz zaatakował obóz Kassima paszy. Zdobyto kolejne sztandary, część taborów i znaczne łupy. Bitwa zakończyła się klęską wojsk tureckich, a od całkowitej zagłady uratowała je zapadająca noc. Do niewoli dostała się większość dowódców, a jeden z nich, nieznany z nazwiska, poległ. Liczba jeńców wzrosła do 4 tysięcy. Zdobyto wiele broni i namiotów. Król, w widowiskowym pojedynku, osobiście pokonał Mahmuda Czelabiego, wybitnego wodza, a Jan Major Tarnowski wziął go do niewoli. Kassim pasza, pod osłoną nocy, pośpiesznie zwinął obóz i wycofał się z resztkami wojska. [...]

Tym razem posiadamy też relację XVI wiecznego kronikarza tureckiego Saadeddina, który tak pisze o bitwie w wąwozie kunowickim: „...Pułki niewiernych otoczyły ze wszystkich stron muzułmanów w Nisz - Derbenti. I zabito wielką liczbę junaków. Wzięto też do niewoli wiele znakomitości. Związano ich mocno lub skuto łańcuchami. Mahmud (...) znany pod imieniem Czelabi (brat wielkiego wezyra Chalila paszy i szwagier sułtana) został pochwycony do niewoli. Tylko mała grupa wojowników przetrwała klęskę..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 48-49

"...Turcy uaktywnili się i po przejściu przesmykami górskimi oraz przez Bramę Trajana już 24 grudnia zastąpili królowi drogę pod Melsticą (30 km na zachód od Sofii). W bitwie zwycięstwo odniosły wojska węgiersko-sojusznicze, ale nacisk Turków nie ustawał. Dowodził nimi wspomniany już Mahmud Czelebi (sułtan pozostał w Sofii), który 2 stycznia 1444 roku podjął kolejną próbę ataku. Do bitwy doszło między Niszem a Pirotem w wąwozie Kunowica. Turcy uderzyli na Brankowicza, który prowadził tylną straż wojsk Jagiellończyka. Na wieść o tym jazda węgierska i polska odłączyły się od piechoty i taborów, które podążały dalej, i zawróciły. Doszło do bitwy, w której górą była jazda węgierska, a pościg za uciekającymi Turkami dotarł aż do obozu wroga.

W czasie walki do niewoli dostał się Mahmud Czelebi, a znajdujący się w tureckim korpusie namiestnik Rumelii Kassim-pasza zarządził pośpieszny odwrót w stronę Sofii. Wydarzenie to w relacji źródła tureckiego przedstawia się następująco: Sułtan w pogoń za niewiernymi wysłał Kasim-paszę, rumilskiego beylerbeja, Bałaban-paszę, rządcą Tukatu, i balskiego beja z kilkoma innymi walecznymi dowódcami. Lecz złoczyniec Janko (...) ze wszech stron uderzył na prawowiernych, wyciął mnóstwo najwaleczniejszego żołnierza, wielu znamiennych dowódców zabrał w niewolę, i w kajdany zakuł. W tej liczbie znajdował się także bey Czelebi. Dodajmy, że ów złoczyniec Janko - to Jan Hunyady, którego imię było już wówczas postrachem Turków

W bitwie tej, jak wynika z relacji, brał także udział król Władysław, który po zwycięstwie pasował najdzielniejszych jej uczestników na rycerzy. Już w trakcie wcześniejszych potyczek Władysław walczył mężnie, a nawet - jak podaje Długosz - otrzymał w piersi kilka razów, żadna jednak strzała nie przebiła osłaniającej ciało zbroi. Największym sukcesem tego starcia było to, że Turcy musieli odstąpić od pościgu, co zwiększało szansę szczęśliwego powrotu na Węgry..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 162

ozdoba

"...Turcy, od tej pory, zrezygnowali z dalszego pościgu. […] Pomimo tak spektakularnego zwycięstwa armia krzyżowców znajdowała się w bardzo trudnym położeniu. Brakowało żywności i paszy dla koni. Z czasem z głodu padła ich większość. Głodowało też wojsko a chleb, jak twierdzą kronikarze, kupowano w obozie „... po cenie złota". Dotkliwe zimno, przemęczenie i głód odbiły się na stanie zdrowotnym wojska. Wielu chorowało. Po drodze pozostawiano mogiły tych, którzy nie wytrzymali trudów wyprawy..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 49

"...Następnego dnia, po bitwie kunowickiej, w obozie królewskim, podczas narady, padały różne propozycje. Władysław III i Hunyadi byli zwolennikami wycofania się na Węgry. Brankowic postulował pozostanie w obozie w pobliżu wąwozu Kunowice. Proponował przezimowanie i podjęcie na wiosnę działań wojennych w kierunku Adrianopola. Był gotów, po raz kolejny, wyłożyć na ten cel 100 tysięcy dukatów i zadbać o należyte zaopatrzenie. Skoro jednak teraz nie można było go zapewnić, któż byłby w stanie uwierzyć, że uda się to zorganizować dla dużej armii na całą zimę? Argumentował, że przecież nie zostały zabezpieczone owoce zwycięstwa. Przeważyła jednak koncepcja dalszego odwrotu. Armia była wycieńczona i potrzebowała dłuższego wypoczynku i uzupełnień. Wojska przeprawiły się na lewy brzeg Morawy i dalej już nie atakowane przez Turków wycofały się do rejonu Prokuplji, gdzie zatrzymano się na dłuższy wypoczynek oraz w celu zaopatrzenia oddziałów i uporządkowania szeregów. Tu po raz kolejny rozważano możliwość pozostania na terenie Serbii do wiosny, lecz wśród doradców królewskich zwyciężył pogląd o dalszym wycofaniu się na Węgry. Zniszczono więc część materiałów wojennych, zmniejszając tabory do zaledwie 50 wozów i pomaszerowano brzegiem Morawy na Kruszewac - Belgrad, który armia królewska osiągnęła w ostatnich dniach stycznia 1444 r..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 49-50

"...W dniu 2 lutego tego roku odbył się triumfalny wjazd króla Władysława III Jagiellończyka do Budy. Jeszcze raz oddajmy głos Janowi Długoszowi. „... Gdy król Władysław wkroczył do stolicy z chorągwiami na nieprzyjacielach w boju zdobytymi, wyszło naprzeciw niemu w procesji duchowieństwo, lud i wszystkie stany. Przyjmowany od nich z radością jako zwycięzca, wchodził przy głośnych śpiewach i okrzykach, ozdobiony łupami pobitych nieprzyjaciół. Chorągwie nieprzyjacielskie [9 - przyp. M. B.] złożył w katedrze Najświętszej Marii Panny na „wieczną czynów swoich pamiątkę". W innym miejscu „Dziejów polskich ksiąg dwanaście" czytamy: „... We wszystkich zaś na tej wyprawie bitwach i utarczkach król Władysław pełnił powinność wybornego wodza i najwaleczniejszego żołnierza; pierwszy do walki, ostatni po bitwie schodził z pola i nikt w ciągu całej wyprawy większą nad króla nie odznaczał się dzielnością, żadnego nie oszczędził sobie trudu i niebezpieczeństwa. Tymi przymiotami zjednał sobie umysły tak szlachty, tak i wszystkich towarzyszy broni (...) Powiadają, że pewien rycerz niemiecki, który na tej wyprawie z pobożności walczył, mając ze sobą liczną drużynę dworzan i służebników, gdy się przypatrzył osobliwej króla Władysława odwadze, wytrwałości na głód, trudy i niewczasy, przyganiał głośno innym królom i książętom, że (...) jeden tylko król Władysław w męstwie i orężu szuka chwały i wszystek swój wiek młodzieńczy trawiąc na ustawicznym czuwaniu i pracy, przywykły znosić głód i nędzę w walkach podejmowanych dla obrony wiary świętej, godny nazwać się królem".

O powrocie wojsk królewskich do Budy mamy też relację polskiego humanisty Kallimacha: „Gdy w mieście dowiedziano się, że Władysław się zbliża, wyszła naprzeciw niego uroczysta procesja z duchowieństwem w szatach kościelnych na czele. Za nimi ogromne tłumy ludzi wszystkich stanów okrzykami radości witały powracającego króla. On sam, zanim wstąpił na zamek, udał się wpierw, tak jak ślubował, pieszo do katedry. Przed nim (...) znakomici jeńcy, potem niesiono chorągwie bitewne zdobyte na wrogu i część łupów, która jeszcze ocalała. Dalej maszerowało wojsko: na samym przedzie szły ochotnicze zastępy krzyżowców wynosząc pod niebo - z iście żołnierskim animuszem - sławę imienia Władysława (...) Obok króla wielkim mirem cieszył się Hunyadi, a imię jego było na ustach wszystkich (...) Całe to okazałe widowisko byłoby jeszcze stokroć wspanialsze i znakomitsze, gdyby nie brakowało tego wszystkiego, co porzucono, by ulżyć obładowanym żołnierzom, gdyby nie utrata tylu zdobyczy, spalonych w drodze lub zakopanych w ziemi"

W podobnym duchu kontynuował Długosz: „... A sporządziwszy swoje hufce wszedł do miasta bramą prowadzącą do Eczelburga, w najpiękniejszym porządku, wraz z prałatami i panami obu królestw. Wystąpiły na jego przyjęcie procesje ze wszystkich kościołów parafialnych i klasztornych, z relikwiami świętych i tłumami mieszkańców miasta Budy, od których Królewski Majestat wdzięcznie i ze czcią powitany został. Król zsiadłszy z konia i oddawszy głęboki pokłon relikwiom świętych, skinął prawą ręką do ludu, a potem siadłszy znowu na koń z wielką uroczystością i przepychem wkroczył do Budy. Kiedy wjeżdżał do bramy miejskiej, szlachta i rycerze polscy i węgierscy (...) wszyscy przyklęknęli, uczcili i przyjęli króla Władysława (...). Roje mieszkańców wyległo zewsząd po ulicach i domach, aby widzieć twarz i postać króla, monarchy, tak znakomitego i świetny pochód jego rycerstwa".

Ze źródeł węgierskich (Sandor Oze) dowiadujemy się jeszcze jednego szczegółu owych uroczystości. Wynika z nich, że złożenie sztandarów i trofeów wojennych w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny miało miejsce innego dnia niż uroczysty wjazd do Budy. Autor podaje, że pomimo wyjątkowego zimna (był luty 1444r.) król drogę dzielącą zamek od świątyni przebył boso, przebrany w habit zakonnika „... uginając się pod ciężarem tureckich sztandarów z końskimi ogonami".


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 50-52

Tak to kampania wojenna króla Władysława III Jagiellończyka, przeciwko Turkom, trwająca prawie pół roku dobiegła końca. I chociaż nie osiągnięto celów strategicznych, to jednak odniesiono kilka znaczących zwycięstw. Nie bez znaczenia był też fakt, że Węgrom udało się w tym czasie zawrzeć formalne sojusze z Bośnią, Wołoszczyzną, Mołdawią i Albanią. Nie może ulegać wątpliwości, że znacznie osłabiła ona utrwalony w Europie, od końca XIV wieku, mit o niezwyciężoności Turków. Resztę uczyniła odpowiednio rozgłaszana propaganda. Sprawozdania z działań wojennych rozsyłane przez kancelarie króla, Hunyadiego i Cesariniego do władców europejskich i dostojników kościelnych w trakcie całej kampanii robiły w Europie duże wrażenie. Kampania nazywana „długim pochodem" obrastała w swoistą legendę, której nie osłabiały ani paszkwile Fryderyka III Habsburga, ani opinie Eneasza Sylwiusza Piccolominiego, na które powołuje się autor pracy „Warna 1444" (Kraków 1994) Wincenty Swoboda, że sukcesy „... miały być zwyczajem polskim, mocno przesadzone". Król wracał w aureoli chwały, jako „... zwycięski obrońca wiary". Listy gratulacyjne do Budy przysłali królowie: Hiszpanii, Francji, Anglii, Aragonii, książęta Burgundii i Mediolanu, władcy Genui i Florencji oraz doża wenecki. Jako jeden z pierwszych specjalnego posła z gratulacjami wysłał do Budy cesarz bizantyjski Jan VIII Paleolog. Pisali też wybitni intelektualiści tamtych czasów jak np. poeta Francesko Filelfo. Cytowany już kilkakrotnie Długosz konstatował, że „... króla Władysława zwycięstwo było sławne i głośne, a wszystek świat chrześcijański napełniło radością". Gratulował sukcesów papież Eugeniusz IV namawiając jednocześnie do organizowania kolejnej krucjaty. Owej propagandzie uległ również król wysyłając do swojej matki list utrzymany w triumfalnym tonie. W rzeczywistości wyniki były bardziej skromne.

Faktem jest, że wyprawa odbywała się w trudnych terenowych i klimatycznych warunkach, że odniesiono pięć znacznych zwycięstw, że weszła w głąb obszaru zajętego przez nieprzyjaciela na ponad 500 km., że sprawdzono reakcję narodów podbitych, a odwrót odbywał się we wzorowym porządku z zachowaniem wszelkich reguł sztuki wojennej. Armii chrześcijańskiej, szczególnie w pierwszym okresie wyprawy, udało się dość łatwo łamać opór wojsk tureckich, zaskakiwać rozwiązaniami taktycznymi i zdobywać nawet duże twierdze, jak np. Sofię. Wojska Władysława III stosunkowo sprawnie poruszały się w obszarze operacyjnym nieprzyjaciela i zdołały uzyskać pomoc miejscowej ludności w rozpoznaniu pozycji tureckich, znalezieniu najbardziej korzystnych przejść górskich, uniknięciu zastawionych pułapek, zabezpieczeniu ewentualnych tras odwrotu. Wojska na terytorium wroga przebywały przez ponad 5 miesięcy nie dając się osaczyć, pokonać, zaskoczyć, ani zadać sobie większych strat, co z całą pewnością było dużym sukcesem. Rekonesans przyniósł sporo informacji o rzeczywistym stanie armii tureckiej. Wielu dowódców uważało jednak, że droga do ostatecznego zwycięstwa będzie jeszcze długa. Wydaje się, że zdawał sobie sprawę z tego i król Władysław III skoro 24 kwietnia 1444 r. wystosował list do sułtana Murada II przyjmując tureckie propozycje pokojowe i wyposażając swego posła - serbskiego rycerza Stojko Gisdanicza, w nieograniczone pełnomocnictwa.

Efekty polityczne wyprawy znacznie przewyższyły sukcesy militarne. Sułtan przedstawił bardzo korzystne warunki pokoju. Zaproponował zawarcie rozejmu na okres 10 lat. Zrzekał się Serbii, zamków położonych nad Dunajem, zobowiązywał się do ewakuowania swoich wojsk z Albanii, płacił królowi kontrybucję w wysokości 100 tysięcy florenów i zobowiązywał się do „... dostarczenia na żądanie króla 25-tysięcznego korpusu wojsk tureckich". Warunki pokoju zostały zaprzysiężone w Szegedynie (Szeged) 1 sierpnia 1444r.


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 52-53

"..Zwycięstwa odniesione przez armię chrześcijańską obudziły nadzieję narodów bałkańskich na wyzwolenie się spod jarzma tureckiego. Obok wyżej wymienionych sukcesów doprowadziło to jeszcze do wystąpienia przeciwko Turkom despoty Morei Konstantego Dragasa oraz wybuchu powstania w Albanii. Budziły się do walki i inne narody bałkańskie. Zwycięstwa świadczyły też o wewnętrznym kryzysie państwa tureckiego i być może był to najlepszy moment do kolejnej interwencji państw sprzymierzonych w celu wyparcia Turków z Europy..."


Fragment książki: Mieczysław Bielski "WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK NA BAŁKANACH " s. 53-54

"...Biorąc powyższe zastrzeżenia pod uwagę, pierwszą wojnę Jagiellończyka z Turcją można uznać za sukces. Cel strategiczny (opanowanie Adrianopola i wyrzucenie Turków z Europy) nie został - bo to było niemożliwe - wprawdzie osiągnięty, osiągnięto natomiast kilka celów taktycznych i propagandowych. Można je postrzegać w sposób następujący:

  1. Wyprawa, pomimo rozlicznych trudności, zdołała jednak dotrzeć w głąb obszarów opanowanych politycznie i militarnie przez Turków. Okazało się, że przeciwnik nie wytrzymuje silniejszego uderzenia. Przekonania o krociowych armiach tureckich także nie wytrzymały konfrontacji z rzeczywistością. Nieprzyjaciel od początku bronił się z ukrycia, unikał walnej bitwy, a gdy dochodziło do starcia, wojska chrześcijańskie potrafiły zwyciężyć. A zatem okazało się, że mitem jest owa niezwyciężoność tureckich jeźdźców, czy osławionych janczarów.
  2. W czasie wyprawy armia królewska nie doznała porażki z rąk przeciwnika. Ofensywa załamała się w wyniku bardzo trudnych warunków klimatycznych i terenowych. Te ostatnie wszelako (dwie duże rzeki, wąwozy i przełęcze górskie) z powodzeniem wielokrotnie pokonywano. Z wyprawy wojsko i jej dowódcy powrócili ze sporym doświadczeniem praktycznym, także w zakresie rozpoznania teatru działań wojennych.
  3. Godnym uznania był odwrót tej rycerskiej armii z głębi terytorium nieprzyjacielskiego. Odbywał się on w największym porządku, pomimo stałego zagrożenia ze strony przeciwnika, pomimo skrajnie trudnych warunków (obfite śniegi na górskich drogach, marsz w terenie silnie zalesionym i sprzyjającym zasadzkom). W czasie odwrotu wojsko chrześcijańskie potrafiło nie tylko bronić się, ale i wykonać skutecznie przeciwuderzenia. Zwycięsko zakończyły się wszystkie starcia bitewne, jakie wówczas stoczono z nieprzyjacielem. Rozprzężenie nastąpiło dopiero w pobliżu własnego terytorium.
  4. Wymiernym efektem było wyparcie Turków z Serbii, co oznaczało cofnięcie przeciwników z linii Dunaju i oddalenie bezpośredniego zagrożenia. W wymiarze lokalnym wzrastało bezpieczeństwo Belgradu, ważnej granicznej twierdzy. Porażki Turków w Serbii stwarzały gwarancje, iż uda się utrzymać w strefie węgierskich wpływów także Wołoszczyznę.
  5. Sukcesem było ożywienie nastrojów antytureckich wśród Wołochów, Serbów, Albańczyków, Greków i Bułgarów. Było to ważne, szczególnie w kontekście przewidywanych przyszłych wojen, których celem miało być wypędzenie Turków z Europy.
  6. Wojna 1443 roku udowodniła, że chociaż czasy krucjat minęły, chociaż świat chrześcijańskiej Europy uległ daleko posuniętej erozji, został zdominowany przez waśnie i podziały, to w szczególnej sytuacji współdziałanie jest realne.


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 165-166

Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości