ozdoba

WOJNA DOMOWA NA WĘGRZECH
1440 – 1442

ozdoba
894-896 Wojna bułgarsko-bizantyjska
917-924 Wojna bułgarsko-bizantyjska
953-955 Bunt Ludolfa w Niemczech
955 Najazd Węgrów na Bawarię
1001-1004 Wojna bułgarsko-bizantyjska
1009–1012 Najazd armii Thorkella na Anglię
1015-1018 Wojna bułgarsko-bizantyjska
1078 - 1080 Wojna cesarza Henryka IV z Saksonią
1081-1085 Wojna bizantyjsko-normańska
1096-1099 I wyprawa krzyżowa
1109 Wojna polsko-niemiecka
1145-1149 II wyprawa krzyżowa
1189-1192 III wyprawa krzyżowa
1202-1204 IV wyprawa krzyżowa
1217-1221 V wyprawa krzyżowa
1221-1223 Dżebe i Subedej w zachodniej Azji
1235-1242 Najazd Batu i Sübedeja na Europę
1248–1254 VI wyprawa krzyżowa
1253 Kampania Opawska
1259-1260 Najazd Burundaja na Polskę
1270 VII wyprawa krzyżowa
1283-1309 Wojna krzyżacko-litewska
1302-1305 Wojna francusko-flamandzka
1308-1309 Zabór Pomorza Gdańskiego przez Krzyżaków
1311-1325 Wojna krzyżacko-litewska
1327-1332 Wojna polsko-krzyżacka o Pomorze Gdańskie i ziemię chełmińską
1337–1453 Wojna stuletnia
1381–1384 Pierwsza wojna Jagiełły z Witoldem
1382-1385 Wojna Grzymalitów z Nałęczami
1390-1392 Druga wojna Jagiełły z Witoldem
1391 Pierwsza wojna Władysława Jagiełły z Władysławem Opolczykiem
1393-1394 Druga wojna Władysława Jagiełły z Władysławem Opolczykiem
1396 Trzecia wojna Władysława Jagiełły z Władysławem Opolczykiem
1406–1408 Wojna o Psków
1409–1411 Wojna Polski i Litwy z Zakonem Krzyżackim
1414 Wojna głodowa
1419–1436 Wojny husyckie
1422 Wojna golubska
1431–1435 Wojna polsko-krzyżacka
1440 – 1442 Wojna domowa na Węgrzech
październik 1443 – luty 1444 Pierwsza kampania Władysława Warneńczyka przeciwko Turkom

"...Węgry w pierwszej połowie XV w. znajdowały się praktycznie w rękach kilkunastu rodzin magnackich i wybitnych rodów szlacheckich. Od ich decyzji zależało uznanie Władysława za króla. I choć większość magnatów z całą prawie średnią szlachtą opowiedziała się za Władysławem, to jednak nie został on powszechnie zaakceptowany jako władca Węgier. Magnaci popierający królową-wdowę Elżbietę i jej syna, Władysława Pogrobowca, nie byli liczni. Wśród zwolenników Habsburgów na wymienienie zasługują: przedstawiciele rodów Szecsich i Garaiów, członkowie rodziny Frangepanich, hrabiowie Cylei — Ulryk i Fryderyk, i początkowo również Jerzy Brankowicz. Elżbieta mogła także liczyć na poparcie części miast, zwłaszcza leżących na zachodzie i północy Węgier. I wreszcie politycznego i materialnego wsparcia udzielał jej Fryderyk III Habsburg, król, a później także cesarz Niemiec. Grupa zwolenników Elżbiety i Habsburgów na Węgrzech była za mała, by pozbawić Władysława tronu. Dysponowała jednak dostatecznymi środkami materialnymi i militarnymi, by opierać się Władysławowi z powodzeniem nawet latami i w ten sposób utrudnić jemu i jego zwolennikom wykonanie głównego zadania, jakim była walka z naporem tureckim.

Pacyfikację kraju i walkę ze stronnikami Elżbiety utrudniała Władysławowi specyfika militarna Węgier. Cały bowiem kraj pokryty był dużą liczbą zamków i grodów obronnych, znajdujących się w większości w rękach magnatów i znaczniejszej szlachty. Wielkie rody magnackie dzierżyły kilkanaście, często kilkadziesiąt zamków, położonych w różnych częściach kraju. Obok zamków spotykało się wówczas często również obronne gródki szlacheckie, należące do rodzin związanych z magnatami. Istniały wreszcie na Węgrzech warowne, dobrze ufortyfikowane miasta. Część z tych zamków, grodów i miast warownych zwolennicy Elżbiety przekształcili w punkty oporu przeciw Władysławowi i obsadziwszy je wojskiem własnym lub najemnikami czeskimi kontrolowali całe prowincje kraju. Władysławowi zatem pozostało albo zdobywanie kolejno zamków i miast obsadzonych przez stronników Elżbiety, a to wymagało czasu i przede wszystkim pieniędzy na opłacenie wojska i kosztów działań militarnych, albo dążenie do ugody i pertraktowanie z poszczególnymi magnatami, szlachtą i przedstawicielami miast. Wszystko to jednak przeszkadzało w realizacji głównego celu króla, jakim była walka z Turkami.

Wojna domowa między Władysławem a Elżbietą toczyła się przez dwa lata, na kilku frontach. Na obszarze Górnych Węgier (Słowacja) po stronie Elżbiety walczyły najemne wojska czeskie, których dowódcą był husyta Jan Giskra z Brandysu, doskonały żołnierz, dobry wódz i polityk. Jego bazami operacyjnymi były wierne Elżbiecie miasta: Koszyce, Kremnica, Bardiów i Lewocza. Jak słusznie pisał Jan Dąbrowski, Jan Giskra nie walczył tu wcale o sprawę husycką czy interesy słowackie, a takie właśnie motywy działań przypisywali mu niektórzy historycy, szczególnie czescy i słowaccy. Był on po prostu najemnym żołnierzem Elżbiety, który, wypełniając swoje zobowiązania, walczył w obozie habsburskiego Pogrobowca przeciwko polskiemu Władysławowi. Elżbieta mianowała Giskrę starostą koszyckim, później także starostą Kremnicy i hrabią Zwolińskim (Zolyom). Opanowanie Górnych Węgier przez wojska podległe Elżbiecie miało szczególne znaczenie. Tędy bowiem wiodła najkrótsza droga, którą Władysław mógł otrzymywać posiłki z Polski. Do końca też Władysławowi nie udało się tego obszaru całkowicie spacyfikować.

W centrum Królestwa Węgierskiego po strome Elżbiety opowiedziała się większość miast. Władzy Władysława nie uznawano również na obszarach ciągnących się wzdłuż Dunaju od Pożonia (Bratysławy) przez Gyór i Komarno aż do siedziby prymasa — Esztergom, oraz na południu Węgier.


Fragment książki: Edward Potkowski "WARNA 1444" s. 117-119

"...Z zachowania Elżbiety wynikało, że na kompromis nie pójdzie, toteż po naradach, na dworze Władysława zapadła decyzja zastosowania ostrzejszych wobec niej kroków. W Budzie wiedziano, iż głównym ośrodkiem pozostaje dla Elżbiety zamek Gyór, obsadzony czeskimi najemnikami Smikauskyego, toteż postanowiono zaatakować ten warowny punkt. Zakładano, że uda się pojmać królową i zmusić ją do ustępstw. Istotnym było też przechwycenie korony św. Stefana, co miało znaczenie dla dokonania uroczystej koronacji. Ruszyła wiec na Gyór wyprawa zbrojna złożona z rycerstwa węgierskiego i polskiego, wspierana czeskimi najemnymi Jana Czapka. Z innych wodzów polskich źródła wymieniają Dziersława Włostowskiego a całością dowodził biskup Szymon Rozgonyi. Wojsko to wyruszyło z Budy około 10 czerwca, ale do celu wyprawy dotarło już po wyjeździe Elżbiety. W murach twierdzy pozostawał natomiast Ulryk Cylejski, którego powszechnie postrzegano jako sprawcę i inspiratora poczynań królowej, toteż przystąpiono do oblężenia.

Jednakże zarówno silne fortyfikacje, jak też postawa czeskiej załogi nie wróżyły rychłego sukcesu. Cylejczyk tymczasem potajemnie umknął z twierdzy wraz z kilkoma tylko towarzyszami, ale został schwytany (21 czerwca) przez Polaków. Oblegający potraktowali to jako osiągnięcie zasadniczego celu wyprawy, a ponieważ czeska załoga dzielnie się broniła, zrezygnowano z kontynuowania walki i odstąpiono od Gyór. W obozie królewskim pojmanie Cylejczyka umocniło nadzieję na odzyskanie korony św. Stefana, którą Elżbieta powierzyła jego opiece, a którą przechowywał w jednym z podległych sobie zamków..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 107

"...Królowa Elżbieta bacznie obserwowała wydarzenia w Budzie. W skąpej lecz wnikliwej literaturze przedmiotu (zwraca uwagę znakomita praca J. Dąbrowskiego) trafnie wychwycono, że z racji bardzo specyficznej sytuacji wewnętrznej panującej wówczas na Węgrzech, Jagiellończyk nie mógł wierzyć w trwałość swojego panowania. Wprawdzie większość szlachty i możnowładztwa opowiedziała się za młodym monarchą, ale niektórzy magnaci pozostali nieprzejednani. Rychło też do obozu Elżbiety przeszli ci, którzy poczuli się dotknięci pominięciem ich przy koronacyjnych szczodrobliwościach Władysława. A byli tam ludzie tak wybitni, jak wspomniany Garai (urażony pozbawieniem komendantury w Wyszehradzie), a nawet prymas Szecsi. Zwolennicy królowej dysponowali licznymi rodowymi siedzibami, także miasta prywatne zabezpieczone fortyfikacjami i drobne szlacheckie zameczki stwarzałyby nie lada problem, gdyby doszło do konieczności ich zdobywania. Większość z tych punktów oporu leżała na zachodniej krawędzi państwa, bliżej Austrii, w terenie górzystymi znacznie zalesionym..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 111

"...Na czele tych sił stanął wybitny wódz husycki, Czech, Jan Giskra. Obok doświadczenia dowódczego dysponował on gruntowną znajomością terenu przyszłych działań przeciwko Władysławowi. Jego też koncepcjom strategicznym można przypisać poczynania wojenne wojsk Elżbiety.

Giskra postanowił pokusić się o przejęcie obszaru tzw. Górnych Węgier (dzisiejsza Słowacja), gdzie znajdowały się takie punkty warowne, jak Kremnica, Koszyce, Lewocza i Bardijów. Tędy wiodły najbardziej dogodne szlaki z Polski na Węgry, a ponieważ pozbawienie Władysława możliwości uzyskania pomocy z kraju ojczystego było wstępem do ewentualnego sukcesu, stąd decyzja Giskry. Elżbieta, dla podniesienia jego wojennego zapału, mianowała go starostą koszyckim. Tutaj też pod koniec sierpnia osiadł Giskra oraz gromadzili się zaciężni, przy okazji łupiąc okoliczną ludność. [...]

Początek walk zdawał się nawet przynosić większe sukcesy stronnikom Elżbiety, a to głównie za sprawą ofensywnej postawy Jana Giskry. Rejon Koszyc, Kieżmarku, a także prawie cały Spisz z inicjatywy tegoż, ogarnięte zostały wojną. Czescy najemnicy Giskry wyspecjalizowani byli w zdobywaniu zamków nie tylko mieczem, ale i podstępem {przemysłem i sztuką - powiada źródło), nie mogło zatem dziwić, że zdołali opanować szereg warowni i ani myśleli ustępować Jagiellończykowi.

Wszelako i strona królewska odniosła kilka sukcesów. Na czele niewielkich sił wspierających Władysława, a raczej walczących w obronie własnych włości przed niszczącymi atakami Czechów, stanął Janosz Orszag. W końcu sierpnia zdołał on pochwycić do niewoli Giskrę, gdy zaś na wieść o tym Elżbieta wysłała w rejon Górnych Węgier Smikausky’ego, jego także pochwycono do niewoli. W tym momencie strategiczny plan przeciwników Jagiellończyka zdawał się być zniweczony. Dwaj najznamienitsi wodzowie Elżbiety przebywali pod kluczem i można było stopniowo neutralizować pozbawione komendy żołnierstwo. Niestety, szansa ta nie została wykorzystana, bowiem na polecenie króla Władysława Orszg zgodził się na wypuszczenie Giskry z niewoli za okupem. Był to fatalny błąd.

Giskra, po wyjściu z niewoli i otrzymaniu kolejnego wsparcia pieniężnego od Elżbiety, zakrzątnął się energicznie nad zebraniem rozproszonych sił i znów przejął inicjatywę. Celem jego było opanowanie drogi z Polski na Węgry a podstawą działań stały się warownie: Lewocza-Koszyce-Bardijów. Wpierw skutecznie zaatakował położony na północ od Koszyc Preszow, potem wojska jego zwróciły się na miasto i zamek w Kieżmarku. Ten ostatni punkt najemnicy królowej zdołali opanować, podobnie jak leżący na północ od Koszyc zamek Kószeg (dzisiaj słowacki Kysak), który został zrównany z ziemią. Miasto Kieżmark obroniło się, ale w sytuacji utraty Koszyc i Lipian można je było skutecznie izolować. Także na południu od Koszyc Giskra odniósł sukces, zdobył bowiem położony nieopodal Miszkolca zamek Sziksz. Pod kontrolą wojsk Elżbiety znalazł się zatem cały górzysty odcinek drogi z Krakowa do Budy. Zważywszy na ukształtowanie terenu (góry, duże zalesienie, niewielka ilość dróg), nawet niezbyt liczne siły stronników królowej mogły łatwo kontrolować główny trakt i blokować pomoc ciągnącą z Polski. Także na innych terenach zwolennicy pogrobowca dominowali nad siłami Władysława.

Tak było np. w północno-zachodnich obszarach Węgier na lewym brzegu Dunaju. Dolinę rzeki Wag z licznymi zamkami, pośród których szczególne znaczenie miały takie warownie, jak Trenczyn, Szucsa i Bystrica, dzierżawili zwolennicy Elżbiety. Także leżąca bliżej Preszburga (Bratysławy) Nitra osłaniała centrum ziem podległych królowej. Częściowo tylko równoważyło przewagę Elżbiety w tym rejonie utrzymywanie przez załogę królewską miasta Nagyszombat (Trnava).

Wspomniany Preszburg (Bratysława) stanowił główny punkt oparcia przeciwników Władysława, a sprawiała to zarówno bliskość Wiednia jak też dobre połączenie z Czechami i krajami niemieckimi. Tutaj znajdował się arsenał dla wojsk zaciężnych działających na obszarach Górnych Węgier. Wokół miasta rozciągały się posiadłości zagorzałych zwolenników pogrobowca. Jedynie zamek preszburski, silnie obronny, położony na zachód od fortyfikacji miejskich tuż nad Dunajem, był obsadzony przez załogę wierną królowi Władysławowi.

Na przełomie sierpnia-września 1440 roku siły Elżbiety przypuściły szturm na tę warownię, a ponieważ nie odniosły sukcesu, przystąpiły do oblężenia. Królowa rozpoczęła też pertraktacje z Rozgonyim, ale ten, chociaż dla zyskania na czasie oświadczył, że odstąpił od Władysława, to zamku nie oddał.


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 112-114

"...Na północy i zachodzie jesienią 1440 roku stroną przeważającą była Elżbieta. Na znacznych obszarach (Górne Węgry, teren wzdłuż Dunaju, górzysty odcinek traktu z Polski do Budy) dominowały bądź to zbrojne od-działy zaciężnych, bądź też załogi jej politycznych stronników. Władysław nie miał dość sił, aby próbować walnej rozprawy z przeciwnikami, a ponadto starał się bardziej pozyskać zwolenników, niż pognębić wrogów, czego doskonałym przykładem było wypuszczenie z niewoli Giskry. W tej sytuacji nie mogło dziwić, że propozycję porozumienia, wysuniętą przez Fryderyka III około października 1440 roku, na dworze królewskim przyjęto bardzo życzliwie. Niestety, nieprzejednane stanowisko Elżbiety spowodowało, że rozmowy nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, chociaż poselstwo królewskie ruszyło z Budy na dwór Fryderyka. Być może, że wspomniana propozycja rozmów była zasłoną dymną spoza której Elżbieta i jej zwolennicy zamierzali wykonać decydujący atak na Władysława, tym razem od południowego zachodu..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 114

"...Południowe Węgry, zwłaszcza tereny nad Drawą i Sawą, były zdominowane przez rody możnych spowinowaconych z Cylejczykami. Przystał do nich znany nam dotychczas jako stronnik Władysława - Garai, który pociągnął za sobą kilku znaczących wielmożów, a stało się to już w kilka tygodni po uroczystościach koronacyjnych w Budzie. Nie znaczy to wszelako, że nie występowali tutaj stronnicy Władysława. Przeciwnie, rody Ujlakich, Morotiów, Banffich trzymały się nadal przysiąg wierności składanych Jagiellończykowi. To jednak oznaczało, że wojna domowa rozgorzeje z większą zaciekłością. Na zmienność opcji politycznej większości z wymienionych, wpływała urażona ambicja. Nieobdarowanych wielmożów natychmiast przyjmowała Elżbieta, nie szczędząc im szczodrobliwości, a jeszcze więcej obiecując w razie zwycięstwa nad Władysławem.

Późną jesienią 1440 roku Garai, po zgromadzeniu odpowiednich sił, opanował tereny w widłach Drawy i Dunaju (komitat Baranya). Źródło podaje, że było to wojsko złożone z panów celniejszych i rycerzy (...) opatrzone w wojenne rynsztunki i pewne zwycięstwa. W Budzie nie spodziewano się ataku z tej strony, a jeżeli - to raczej w wykonaniu Turków, o których wiedziano, że oblegają Belgrad. Władysław nie dysponował też żadnymi zbędnymi siłami, bowiem te, które miał do dyspozycji, bądź to walczyły na terenie Górnych Węgier, bądź osłaniały Budę od zachodu. Próbowano więc rozpocząć rozmowy z Garaiem, ale rokoszanie propozycję odrzucili, zamierzali bowiem dotrzeć do Budy, aby tutaj, po otrzymaniu posiłków od Elżbiety, pokusić się o opanowanie stolicy. Atakujący ponadto zakładali, że jeżeli Władysław Budy nie opuści, wówczas zostanie zamknięty w oblężeniu. Nie ma wątpliwości, że taka izolacja Jagiellończyka mogła ostatecznie przesądzić o losach jego królowania.

Władysław znalazł się zatem w bardzo trudnym położeniu. Z konieczności na dworze postanowiono wezwać na pomoc wojska, które znajdowały się na południu, w widłach pomiędzy Dunajem i Cisą (komitat Baka). Dowodzili nimi Jan Hunyady i Mikołaj Ujlaki, a ich celem była osłona południowych Węgier przed Turkami. Odciągnięcie wojsk z tego kierunku było bardzo ryzykowne i dobitnie świadczyło o słabości Jagiellończyka. Król z największym wysiłkiem zdołał jeszcze podesłać Hunyadyemu niewielki hufiec, do którego przyłączył wszystek lud nadworny Wągrów i Polaków. Z zachowanego listu archidiakona krakowskiego, Jana Gruszczyńskiego, który był uczestnikiem tych wydarzeń, wynika, że buntownicy mieli z górą 6000 wojska, królewskie oddziały - około 5000


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 115

"...Zaciężni Elżbiety od połowy grudnia 1440 roku zapuszczali się coraz śmielej w stronę Budy, a w czasie jednej z takich wypraw spalili posiadłość u stóp stołecznego zamku..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 116-117

Siły wierne Władysławowi spiesznym marszem podążały ku północy, podobnie czynili przeciwnicy, rozdzielał ich Dunaj. Garai był świadom, że na drodze do Budy nie napotka żadnych większych oddziałów królewskich, toteż maszerował bez należytego ubezpieczenia. Nie zachował też czujności na prawym skrzydle osłoniętym przez potężną rzekę. Doświadczony Hunyady postanowił ten błąd wykorzystać i zaskoczyć przeciwnika.

"...Wojska królewskie przeprawiły się przez Dunaj na wysokości miasta Baja. Pod Bataszek, w ostatnich dniach grudnia 1440 roku doszło do bitwy, która miała bardzo zacięty przebieg i trwała przez kilka godzin. Szala zwycięstwa przechyliła się ostatecznie w stronę oddziałów Hunyadyego i Ujlakiego. Kilku czołowych oponentów poległo, kilku dostało się do niewoli, a większość, w tym także Garai, ratowała się ucieczką. Hunyady pomaszerował prawym brzegiem Dunaju na południe. Zajęto ważny strategicznie zamek Peca, a następnie, po przekroczeniu rzeki Drawy, opanowano komitaty pomiędzy Drawą i Sawą wraz z zamkami nieprzyjacielskimi. [...]

Podkreśla się, że zwycięstwo pod Bataszek było zbawienne dla dalszych losów Władysława, nastąpiło bowiem w szczytowym momencie aktywności Elżbiety. Jeszcze w listopadzie zaciągnęła ona u Fryderyka znaczne pożyczki za cenę dalszego poszerzenia jego uprawnień wobec pogrobowca i przekazanie mu twierdzy Sopron (na zachodniej granicy Węgier); za uzyskane pieniądze królowa poczyniła nowe zaciągi z zamiarem zaatakowania centrum kraju z Budą włącznie. Sprzyjało temu utrzymywanie w rękach jej zwolenników takich ważnych zamków i miast nad Dunajem, jak Gyór, Komamo i Ostrzyhom. Uderzenie na Budę miało wypaść w tym samym czasie, co marsz Garaia od południa. Jeżeli dodamy do tego zablokowanie drogi, którą mogła ewentualnie przybyć pomoc z Polski, to będziemy mieli dopełniony obraz osaczenia Władysława..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 116

"...Tymczasem w Polsce, niemrawo bo niemrawo, ale ściągano podatki i zbierano ochotników do wyprawy na Węgry. Ostatecznie w końcu grudnia 1440 roku z pomocą królowi wyruszyło nad Dunaj około 5000 ludzi. Był to oddział dobrze uzbrojony i wyposażony, składający się z samych prawie Małopolan. Na czele jego stanęli ludzie, którzy już wcześniej wspierali czynnie monarchę, a więc wojewoda krakowski Jan Tęczyński, kasztelan sandomierski Jan Oleśnicki, wojewoda podolski Hryćko Kierdejowicz, starosta sandomierski Jan z Sienna Wojnicki oraz Dziersław z Rytwian.

Wojsko to maszerowało z rejonu Nowego Sącza na południe doliną Popradu. Tutaj też przekroczono góry, a po osiągnięciu ich południowego stoku zaatakowano zamki w Bardijowie, Preszowie i Kapuszanach, ale bez większych rezultatów. Ponieważ król nalegał na niezwłoczne przybycie tych sił, przerwały one oblężenie i ruszyły w kierunku Budy. Pomimo iż obszary te były kontrolowane przez oddziały Giskry, Polakom udało się przedrzeć. Staczając po drodze szereg potyczek, dnia 5 stycznia 1441 roku dotarli do Budy. Król Władysław wyszedł osobiście na ich przyjęcie, a panowie węgierscy dziwili się wielce, że wojsko polskie w tak znacznej liczbie i tak świetnej postawie na pomoc królowi przybyło. Oprócz posiłków w ludziach otrzymał Władysław również pieniądze. Można je było przeznaczyć na zaciąg najemników. Tym samym krytyczna sytuacja zdawała się mijać i można było przystąpić do śmielszych działań.


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 117

"...W pierwszych dniach stycznia 1441 roku, gdy wszystko zdawało się zwiastować rychłą klęskę Jagiellończyka, Elżbieta przybyła do Ostrzyhomia, aby przygotować się do powrotu do stolicy. W tym też czasie niespodziewanie przyjechał uciekający z pola bitwy Garai. Najwidoczniej stracił on już nadzieję na pokonanie Władysława, bowiem nie tylko nie przyjął błagań królowej, aby wojną zaczętą popierał, ale wyjechał do Gyór. Elżbieta, w obawie o swoje bezpieczeństwo, również przeniosła się do Komarna. Niestety, i tym razem Władysławowi brakowało sił, aby przechwycić inicjatywę. Wojska, które zwyciężyły pod Bataszek, powróciły na południe, aby stawić czoła ewentualnemu atakowi Turków na centrum kraju. Pozostałe oddziały ścierały się z przeciwnikiem na innych frontach, a rezerw nie było. Węgrzy, pochłonięci walką z Turkami i zmaganiami wewnętrznymi, zdawali się pozostawiać nowo obranego monarchę własnemu losowi..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 117

"...W styczniu dalej zbierano wojsko, obmyślano taktykę i czyniono przygotowania polityczne. Na dworze królewskim zapadły decyzje, by działania przeciwko rebeliantom i zwolennikom Elżbiety prowadzić w kilku kierunkach. Po poprzednich sukcesach, jak również wobec wycofania się Turków w głąb Bałkanów, największym zagrożeniem były zamki leżące nad Dunajem, w górę od Budy. Były to Ostrzyhom, Komamo i Gyór. Przeciwko tym warowniom miała wyruszyć armia królewska, natomiast mniejsze siły wysłano w innych kierunkach dla spacyfikowania przeciwnika.


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 117-118

"...Władysław stanął na czele tych wojsk, a w ich skład wchodziły posiłki przybyłe z Polski, przyprowadzone przez panów węgierskich i zaciężni. Rządy w Budzie zostały powierzone palatynowi Hedervary oraz dziekanowi krakowskiemu Mikołajowi Lasockiemu i Pawłowi z Sienna Wojnickiemu. Armia królewska wyruszyła w ostatnich dniach stycznia i przez Wyszehrad dotarła do Ostrzyhomia. Wyprawę przedsięwzięto w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych, Długosz pisze o niesłychanej ostrości pory zimowej, wielkich zwałach śniegu i niedostatku żywności.

Ponieważ nie udało się zdobycie szturmem umocnień prymasowskiego Ostrzyhomia, trzeba więc było rozpocząć regularne oblężenie. Prowadzono je na tyle energicznie i z taką determinacją że arcybiskup po rozmowach z królem uznał się jego poddanym, zawarł też pokój; w zamian twierdza pozostała w jego wyłącznym władaniu. Zachowanie Władysława było znów niewspółmiernie łagodne w stosunku do winy prymasa. Walki pod Ostrzyhomiem nie mogły trwać zbyt długo, skoro już w połowie lutego przebywał król w miejscowości Papa. To nagłe porzucenie obszaru działań wzdłuż Dunaju i przesunięcie się na południowy zachód wynikało z konieczności przeciwstawienia się atakowi hrabiów Cylejskich z rejonu górnej Drawy i Sawy.

Wojskiem oponentów dowodził Jan Witowiec, czeski kondotier, oraz wielmoża węgierski Janusz Szecsi. Oddziały ich wyruszyły w pole około 1 lutego. Król Władysław przeciwko siłom Cylejczyków skierował część swojej armii, na czele której postawił braci Banffich. Rywalizowali oni od dawna z Cylejczykami, teraz z rozkazu króla ogniem i mieczem zaatakowali należące do hrabiów miasteczka i zamki, a taktyka ta przyniosła prawie natychmiastowe efekty. Działalność Banffich przerwała bowiem wspomniany już marsz Witowca i Szecsiego ku północy.

Jednak w wyniku błędu króla Władysława, który nie ruszył za nimi (miałby wówczas szansę wespół z Banffim wzięcia ich w dwa ognie), Witowiec i Szecsi pokonali wydzielone siły królewskie. Bitwa pod Samborem, w której nie tylko zginęło w bagnach około 600 królewskich żołnierzy, ale do niewoli dostał się jeden z wodzów wyprawy i szereg znamienitych rycerzy, spowodowała, że królowa uwierzyła, iż karta ponownie odwraca się na jej korzyść. Natychmiast też przeniosła się do Komarna, aby być bliżej Budy.

W otoczeniu królewskim usiłowano naprawić błędy i w pierwszych dniach marca pomaszerowano na południowy zachód. Armia królewska stopniowo zdobywała drobne zameczki i kilka większych fortyfikacji na-leżących do Cylejczyków. W dalszych działaniach Władysław zwrócił się ku północy i w początkach kwietnia przybył pod Kórmend, a w połowie tegoż miesiąca pod Szambathely. Te dwa punkty należały do głównych ośrodków oparcia królowej na zachodzie Węgier. Działania na południu i na zachodzie przekonały Cylejczyków, że Władysław nie zamierza złożyć broni, toteż zdecydowali się pójść na ugodę.


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 118-119

"...Wyprawa ta była sukcesem stronnictwa królewskiego. Przyniosła ona pacyfikację całego prawie obszaru zachodnich i południowych Węgier. Sukcesem była też zawarta w kwietniu 1441 r. ugoda z hrabiami Cylei — głównymi dotąd doradcami Elżbiety, inspiratorami i kierownikami wielu działań. Motywy ich przejścia do obozu królewskiego były dość proste. Hrabiom Cylei zagrażały wojska Władysława, a ponadto byli oni obrażeni na sprzymierzeńca Elżbiety Fryderyka III Habsburga, który nie chciał przyznać im tytułu książęcego. Na mocy ugody kwietniowej Fryderyk i Ulryk Cylejscy uznali Władysława za prawowitego króla Węgier, złożyli mu przysięgę wierności i zobowiązali się na przyszłość wspomagać króla orężnie. Ponadto mieli uwolnić jeńców — stronników królewskich, wydać zajęte zamki królewskie i zamki należące do stronników Władysława. Wreszcie zobowiązali się nakłonić królową Elżbietę do ugody z Władysławem. Pod wpływem kroku hrabiów Cylei wielu zwolenników Habsburgów na Węgrzech przeszło wówczas ostatecznie do obozu króla. Jednocześnie we wschodniej części kraju, tj. w Siedmiogrodzie, Jan Hunyadi — mianowany przez króla wojewodą siedmiogrodzkim — pokonał zwolenników Elżbiety. Poprzedni wojewoda siedmiogrodzki, Dezydery Losoncsi — razem z wieloma innymi stronnikami habsburskimi — przeszedł do obozu królewskiego..."


Fragment książki: Edward Potkowski "WARNA 1444" s. 121-122

"...Tak wiec wiosną monarcha mógł się kłopotać przede wszystkim sytuacją na terenach Górnych Węgier.

Nadal działał tutaj Giskra i to bardzo energicznie, twardą ręką egzekwując od miast świadczenia wojskowe. Dzięki finansowym dotacjom królowej mógł wzmacniać się nowymi zaciągami a warunki naturalne gwarantowały mu długotrwały opór. Znakomita znajomość terenu, duży talent i doświadczenie wodza, jak też taktyka walki pozwalały tym siłom na skuteczne opieranie się wojskom królewskim. W tej sytuacji wydawało się, że jedynym rozwiązaniem jest rozpoczęcie wyprawy przeciwko Górnym Węgrom z udziałem głównych sił królewskich.

Ze źródeł wynika, że w otoczeniu monarchy nie było jednak zgodności co do taktyki działań. Król chciał osobiście poprowadzić wojska, ale przeciwni temu byli Węgrzy, którzy obawiali się, że skoro Władysław znajdzie się w pobliżu granicy z Polską, opuści swoje nowe królestwo. Przeciwko Giskrze wyprawiono więc mniejsze siły, a król został w Budzie, aby dopilnować rozpoczynających się rozmów z Elżbietą. Znów można wytknąć Władysławowi nadmierną ugodowość i chwytanie się każdej okazji, by przerwać działania zbrojne. Po sukcesach odniesionych w pierwszych miesiącach roku, w sytuacji, gdy do spacyfikowania pozostały Górne Węgry, należało bezwzględnie kontynuować wojnę. Tym bardziej, że w kwietniu-maju Elżbieta daleka była od prowadzenia rzetelnych rokowań. Wprawdzie poselstwo polskie wyruszyło do niej pod koniec maja, lecz rychło obydwie strony rozstały się na kilka miesięcy.


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 119

"...Zwycięstwo króla Władysława nie było jednak całkowite. Najwięcej kłopotu sprawiały Górne Węgry, gdzie działały ciągle jeszcze wojska najemne Elżbiety, dowodzone przez Jana Giskrę, wspomagane materialnie przez bogate miasta tej części królestwa. Konieczne było zatem prowadzenie dalej działań wojennych, a na to król nie miał wystarczających środków finansowych. Brakowało też wojska do pacyfikacji kraju, większość bowiem węgierskich sił militarnych zajętych było obroną granic przed Turkami. Liczono więc na pomoc Polski. [...]


Fragment książki: Edward Potkowski "WARNA 1444" s. 122

"...Początkowo wojska królewskie (siły wydzielone, nie główna armia) odniosły kilka zwycięstw, zdobywając m.in. zamki nieopodal Preszburga i Nitry. Dowodzący oddziałami wegiersko-polskimi, wspieranymi przez najemników czeskich, Jan Czapek z San, w pierwszych dniach lipca 1441 roku zdołał też dotrzeć do Koszyc. Ten główny punkt strategiczny Giskry był oblegany przez ponad dwa miesiące. Niestety, cierpliwość oblegających wyczerpała się, chociaż załoga Koszyc, z braku żywności jak też wyczerpania, skłonna już wówczas była się poddać. Wcześniej jednak oblegający samowolnie porzucili swoje pozycje i Czapek musiał od Koszyc odstąpić. Giskra, zachęcony tym niespodziewanym obrotem sprawy, zebrał siły i ruszył ku północy na Kieżmark, jedyny w tej części Węgier punkt warowny pozostający w rękach sił Władysława..."

Przypadek sprawił, że nieopodal tego zamku maszerował z Polski na Węgry znaczny oddział rycerstwa pod wodzą Wawrzyńca Zaremby, kasztelana sieradzkiego, oraz sędziego poznańskiego Piotra Skóry. Byli to Wielkopolanie, którzy ciągnęli do Budy z pomocą Władysławowi. Zatrzymali się oni w niedalekim Podolińcu i do nich zwróciła się z prośbą o pomoc ściśnięta przez Giskrę załoga Kieżmarku. Jednakże brak orientacji w wewnętrznych sprawach węgierskich, a także wyraźnie zła wola wspomnianych dowódców sprawiły, że oświadczyli oni wysłannikom załogi, że nie byli posłani w celu dobywania miast, ale dla obrony króla Władysława. W efekcie takiej beztroski Kieżmark padł, a najemnicy Elżbiety mogli wyprawiać się aż ku Nowemu Sączowi. Utrata Kieżmarku spowodowała, że jedynym punktem w rękach polskich pozostawał niewielki Podoliniec z niezbyt licznym oddziałem wojska dowodzonym przez Mikołaja Komorowskiego..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 120-121

"...Królowa grała na zwłokę, a równocześnie na dworze Habsburgów zabiegała o większą pomoc. Ponieważ Fryderyk pomocy takiej, przynajmniej w oczekiwanym przez nią wymiarze, nie udzielił, pozostały jej tylko rozmowy z Władysławem. Dodajmy, że w miesiącach letnich coraz większe grupy wielmożów węgierskich, znużone wojną skłaniały się do pertraktacji. Sejm węgierski, który zebrał się pod koniec sierpnia, zajął w tej sprawie podobne stanowisko. W połowie września doszło wreszcie w Preszburgu (Bratysławie) do spotkania przedstawicieli Władysława, sejmu i Elżbiety. Wszelako królowa na propozycje ugody z Jagiellończykiem oświadczyła, iż nie jest możliwe, aby Władysławowi, królowi polskiemu, bardziej życzyła korony węgierskiej, niż własnemu synowi.

W historiografii przyjęło się taką postawę łączyć z sukcesami orężnymi zwolenników Elżbiety na terenie Górnych Węgier. [...]

Tak wiec nieroztropność króla, który przerwał ofensywę u progu miesięcy wiosennych, jak też załamanie się walk oblężniczych pod Koszycami oraz utrata Kieżmarku pogorszyły sytuację Jagiellończyka, a Elżbietę skłoniły do zerwania rozmów..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 120-121

"...Na przełomie lata i jesieni w otoczeniu królewskim dojrzewała myśl o konieczności podjęcia kolejnej kampanii wojennej i to na znaczną skalę. Niestety realizacja tych zamierzeń napotykała trudności. W pierwszym rzędzie potrzebne były pieniądze na nowe zaciągi. Przedłużające się wojowanie oddziałami szlachty i rycerstwa zniechęcało je bardzo łatwo i mogło prowadzić do groźnych skutków. Kontyngent oddziałów polskich stopniał do wspomnianych wyżej nowo przybyłych Wielkopolan, bowiem Małopolanie, którzy wprawdzie zasłużyli się królowi, teraz w ciągu lata powrócili do Polski. Najbardziej wartościowe siły węgierskie natomiast posłano pod wodzą Hunyadyego i Ujlakiego przeciwko Turkom..."

W tej sytuacji Władysław kolejny raz zwrócił się o pomoc do Polski. W październiku wysłał list do Siemowita Mazowieckiego, prosząc go o osobiste przybycie na Węgry na czele jak najliczniejszych sił zbrojnych. Podobne pisma skierowane zostały do innych wielmożów polskich. W nagrodę za przyjście z pomocą, król obiecał nadanie w zastaw zamków i majątków na terenie Węgier, aż do chwili wypłacenia należnych sum. Niestety, odzew był prawie żaden, a to głównie z przyczyn toczonego wówczas zatargu pomiędzy Królestwem Polskim a Litwą o ziemię drohiczyńską. Długosz podaje, że bolało to wielce Władysława, króla węgierskiego i polskiego, i panów koronnych, którzy z nim w Budzie przebywali, ale nie sposób nie zauważyć, że było to tylko konsekwencją najwyraźniej nadmiernych apetytów politycznych Jagiellończyka, który zajęty kłopotami węgierskimi nie mógł wpływać na bieg wydarzeń w Polsce.

Pomoc z Polski była więc niewielka. O przybyciu Siemowita mowy w ogóle być nie mogło, sumy uchwalone jako podatek na wyprawę były skromne, a jedynym większym oddziałem byli ci, których przyprowadził do Budy Piotr Odrowąż w listopadzie 1441 roku. Wszelako, jak zaznacza Długosz, były to poczty znakomite rycerstwa z ziemi krakowskiej i ruskiej, bez żadnego zasiłku ze skarbu publicznego, ale własnym kosztem udały się do Węgier. Wprawdzie źródło podkreśla z naciskiem, iż było to wojsko znaczne liczbą i potężne, ale więcej w tym tekście czczej retoryki niż prawdy. Zapewne od strony zewnętrznej oddział ten prezentował się znakomicie. Były to najprawdopodobniej latorośle możnych z południowej Polski, dla których wyprawa do Budy jawiła się jako egzotyczna przygoda, ale walory wojskowe nie musiały być wielkie, a i ich liczebność była znikoma..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 121

Władysław wysyłał wezwania o pomoc do panów polskich. Jednakże efekty tych wezwań i próśb były niewielkie. Jesienią 1441 r. dotarły jeszcze na Węgry posiłki wojskowe z Wielkopolski, przyprowadzone przez kasztelana sieradzkiego Wawrzyńca Zarembę i sędziego poznańskiego Mikołaja Skórę. Zostały one wysłane na koszt publiczny, a pieniądze na ich zaciąg pochodziły z uchwalonego specjalnie w tym celu podatku. Już jednak wojska małopolskie i ruskie, które w końcu listopada 1441 r. przyprowadził królowi wojewoda lwowski Piotr Odrowąż ze Sprowy, ruszyły „bez żadnego zasiłku ze skarbu publicznego" — jak pisał Długosz. Ciężar utrzymania tych wojsk spadł więc na króla.

Koszty wojny domowej i posiłków wojskowych z Polski, ponoszone przez króla, były coraz większe i doprowadziły z czasem do ruiny skarbu królewskiego. Za zasługi wojenne na Węgrzech i zaciągane przez króla pożyczki zapisywano królewszczyzny w Polsce. Król był ciągle zadłużony i pożyczał nawet na podarki. Jak pisze Długosz w swych Rocznikach: „król Władysław przez czas pobytu swego na Węgrzech prawie wszystkie miasta, zamki, ziemie, miasteczka, wsie, tudzież cła i dochody królewskie krociami długów obciążył i pozastawiał".

Kancelaria królewska na Węgrzech wydawała stosy dokumentów, które obciążały posiadłości i dochody królewskie w Polsce. Kanclerz Jan Koniecpolski i podkanclerzy Piotr Woda ze Szczekocin nie potrafili lub może raczej nie chcieli zapobiec tej lekkomyślnej rozrzutności młodego króla. W ciągu czterech lat panowania na Węgrzech — pisze Jan Dąbrowski — rozdał król Władysław kilkakroć więcej aniżeli w ciągu sześciu poprzednich lat jego rządów w Polsce.


Fragment książki: Edward Potkowski "WARNA 1444" s. 122

"...Sytuacja króla w Preszburgu pogorszyła się, gdy zaciągi Elżbiety zaatakowały tamtejszy zamek. Jedyne co Jagiellończyk mógł uczynić, to skierować pod tę twierdzę Andrzeja Tęczyńskiego na czele jazdy, z zadaniem atakowania oblegających. Taktyka ta okazała się skuteczna, bowiem Tęczyński, który stanął w pobliskiej Trnawie (Nagyszombat), pustoszył okolice i zmuszał oblegających do nieustannej czujności. Końca wojny to jednak nie przyśpieszyło, należało więc obmyślić taką taktykę, która - mimo szczupłości własnych sił - mogłaby wytrącić inicjatywę z rąk przeciwnika.

Było to możliwe tylko poprzez koncentrację działań na głównym kierunku operacyjnym. Stosownie do tych założeń, Jan Czapek z San został skierowany nad zachodnią granicę Węgier do Szombathely, aby kontrolować ruchy nieprzyjaciela od strony Austrii. W stronę Górnych Węgier, dla zabezpieczenia od Giskry, wysłano ochotników przybyłych z Polski. Władysław zwrócił się listownie do Małopolan, aby zebrane oddziały kierowali w rejon Koszyc. Było to trafne posunięcie, zważywszy, że warownia ta leżała stosunkowo blisko od przełęczy karpackich, skąd miały przybyć polskie posiłki.

Główne uderzenie siły królewskie zamierzały natomiast przeprowadzić wzdłuż Dunaju, w górę rzeki, aż do zamku w Preszburgu (Bratysławie), który trzymał się już ostatkiem sił. Szczupłe wojsko znajdujące się w Budzie (trochę Węgrów i garstka Polaków przybyłych z Odrowążem) wzmocniono poprzez ściągnięcie do stolicy części oddziałów walczących na południu z Turkami. Przyprowadził je Ujlaki w styczniu 1442 roku. Władysław postanowił nie czekać na nie w Budzie, lecz wyruszył w pole już na przełomie listopada i grudnia. Walki prowadzone bez większego rozmachu w dolinie Wagu zakończyły się w pobliżu Tmavy (Nagyszombat). W ostatnich dniach grudnia król postanowił tutaj oczekiwać na Ujlakiego. Dalsze działania prowadzone były jednak ślamazarnie i sprawiały wrażenie, jakby młody wódz nie potrafił wyciągać wniosków z tylu popełnionych już w tej wojnie błędów.

Dopiero bowiem w ostatnich dniach stycznia wyruszyło wojsko królewskie, już z oddziałami Ujlakiego, pod Preszburg. Znów przyszło działać w warunkach srogiej zimy, przy braku paszy i żywności, których to trudności można było uniknąć w toku letniej kampanii. Początkowo działania przebiegały pomyślnie. Oddziały Jagiellończyka przebiły się przez oblegających zamek, dostarczyły też zaopatrzenie, broń, żywność i wzmocniły załogę. Dnia 15 lutego na odblokowany zamek zjechał król Władysław. W następnej fazie siły Jagiellończyka zajęły pozycje oblężnicze wokół miasta i zaczęły prowadzić systematyczny ostrzał artyleryjski. W efekcie wiele miejskich domów zburzono doszczętnie i byłby z pewnością miasto do poddania się zmusił (król - uwaga moja K.O.), gdyby go dłużej był dobywał. Ale użaliwszy się nad mnogimi stratami i klęskami swych panów i rycerzów (...) zaniechał oblężenia i udał się do Trnavy, a stamtąd wrócił do Budy, gdzie święta Wielkanocne obchodził.

Jest jednak w powyższym zapisie uproszczenie. Polega ono na tym, że odstąpienie Władysława od twierdzy wyniknęło także z umiejętnych zabiegów politycznych Elżbiety i Fryderyka. Królowa uciekła z Preszburga do Wiednia w początkach lutego, strasząc cesarza, że gdy tylko Władysław zdobędzie twierdzę, natychmiast ruszy na stolicę Austrii. Fryderyk wysunął więc propozycję rozmów trójstronnych, które rozpoczęły się nieopodal Wiednia w obecności Elżbiety i przedstawicieli Władysława. Równocześnie Albrecht, brat Fryderyka, wysłał około 1000 ludzi z żywnością i bronią do Preszburga. Posiłki te zdołały zadać wojskom Jagiellończyka znaczne straty i odebrały im ochotę do dalszego oblężenia. W cytowanej relacji Długosza prawdziwe jest wszelako stwierdzenie o braku charakteru u króla. Przerwanie oblężenia było grubym błędem w chwili, gdy takim wysiłkiem i za cenę strat odblokowano zamek, a miasto było w zasięgu ręki.

Obraz króla coraz bardziej przypominał pechowego wodza, który zdolny jest co pewien czas wykrzesać z siebie zapał do krótkotrwałej kampanii wojennej, ale nie potrafi jej doprowadzić do szczęśliwego zakończenia. Gwoli usprawiedliwienia Jagiellończyka należałoby zapytać, skąd brała się ta ciągła gotowość do przyjmowania propozycji rokowań. Z przebiegu wydarzeń wyraźnie widać, że Elżbieta była tej otwartości świadoma i zręcznie ją wykorzystywała. Prawdopodobnie ugodowa postawa króla wynikała z tego, że panowanie na Węgrzech widział on w spełnieniu zupełnie innego celu niż walka z Habsburgami. Było nim pokonanie Turków i temu celowi wszystko było podporządkowane. Słusznie więc mógł zakładać, że jeżeli tylko mniejszym nakładem sił uda się zmusić Elżbietę do ustępstw, to pozostały potencjał zostanie wykorzystany przeciwko sułtanowi.

Na domiar złego w czasie odwrotu spod Preszburga pech prześladował Jagiellończyka. Jak już wspominaliśmy, w pierwszej fazie cofnięto się do Trnavy (Nagyszombat), gdzie starano się polepszyć opłakany stan wojska nękanego chorobami i niedostatkiem. W następnym etapie posunięto się do Nitry, a w czasie drogi armii królewskiej przyszło staczać walki z czeskimi najemnikami Elżbiety, którzy siedzieli w pobliskich zameczkach Górnych Węgier. Na dodatek odwrót ku stolicy utrudniały wiosenne roztopy, co oznaczało konieczność pokonywania wezbranych górskich rzek i potoków, często w warunkach styczności z oddziałami przeciwnika. Marsz najkrótszą drogą do Budy wymagałby przekroczenia wezbranego Dunaju, toteż trzeba było iść dłuższą trasą lewym brzegiem wielkiej rzeki. W ten sposób kolejna już zimowa kampania wojenna kończyła się bez oczekiwanych rezultatów. Niczego nie udało się osiągnąć, a straty zarówno w ludziach, jak też finansowe, były ogromne.

Oddziały Odrowąża z powodu braku pieniędzy na żołd postanowiono odesłać do Polski. W drodze powrotnej zostały one napadnięte w Egerze przez załogę z Koszyc, a Odrowąż dostał się do niewoli. Giskra zaatakował też zamek w Lubowli i Podolińcu, ale od upadku uratowało je wsparcie udzielone przez Zbigniewa Oleśnickiego nowymi zaciężnymi. Wszelako Giskra, pozostający niezmiennie na żołdzie królowej, zdecydowanie dominował w tym momencie na terenie Górnych Węgier..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 122-124

"...Porażka zimowo-wiosenna zmusiła dwór do gruntownej analizy sytuacji. Stan rzeczy przedstawiał się gorzej, niż na początku zmagań z Elżbietą w 1440 roku. W Budzie musiano więc dobrze wsłuchać się w odgłosy nadchodzące z Polski. Politycy krakowscy od początku byli przeciwni wojnie wewnętrznej nad Dunajem. Podkreślaliśmy wielokrotnie, że wprawdzie Oleśnicki w 1440 roku, dzięki swoim talentom dyplomatycznym, sprawił, iż na zjeździe stanów w Korczynie zgodzono się ustalić podatek dla popierania praw króla Władysława na Węgrzech, ale - po pierwsze - był to tylko głos Małopolan, a po wtóre, nim siły zebrane na tej drodze trafiły nad Dunaj, upłynęło wiele tygodni. Z publicznej kiesy szlachta nie bardzo kwapiła się wspomagać króla, a z prywatnej?. Tutaj rzecz była bardziej złożona. W Polsce nie brakowało ludzi, którzy mieli dostatecznie dużo środków, aby np. na czele własnej chorągwi wyruszyć na Węgry, bądź przesłać na ten cel stosowne sumy. Ale ludzie ci, w zamian za wydatkowane kwoty, do czego był przecież zobowiązany król, żądali nadań ziemskich, stanowisk przynoszących ogromne korzyści, tytułów i splendorów..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 125

Przeciągające się walki wewnętrzne na Węgrzech i ruina skarbu królewskiego zaniepokoiły polską opinię szlachecką. Również stronnictwo Oleśnickiego było zniecierpliwione węgierską wojną domową. Zamiast realizacji wielkich planów walki z Turkami, rozciągnięcia wpływów polskich na Bałkanach i umocnienia pozycji Polski w świecie chrześcijańskim siły militarne i środki finansowe były zużywane na zwalczanie opozycji antyjagiellońskiej na Węgrzech. Nastroje panujące w Polsce znalazły swój wyraz na zjeździe panów i szlachty królestwa w Sieradzu, który odbył się w kwietniu 1442 r. Wystosowano wówczas do panów węgierskich pismo, które na Węgry zawiózł kanonik Jakub, syn Dobiesława z Oleśnicy i zarazem brat stryjeczny biskupa Oleśnickiego. Zgromadzeni na zjeździe sieradzkim panowie polscy i szlachta domagali się stanowczo przerwania bezcelowych walk wewnętrznych i zakończenia wojny domowej, choćby na drodze ugody z Elżbietą. Siły węgierskie i polskie powinny być użyte „przeciw barbarzyńskim, wierze naszej i królestwu waszemu najbardziej wrogim Turkom


Fragment książki: Edward Potkowski "WARNA 1444" s. 122

Elżbieta od początku zatargu z Władysławem uzależniona była od wsparcia sojuszników. W pierwszej fazie popełniła kilka błędów (do takich zaliczyliśmy zlecenie opiekuństwa nad synem Albrechtowi, a nie Fryderykowi, błędem również było nadmierne uleganie hrabiom Cylejskim), z których część naprawiła, ale osłabiły ją one w decydujących momentach. Szczęśliwym posunięciem Elżbiety było natomiast oddanie spraw wojskowych w ręce doświadczonych wodzów husyckich. Czas jednak biegł naprzód i stronnicy królowej dostrzegali, że końca wojny nie widać, a dezorganizacja kraju ustawicznie się pogłębia. Sojusznicy zewnętrzni też wzbraniali się przed spełnianiem nowych oczekiwań królowej. Fryderyk III np. wiosną 1442 roku dążył przede wszystkim do uporządkowania spraw w Rzeszy, więc zatargu z Władysławem życzył sobie jak najmniej.

Na przełomie lat 1441/42 pogorszyła się też sytuacja Elżbiety w Czechach. W kręgach dawnych taborytów odżyła propozycja powołania na tron w Pradze króla Władysława Jagiellończyka. Wprawdzie poza projekty sprawa ta nigdy nie wyszła, ale dla czujnych polityków z otoczenia królowej mógł to być groźny sygnał. Podobnie musieli oni odbierać oznaki zmęczenia coraz to bardziej widoczne w kręgach szlachty i mieszczaństwa węgierskiego. Reasumując, możemy stwierdzić, że wiosną 1442 roku obydwie wojujące strony, nie bez życzliwych sugestii sojuszników, skłonne były do rozpoczęcia rokowań pokojowych.


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 126

"...Delegatem papieża do trudnych rozmów został kardynał Julian Cesarini, znany z działalności soborowej oraz z pertraktacji w kwestiach husyckich. Był to człowiek niezwykle uzdolniony, wytrawny i uparty dyplomata, bez reszty oddany interesom Kościoła. Jechał teraz nad Dunaj z podwójnym celem. Pierwszym było doprowadzenie do ugody pomiędzy królową Elżbietą a Jagiellończykiem, drugim - stworzenie przesłanek politycznych i wojskowych, które by umożliwiły przygotowanie wojny przeciwko Turkom. Dyplomacja papieska występująca z mediacją w tym właśnie momencie dała dowód znakomitej orientacji. Otoczenie papieża było przekonane, że wojna na Węgrzech wprawdzie wypala się, lecz nieuśmierzona będzie się tliła dalej, bowiem obydwie strony znalazły się poniekąd w sytuacji przymusowej. Równocześnie w Rzymie wiedziano, że na Bałkanach Turcy szykują kolejną wielką wyprawę na kraje chrześcijańskie..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 127

"...Druga tura pośrednictwa Cesariniego rozpoczęła się w połowie lipca. Tym razem kardynał wyjechał do Elżbiety w towarzystwie posłów króla i stanów węgierskich. Byli to: sędzia Stefan Batory i wojewoda Mikołaj Ujlaki oraz kilku przedstawicieli miast i szlachty. Rokowania dotyczyły szczegółów, były dłuższe i 8 sierpnia zakończyły się zawarciem umowy. Precyzowała ona warunki rokowań króla z królową. Tak więc Elżbieta miała otrzymać glejt bezpieczeństwa zarówno ze strony króla, jak też od stanów węgierskich, otrzymywała też gwarancje, że nie będzie zmuszona do małżeństwa, a nawet do zaręczyn z kimkolwiek. Dopiero wówczas, gdy król i panowie węgierscy i polscy zaprzysięgną te warunki, królowa zobowiązała się przystąpić do osobistych rokowań z Jagiellończykiem. Termin spotkania wyznaczono na 21 września w Ostrzyhomiu.

Poza warunkami dotyczącymi dalszych rozmów, rozważano też zasadnicze kwestie, których rozwiązanie było znacznie trudniejsze. Żądania królowej szły tutaj daleko, bowiem Władysław miał się zrzec tytułu i praw do Węgier, natomiast miał sprawować nadal rządy i mieć pełną władzę królewską jako regent i opiekun pogrobowca aż do chwili, gdy syn Elżbiety osiągnie 15 lat. Gdyby ten zmarł wcześniej, korona miała przejść na Jagiellończyka. Władysław miał się ożenić z Anną starszą córką Albrechta i Elżbiety, która miała w posagu otrzymać Śląsk. Ponadto królowa wysuwała życzenie, aby jej młodsza córka, Elżbieta, wyszła za Kazimierza Jagiellończyka. Poruszono też kwestie przynależności Spiszą (miał ostatecznie przypaść Polsce), ponadto Węgry miały się zrzec pretensji do Rusi i Wołoszczyzny.

W literaturze zwrócono uwagę (Dąbrowski), że warunki te Władysław mógł zaakceptować. Po pierwsze, lata sprawności pogrobowca były odległe, po wtóre - można było zakładać, że Władysław, po uporaniu się z zagrożeniem tureckim na tyle umocni się w społeczeństwie węgierskim, iż drogą renegocjacji wyeliminuje konkurenta. Zapewne dla króla istotne były też korzystne dla Polski rozstrzygnięcia dotyczące ziem spornych z Węgrami. Trudno jednak nie zauważyć, że najmniej w tych propozycjach uwzględniono interesy Węgier, czym panowie i szlachta tego państwa mogli się poczuć głęboko dotknięci. Przecież wszelkie ich ustalenia, takie jak: koronacja Władysława, pozbawienie Habsburgów tronu, prawo do elekcji monarchy, zostały potraktowane jako działania bezprawne. Węgrzy ponadto pod Władysławem mieli za zadanie zwyciężyć Turków, co jednak miało przynieść korzyści pogrobowcowi jako prawowitemu królowi. Nic też dziwnego, że warunki, które przywieźli posłowie od Elżbiety, nie uzyskały akceptacji węgierskich doradców króla Władysława. Takie warunki (...) prałaci i panowie węgierscy uważali za rzecz sromotną, ażeby koronacją króla Władysława i wiele wydanych już przez niego rozporządzeń odwoływać, co wystawiłoby ich na szyderstwo i urągania, żadną miarą przeto na zgodę pod takimi warunkami nie chcieli przystać

Dalszy rozwój wydarzeń zależał od zjazdu przedstawicieli społeczeństwa. Zwołał go król na 10 sierpnia, a delegaci zostali poinformowani o toczących się rokowaniach. Prawdopodobnie to właśnie ten sejm tak ostro przeciwstawiał się żądaniom Elżbiety, co narażało dalsze rozmowy pokojowe na groźbę zerwania. Dwór nie chciał do tego dopuścić, a ponieważ posłowie - po zajęciu negatywnego stanowiska względem królowej - rozjechali się, Władysław zwołał nowy sejm na 21 września, argumentując, że w spotkaniu sierpniowym nie uczestniczyła szlachta, która przebywała w polu tak przeciwko Turkom, jak też na obszarach Górnych Węgier, gdzie potykano się z Giskrą. [...]

Sejm wrześniowy tymczasem zajął we wszystkich kwestiach spornych stanowisko równie nieprzejednane, jak poprzedni. Zadecydowała o tym opinia Hunyadyego, który wprawdzie uważał, że pokój wewnętrzny w obliczu spodziewanej wojny z Turkami jest pożądany, dodawał wszak z naciskiem: Gdyby jednak królowa z myślą o sobie i swej rodzinie obstawała przy wprowadzeniu (...) przymierza, na mocy którego odda obcym w dzierżawę część królestwa, a część na zawsze odeń oderwie (...), należy się jej sprzeciwić z całą stanowczością. Tak też się stało i sejm twardo oświadczył, że Elżbieta powinna trzymać się swoich zobowiązań z 1440 roku, tzn. małżeństwa z Władysławem i rezygnacji z roszczeń pogrobowca. Było to przekreślenie dotychczasowych wysiłków Cesariniego.

Kardynał i zwolennicy pokoju za wszelką cenę, aby nie dopuścić do zerwania, nie czekali na ostateczną decyzję zjazdu i 21 września ułożyli się z Elżbietą co do zawieszenia broni. Miało ono trwać do 24 czerwca 1443 roku. Przez ten czas obydwie strony gwarantowały m.in. bezpieczeństwo handlu, zobowiązywały się do niewznoszenia nowych budowli obronnych i powstrzymywały się od podejmowania działań zbrojnych.


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 128-130

"...Wobec nieprzejednanego stanowiska sejmu, wysłannik papieża musiał rozpoczynać swoją działalność od początku. W październiku Cesarini wyjechał z Budy do Gyór, gdzie przebywała królowa. W trudnych rozmowach miał go wspierać Ujłaki oraz jeden z panów Cylejskich, którzy po zmianie frontu konsekwentnie już trzymali się Jagiellończyka. Początek rozmów był fatalny, a spowodowały to warunki sejmu w szczególności te dotyczące małżeństwa królowej z Władysławem i pozbawienia praw pogrobowca. W odpowiedzi Elżbieta także usztywniła swoje stanowisko, grożąc wojną przeciwko Jagiellończykowi. Za groźbami wszelako nie mogły pójść czyny. Elżbieta nie miała bowiem już wówczas dość sił do wojowania, a wiedziała ponadto, że w razie rozpoczęcia działań opuszczą ją sojusznicy. Ważne było i to, że sytuacja Władysława na południu wyraźnie się poprawiła z chwilą gdy Hunyady odniósł szereg znaczących sukcesów nad Turkami. Rokowań zatem nie zerwano i gorączkowo poszukiwano płaszczyzny porozumienia.

Po rozlicznych konsultacjach z doradcami Elżbieta wysunęła kolejne propozycje pokojowe, zawierały one m.in. żądania zwrotu ważnych twierdz, np. Wyszehradu. Gdyby Władysław zaakceptował te wstępne ustalenia, wówczas miało dojść do jego spotkania z królową około 1 listopada. Cesarini niezwłocznie wyruszył z całym pakietem tych żądań do Budy.

W stolicy narastało zniecierpliwienie z przedłużającego się stanu ni to wojny, ni pokoju, dlatego też zdecydowano się przyjąć wstępne warunki Elżbiety. Sprawa nadal jednak przeciągała się i dopiero 14 listopada Władysław Jagiellończyk wyruszył z Budy do opactwa św. Marcina w pobliżu Gyór. Cesarini niestrudzenie krążył pomiędzy tymi punktami, łagodził różnice i w końcu doprowadził rzecz całą do zakończenia. Dnia 14 grudnia 1442 roku została spisana ugoda między Jagiellończykiem a Elżbietą którą z zachowanych okruchów udało się badaczom odtworzyć, bowiem jej oryginał nie przetrwał próby czasu


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 130-131

Oba walczące na Węgrzech stronnictwa były wyczerpane przeciągającą się wojną domową. Rozpoczęte za pośrednictwem legata papieskiego, kardynała Juliana Cesariniego, układy Władysława z Elżbietą zostały zakończone 14 grudnia 1442 r. zawarciem ugody w Gyór. Ugoda ta nie dawała żadnych korzyści ani Polakom, ani węgierskim stronnikom króla Władysława. Dzięki niej jednak zaprzestano na pewien czas walk wewnętrznych, a to z kolei umożliwiło podjęcie przygotowań do wojny z Turkami. [...]


Fragment książki: Edward Potkowski "WARNA 1444" s. 122

"...Traktat przewidywał m.in., że królowa otrzyma zamki położone w dolinie rzeki Wag, z jednoczesnym zastrzeżeniem, że będą one obsadzone wyłącznie przez Węgrów. Możnym węgierskim zależało bowiem na wyeliminowaniu z tych obszarów feudałów niemieckich. Takie miasta z Górnych Węgier, jak Koszyce, Ixwocza, Bardijów oraz Preszburg i Sopron pozostawały w rękach Elżbiety, jednak król i jego ludzie mieli do nich wolny wstęp. Miasto i zamek Kieżmark, arcybiskupstwo ostrzyhomskie, biskupstwa w Gyór i Nitrze pozostały we władaniu królowej, także zamki Vilagosvar, Seged i Salmar.

Elżbieta zrezygnowała z pretensji do zamków w Wyszehradzie, starej Budzie oraz do wyspy Csepel na Dunaju z zastrzeżeniem, że będą mogły w nich przebywać wyłącznie załogi węgierskie. Zamek w Preszburgu (Bratysławie) utrzymywał król aż do czasu ewentualnego małżeństwa z córką królowej Elżbiety. Panowie i szlachta mieli zagwarantowany wolny wybór służby u Elżbiety, bądź też Władysława. Zwaśnione strony zwróciły przejęte w czasie wojny domowej dobra swoich przeciwników, zobowiązały się też wypłacić swoim stronnikom zaległy żołd i inne świadczenia, aby nie dopuścić do dochodzenia roszczeń na drodze zbrojnej. Królowa, o ile byłoby to możliwe (warunek ten tłumaczyć należy faktem, że obydwie córki i pogrobowiec znajdowali się wówczas na dworze Fryderyka, pod jego kontrolą), miała wydać córkę Annę (starszą) za Władysława, co - w zamyśle - miało stanowić rękojmię pokoju. W przypadku wątpliwości co do interpretacji powyższych ustaleń decydujące zdanie przysługiwało kardynałowi Cesariniemu. Pokój miał wejść w życie natychmiast po jego podpisaniu.

Ponadto ustalono, że po zawarciu pokoju obydwie strony wspólnie rozpoczną przygotowania do wyprawy zbrojnej przeciwko Turkom. Za tymi postanowieniami bez trudu można dostrzec wpływ Cesariniego. Jego to zdolności doprowadziły do traktatu, który na dobrą sprawę niczego ostatecznie nie rozstrzygał. Można się było o tym przekonać już 16 października, kiedy to Elżbieta ponowiła swoje pretensje. Oświadczyła bowiem, że pokój w niczym nie przesądza o prawach pogrobowca do korony. Ponieważ także i Władysław z korony nie mógł zrezygnować, tytuły obydwu stron zostały w dokumencie pominięte, a zapis posługiwał się tylko określeniem rex i regina. Można jedynie było żywić nadzieję, że gdy Władysław zostanie mężem córki Elżbiety, sprawa zostanie rozwiązana polubownie. A zatem pokój niczego nie załatwiał, a był w gruncie rzeczy zawieszeniem broni. Zostało ono zawarte, bowiem żadna ze stron nie miała dość sił, aby narzucić swoją wolę przeciwnikowi, a kraj zmierzał ku ruinie gospodarczej. Nie można jednak zanegować faktu, że do tego kroku zwaśnione strony zostały popchnięte też przez Cesariniego.

Rachunek zysków i strat był jednak niekorzystny dla Władysława i to z wielu przyczyn. Przede wszystkim szczególnie groźne było to, że terytoria Elżbiety obejmowały północne Węgry, tym samym skutecznie mogła ona kontrolować kontakty króla z Polską. Miało to ogromne znaczenie głównie z wojskowego punktu widzenia. Elżbiecie podlegało też kilka ważnych strategicznych punktów, rozrzuconych po całych Węgrzech, co znów miało niebagatelne znaczenie w obliczu ewentualnej wojny z Turcją. Warto zwrócić uwagę, że traktat przewidywał, iż panowie i szlachta węgierska mogli opowiadać się bądź po stronie Władysława, bądź optować za Elżbietą. Pojawiało się zatem pytanie, jak to się miało do przyszłej wojny? Władysław miał obowiązek zmagania się z Turkami, Elżbieta takim zadaniem obarczona nie była, a zapis, że obydwie strony wspólnymi siłami będą wojowały, był mało precyzyjny i faktycznie niewiele znaczył..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 131-132

Dwa dni po wyjeździe Władysława królowa Elżbieta zachorowała, a trzeciego dnia choroby, tj. 19 grudnia 1442 r., zmarła.

Śmierć królowej Elżbiety unieważniła układ zawarty w Gyór. Wybuchła więc na nowo wojna domowa. Jan Giskra, nie czując się już teraz związany postanowieniami układu gyorskiego, wznowił niebawem działania wojenne na terenie Górnych Węgier. Dawni zwolennicy Elżbiety, wśród których był prymas Dionizy Szecsi, odmówili uznania Władysława za króla i zwrócili się o pomoc do Fryderyka III Habsburgajako opiekuna osieroconego Pogrobowca..."


Fragment książki: Edward Potkowski "WARNA 1444" s. 122

"...Zwolennicy zmarłej królowej także usztywnili swoje stanowisko. Przykład dał arcybiskup Szecsi, który oświadczył, że nie uznaje Jagiellończyka i zwrócił się do cesarza z prośbą o wystąpienie w imieniu pogrobowca. Podobnie postąpił Giskra, który poselstwu królewskiemu oświadczył, że śmierć królowej zwolniła go z postanowień pokojowych. Miasta Górnych Węgier poszły za jego przykładem, co w konsekwencji doprowadziło do lokalnych działań zbrojnych (w początkach stycznia 1443 r.) przeciwko zwolennikom króla.

W literaturze podnosi się, że Władysław i jego doradcy popełnili w tym momencie błąd, nie reagując siłą przeciwko tym, którzy zerwali pokój. Cesarz bowiem, zajęty wówczas własnymi sprawami w Rzeszy, nie myślał angażować się w wewnętrzne spory węgierskie, a pogrobowca traktował jako ewentualną kartę przetargową na przyszłość. Zwolennicy królowej nie mieli na dłuższą metę szans oporu i z pewnością przeszliby na stronę Jagiellończyka. Jednakże król, pod naciskiem Cesariniego, miał na uwadze wyłącznie utrzymanie pokoju, chociażby w formie tylko zawieszenia broni, a to w tym celu, aby tylko nie zaniechać przygotowań do wojny z Turkami. Tak więc w miejsce energicznej akcji zbrojnej wobec przeciwników, zadowolono się kruchym rozejmem. Zamiast podania Fryderykowi twardych warunków dotyczących losów pogrobowca, rozpoczęto w tej sprawie z Habsburgami pertraktacje. Była to nieudolność polityczna, która w znacznej mierze obciąża monarchę, nie zaś wyłącznie jego politycznych doradców.

W rezultacie, śmierć królowej przekreśliła traktat zawarty w Gyór. W królestwie węgierskim zapanował stan zawieszenia broni, który formalnie obowiązywał do kwietnia 1443 roku. Na takich to wątłych podstawach stało państwo, którego monarcha, uznawany tylko przez część poddanych, sposobił się do wojny z najgroźniejszą wówczas potęgą militarną w tej części Europy..."


Fragment książki: Karol Olejnik "WŁADYSŁAW III WARNEŃCZYK " s. 133-134

"...Rosnące wpływy nieugiętego zwolennika krucjaty, kardynała Juliana Cesariniego, na dworze węgierskim sprawiły, że zamiast ostatecznego rozgromienia stronnictwa habsburskiego przygotowano wielką wyprawę wojenną przeciw Turkom. Rozwiązanie zaś wewnętrznego konfliktu węgierskiego odłożono na później. Taki obrót sprawy był ciosem dla planów politycznych biskupa Oleśnickiego. Wyprawa turecka miała bowiem służyć jedynie interesom papieża Eugeniusza IV i wzmocnić jego autorytet. Tymczasem Polska znajdowała się w obozie przeciwników papieża — wśród zwolenników soboru bazylejskiego. Sam Oleśnicki zresztą opowiadał się za ideą wyższości soboru nad papieżem. W 1441 r. biskup krakowski poparł wybranego przez sobór papieża Feliksa V i przyjął od niego kapelusz kardynalski. Nic więc dziwnego, że cele wojenne kardynała Cesariniego były zupełnie inne niż plany polityczne Oleśnickiego. Wojna z Turkami zamiast realizacji programu Polski mocarstwowej miała przynieść tylko korzyści Węgrom i rozstrzygnięcie konfliktu kościelnego. Sukces wyprawy antytureckiej Władysława mógł także przyczynić się do zwycięstwa Eugeniusza IV nad soborem bazylejskim, do triumfu zasady wyższości papieża nad soborem..."


Fragment książki: Edward Potkowski "WARNA 1444" s. 125

Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości