WOJNA POLSKI I LITWY Z TATARAMI |
|
"...Nowy chan Machmet (Mehmed I) Girej (1515-1522) odnowił wprawdzie 14.III 1516 r. traktat z królem polskim, ale już w następnych miesiącach przeszedł na stronę moskiewską. W tej sytuacji agenci Wasyla III na Krymie skłonili swych stronników do najazdu na ziemie polsko-litewskie. Oficjalnie wyprawa miała się odbyć wbrew woli Machmet Gireja..." Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom I. Lata 1500-1548" s. 135-136 "...Na Perekopie zebrały się znaczne siły tatarskie oceniane przesadnie przez polskich kronikarzy na 40 tys. ludzi, w rzeczywistości do 10 tys. jazdy dowodzonej przez braci chańskich kałgę Achmeta i Sahiba, synów Alpa, Kazi i Czarta oraz Himeta, syna Achmeta. Tatarzy przeprawili się przez Dniepr pod Tawaniem i ruszyli w końcu czerwca 1516 r. na Ruś i Podole. Ta niespodziewana dla strony polskiej wyprawa była powtórzeniem najazdu 1512 r. Pograniczem wołyńsko-ruskim Tatarzy wdarli się do ziemi lwowskiej i założyli kosz pod Buskiem. Stąd rozesłali zagony na tereny stosunkowo mniej splądrowane przed czterema laty - ziemię lwowską, halicką i wołyńską. Spustoszyli zwłaszcza okolice naddniestrzańskie aż po Karpaty i pogranicze polsko-węgierskie, zagarniając jakoby 50 tys. ludzi w jasyr..." Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom I. Lata 1500-1548" s. 136-137 "....Strona polska była całkowicie zaskoczona. Król przebywał wówczas w Wilnie. Kanclerz i wojewoda krakowski Krzysztof Szydłowiecki zwołał pospolite ruszenie pod Proszowicami, ale na jego apele o wyjście w pole szlachta odpowiadała, by sam dał przykład lub zwerbował wojsko zaciężne. Obaj hetmani koronni - wielki Mikołaj Firlej i polny Jan Tworowski dysponowali zaledwie 700-konną jazdą potoczną. Sprawniejsza okazała się szlachta podolska. Wojewoda podolski Marcin Kamieniecki zwołał pospolite ruszenie do Kamieńca i połączył je z siłami potocznymi Tworowskiego i strażnika polnego Stanisława Lanckorońskiego w Międzybożu. Postanowiono przebijać się do Buska, gdzie miał również przybyć Firlej z chorągwiami zaciężnymi. Akcja zakończyła się pełnym powodzeniem. Kamieniecki, Tworowski i Lanckoroński rozbili 800-konny oddział tatarski pod Trembowlą, a następnie 500-konny pod Podhajcami. W czasie ostatniej potyczki (wg J.L. Decjusza pod Potokiem) Tatarzy widząc bezskuteczność ucieczki z jasyrem - wymordowali pobrane w niewolę dzieci i dziewczęta. Jeden z czambułów liczący 200 konnych (wśród nich byli zapewne Turcy) odłączył się od sił głównych i został całkowicie zniesiony pod Wiśniowcem na Wołyniu przez kozaków kniazia Michała Wasylewicza Wiśniowieckiego. Spiesząc na miejsce koncentracji w Busku z powodzeniem więc bito mniejsze oddziały tatarskie w głębi własnej obrony..." Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom I. Lata 1500-1548" s. 137 "...W połowie lipca Tatarzy ściągnęli już z łupami i jasyrem z powrotem do kosza pod Buskiem. W celu uniemożliwienia pościgu i koncentracji sił polskich postanowili - wbrew swym zwyczajom - przystąpić do oblężenia miasta, licząc na łatwy dostęp do umocnień wskutek wyschnięcia otaczających Busko bagien doliny Bugu i Słomwuny. Szturm się jednak nie udał. Tatarzy, nie mogąc się dostać do miasta wobec silnego oporu załogi i zaciężnych Firleja, spalili jedynie przedmieścia Buska i odeszli w kierunku Wiśniowca. Hetman wielki mając zaledwie 200-300 jazdy nie ruszył za nimi w pościg - czekał na przybycie Tworowskiego i Szydłowieckiego. Kanclerz z panami krakowskimi wyruszył jednak zbyt późno z Krakowa i dowiedziawszy się o odwrocie Tatarów zawrócił z powrotem. Nie mógł tym razem Firlej liczyć również na wołyńską służbę ziemską Ostrogskiego. Po dołączeniu Tworowskiego i Kamienieckiego w Busku znalazło się 700 jazdy potocznej i 1300 szlachty ruskiej i podolskiej. Z 2-ma tys. jazdy puścił się wprawdzie Firlej w spóźnioną pogoń za Tatarami, ale wobec przeszło czterokrotnej przewagi liczebnej nieprzyjaciela nie zdecydował się na stoczenie walnej bitwy i próbę powtórzenia zwycięstwa polsko-litewskiego sprzed czterech lat. Główne siły tatarskie bez przeszkód uszły więc ze zdobyczą za Dniepr..." Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom I. Lata 1500-1548" s. 137-138 "...Machmet Girej wysłał do króla Zygmunta gońców z przeproszeniami i wyjaśnieniami niemożności utrzymania w karbach awanturniczych swych braci i synów. Nie dowierzając na dworze krakowskim chańskim zapewnieniom, wstrzymano „upominki" dla Krymu i biorąc pod uwagę fakt, że Tatarzy wskutek wielkiego głodu zalegli na leża zimowe u Czarnego Lasu, wzmocniono obronę potoczną. Hetman wielki litewski Konstanty Ostrogski otrzymał od króla polecenie, by w razie zagrożenia powołał pospolite ruszenie z Wołynia i połączył je z wojskiem polskim. Zamierzano w ten sposób zapobiec powtórzeniu się sytuacji z lipca, kiedy to Litwini nie przyszli z pomocą hetmanom koronnym..." Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom I. Lata 1500-1548" s. 138 "...W sierpniu lub wrześniu 1516 r. dowództwo polskie zorganizowało akcję zaczepną na tereny tatarskie, która miała charakter zarówno odwetowy, jak i prewencyjny. Brat strażnika polnego Przecław Lanckoroński zebrał kilkaset koni jazdy zaciężnej i pocztów ochotniczych szlachty ruskiej i podolskiej. Dołączył starosta czerkaski i kaniowski Ostafi Daszkiewicz z oddziałem Kozaków dnieprowych. Siły obu dowódców liczyły w sumie 1200 zbrojnych. Przeszli oni szybkim marszem Podole litewskie wykorzystując zapewne tatarski szlak kuczmański, skręcili następnie na południowy zachód i poruszając się lewym brzegiem Dniestru dotarli w okolice Białogrodu. Napadli tu na osady tatarskie i tureckie, zagarniając znaczne łupy, zwłaszcza konie, owce i bydło. Brak ścisłych przekazów źródłowych utrudnia rekonstrukcję działań Lanckorońskiego i Daszkiewicza. Przypuszczalnie posuwając się na północ od jeziora Kujalnik zaatakowali oni wsie leżące na lewym brzegu Dniestru, m.in. Majak (Majak Geczit, Janyk Hisar) liczącą w II poł. XVI w. 80 dymów i zamieszkały przez Tatarów, Turków i chrześcijan. Znajdowała się tu po 1538 r. komora celna podległa oddalonemu ok. 55 km garnizonowi białogrodzkiemu. Szeroka w tym miejscu rzeka, którą pokonywano na łodziach, stanowiła naturalną przeszkodę zarówno dla polsko-litewskich napadów, jak i turecko-tatarskich pościgów. W celu odparcia ataku zaalarmowany namiestnik białogrodzki (możliwe, że po porozumieniu się z seraskierem ordy białogrodzkiej) pchnął za Dniestr oddział lekkiej posiłkowej jazdy (zapewne nogajskiej). Polacy i Kozacy ruszyli natomiast na południowy wschód, starając się jak najszybciej oderwać od przeciwnika. Obciążeni zdobyczą i ustępując szybkością zostali jednak doścignięci przez Tatarów i Turków nad Jeziorem Wydowym, czyli na wschód od limanu dniestrowego, który nosił nazwę jeziora. Stoczyli w trudnym poprzerywanym wąwozami terenie zwycięską bitwę z nieprzyjacielem, pogoń rozbili i szczęśliwie wrócili na Podole. Pokonali w sumie (licząc tylko od Bracławia) przeszło 600 km w trudnych warunkach terenowych. Jak zanotował M. Bielski w swej kronice: „jechali w kozactwo pod Białogród, zajęli dobytek turecki i tatarski, pędzili do domu... i z korzyścią wrócili. A natenczas się dopiero kozacy u nas wszczęli". Akcja Lanckorońskiego została więc pomyślana na wzór tatarskich i kozackich wypraw rabunkowych. Jej powodzenie wskazywało, że i oddziały polsko-litewskie zdolne są do działań zaczepnych na posiadłości tatarsko-tureckie..." Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom I. Lata 1500-1548" s. 138-139 "... W końcu listopada 1516 r. mniejsze siły tatarskie spod Czarnego Lasu uderzyły czarnym szlakiem na Podole. Zagony rozpuścili w kierunku Kamieńca, Latyczowa, Międzyboża i Zinkowa. Obroną kierował strażnik polny Stanisław Lanckoroński, wspierany przez rotmistrzów potocznych Pawła Farureja i Jakuba Secygniowskiego. Ostrogski zdążył podesłać pomoc z Wołynia, którą zapewne przyprowadził jego wnuk Roman. Senat koronny zdecydował powołać pospolite ruszenie, które miało się zebrać w obozie pod Miliczem. Na Podole wysłano oddział złożony z tysiąca nowozaciągniętej jazdy dla wsparcia obrony potocznej. Skupiała się też szlachta podolska, tak że siły, którymi dysponował Lanckoroński, sięgać mogły 2-3 tys. żołnierzy. Strażnik polny postanowił bronić linii górnego Bohu. Ruszył z Kamieńca na północny wschód i w dwóch kolejnych potyczkach pod Latyczowem i Międzybożem rozbił oddziały tatarskie. Odebrał przy tym zdobycz i wziął do niewoli kilku nieprzyjacielskich dowódców. Na uciekających Tatarów uderzył z oddziałem Wołynian Roman Ostrogski, ale gdy padł pod nim postrzelony z łuku koń, został rozsiekany szablami. Dnia 7 grudnia czambuł liczący 400 wojowników podszedł pod sam Międzybuż. Znajdujący się tam z chorągwiami potocznymi rotmistrz Paweł Farurej (bratanek Zawiszy Czarnego) dopadł Tatarów w nocy pod wsią Radymicze (Radzynie) i całkowicie rozbił. Stwierdziwszy silne zgrupowanie polskie pod Międzybożem, nieprzyjaciel próbował je ominąć. Zdecydował się na powrót ze zdobyczą szlakiem kuczmańskim na południe od Bohu przez Czarny Ostrów i Szarawkę. Dnia 8 grudnia rotmistrz Jakub Secygniowski z kilkoma chorągwiami potocznymi zastąpił drogę pod Zinkowem (38 km na południowy wschód od Szarawki) 1000-konnemu oddziałowi tatarskiemu. Doszło do starcia w którym Tatarzy początkowo odpierali zaciekłe polskie ataki, ale wkrótce ulegli i zostali rozproszeni. Secygniowski wziął jeńców, odbił jasyr i odebrał znaczne łupy. W ten sposób skutecznie znosząc poszczególne grupy nieprzyjacielskie w bitwach i potyczkach dowódcy potoczni udowodnili swą wyższość w walce ruchomej w głębi swej obrony. Dysponowali zresztą doskonale do tego typu działań nadającymi się chorągwiami zaciężnymi - szybkimi, dobrze wyszkolonymi i uzbrojonymi. Ich atutami była bardzo dobra znajomość terenu, świetnie funkcjonująca łączność i rozpoznanie..." Fragment książki: Marek Plewczyński "Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom I. Lata 1500-1548" s. 139-140 |
Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości